Miasto potrzebne od zaraz!

Siedzieliśmy w salonie Mikołaja Miki łaknąc jak kania dżdżu. Nagle, jak grom z jasnego nieba, spadł na nas okrzyk:

- Opole wywaliło festiwal z Opola!!!

Wiadomość zdruzgotała nas na 10 minut. Pierwszy z szoku i niedowierzenia otrząsnął się Normalny.

- I co teraz? – zapytał.

- Nic. Podobno szukają innego miasta…

Mikołaj Mika zamyślił się głęboko, a po chwili twarz zajaśniała mu blaskiem natchnienia. Gestem nakazał ciszę i (nie wchodząc na drabinkę) przemówił:

- Szukanie innego miasta na opolski festiwal to durny pomysł. Każde polskie miasto (nawet Chicago) ma w sobie coś chujowego… Wyjście jest tylko jedno: TRZEBA ZBUDOWAĆ NOWE MIASTO!!!

Wszyscy oniemieliśmy z podziwu, a każdy myślał w duchu: „Ten to ma łeb”! Tymczasem Mikołaj kontynuował:

- Miasto trzeba zbudować od podstaw. Musi być koszerne, charakterne i niefelerne. Z ciepłą wodą w kranach i spłuczkach…

- A jak będzie nazywało się?

- Jarosław! – wyrwał się lizus Kolega Podśmiechujek.

- Miasto Jarosław już istnieje…

- To może Łuk Kurski?

- Za bardzo z Sowietami kojarzy się, ale kombinuj dalej Podśmiechujku. Ogłosimy konkurs na nazwę miasta. Kto wie? Może właśnie ty go wygrasz? A teraz do dzieła! Miasto zbudujemy nad rzeką, a jezioro będzie niedaleko… Jan Pietrzak napisze akt erekcyjny, kamień węgielny wmuruje…

- Jarosław! – znowu wyrwał się lizus Kolega Podśmiechujek.

- Tak jest! A zaprawy namiesza mu pan Andrzej… O matko! Ale mnie suszy…

- Biegnę po swoją piersiówkę! – Profesor Gender zerwał się i pobiegł.

- Ja idę pożyczyć na litrową flaszę żubrówki! – zadeklarował Normalny i też wyszedł.

- Tylko szybko wracajcie! – Krzyknął za nimi Mikołaj – Trzeba jeszcze pieśń skomponować… Ja w międzyczasie skoczę upłynnić dyżurny banknot stuzłotowy…

Boja i Kolega Podśmiechujek zatarli ręce.

Wkrótce pieśń była gotowa:

„Zbudujemy miasto klawe,
Zbudujemy taki gród,
W którym wszystko będzie prawe,
W którym czysty będzie brud!

W tym mieście festiwal będzie niczym miód!
Dziegciu tu nie doda żaden podły wróg!
Wszystkie festiwale przeniesiemy tu!
Niech żyje Pan Prezes! Łubu dubu du!!!”

Konstytucja w liczbie mnogiej

Jedna jedyna Konstytucja to twardy orzech do zgryzienia. Z jedynakami jest tak, jak w tym staromądrym polsko – ukraińskim powiedzeniu: „Jedynak nasrał mamie w kapuśniak” (wymawiając głośno to zdanie, należy zaakcentować sylaby „nak” i „niak”).

Konstytucję (podobnie jak jedynaka) trudno zmienić. Żeby tego dokonać, trzeba wpłynąć (czyli znaleźć kwity lub haki) na kilkuset posłów i senatorów. A potem jeszcze referendum! Normalnie to wszyscy psy na Konstytucji wieszają (więcej na niej psów wisi niż na hakach w chińskiej rzeźni), ale niech tylko ktoś spróbuje zmieniać! Zaraz wszyscy jej bronią z poświęceniem, niczym własnych pobocznych interesów.

Na co dzień Konstytucja łamana jest ustawicznie. Główny strażnik nie ma szans jej upilnować, bo ma też inne, nie mniej ważne zajęcia (musi strzec żyrandola i stróżować w przedpokoju). Dlatego Konstytucja jest chora. W ciągu dwudziestu lat obowiązywania zadano jej setki niemikrourazów, a czy choć jedno złamanie zostało nastawione należycie (pytanie retoryczne)?

Czy tak być musi? NIE!!! Czas na zmiany!

Po pierwsze. Konstytucja nie powinna obowiązywać bezterminowo, czteroletnia kadencja to maksimum!

Po drugie. Konstytucji nie powinien uchwalać jakiś zakichany parlament. Powinna być wybierana w wyborach powszechnych przez wszystkich obywateli!

Po trzecie. Konstytucja nie powinna być jedna. Powinniśmy wybrać 365 Konstytucji, na każdy dzień roku inną!

Takie rozwiązania sprawią, że będziemy mieli same plusy. Jeżeli Konstytucja okaże się do niczego, to ileż może naszkodzić przez jeden dzień? Nawet jeżeli wszystkie okażą się do dupy, to przecież cztery lata zlecą jak z bicza strzelił i wtedy wybierzemy nowe i lepsze! I jakie to demokratyczne! Każdy będzie mógł napisać Konstytucję i wystartować ją w wyborach. Wystarczy zebrać 20 cudzych podpisów i wydrukować tekst swojego projektu czarno na białym. Konstytucje też nie będą tak cierpieć. Nawet jeżeli któraś zostanie złamana, to będzie miała całe 364 dni żeby dojść do siebie, zanim znowu ktoś ją złamie!

Na preambuły też mamy sposób. Trudno wyobrazić sobie 365 oddzielnych preambuł. Wszak nawet na całym świecie nie ma aż tylu wartości do których można się odwoływać. Dlatego będzie tylko jedna wspólna preambuła, a jej treść zostanie utajniona. Zdusi to wszelkie kontrowersje w zarodku, a zarodek znajdzie się pod ochroną prawną.

I jeszcze jedno. Raz na cztery lata, 29 lutego, zafundujemy sobie Krajowy Dzień Bez Konstytucji. Prawda, że genialny pomysł?

Obce nacje pozesyrają się z zazdrości!

Z kroniki parakryminalnej

Trzy fajne babeczki, Maryla R., Kayah ?. i Kasia N. nieparagrafowo (na razie) skonfliktowały się z prezesem telemisji publicznej Jackiem K. Kayah ?. została sprowokowana bezpośrednio, pozostałe – pośrednio.

Nie wiadomo o co chodzi, ale wiadomo, że nie o pieniądze (przynajmniej nie bezpośrednio). Podobno Jacek K. rzekomo (Jacek K. wypiera się) wycofał Kayah ?. z udziału w festiwalu w Opolu, bo Kayah ?. łazi tam gdzie nie powinna. Kasia N. wycofała się sama w ramach solidarności z Kayah ?.(znowu ta solidarność!). Maryla R. rozważa wycofanie się z festiwalu w ramach tego, że jest jej przykro.

Podobno Kayah ?. nagrabiła sobie nie tylko łażeniem na niekoszerne imprezy. Gwoździem do trumny był tekst jej piosenki, którego nie chciała zmienić. Prezes życzył sobie by słowa „Prawy do lewego, wypij kolego, przecież wiemy, nigdy nie ma tego złego” zastąpiły inne: „Prawy do lewaka: kawał żeś łajdaka, w pierdlu zgnić powinna łajza wredna taka”!

My wiemy jedno: festiwal w Opolu bez Maryli Rodowicz będzie do dupy. Chyba, że wystąpi Jacek K. i zaśpiewa:

„Sprawnie Jacek w tivi rządzi,
Już wyleciał, kto pobłądził!
Hejże hej, hejże ha,
Jacek świetny program da.
Hejże hej, hejże ha,
Niech rządzenie Jacka trwa”!

Adam, Ewa i ludzie

Pan Bóg stworzył człowieka Adama i człowieka Ewę (kolejność alfabetyczna, nie faktyczna). Umieścił ich w Edenie, gdzie żyli szczęśliwie i czasu nie liczyli, bo w raju czas nie istnieje. Eden oddzielony był od reszty Ziemi murem niewidzialnym. Za tym murem (czyli na reszcie Ziemi) panowała wolna amerykanka, czyli naturalna selekcja (pierdyknięcie komety to też chyba naturalna selekcja?)  i ewolucja.

Krótko mówiąc: w Edenie trwała sielanka, a mieszkańcom przyjemnie z ust pachniało (na razie). Poza Edenem – działo się i zmieniało na coraz gorsze.

Te zmiany na gorsze nie następowały szybko. Najpierw pojawiły się nietelefoniczne komórki. Długo szwendały się pojedynczo. Trudno stwierdzić kiedy zaczęły łączyć się w koalicje, ale jak już zaczęły, to wszelki umiar zaniknął. Powstało organizmów tak dużo, że do dzisiaj wszystkie nie zostały odkryte jeszcze.

Ale nie o to chodzi. W Raju nadal trwała sielanka, a na ziemi zaczęły dominować ssaki. Były wśród nich małpy i właśnie z małp wyewoluowała najbardziej rozwinięta forma złośliwej i pasożytniczej egzystencji – ludzie bezduszni!

Ludzie bezduszni podzielili się na: polityków, kapłanów, urzędników średniego i wyższego szczebla, prawników, celników, komorników, aferałów, esbeków, bankierów i innych takich. Źle im działo się, bo nie było kogo łupić. Snuli się jak smrody po gaciach, a z ust ich (oprócz przykrego zapachu) wydobywało się pytanie:

- Jak żyć, Panie Boże? Jak żyć?

Traf chciał (bo planu takiego chyba nie było?), że w Edenie akurat skończyła się sielanka. Adam i Ewa popełnili czyn nazwany później grzechem i musieli opuścić rajski ogród. Z duszą na ramieniu przekroczyli bramę i natychmiast popadli w łapy ludzi bezdusznych.

- Ju hu! – zakrzyknęli ludzie bezduszni – Brać ich!!

Zanim Adam i Ewa obrócili się, mieli już numer PESEL, numer NIP, wpis do ksiąg parafialnych i  przyznany kredyt walutowy…

Dzisiaj nie wiadomo już kto od Boga, a kto od małpy pochodzi…Niektórzy próbują posortować, ale czy uda się?

Ciekawe jak długo to jeszcze potrwa?

-

Dwa miliony lat temu

Pitekantroniusz Mika zlazł z drzewa marula, wyprostował się… i tak już mu zostało.

„Hmmmm” – pomyślał – „Pozycja wyprostowana nie jest zła. Już nie wyglądam jak Prezydent wchodzący do gabinetu Prezesa”…

Spojrzał na swoje odbicie w pobliskiej sadzawce, zrobił groźną minę i powiedział:

- My name is Erectus, Homo Erectus…

Nieopodal obozowało stado jakichś hominidów. Mika podszedł do nich, wyciągnął papierosa i zawołał:

- Hej, neandertale! Ma któryś ognia?

Nie mieli. Nawet nie wiedzieli co to jest.

- Ognia nie znacie? Epoka lodowcowa jest, a wy nawet herbaty z rumem nie możecie przyrządzić? Straszne! Ale nie lękajcie się! Ja będę waszym jaskiniowym Prometeuszem…

Pitekantroniusz skrzesał ognia i pokazał hominidom jak rozpalić ognisko.

- Pieczone mięsko jest znacznie smaczniejsze…

Nie pozwolili mu skończyć. Kiedy nadziewano go na rożen, zdążył jeszcze pomyśleć:

- „Durne te neandertale… mogli poczekać… chciałem im pokazać jak przyprawę do grilla zrobić”…

 

P.S. Błędem było złażenie z drzewa? Raczej nie… Ciężko jest żyć na drzewie. Nawet na takim sympatycznym jak drzewo marula (6kg nadgniłych owoców = 1 puszka nienajmocniejszego piwa). Dodatkowo trzeba było rywalizować z mamutami, które też lubiły uderzyć w gaz, a spust miały gigantyczny!

P.S. 2. Niektórzy politycy mają pecha. Kapitan, który zatopił  własny okręt i nazywa się Schettino, poszedł siedzieć na 16 lat!

Cztery proste pytania

Rząd zadał cztery proste pytania (ot, taka mała matura na poziomie nierozszerzonym). Odpowiedzi Rząd oczekuje od PO, jednak my też odpowiemy na te pytania, bo mamy program i też chcemy dorwać się do władzy! Wprawdzie nie jesteśmy Platformą Obywatelską, ale posiadamy paletę europejską i taką ciężką skrzynkę po amunicji do kałacha (w kolorze zgniłej zieleni, ale możemy przemalować).

1. Czy podniesiecie wiek emerytalny?

Nie! Nie podniesiemy i nie obniżymy wieku emerytalnego. My zlikwidujemy wiek emerytalny! Emerytura będzie należała się po przepracowaniu 1 (słownie: jednego) roku! Wprawdzie chodzi nam o rok neptuniański, ale rok to rok! I jeszcze podniesiemy minimalną emeryturę! Będzie wynosiła milion… Co tam milion… Miliard plus tysiącpięćsetstodziewięćset!!!

2. Czy zlikwidujecie lub zmienicie program 500+?

Troszkę zmienimy. Pięć stów będzie na każde dziecko! I będzie wypłacane do czasu aż dane dziecko po raz pierwszy wypowie słowo „kurwa”.

3. Czy zlikwidujecie IPN i CBA?

Sprawdziliśmy sobie w Wikipedii co oznaczają te dwa skróty… IPN zlikwidujemy, ale nie całkowicie. Wywalimy literkę I. Pamięć Narodowa zostanie, a Instytut pójdzie na zieloną trawkę! Natomiast CBA nas wkur… Kiedy przejmiemy władzę, nie będzie żadnej antykorupcji! Żeby zdobyć władzę, człowiek narobi podłości, nakopie dołków, napodkłada świń, nazdradza przyjaciół, nachodzi po trupach, nakłamie jak Pinokio i co? Goła pensyjka? Prawo do korupcji należy się jak psu buda! JTM (job twoju mać)!!!

4. Czy przyjmiecie emigrantów?

Kolega Podśmiechujek powiedział, że przyjmie jedną emigrantkę (o ile będzie nią Angela Merkel).

——————————————————————————————————

Zdaje się, że udzieliliśmy poprawnych odpowiedzi na wszystkie pytania… Dawać władzę!!

Czerwony Kapturek. Bajka z przemądrym morałem

Bajka jest młoda, więc nie będzie „dawno, dawno temu”…

Nie tak dawno temu (chyba nawet w tym roku), tuż za rogiem (dla ludzi, którzy mieszkają tuż przed rogiem) żyło sobie w stanie panieńskim dziewczę słodkie i udałe. Nie nazywano jej Czerwonym Kapturkiem, ponieważ bardziej pasowało do niej określenie „Fiona”. Jednak faktem jest, że posiadała modną (acz skromną) kurteczkę z kapturem we wspomnianym kolorze i przywdziewała ją na uroczyste okazje.

Owej niedzieli też przywdziała, bo wiosenny deszczyk zacinał bardzo listopadowo. Sprawdziła czy ma komórkę i udała się do kościółka. Kiedy przechodziła koło osiedlowego sklepiku monopolowego drogę zastąpił jej żul – erudyta.

- Quo vadis, Czerwony Kapturku? – żul jednym pytaniem uwiarygodnił pierwszą część tytułu bajki i udowodnił, że zasługuje na miano erudyty.

Świeżo upieczony Czerwony Kapturek też nie był w ciemię bity. Doskonale zrozumiał pytanie, a że nie miał nic do ukrycia, odpowiedział zgodnie z prawdą i grzecznie (delikatnie tylko zmarszczył nosek, bo żul wydzielał zawiesisty odorek):

- Do kościółka zmierzam, panie. Chcę wziąć udział w sumie…

- Chwalebne to przedsięwzięcie, młoda damo. Jednak nie samą sumą człowiek żyje… Jako wierząca i praktykująca, chyba wiesz, że spragnionego należy napoić?

Pytanie było retoryczne, a żul jeszcze je podkreślił zanosząc się suchym kaszlem.

- Chory jestem – powiedział kiedy atak kaszlu minął – Ze względu na stan zdrowia, mam przerwę w odbywaniu kary więzienia, a siedzę za niewinność… Jednak nie musisz mnie nawiedzać, nie musisz mnie pocieszać… Wystarczy, że napoisz!

- Ale jak? Nie mam wody…

- Woda niepotrzebna. Nie jesteśmy na Saharze. W tym oto punkcie handlowym sprzedają napój, który nie tylko gasi pragnienie. Sprawia też, że łatwiej jest chwalić… Promocyjna cena flaszki tego eliksiru wynosi raptem 4.99!

- Mam ja tu w portfeliku 5zł, które chciałam przeznaczyć na ofiarę…

- Uczynek miłosierny jest ważniejszy. Daj mi tego piątaka i idź już, bo spóźnisz się. Nie wypada spóźniać się na mszę…

Bajka nie kończy się dobrze. Traumatyczne spotkanie to nie wszystko. Czerwony Kapturek z gołą ręką poszedł do kościoła i musiał wstydliwie uciekać spojrzeniem kiedy, w środku mszy, podszedł do niej ubrany w firankę dystyngowany pan i nadstawił koszyczek wyściełany serwetką…

Morał aż po oczach wali:
Nie doświadczył by Kapturek złego,
Gdyby wreszcie Sejm uchwalił
Zakaz handlu niedzielnego!

P.S. Jeżeli ktoś posiada zbędną odzież (w nienajgorszym stanie) i zechciałby odstąpić, to proszę o wiadomość na maila. To nie żart…

 

Pojednanie na śniadanie

Mikołaj Mika obudził się niezbyt wniebowzięty.

- Matko jedyna! – krzyknął – Rujnuje nas!

Wszyscy ze snu podnieśli skroń, a pierwszy odszokował się Normalny.

- Co nas rujnuje?

- Niezgoda!

- Niezgoda? – Kolega Podśmiechujek uśmiechnął się obleśnie – Ona rujnuje tylko banki, a prezentera to wręcz utrzymuje… znaczy się… utrzymywała…

- Milcz Podśmiechujku! – Mikołaj przerwał mu obcesowo – Nie ta niezgoda! Chodzi mi… Nieważne… I tak nie zrozumiesz. Idź się wysikaj!

- Uspokój się Mikołaju – Profesor Gender łagodnie pogłaskał go po glacy – I powiedz o co ci chodzi.

Mikołaj Mika odetchnął głęboko, ale nie z ulgą.

- Słuchajcie – powiedział – Nasi politycy kłócą się brutalnie i wulgarnie. Cierpi przez to Polska, Europa i Świat. Muszę położyć temu kres, bo zrujnują wszystko. Natychmiast trzeba ich wezwać i przemówić im do rozumu… znaczy się do słuchu, bo słuch to chyba mają… Boja, wysyłaj kaczęta pocztowe!

- Do wszystkich?

- Do wszystkich! Napisz, że mają stawić się na śniadaniu. A jeśli kto nie stawi się, to mu łeb przy samej…

-A co im damy żryć? – Dobra Kobieta wzięła się pod boki – Tym darmozjadom?

- Masz tu ośmiornicę – Mikołaj podał jej ośmiornicę.

- To jest ośmiornica? Ona ma tyko jedną mackę!

- Nie szkodzi. I tak wygląda obrzydliwie. Przyrządź ją w occie, po żydowsku albo po arabsku…

- Jedno danie? Trochę mało…

- W kredensie jest półmisek ambergoldów. Mamy też sałatkę i dla każdego będzie porcja dorsza za 8,16. Wystarczy! Profesorze, jak tam twoja machina? Nakapała wystarczająco? Kwaśniewski też przyjedzie!

- Będzie Kwaśniewski? No to idę ją podkręcić…

————————————————————————————-

Stawili się wszyscy. Mikołaj Mika pogroził im palcem i powiedział:

- Wiecie dobrze, że ze mną żartów nie ma. Może nie jestem Ojcem Chrzestnym, ale Matką Miłosierną też nie. Słuchajcie i zapamiętajcie! Od dzisiaj koniec kłótni. Ma być zgoda! Niezgoda rujnuje, zgoda buduje!

Powiódł wzrokiem po słuchaczach i zaintonował:

- „Zbudujemy nową Polskę, zbudujemy taki świat, w którym wszystko będzie lepsze, w którym nowy będzie ład”…

Okazało się, że wszyscy doskonale znali tą pieśń i ochoczo przyłączyli do śpiewu. Kiedy skończyli, Mikołaj uciszył wiwaty i rzekł:

- A teraz pogódźcie się wszyscy i jedzcie i pijcie…

Pogodzili się wszyscy i jedli i pili…

———————————————————————————————-

U Mikołaja w dzień zgodowy, takie toczą się rozmowy:

- Miło Cię widzieć, Donku. Wiesz, odwołam rezerwację celi dla Ciebie. Jakże Ci tam, w tej Europie?

- Nie ma lekko, Jareczku. Muszę wskakiwać do wyra Angeli niczym król Staś do łoża carycy Katarzyny… Och! Sznurowadło Ci się rozwiązało, pozwól że zawiążę…

—————————–

- Hej, Rysiaczku! Nie będę już waliła się w łeb, kiedy Ty przemawiasz. Obiecuję!

- Cudnie, Krysieńko. Może razem wyskoczymy na Maderę?

————————–

- Antoś, Ty nie jesteś groźnym fanatykiem… Zyskujesz przy bliższym poznaniu!

- Długo czekałem na Twoją ochrypłą pochwałę, Stefanku… Jeśli chcesz, to nauczę Cię skakać z trampoliny basenowej…

———————————–

- Grzesiu! Mogę wejść na Twoją platformę? Chcę Cię pobłogosławić, synu…

- Oczywiście, Ojcze Tadeuszu. Zapraszam, koperta czeka! Od dzisiaj będę nazywał Cię Tatusiem Tadzikiem…

———————————–

- Ewciu, byłaś świetną premierką!

- Ty też jesteś znakomita, Beatko. Wprawdzie ja częściej płakałam, ale Ty nie gubisz się na dywanie…

————————————————

Boja odciągnął Mikołaja Mikę na stronę.

- Mikołaju, rzygać się chce od takiej zgody. Wygoń ich teraz, a potem wezwij na kolację. Trzeba ich znowu skłócić…

 

P.S. Jeżeli ktoś posiada zbędną odzież (w nienajgorszym stanie) i zechciałby odstąpić, to proszę o wiadomość na maila.

Przedmajowy chlewik polityczny

Patetyczny wstęp I
Rozkwitają larwy kleszczy już,
Zaczajone w pękach białych róż.
Nie panikuj gdy dopadną cię,
Zostać żywicielem – też istnienia sens!

Patetyczny wstęp II
Nie rzekniem złego słowa wszak
Elity zacne mamy!
Mężów szlachetnych nam nie brak
I nie odstają damy!
Nie znajdzie naród lepszych sług!
Niechaj ich chroni… No nie! Bez przesady…

KWICZENIE MA KOLOSALNĄ TERAŹNIEJSZOŚĆ!!!

Hetman Antoni
Będzie! Będzie wyprawa!
Będę miał działo
I będzie działo to strzelało!
Gdzieś powalczymy, coś zdobędziemy
Zwycięski sztandar na gruzach zatkniemy!

Biedny Miś
Wujciu, wujciu Antoni! Jakże to tak?
Czy nie widzisz jak mi źle?
Była dobra zabawa, szmal i medal…
Ach, dlaczego wyrzekłeś się mnie?

Who is who?
A ten pan i pani
Są przez Jarka sterowani,
Czy ta pani chociaż o tym wie?
Ona ma broszków ze sto dwa,
A on nie! Nie grał Maliniaka…

Głos z Radyja
Weź kartkę co ma kratki
I zaproś też sąsiadki
Swoje!
Z ołówkiem siądź gotowa,
Bo zaraz padną słowa
Moje!
To ja, podyktuję wam
Numer konta!
A ty, tych najświętszych cyfr
Nie poplątaj!

Ciastko dla dorosłych
Wyrwać chujom władzę chcę
I jak to zrobić dobrze wiem!
Ale chwilowo owo owo
Jakoś chujowo czuję się…

Ryś Nowoczesny
I ja otwieram nieraz usta,
A z nich wyfruwa bzdura mała.
Choć moja głowa nie jest pusta,
To nie jest także doskonała!
Więc kiedy nadszedł czas protestu
Jam na Maderze stawił czoła!
Choć nie puszczałem żadnych tekstów
I tak wyszedłem na matoła…

Rzepa do Andrzeja
Pytam cię, czemu niszczysz demokrację?
Czy nie widzisz, że PISiory robią źle?
Zrozum wreszcie! Z trybunałem ja mam rację,
To już nawet i ruchadło leśne wie!

Król Donek
Deszcz, wiosenny deszcz,
W gałę źle się gra,
A w dodatku prokurator
Pytań sporo ma!

Niepoślednie ziobro
Ma Europa Tuska
I tam jest kochany.
Trzeba go wyłuskać
I zakuć w kajdany!
Bo nie dlań wolność
I nie dlań swoboda!
Dla niego chleb suchy
I zatęchła woda!

I to tyle na razie…

P.S. Byle do wiosny!

Sposób na życie. Larwa

Łac. larva – maska, widmo (brrrr… straszne!). Jest to stadium rozwoju zwierzęcia politycznego czyli paskudnego raczej. Larwa ma dobrze wykształcony narząd gębowy i przeważnie nie rozmnaża się. A jeżeli już rozmnaża się, to zazwyczaj nie płaci alimentów…

W czasie wyborów larwy postępują dwojako. Jedne przemieniają się w piękne motylki, inne chowają się do kokonów żeby nie straszyć potencjalnych wyborców. Po wyborach – wiadomo…

Różne są gatunki larw. I tak:

CZERW – Larwa obecnie pozaparlamentarna. Kiedyś dominowała w Polsce i nie tylko w Polsce.

KIJANKA – Była nadzieja, że przepoczwarzy się w coś sensownego…

PĘDRAK – Każdy chyba wie o kogo chodzi?

GĄSIENICA – Larwa ludowa. Wpełza do parlamentu wbrew sondażom.

WĄGIER – Ma się za nowoczesną larwę. W pewnym sensie jest taką…

LARWA PANDORY – Wierzy, że niedługo znowu będzie lejkogębcem (jak Tusk wróci). Na razie kwiczy…

LARWA GOTTA – Tak naprawdę pochodzi od nazwiska innego piosenkarza (i ma numer 15). Kiedy osiągnie dojrzałość może być drapieżna!

Którą larwę wybierzemy następnym razem?