My też protestowaliśmy głodowo

Nasz protest trwał całe dwadzieścia dni!

My, jako niemłodzi rezydenci salonu Mikołaja Miki, mieliśmy tylko jeden postulat.

Nic nie jedliśmy, przyjmowaliśmy tylko płyny. W przyjmowaniu płynów pomagał nam Brat Ladaco.

Wygraliśmy pomimo zdrady Kolegi Podśmiechujka. Wykryliśmy jego zdradę, bo gotowane jajka, którymi w tajemnicy się obżerał, śmierdziały niczym jajka niemyte. W ryja nie dostał, bo uciekł…

A było tak:

Na negocjacje przyjechał sam Pan Prezes. Akurat nie padało, więc w pelerynę nie był ubrany (postanowiliśmy, że w razie kolejnego protestu zażądamy by negocjacje odbywały się w dni deszczowe). Oto zapis rozmowy:

- Ale aż tyle? Nie można mieć aż tak dużo!

- Można, można… Można nawet więcej!

- Ale z 4,7 na 6,8? Młodzi lekarze też tyle chcą…

- My byliśmy pierwsi! Poza tym chcemy dziesięć razy mniej niż lekarze. Oni mówią o procentach, a my o promilach!

- No dobra, zgadzam się…

W ten oto sposób zmusiliśmy władzę do podniesienia oficjalnej śmiertelnej dawki alkoholu we krwi z 4,7 promila do 6,8 promila! I to już w tym roku! Prezydent zapowiedział, że nie będzie wetował, że podpisze obydwiema rękami…

PS. Pewnie i tak wyjdzie to na jaw, więc przyznajemy się od razu. Naszą akcję sponsorował nielegalny sklep monopolowy sprzedający podrabianą gorzałę na kieliszki i na kreskę…

32 Komentarze

    • To Kolega Podśmiechujek uciekł. Brat Ladaco wytrwał do końca i jeszcze było mu mało!

      Mam takie zawirowania polityczno – gospodarcze…

  1. Coś Ty, boja! marne 6,8 ?
    u ruskich to są promile, takie 4,7 to oni tankują na co dzień, podobno ;-)
    ale od czegoś trzeba zacząć…u nas parę wyjątków też się znajdzie ;-)

  2. A oto kilka rekordów:
    „14,8 promila alkoholu we krwi miał Tadeusz S., który w 1995 roku jadąc samochodem, spowodował wypadek pod Wrocławiem. Wynik badania był tak nieprawdopodobny, że powtarzano je pięciokrotnie, zawsze z takim samym rezultatem.”
    „W latach siedemdziesiątych na etykiecie duńskiej wódki pojawił się następujący napis: „Dawka śmiertelna – 4,5 promila alkoholu we krwi! Nie dotyczy Polaków i Rosjan”.
    „Zbigniew M. z Wrocławia odsypiał pod domem wielkie picie, gdy nagle spadła na niego kobieta. Dla 30-letniej Zofii S. upadek z trzeciego piętra zakończył się śmiercią. Zbigniew M. od tego czasu nie pije alkoholu. ” Można nie pić? Można,

  3. Po Woodstockowym noclegu poszłam zbadać się alkomatem, bo nie wiedziałam czy będę mogła prowadzić, sunęłam chwiejnym krokiem, ledwo widząc na oczy, ostatkiem silnej woli przytrzymując trzewia. Miałam całe 0,0 a i tak chciałam umrzeć. Dla mnie nie trzeba podnosić.

  4. Witaj, Bojo.

    Ależ Wy dzielni jesteście:)
    Tkwię w podziwie i naprawdę się cieszę, że po tak wyczerpujących dwudziestu dniach – powróciliście:)

    Pozdrawiam:)

  5. Badałem faceta alkomatem, jako kierownik, nie gliniarz. Brakło skali. Zmieniłem alkomat i znów brakło skali. W końcu sam się przyznał, że strajkował jak Wy choć tylko tydzień, ale pewnie intensywniej.

  6. Abstynentką nie jestem, ale taka ilość promili, to nie na moje zdrowie. Cieszę się jednak, że Wam ono dopisuje, bo nie tylko potraficie wypić ale i strajkować. Rezydenci są pewnie wdzięczni za wsparcie. Ukłony.

  7. A nasz chór, w tym ja, właśnie wrócił z czterodniowego pobytu we Włoszech, gdzie byliśmy z oficjalną delegacją i daliśmy kilka koncertów. Oprócz tego daliśmy sobie w gaz suto serwowanym włoskim winem i oddawaliśmy się permanentnemu obżarstwu. Nikt nam promili alkomatem nie mierzył, ale i tak skonstatowaliśmy, że życie w takim luksusie jest na dłuższą metę męczące.
    Wziąwszy pod uwagę to królewskie przyjęcie nas i zapewnienie atrakcji w formie zwiedzania na każdą wolną od śpiewania, jedzenia i picia minutę naszego pobytu, nie żałowaliśmy nawet, że nie było sposobności wypicia przywiezionych ze sobą mocniejszych niż wino trunków. Nadrobiliśmy więc zaległości w drodze powrotnej do Polski. Nic się nie zmarnowało, ale nie mierzyliśmy alkomatem stanu naszego upojenia. Dobrze to, czy źle?

  8. a dlaczego, ja się pytam, nikt nie poinformował mnie o strajku????… przecież jako prawdziwa kobieta, która jest na permanentnej diecie, na taki strajk, to ja bym w te pędy poleciała i nawet własne płyny mogłabym dostarczyć… :D

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.