Skrupulatny poczet władców Polski. Dytryk

Znakomity przykład zmarnowanego talentu.

Tata Dytryka, niejaki Świętopełk, miał pecha urodzić się się jako przyrodni i sporo młodszy brat Bolesława Chrobrego. Kiedy Chrobry doszedł do władzy, babcia Dytryka (a macocha Chrobrego) szybciutko złapała torebkę, zgarnęła dzieci (między innymi Świętopełka) i nie czekając na zachętę, rozsądnie uciekła do Niemiec.

Dytryk urodził się już w Niemczech (ok. 992r.) jako syn Świętopełka i Niemki o dziwnym imieniu Nietutejsza. Nie było mu łatwo. Od maleńkości trenował sprawowanie władzy, jednak kariery nie zrobił. Talentu mu nie brakowało, ale czy Szwaby dopuszczą Półpolaczka do czegokolwiek?

Tułał się tedy po ligach regionalnych i głównie zajmował się grzaniem ławy rezerwowych. Nigdy nie wychodził w pierwszym składzie, z rzadka tylko miał okazję wystąpić w roli pomocnika, co zwykle kończyło się kontuzją i długą rehabilitacją.

Czarno widząc przyszłość, zamierzał już Dytryk zawiesić insygnia władzy na kołku i zająć się komentowaniem, gdy nagle… chociaż właściwie nie nagle… Trochę trwało zanim to się stało, ale się stało.

Polska, za Chrobrego mocarstwo, przemieniła się w kondominium niemiecko – rusińskie. Cesarz Konrad II potrzebował zawodników na tamtejszym podwórku, więc przypomniał sobie o wiecznym rezerwowym. Dytryk mógł wreszcie wziąć udział w prawdziwej grze (1032r.).

Nie wyszedł na tym dobrze. Jego nominalny partner, Mieszko II, okazał się rywalem grającym nieczysto, więc Dytryk szybciutko doznał śmiertelnej kontuzji…

Pozostało po nim tylko epitafium ułożone przez Uczonego Męża Bojana:

Dytryku, Dytryku,
Zawisłeś na stryku!
Teraz dla Dytryka
Nagrobek z lastryka…

Rezolutny Parlament uchwalił rezolucję

Przez siedem ostatnich (oprócz dwóch jeszcze bardziej ostatnich) lat Polki i Polacy byli ignorowani. Parlament Europejski postanowił trochę zadośćuczynić krzywdzie i poświęcił większość swojej jednodniowej uwagi niegdysiejszemu Mesjaszowi Narodów.

Nie tylko poświęcił uwagę, on wziął i uchwalił rezolucję! Rezolucję, która dotyczy tylko nas! Polek i Polaków! Nikogo więcej! Zazdrośćcie ościenne narody, wraże i nie wraże!

A propos ościennych narodów. Ciekawość jak zachowałyby się gdyby je kopnął taki zaszczyt?

Kacapy, zapewne, wylegliby na moskiewskie i petersburskie ulice wrzeszcząc ile tchu w piersiach (niczym bolszewiccy najeźdźcy): „Urrrra! Urrrra! Urrrra!!!”

Wątpliwości mamy co do Szwabów. Nie wiemy czy wiwatowaliby jeszcze po niemiecku, czy już po muzułmańsku?

Pepiki? Jak to Pepiki… Nakręciliby film!

Słowacy… Cholera, jak obraźliwie nazwać Słowaków? Może Haluszki? Nieważne… Słowacy raczej nie uwierzą, że Europa ich zauważyła…

Boćwini (czyli Litwini). Najpierw trzeba ustalić „Skąd Litwini wracali”?

Kołchoźniki (Białorusini) w dupie by to mieli.

I jeszcze ci z zielonej Ukrainy. Oni nie potrzebują rezolucji. Mają tanią wódkę, tanie papierosy… Czegóż więcej do szczęścia potrzeba?

A my? My jak zwykle. Podzieliliśmy się na tych co chwalą uchwalenie rezolucji i na tych co nie chwalą… I bardzo dobrze! Niech europejskie darmozjady wiedzą, że nie jest łatwo dogodzić wszystkim mieszkańcom ziemi wolskiej!

Chodzą słuchy, że Pan Prezes jest w dobrym humorze. Podobno wesoło sobie podśpiewuje: „A gdybym tak kogoś strzelić miał w pysk? Tylko PeOwca”!

My mamy jedno zastrzeżenie do rezolucji. Dlaczego europosłowie żądają od rządu polskiego potępienia tylko Marszu Niepodległości? Niech rząd potępia też mecze piłkarskie, na których kibice wywieszają transparenty z niepolitycznymi hasłami!

PS. Chyba udowodniliśmy tym tekstem, że nie jesteśmy ksenofobami?

Skrupulatny poczet władców Polski. Otto

Trzeci syn z trzeciej żony Bolesława Chrobrego. Urodził się dn. 01.01.1000 o godz. 00.00.01. Znacząca data i godzina. Kilka jedynek i mnóstwo zer… Prawie jak listy wyborcze niektórych partii politycznych!

Tata Bolesław miał kłopot z Ottonem. Najstarszego syna (Bezpryma) wysłał do klasztoru, średniego (Mieszka) zamierzał uczynić następcą, a dla najmłodszego brakło już koncepcji. Nie miał pojęcia jaką ścieżkę kariery wybrać dla niego.

Na szczęście, pewnego dnia, otrzymał pierwszą dostawę żubrówki z Puszczy Białowieskiej…

Mała dygresja. Kiedy Chrobry spróbował żubrówki, doznał wizji przyszłości. Wyraźnie zobaczył czarownika z teką, który (tysiąc lat później) próbuje zamienić Puszczę Białowieską w Białowieski Park Burzanów Wonnych. Koniec dygresji.

… i mógł zaprosić Uczonego Męża Bojana na naradę. Bojan przybył niezwłocznie, nakazał pachołkowi wymienić kielich na większy, spróbował trunku i już był gotowy na trudne pytanie:

- Cóż czynić z Ottonem?

Dwa gąsiorki później, Bojan znalazł rozwiązanie problemu.

- Musisz, Książę, wykierować go na geja!

- Co?! Syn władcy chrześcijańskiej Polski ma być gejem? Zwariowałeś? Wstyd i hańba!

- Jaki wstyd? Jaka hańba? Książę! Mamy już jedenasty wiek! Poza tym…

- Co poza tym?

- Poza tym… Taki ładniutki blondynek z dużymi, cielęcymi oczętami… Wyślesz go do kogo zechcesz. On każdego owinie sobie wokół małego… Cesarza sobie owinie, papieża sobie owinie…

- No genialny pomysł!

Niestety. Genialny pomysł Bojana zdał się psu na budę. Otto nie wykazał skłonności do jakiejkolwiek orientacji. Powiadają, że nawet nie bawił się ptaszkiem!

Stało się tedy, że został zwykłym, niezorientowanym frajerem i popychadłem wykorzystywanym bez skrupułów przez każdego kto chciał. A wielu chciało…

Kiedy umarł tata Chrobry i na tron wstąpił Mieszko II, Otto ciągle spał, choć rękę trzymał już w nocniku… Obudził go Bezprym – czarna owca i przymusił do spiskowania. Otto w te klocki też nie był dobry. Zdobył się jedynie na wymyślenie paszkwilanckiego wierszyka przeciwko Mieszkowi:

„Mieszko II jest jełopem,
Potraktować trza go kopem!
Z nosa mu wyrasta mnóstwo kłaków
I koronę ma z tombaku!”

Mieszka ubodła zwłaszcza ta korona z tombaku. Pochwycił „poetę” i wysłał do Niemiec… Wysłał w sposób nieco brutalny, więc Ottona długo jeszcze cztery litery bolały. Bezprym bezboleśnie uciekł na wschód.

Kiedy Mieszko popadł w tarapaty i zdekompletowany wylądował w czeskim lochu, okazało się , że do Gniezna bliżej jest z Kijowa niż z Berlina. Zanim Otto zdążył wyciągnąć rękę z nocnika, na polskim tronie siedział już Bezprym.

Ale i na Bezpryma przyszła kryska. Wtedy to, szwabski cesarz Konrad II umyślił sobie wprowadzić w Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj na trzy części. Jedną część dostał wydobyty z lochu Mieszko, drugą – jakiś Dytryk, a trzecią nasz sympatyczny nieudacznik.

Miał więc Otto swoje pięć minut. Niemal dosłownie pięć minut, bo zaraz potem zeszło mu się z przyczyn nienaturalnych…

Częściowo Patriotyczny Bal Charytatywny

Wydarzenie odbędzie się 11 listopada, a rozpoczęło się tuż po Wszystkich Świętych. Jest luźno związane z Dniem Niepodległości. Mocniej nie dało się związać, bo Prezes odmówił  udziału. Powiedział obcesowo i wyraźnie: „Nie, bo nie”! Na szczęście będzie jednak nie całkiem niepatriotycznie – wywiesiliśmy hasło na transparencie: „Polska od morza do morza i od ziemi aż do przestworza!”

Zapisywać się nie trzeba, wystarczy przyjść. Każdy Gość (niezależnie od płci) zobowiązany jest przynieść dobro, które (już ostatetcznie) nazwaliśmy „Możliwości+”. Czyli tyle ile zdoła wypić plus dwie flaszki.

Bal otworzy występ Koleżanki Wymówki. Jest ona bardzo rozczarowana swoim mężem Kolegą Podśmiechujkiem. Zaśpiewa więc (pięknym głosem Krystyny Prońko) piosenkę o księciu z bajki „Chcę cię właśnie takiego”. Oto tekst:

1. Wypisujesz hasła na sztandarach,
Potem na masówkach mordę drzesz
Nie dokładasz nigdy nic do gara,
Ale gdy gotowe – wtedy żresz!
Cały ty…

2. Ceny masła ciągle nie spadają,
Ty w tej samej partii drugi rok.
Chociaż wszyscy już cię dobrze znają,
Ty wyprzedzasz zmiany wciąż o krok!

Ref. Jesteś fiutem jak mało kto
I złodziejem co czyni zło!
Lubisz koniak i dziwki,
Z placka wyjadasz śliwki,
Oto cały ty…

Jesteś taki jak większość tych
Różnych Grzechów, Rychów i Krych!
Jesteś naszą elitą,
Która kłamstwa jest świtą
Oto cały ty…

3. Gdy wybory jakieś się zbliżają,
Ty przysięgasz, że poprawisz los.
Ludziom wtedy mózgi zasypiają
I na ciebie idą oddać głos!

Ref. Jesteś głupi więc szczęście masz
Zamiast w pierdlu, przy żłobie trwasz
I zapewne dlatego
Chcę cię właśnie takiego…
Bierz mnie!

 

Tyle mamy zaplanowane. Potem idziemy na żywioł…

 

PS. Dochód z balu przeznaczymy na kolejny Bal Charytatywny. Będzie on Częściowo Jakiśtam…

Skrupulatny poczet władców Polski. Bezprym

Najstarszy syn Bolesława Chrobrego. Znakomita ilustracja powiedzenia „Pierwsze śliwki robaczywki”.

W młodości szlajał się trochę po Europie i na skutek tego szlajania (albo pomimo) trafił do klasztoru. Zakonnikiem był dobrym. Do jego obowiązków należało napełnianie kielichów i czynił to perfekcyjnie. Wiele lat polewał i nie uronił nawet jednej kropli! Sam papież Sylwester II nie krył podziwu dla jego umiejętności i w sylwestra 999r. uhonorował go świecko – religijnym tytułem „Polewacz Tysiąclecia”.

Sukces uderzył Bezprymowi do głowy i mocno poprzewracał mu w dupie. Opuścił klasztor i poszedł zadziałać na szczytach władzy. Jako początkujący musiał najpierw zaistnieć w strukturach lokalnych.

Mała dygresja. Tatuś Bezpryma (Bolesław Chrobry) był Polakoczechem, a mamusia (Księżniczka Karolda) – Węgierką. Dzięki temu Bezprym posiadał obywatelstwo całej Grupy Wyszehradzkiej i prawo do bycia krewnym i znajomym króliczka. Koniec dygresji.

Stało się tedy, że wystartował w wyborach na żupana węgierskiego grodu i wygrał, bo nie miał z kim przegrać. Dzisiaj ten gród nazywa się Veszprem, jako że kronikarze nieco zniekształcili  nazwę nadaną przez Bezpryma.

Rządy jego ociekały troszkę krwią, dlatego Węgrzy musieli wzbogacić swoje słownictwo. Dotychczas nie posiadali określenia na ludzi pokroju Bezpryma, więc wymyślili słowo „fasz”. Na szczęście krótko tam rządził i przyjaźń polsko – węgierska przetrwała…

Później wylądował na Śląsku. Też na krótko, ale Hanysy zdążyli wymyśleć aż dwa słowa: „ciul” i „gorol”…

Zyskawszy takie doświadczenia, Bezprym uznał, że nadaje się już na władcę Polski. Akurat Bolesław Chrobry przeszedł w stan oczekiwania na umieszczenie swojej podobizny na banknocie 20zł, więc tron był wolny. Jednak Mieszko II okazał się szybszy i skuteczniejszy, dla Bezpryma pozostało stanowisko lidera totalnej opozycji.

Trzeba przyznać, że pokazał mistrzostwo w zdradzieckich poczynaniach. Nie było wtedy Internetu i Facebooka, a on potrafił skoordynować działania szwabskiego cesarza Konrada II, kijowskiego księcia Jarosława Mądrego i mącącego w kraju KOP-u (Komitetu Obrony Pogaństwa)!

Zgrabnie wysiudał Mieszka II z tronu i sam zajął jego miejsce. W pierwszej kolejności zapakował do torebki Rychezy (żony obalonego króla) polskie insygnia koronacyjne i, wraz z właścicielką tej torebki, odesłał je cesarzowi. Później zaczął rządzić, czyli tępić swoich przeciwników.

Wprawdzie ani się umywał do Hitlera czy Stalina, ale i tak zasłużył sobie na marny koniec. Polacy nie bawili się w wymyślanie nowych słów, wzięli i skrócili dziada o głowę…

Bajka o Patchworku

Człowiek uczy się całe życie, a dzięki blogom nie całkiem głupi umrze…

Poza tym, chciałbym zaprotestować i zaapelować, ale trochę później…

Parę razy obiło mi się o oczy słowo „patchwork”. „Cóż to może być”? – zastanawiałem się przelotnie. Nie wnikałem głębiej, bo słowo wydawało się jakieś takie… no jakieś takie nieinteresujące i brzydkie, paskudne wręcz…

Do czasu… Pewnego razu zajrzałem sobie na blog Leny Sadowskiej, a tam parę odnośników jest. Wlazłem tu, potem tu i… szok! Strasznie żałuję, że nie wiem jak dodawać zdjęcia… Ktoś, kto potrafi uszyć taką kołderkę jest prawdziwym geniuszem! Pewne jest, że dziecko otulone takim cieplutkim cudeńkiem będzie spało dobrze i miało przyjemne sny! To nie wszystko. Ze zwykłych skrawków materiału można stworzyć prawdziwe dzieła sztuki. Doskonałe na prezent, a można też nabyć je dla własnej przyjemności…

A teraz łyżka dziegciu. Pokazałem stronę swojej lepszej połowie. Oglądała i nie mówiła dużo. Tylko tyle: „Zamów mi to… i to… to też… a to w pierwszej kolejności!… Dlaczego dopiero teraz mi to pokazujesz”?

Czas na protest:

Patchwork. Ludzie! Jak można tak piękne rzeczy nazywać tak brzydkim słowem? Patchwork. Królowo angielska! Wasza Wysokość to słyszy i nie grzmi?

I czas też na apel:

Polacy! Pora wymyślić własną nazwę, bo angolska nie oddaje istoty tych rzeczy!

Częściowo Święty Bal Charytatywny

Wydarzenie odbędzie się 1 listopada, a rozpoczęło się już wczoraj. Jest luźno związane ze świętem Wszystkich Świętych. Mocniej nie dało się związać, bo proboszcz odmówił  udziału. Nie pomogło nawet wstawiennictwo Dobrej Kobiety (chociaż jest ona szczytowym osiągnięciem wielowiekowego ewolucjonizmu parafialnego). Na szczęście będzie jednak nie całkiem świecko – Brat Ladaco obiecał, że pokropi wszystkich, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.

Zapisywać się nie trzeba, wystarczy przyjść. Każdy Gość (niezależnie od płci) zobowiązany jest przynieść dobro, które (roboczo) nazwaliśmy „Możliwości+”. Czyli tyle ile zdoła wypić plus dwie flaszki.

Bal otworzy występ Dobrej Kobiety. Jest ona bardzo rozczarowana swoim Niedobrym Mężem. Zaśpiewa więc (pięknym głosem bogobojnego Andrzeja Rosiewicza) piosenkę o księciu z bajki „Dla ciebie wszystko”. Oto tekst:

Pytasz mnie, czy nadeszła już rencina?
Mówisz mi, że nie mogę w kulki grać.
Teraz już nie wystarczy dziesięcina,
Teraz już znacznie więcej trzeba dać!

Może wziąć kredyt w jakimś parabanku?
Może spieniężyć działkę mą na wsi?
Niechaj Twój głos, gdy zabrzmi o poranku,
Natchnienie ześle i podsunie pomysł mi!

Dzisiaj lewactwo jadem w Ojca pluje,
Zdradzieckie mordy ateistów kłapią wciąż.
A w domu moim też mnie denerwuje
Mój odstawiony już od łoża podły mąż!

Mówisz mi, że musimy składać dary.
Mówisz mi. że bez darów wygra czart!
Ja to wiem, nie żałuję więc ofiary,
Bo Ty jesteś, drogi Ojcze, Ojciec – Smart!

 

Tyle mamy zaplanowane. Potem idziemy na żywioł!

 

PS. Dochód z balu przeznaczymy na kolejny Bal Charytatywny. Będzie on Częściowo Patriotyczny…

Skrupulatny poczet władców Polski. Mieszko II

Kiedy niezdrowy tryb życia wpędził Bolesława Chrobrego w zaświaty, na piastowskim tronie zasiadł Mieszko II (1025r.) – niepierworodny syn swojego ojca i pechowiec najwyższej klasy.

Nie da się ukryć, że Mieszko bardzo pomagał swojemu pechowi. Najpierw zorganizował wystawną koronację, która ogołociła skarbiec (sam arcybiskup wziął 30 mieszków koślawych denarów za religijną celebrę), a później popełnił gruby błąd odnośnie swoich braci przyrodnich.

Zamiast wysłać ich tam, gdzie poszedł tata Chrobry, okazał litościwą głupotę i jednego (Bezpryma) wygnał na wschód, a drugiego (Ottona) na zachód. I nawet ich nie oślepił!

Jeszcze później zorganizował dwie łupieżcze wyprawy do Saksonii i spustoszył ten land doszczętnie (podobno nawet trawę wykosił i zabrał). Tym czynem zdenerwował niemieckiego cesarza Konrada II.

Trzeba też pamiętać, że Mieszko odziedziczył po ojcu nienawiść ze strony władcy Rusi Kijowskiej – Jarosława Mądrego. Władcy o tym imieniu nie odpuszczają win bez odpowiedniej pokuty i potrafią czekać na sprzyjające okoliczności…

Stało się tedy, że z zachodu najechał Polskę Konrad II, ze wschodu Jarosław Mądry, a w kraju też nie działo się dobrze. W kraju zawiązał się KOP (Komitet Obrony Pogaństwa) i jego zwolennicy narobili niezłego rozpiździaju! Głównie tępili kler i chcieli dorwać Króla… Korzystając z zamieszania władzę przejął Bezprym.

Położenie Mieszka zrobiło się tragiczne. Najgorsze, że nie mógł skorzystać z usług swojego doradcy polityczno – religijnego. Akurat w tym czasie Uczony Mąż Bojan udał się do wód na jakąś kurację… Król nie miał innego wyjścia – musiał spieprzać. Po azyl wyruszył do Czech. Niestety, władca tego kraiku – Uldaryk, również miał jakieś zadawnione żale. Uwięził Mieszka i pozbawił go klejnotów (konkretnie dwóch klejnotów, tych najważniejszych). Tak to, w stanie niekompletnym, wylądował były Król Polski w lochu, ale nie użalał się nad sobą. Myślał sobie tak:

” No cóż… Straciłem koronę, władzę, klejnoty… Pies drapał koronę… i tak wyglądała jak pudełko po butach Anny Lewandowskiej… Władzę kiedyś odzyskam… odzyskam i zemszczę się… Klejnotów nie odzyskam… ale co tam… Moje imię jakieś takie… ani męskie… ani żeńskie…jakby rodzaju nijakiego… Nawet pasuje do sytuacji płciowej… Summa summarum, szklanka w połowie jest pełna… Kurwa mać”!…

Dobrze chłop(?) myślał. Wkrótce Bojan powrócił z kuracji i zakulisowo wydostał Mieszka z lochu. Zmusił go też do zaprzestania powielania starych błędów. Uzurpator Bezprym zszedł z tego świata w sposób gwałtowny, a Mieszkowi nic nie udowodniono.

Jednak sytuacja nadal była niełatwa. Szwabski cesarz narzucił Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj pomiędzy Mieszka, Ottona i jakiegoś Dytryka (rzekomo kuzyna Mieszka). Szwab wiedział co robi, lepiej mieć do czynienia z trzema słabeuszami niż z jednym siłaczem.

Ale nie z Mieszkiem (wspieranym przez Bojana) takie numery. Otto szybko i grzecznie opuścił ten padół łez, a Dytryk nawet nie dotarł do Polski by objąć swoją część władzy.

Mieszko znalazł się na najlepszej drodze do odzyskania dawnej potęgi. Niestety, pech o nim nie zapomniał: biedakowi zmarło się znienacka (1034r.)…

Biedna żona, Rycheza, odetchnęła z ulgą, bo po powrocie z Czech, mąż postępował niczym pies ogrodnika… Jej życie intymne ograniczało się do wysłuchiwania rzewnej piosenki. Mieszko lubił upijać się na smutno i wtedy śpiewał:

„Czesi mi odjęli
Moje biedne jaja
I je (przy niedzieli)
Wciepli do ruczaja.
Hej, hej”…

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część IV

Konsumpcyjny styl życia Chrobrego sprawił, że jego ekscesy prawo- i lewołożowe wydarzały się coraz bardziej sporadycznie. W końcu doigrał się i przyszedł czas, że już tylko waga pod nim jęczała…

- No nie mam lekko – pomyślał wtedy – Skoro potencja zanikła, to trzeba wzmocnić majestat!

Ale jak? Bolesław odziedziczył ci (po tacie Mieszku) doradcę polityczno – religijnego o imieniu Bojan. Uczony ów mąż w małym palcu lewej ręki przechowywał całą światową wiedzę, a w dużym paluchu prawej nogi – podagrę.

Mała dygresja. Oprócz całej wiedzy światowej były też rzeczy o których poinformowany był tylko Bojan. Wiedział, między innymi, co w przyszłości zrobi niejaki Zygmunt III Waza. Dlatego legalnie, drogą kupna, wszedł w posiadanie pewnych terenów po dwóch stronach Wisły. Przepłacił nawet trochę, bo Mazowszanie żądali dziewiętnastu koślawych denarów, a on dał dwadzieścia… Wydał jeszcze sto denarów na oblewanie transakcji, ale nie o to chodzi… Niech no tylko Bojan przypomni sobie gdzie schował akty własności!… Koniec dygresji.

Chrobry zaprosił Bojana na naradę i kiedy ten przybył, zadał mu tradycyjne pytanie:

- Cóż czynić?

Bojan zamyślił się głęboko. Trzeba wiedzieć, że oprócz starych obowiązków (zwilżanie gardła po każdym zdaniu), przyjął on na swoje barki jeszcze dodatkowe: po każdej myśli musiał oliwić maszynerię. Bolesław wiedział o tym i cierpliwie dolewał mu do kielicha. Wreszcie analiza się skończyła.

- Musisz, Książę, koronować się na króla!

- Ja nie chcę być królem! Nawet w bajkach król to przeważnie stary pierdoła jest. Nie potrafi głupiego smoka zabić! Musi płacić smokobójcom ręką księżniczki i połową królestwa. Co innego książę na białym koniu…

- E tam… To tylko bajki. Smoków już nie ma, ostatniego Krakusy załatwili… Musisz zostać królem teraz, póki sytuacja sprzyja. Papież nie będzie fikał, bo nasze koślawe denary mu nie śmierdzą… Jedynie szwabski cesarz może sprzeciwić się, ale zanim jego sprzeciw tu dotrze, minie ładnych parę miesięcy… Na szczęście nie mają jeszcze odrzutowych meserszmitów. Poza tym koronacja to głupstwo. Mamy inny problem, znacznie poważniejszy…

- Jaki?

- Nie wiadomo czy Barnaba to imię męskie czy żeńskie…

- Żeńskie, ma „a” na końcu…

- Niby tak… Ale wyobraź sobie… Masz kochankę o tym imieniu, jak to będzie brzmiało „Idę pokochać się z Barnabą”?

- No faktycznie, może się odechcieć…

- Właśnie! Bardziej to imię pasuje do jakiegoś wrednego sąsiada, „nie ma już gorszego draba, niźli sąsiad mój, Barnaba”!

- Dobra. Uznajemy Barnabę za imię męskie. A co z koronacją?

- Zrób to! Korona ci z głowy nie spadnie…

To tyle jeżeli chodzi o Bolesława Chrobrego. Teraz bierzemy banknot z jego podobizną i udajemy się do monopolowego. Na początek Chrobry wystarczy…

My też protestowaliśmy głodowo

Nasz protest trwał całe dwadzieścia dni!

My, jako niemłodzi rezydenci salonu Mikołaja Miki, mieliśmy tylko jeden postulat.

Nic nie jedliśmy, przyjmowaliśmy tylko płyny. W przyjmowaniu płynów pomagał nam Brat Ladaco.

Wygraliśmy pomimo zdrady Kolegi Podśmiechujka. Wykryliśmy jego zdradę, bo gotowane jajka, którymi w tajemnicy się obżerał, śmierdziały niczym jajka niemyte. W ryja nie dostał, bo uciekł…

A było tak:

Na negocjacje przyjechał sam Pan Prezes. Akurat nie padało, więc w pelerynę nie był ubrany (postanowiliśmy, że w razie kolejnego protestu zażądamy by negocjacje odbywały się w dni deszczowe). Oto zapis rozmowy:

- Ale aż tyle? Nie można mieć aż tak dużo!

- Można, można… Można nawet więcej!

- Ale z 4,7 na 6,8? Młodzi lekarze też tyle chcą…

- My byliśmy pierwsi! Poza tym chcemy dziesięć razy mniej niż lekarze. Oni mówią o procentach, a my o promilach!

- No dobra, zgadzam się…

W ten oto sposób zmusiliśmy władzę do podniesienia oficjalnej śmiertelnej dawki alkoholu we krwi z 4,7 promila do 6,8 promila! I to już w tym roku! Prezydent zapowiedział, że nie będzie wetował, że podpisze obydwiema rękami…

PS. Pewnie i tak wyjdzie to na jaw, więc przyznajemy się od razu. Naszą akcję sponsorował nielegalny sklep monopolowy sprzedający podrabianą gorzałę na kieliszki i na kreskę…