Kolega Podśmiechujek – autobiografia. Część II

Po wojsku przez tydzień było fajnie. Skończyły się znienawidzone poranne zaprawy fizyczne, nikt się nie czepiał, a życzliwi ludzie wyciągali mnie z rowów i odprowadzali do domu. Byłem bohaterem we własnej wiosce!

Potem wróciła szara codzienność. Trzeba było się zatrudnić, bo takich, co nie mieli pieczątki w dowodzie, łapała milicja i podobno gdzieś wywoziła ( zdaje się, że na Żuławy). Tym, którzy znają tylko dzisiejszą rzeczywistość, wyjaśniam, że wtedy nie było bezrobotnych, byli tylko uchylający się od pracy.

Pracowałem w różnych zakładach i instytucjach (firm w PRL-u również nie było), a w wolnych chwilach zajmowałem się myślistwem. Polowałem pod sklepem monopolowym na dostawy alkoholu, a pod kioskiem na dostawy papierosów. Czasami łowy były udane, ale przeważnie wracałem do domu z pustymi rękami. Zdarzało się, że towaru zabrakło przed samym nosem. Któregoś dnia do sklepu monopolowego, zamiast wódki, przywieźli lampy naftowe (kupiłem dwie, bo po dwie dawali).

Szczęśliwy dzień przeżyłem, kiedy dostałem w prezencie 50$ (w bonach). Wtedy zaliczyłem swoje jedyne luksusowe i ekskluzywne zakupy w sklepie PEWEX-u. Nabyłem tzw. „wranglery” (22$), jakąś koszulę (9$), jakiegoś łiskacza (nie pamiętam ile kosztował, ale był cholerycznie drogi i smakował jak najpodlejszy bimber), dwie flaszki „żytniówki” (89 centów za butelkę), a resztę wydałem na papierosy (paczka „Marlboro” kosztowała bodajże 34 centy). Nigdy więcej takiej rozpusty nie doświadczyłem.

W tym okresie miałem też drugi i ostatni kontakt z płcią przeciwną. Nawiązałem stosunki z pewną kioskarką. Stosunki te polegały na tym, że rano ściągałem takie ciężkie kraty z jej kiosku, a po południu zakładałem je z powrotem i zamykałem na kłódkę. Uważam to za mój wielki sukces, bo chętnych do świadczenia kratowych usług było wielu, a znajomości z szafarką deficytowych papierosów zazdrościli mi wszyscy.

Osiągnąłem też sukces w dziedzinie działalności społecznej. Zostałem członkiem komitetu kolejkowego pilnującego porządku w kolejce po paszport. Spędziłem tydzień na zwalczaniu kontrkolejek, przepędzaniu pchających się bez kolejki, wykluczaniu z kolejki tych, którzy nie stawili się na nocny dyżur i narzekaniu na wszystko. Po tygodniu udało mi się złożyć wniosek i po miesiącu, kiedy milicja sprawdziła, że dobry ze mnie komunista, dostałem pismo z nakazem stawienia się po odbiór paszportu.

Odstałem kolejny tydzień (już jako zwykły kolejkowicz) i stałem się posiadaczem wymarzonego dokumentu. Co prawda był on ważny tylko na Kraje Demokracji Ludowej, ale dzięki niemu zrobiłem coś, czego dzisiaj nikt już zrobić nie może – odwiedziłem Czechosłowację i ZSRR. Z sąsiadów PRL-u, tylko ojczyzna trabanta i czajników z gwizdawką pozostała poza moim zasięgiem, chociaż czyniłem pewne starania, żeby poznać to szwabskie dziwadło.

Ze Związku Radzieckiego przywiozłem (oprócz gigantycznego kaca) pierwszy w mojej rodzinie telewizor kolorowy. Tu jednak miałem pecha. Akurat, jak na złość, telewizja przestała nadawać ówczesny hit i nie udało mi się stwierdzić, czy Smerfy faktycznie są niebieskie.

Z wydarzeń politycznych schyłkowej komuny zapamiętałem tylko jakieś referendum. To znaczy, nie same referendum, tylko jedno z jego pytań. Brzmiało mniej więcej tak; „Czy chcesz, żeby było lepiej, ale będzie gorzej”? Nic dziwnego, że wkrótce doszło do okrągłostołowej machlojki i nastała demokracja…

Ciąg dalszy nastąpi…

117 Komentarze

  1. Oj pamiętam te czasy, chociaż wtedy do podstawówki i średniej chodziłam. Z dawnych sąsiadów PRL-u to dostąpiłam zaszczytu wyjechania na dwutygodniowy obóz do NRD. Jaki to był wtedy dla mnie raj, pierwszy raz zobaczyłam na oczy prawdziwą galerię handlową. Nieraz wspominam tamte czasy z łezką w oku.

  2. Gdybym sam tego nie przezyl, to chyba bym nie uwierzyl w to, ze tak faktycznie bylo. I po paszport tez stalem po nocach w kolejce, chociaz dzis to juz mgliste wspomnienie. Ale za to doskonale pamietam szkolna wycieczke do Szwecji w 1981. Zdazylismy jeszcze przed stanem wojennym. Co ciekawe, paszportu wtedy na oczy nie ujrzalem. I wtedy tez kupilem sobie pierwsza, prawdziwa, zagraniczna plyte The Beatles, za wszystkie swoje oszczednosci. Wiec „Swierszczyki” moglem poogladac wylacznie gdy sie kumle zlitowali. Niestety nikt nie rozumial wtedy tego, ze kupilem plyte zamiast „swierszczykow”. Dzis sam sie dziwie. „Swierszczyki” chlopacy sprzedali za krocie, a ja pozyczylem plyte komus i juz do mnie nie wrocila.

    • Ja z NRD przywiozłam parę płyt i też jakoś zgubiły drogę powrotną po pożyczeniu. I tak to jest z pożyczaniem.

    • The Beathels mam na czarnym krążku. A właściwie to album. Zreszto sporo mam takich przedpotopowych płyt. Wszystkie krążki BAJM-u, bo bardzo podobały mi się słowa piosenek. Za granicą byłam nielegalnie. Miałam wtedy 12lat.

        • Nie zupełnie :-) Na kolonii byłam w Bieszczadach. Szliśmy na spacer i do granicy doszliśmy. Patrzymy-znak , słupek graniczny. To sobie przeszliśmy. A nasza pani za nami i w krzyk, byśmy wracali. :-) To wróciliśmy. A, i jeszcze pociągiem jechaliśmy Przemyśl zwiedzać. Też wtedy.1983 to chyba był. W pociągu okna nam pozamykali i w każdym wagonie stał uzbrojony sałdat. Jakby to dzieci chciały coś zrobić.

  3. Z przeżyć kolejkowych, jakie stały się moim udziałem, na pierwszy plan wybija się to, które jest związane z preparatem profesora Tołpy. Do dzisiaj mam wrażenie, że mi się ta kolejka przyśniła, ale to dłuższa historia. Może kiedyś ją opowiem. A z peweksowskich towarów luksusowych najlepiej pamiętam dywan w domu rodziców. Kosztował tyle, że niemal wymagano ode mnie poruszania się ponad nim. Kiepsko mi to szło. Fakt jego wyrzucenia po latach mój rodzic niemal odchorował. ;)

    • Dywan z PEWEX-u! Gdyby wtedy istniała lista 100 najbogatszych Polaków, to pewnie bylibyście na jej czele…

  4. Dziś piękne mi się wydają te czasy. Ale wtedy nie było pięknie, chociaż… ludzie jakby byli lepsi. Ale może mi się wydaje. Pozdrawiam niedzielnie znad drinka. :D

  5. Dobrze że teraz jest niedzielny i nocny handel, w tamtych czasach pozostawała tylko melina. :-) Ja tu wpadłam z Białą Damą to cola nie potrzebna, tylko gdzie szkło :-D

      • Gramofonu nie posiadam ale mam Grundika i niezłą kolekcję kaset. Tylko niech nie pojawia się Vistula, bo to podobno było świństwo, za to Żytko można dostać. Czy piosenki Pani Santor mogą być?

        • Vistula dobra była… działała jak jej imiennik kombajn, co to kosi, młóci i o ziemię rzuci…
          No ale rzeczywiście, do piosenek pani Santor Vistula nie pasuje…

          • Świetny pomysł z tym koncertem! Pozwolisz, że ja rozpocznę życzenia… Twojemu synowi z okazji urodzin, a Tobie Muszko bez okazji, życzę wszystkiego najlepszego i dedykuję Ci (w imieniu Twojego syna) ten cudowny koncertowy standard „Uśmiechnij się mamo”…
            P.S. Zostało Ci trochę kawowej stefanki?…

          • Jak chcesz wbijaj do mnie na imprezę bo tam może Frytkę spotkasz chyba że Desperek ją z krzesełka zrzucił.. No przykro ale gramofonu również nie posiadam

  6. Zaraz, zaraz a gdzie są koleżanki które mnie tu wczoraj miło przywitały? No chyba gospodarz nie wysłał ich do kuchni ?

      • To jakby co przejmę na razie ich obowiązki. Za kelnerkę pracowałam, wesela obsługiwałam to chyba dam radę.

        • wiesz co Boja?… zabrzmiało to, jakbyśmy zawsze czekały aż zasłabniesz…. wczoraj byłyśmy tu cały dzień niemalże, a Ciebie nie było… a jak się już pojawiłeś, to narzekałeś, że zabrnąłeś…
          witaj Mucho :)

  7. No jak byłeś u mnie trzeba było zabrać kawałek bo jak zajrzałam to tylko jakieś okruszki w blaszce zostały. Daj znać kiedy następna impreza to i podwójną zrobię. Za dedykację dziękuję.
    Ja w ramach dedykacji chciałam dedykować piosenkę dla gospodarza Czerwone Gitary „Morza szum, ptaków śpiew.”

    • Nigdy nie wiem kiedy będzie kolejna impreza… dzisiaj imprezę rozpoczęła Merlin, poprzednią Luźne Gadki, no nie znam po prostu dnia, ani godziny…

      • Stefankę podrzucić można zawsze albo Cytronszpajzę – deser kaszubski. Oj jak przyjdę następnym razem coś do zagryzienia przyniosę, jak nie imprezka to do kawki. No a gdzie Frytka ze szklanicą bo to wypadałoby jej coś polać i jakąś dedykację polecić. Co Frytka lubi?

      • To dla Frytki dedykuję piosenkę zespołu Lady Pank „Mniej niż zero” bo tu mamy i gramofon i magnetofon. Mam nadzieję że kasety nie wciągnie ;-)

          • Ależ skąd! Komputer mi się zwiesił… znaczy się, w czasach w których jesteśmy nie było komputerów więc powiem, że wkład w długopisie się wypisał i musiałem poczekać, aż nowy się znajdzie…

          • to zamiast czekać, aż się znajdzie, to trzeba było ruszyć tyłek i samemu poszukać a nie… ja tu czekam, myślę i w ogóle…

          • Nie złość się Frytka… „Za nasze polskie życie, za takie jakie jest, wypijmy wódki łyczek z domieszką cichych łez”…
            Uwielbiam Rodowiczkę, jej piosenki zawsze trafiają w samo sedno…

          • no dobra, nie będę się złościć, bo złość piękności szkodzi, a tego bym nie chciała … :)
            lubię Rodowicz np. „są dwa światy”…

          • Tak, piękna piosenka… mój świat jednak nie jest taki, jak tego faceta z piosenki…

    • Oczywiście, Mucha robi artystyczne drinki…
      Do tego możesz zażyczyć sobie piosenki, dzisiaj preferowane są z epoki PRL-u…

      • Zdarzył mi się pracować jako barmanka w Nocnym Klubie to i drinki potrafię zrobić. Muzyka musi być odpowiednia. Kto pamięta piosenkę „Za dziesięć minut trzynasta…”

    • Coli nie posiadamy, może być z pepsi bo w tych czasach coli nie było. Jakieś życzenie w sprawie muzy, przypominamy czasy PRL-u.

  8. nie musi być artystyczny.. czysta z colą – pół na pół.. pić mi się dziś chce :P)))
    a z piosenek może być Sośnicka albo Wodecki:)

  9. Frytka ty tu lepiej zorientowana to najlepiej wiesz gdzie go znaleźć. ja na razie tylko za barmankę robię i jakoś się stało że Koncert prowadzę. Boja się urwał, Luźne Gadki również zaginął. Ja się domyślam jaką wymówkę znajdą, że gramofon próbowali uruchomić a pewnie znowu przed telewizorem siedzą. I jak zwykle my kobiety zostałyśmy. Więc jak robię za DJ to wszystkim dedykuję piosenkę wakacyjną z czasów PRL-u Z. Wodecki i „Chałupy”

  10. To gospodarzu jesteś usprawiedliwiony, jak znam życie to pewnie jeszcze musiałeś dmuchnąć w tą dziurkę z tyłu żeby chciał pisać. A może masz długopis firmy „Zenit”?

    • Tak, firmy Zenit i to taki z czterema wkładami w różnych kolorach… Podmuchałem we wszystkie cztery dziurki i pisze, chociaż trochę przerywa…

      • .. wybierz jedną dziurkę i się na niej skup..
        znaczy dmuchaj
        znaczy..
        mogę jeszcze jednego drinka?:)

      • To trzeba go rozpisać na jakiejś wolnej kartce a jak nie to zawsze jest ołówek, z gumką lepszy, bo jak pomylisz się to możesz zawsze zetrzeć. I tak przyszła mi do głowy piosenka „Piszę do Ciebie z dalekiej podróży”. Tylko kto to śpiewał nie pamiętam.

  11. Kto teraz przejmuje bar i Koncert Życzeń bo ja muszę się powoli żegnać. Jutro mogę wpaść posprzątać a i coś na kaca przyniosę.

      • Oczywiście że jest ale tylko Żywiec bo Okocim trudno dostać. Gospodarz jeszcze chyba w kolejce stoi.

        • ze mnie taki smakosz, że może być każde jedno, poza dębowym albo „sikaczami” po złotówce … chociaż tak normalnie to piję Warkę… :)

          • Nie pamiętam czy w tych czasach jest Warka a o Żywcu i Okocimiu to przypomniało mi się z „07 zgłoś się” Więc posiedzimy chyba same i powspominamy bo gospodarz to posprzątał. Może ktoś jeszcze wpadnie.

          • Bo akurat jak tu weszłam to mi wzięli i wyświetlili coś o Kasprzaku i dlaczego przestali produkować. To myślałam że ciągle jesteśmy w PRL -u

    • Nie mogę robić wpisów u siebie, więc wstawiam u siebie komentarze w formie wpisów. Jak masz ochotę -zajrzyj.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.