Legenda o Lajkoniku i hejnale z Wieży Mariackiej.

Razu pewnego, pod Krakowem, zjawiła się łupieżcza horda Tatarów. Ukryli się w zwierzynieckich zaroślach i poczęli przygotowania do mordowania, rabowania i podpalania. Na szczęście, nieopodal, swój obóz rozłożyła drużyna telemarketerów, którym przewodził rozsądny i wygadany Iltellfons Mika. Mieli szkolić się w nowych technikach wzbudzania zainteresowania rzeczami bardzo interesującymi.

Mika rozpoczął szkolenie od tradycyjnego kielicha okowity i zakąszenia go kiełbasą podwawelską. Nie zdążył nic powiedzieć, gdyż z zarośli zaczęli wyłazić Tatarzy i formować się do ataku na Kraków. Chociaż widok był niecodzienny, Iltellfons nie stracił rezonu. – Koleżanki i koledzy – wyszeptał – oto nasza szansa. Dzwonimy!

Sam wykręcił numer tatarskiego wodza i gdy ów odebrał, zaprosił go na pokaz nowej kolekcji garnków z gliny wypalanej komputerowo. Tatara oszołomiła możliwość otrzymania w prezencie czajnika bezprzewodowego i szansa na wylosowanie patelni, do której nie przywiera końskie mięso. Jednak zdobył się na rozsądną, w gruncie rzeczy, uwagę, że przybył tutaj rabować, a nie kupować.

Mika zbił jego argument następująco: „Po co masz rabować, skoro przy zakupie kompletu garnków, otrzymasz gratisowy szybkowar, dzięki któremu Twoja żona nigdy nie spóźni się z obiadem i będzie miała więcej czasu na iskanie Ciebie i Twoich dzieci.”

Przekonany wódz wstrzymał szturm na miasto i poszedł zobaczyć, jak w 10 minut ugotować coś, co do tej pory gotowało się 2 godziny. Pozostali Tatarzy również zostali zaproszeni na prezentację. Wkrótce pozamieniali swoje konie, szable, łuki, tarcze, kożuchy i spiczaste czapy na pięknie błyszczące garnki z wieczystą gwarancją.

Kiedy zachwyceni oglądali swoją zdobycz, otrzymali telefoniczne zaproszenie na pokaz antyalergicznej pościeli, w której śpiąc z własnymi żonami, będą się czuć jakby spali z samą Omeną Mensah. Impreza miała odbyć się w Warszawie, więc natychmiast wyruszyli w tym kierunku.

Natomiast telemarketerzy postanowili zrobić psikusa krakowskim mieszczanom, jako że żaden z nich nie przyszedł na pokaz garnków. Poprzebierali się w tatarskie stroje i galopem wpadli do miasta, wzbudzając przerażenie i panikę. Mogli spokojnie złupić Kraków, ale poprzestali na przerwaniu hejnału z Wieży Mariackiej. Uczynili to nie strzałą z łuku, lecz telefonem do trębacza z zaproszeniem na bezpłatne badanie całego organizmu (plus prezent w postaci rolki antyhemoroidowego papieru toaletowego).

Na pamiątkę tych wydarzeń, co roku urządzane jest święto Lajkonika, a hejnał do dzisiaj urywa się gwałtownie. Krakowianie długo jeszcze nie ośmielali się odrzucać zaproszeń na jakiekolwiek prezentacje i dopiero na przełomie XX i XXI wieku, znowu zaczęli pyskować do telemarketerów.

Iltellfons Mika został rzecznikiem prasowym księcia Bolesława Wstydliwego, ale szybko stracił to stanowisko, ponieważ nie chciał obmywać twarzy wodą, w której moczyły nogi nabożne siostry zakonne. Takie praktyki religijne panowały w wyższych sferach trzynastowiecznej Polski.

Następnym razem napiszę skąd powinny brać się dzieci.

P.S. Kiedy zadzwoni do Was telemarketer, przypomnijcie sobie kto uratował Kraków i inne miasta.

3 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.