Legenda o prawdziwej historii Robin Hooda.

Dawno, dawno temu w kraju, gdzie ludzie szanują niektóre wartości, żyła sobie uboga wyrobnica (cokolwiek to znaczy). Odznaczała się niepolskim imieniem Marion oraz dumnym i czysto polskim nazwiskiem Mika. Mimo, że dysponowała IQ na poziomie Dody, to dopiero po 20 latach klepania biedy zorientowała się, że w średniowieczu też nie ma granic pomiędzy państwami.

Udała się więc na emigrację i wylądowała w wilgotnej Anglii. Najpierw próbowała zaczepić się w szołbiznesie, a kiedy nic z tego nie wyszło, udała się na dwór królewski, by tam błyszczeć. Jednak i to nie wypaliło. W końcu dostała namiary na zmywak w jakiejś leśnej karczmie. W drodze do tej karczmy, kiedy wędrowała przez las, spotkała Robin Hooda. Biedaczek siedział pod drzewem i rozpaczał.

Robin Hood, ujrzawszy Marion, zakochał się i opowiedział jej swoją historię: „Już dwa tygodnie usiłuję nielegalnie upolować jelenia. Koniecznie muszę go upolować, żeby dopełnić swoje przeznaczenie i najeść się, przy okazji, do syta. Chociaż mój łuk jest dobry, to cięciwę mam do kitu i na razie udało mi się tylko, strzelić sobie w stopę. Ratuj dobra wróżko”!

Marion najpierw zadała tradycyjne pytanie: „A ożenisz się ze mną”? Uzyskawszy zapewnienie, zdjęła… no, coś tam zdjęła i wyciągnęła z tego wysokiej klasy i sprężystości gumkę, made in China. Starczyło tej gumki idealnie na cięciwę Robinowego łuku. To, co zostało po wyciągnięciu gumki, znakomicie nadało się na profesjonalną kominiarkę.

Robin mógł wreszcie, poprzez ubicie jelenia, zostać wyjęty spod prawa i zacząć legalnie, jako banita, grabić bogatych i wspomagać biednych (tu kłania się wpływ Marion). Dalej nie ma już o czym opowiadać. Robin Hood jest przereklamowany. Żyjący nieco później Janosik, przewyższał go znacznie we wszystkich aspektach rozbójniczego i amanckiego żywota.

Zresztą Angole jakoś tak ogólnie lepiej się promują i dlatego angielskie gówno wydaje się wyglądać lepiej od polskiego, chociaż capi gorzej. Jeżeli ktoś nie wierzy, to może sobie powąchać. Oczywiście w przenośni, bo cała ta ostatnia (gówniana) myśl to przenośnia.

Następnym razem będzie coś niecoś o podsłuchiwaniu i podglądaniu.

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.