Śmierć śmierci jest możliwa. Wkrótce chyba nastąpi.

Jako ostatni przedstawiciel wielkiego rodu Mików odkryłem, że śmierci można spokojnie uniknąć. Przeprowadzone rozumowanie doprowadziło mnie do tego cudownego odkrycia.

Każdy człowiek, niewątpliwie, obdarzony jest duszą. Wątpliwości dotyczą momentu, kiedy do obdarzenia dochodzi. Jedni twierdzą, że dzieje się to już w chwili poczęcia, inni, że dopiero po urodzeniu, a reszta, że po wypiciu pierwszego piwa. Jak się okazało, wszyscy mają rację i jednocześnie nikt jej nie ma.

Chodzi o to, że dusza obdarza nas sobą niedobrowolnie. Ciało ludzkie od środka, jest wyjątkowo obrzydliwe. Oślizłe wnętrzności, parujące ciepłym smrodem kichy i cyrkulujące w te i we wte różne, ohydne przeważnie, płyny i papki. A narządy? Kto widział, ten wie – ich wygląd i zapach powali każdego. Czyż można się dziwić, Ze niematerialna praktycznie, świetlista i wzniosła dusza, nie chce przebywać w takim szambie?

Dlatego właśnie, zanim Sile Wyższej uda się zapędzić duszę do ciała, upływa różny czas. Tą , o słabszym charakterze, możemy dostać już przy poczęciu, a tą bardziej upartą – zdarza się – nawet dopiero po czterdziestce. Zresztą nieważne. Dusza, dostawszy się, wbrew swojej woli do organizmu, jest wściekła. Zachowuje się jak chuligan na przystanku autobusowym. Świadoma, że wydostanie się dopiero po śmierci nosiciela (z jednym wyjątkiem), robi wszystko by ten akt przyspieszyć. Miesza więc w genach, przestawia klepki w głowie i demoluje każdy organ, do którego obrzydzenie pozwala jej się zbliżyć. Czasami potrafi nawet zmusić ciało do skoku z dziesiątego piętra. Przeciętnie siedemdziesiąt parę lat wystarcza jej, by doprowadzić organizm do ruiny. Wtedy opuszcza ciało, idzie precz i ma w „duszy” cały materializm. Nie chcę mówić, że dusza to pasożyt, ale wszystko na to wskazuje.

Jak odkryłem, jest tylko jeden sposób na pozbycie się duszy przed śmiercią. Istnieje pewien pojemnik, który dla duszy jest tym, czym własne mieszkanie dla młodego małżeństwa. Koniecznie chce w nim zamieszkać. W takim stanie, może sprzeciwić się Sile Wyższej i opuścić nosiciela, zanim ten kopnie w kalendarz. W pojemniku dusza uzyskuje niezależność, zarówno od Siły Wyższej, jak i od człowieka. Jest tam wolna i szczęśliwa.

Wolny i szczęśliwy stanie się także człowiek. Ciało bezduszne szybko się regeneruje i staje okazem zdrowia. Proces starzenia zostaje zatrzymany, a na życzenie można nawet odmłodnieć. Uwolniony umysł będzie korzystał z pełni możliwości i poradzi sobie z każdym zagrożeniem. W efekcie, życie będzie lepsze niż w bajce – wieczne i szczęśliwe.

Teraz najważniejsze. Skąd wziąć pojemnik, na który dusza się połaszczy? Metodą prób i błędów odkryłem, że jedynym odpowiednim naczyniem jest zielona butelka po jabolu. Wcześniej jej zawartość musi  wypić (dobrowolnie)! sześćdziesięcioletnia dziewica. Jak widać, sposób jest prosty i genialny.

Problem może być z sześćdziesięcioletnimi dziewicami. Ale kto wie? Może posmakuje im wino patykiem pisane…

P.S. Następnym razem opowiem o losach kolejnego dziecka z próbówki Świętopryka Miki.

7 Komentarze

  1. Dusza jest, tylko Panie te nasze instynkty, związane z Naturą , tak rzucają na wszystkie strony człowiekiem (ciałem). Ci, którzy wyrównali ,,karmę,, i zapanowali na nimi…po wodzie chodzili…jak Jezus czy inni, o których mity pozostały sprzed tysięcy lat. Tak sobie to przemyślałam ;)
    A innym pewnie i egzorcysta jest potrzebny.

  2. W mojej okolicy mieszkają same sześćdziesięcioletnie dziewice.
    W ogóle tylko sześćdziesięcioletnie małolaty.
    Teraz wiem, dlaczego strach wyjść nocą na ulicę.
    Wiem również, dlaczego piją tyle wina.

  3. Sześćdziesięcioletnią dziewicę to może by się i znalazło w jakimś żeńskim zakonie (co wcale takie pewne nie jest), ale z nią będzie i tak problem, bo ona na pewno będzie za tym, by jednak dusza w nas tkwiła do końca. Można by jej nie mówić w jakim celu pije „mszalne wino”, tylko czy taki, już nieświadomy akt, będzie równie skuteczny?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.