A miało być bezpiecznie

Onegdaj przyszła do nas wiadomość od samego Onetu. Napisali, że podłożyli bombę pod platformę blogową blog.pl. Dnia 31 stycznia przyszłego roku bomba wybuchnie i na skutek tego wybuchu nasz blog rozpadnie się w proch i pył niczym krzyżacka zawierucha.

No cóż… Pora brać tyłek w troki i spadać. Wszak „Kroniki Mikołaja Miki” mają raptem cztery lata, więc takie niestare drzewo da się chyba przesadzić?

Udało nam się wsadzić korzeń do Bloggera i mamy już nowy adres:


https://kronikimikolajamiki.blogspot.com/

To chyba ostatni wpis na tym blogu.

Pa, pa, Onecie.

 

PS. W sumie nie jest źle. Impreza z okazji wyprowadzki, impreza z okazji wprowadzki, a potem jeszcze parapetówka… Da się żyć!

Koncert z okazji imienin Mikołaja Miki

To dzisiaj właśnie. Mikołaj Mika siedzi w fotelu, pluskwy po nim łażą, ale nie zwraca na nie uwagi. Jest wzruszony i lekko zażenowany, a my śpiewamy, bo każdy zasługuje na koncert, zwłaszcza ON! Nasz umiłowany Ojciec – Dyrektor, nasz Prezesunio łaskawy, nasz Marszałek, nasz Przewodniczący, nasz Sekretarz Generalny. Nasz Mikuś – robaczek!

Każdy przygotował arię dla Mikołaja (w nawiasach tytuły piosenek z których pożyczyliśmy melodie). Rozpoczyna, oczywiście, Boja. Rozpoczyna, oczywiście, patetycznie…

BOJA ( „Mury” Jacka Kaczmarskiego):
Choć niemłody i łysy jest, ja podziwiam go wciąż
Każdy czyn i każdy gest – świadczy, że wielki to mąż!
Flach tysiące obalił już, nie raz film mu się rwał
Lecz nie dla niego bukiet róż
On co innego mieć chciał!

Żyj nam Miki, długo żyj!
Odkręć zakrętkę, otwórz ryj
I sobie golnij, golnij, golnij
Na zagrychę śledzia żryj!

KOLEŻANKA WYMÓWKA (Skaldowie „W żółtych płomieniach liści”):
I ja kochałam kiedyś jego
Zanim puściłam się z Kolegą.
Poszłam przez życie z Podśmiechujkiem
Nie poszłam z Mikim… Czemu? Chuj wie!

Masz Mikołaju imieniny
A więc z prezentem przychodzimy.
Razem z Kolegą Podśmiechujkiem
Przyniosłam fajki – Bierz i truj się!

KOLEGA PODŚMIECHUJEK (to znają wszyscy):
Pust’ wsiegda stawia Misza
Pust’ wsiegda budiet wodka
Pust’ wsiegda budiet laba
Pust’ wsiegda budu ja!

DOBRA KOBIETA (Trubadurzy „Znamy się tylko z widzenia”):
Znam ja go dobrze z widzenia
Kawał z niego jest popaprańca!
Chcę namówić pijaka i lenia
Do pielgrzymki i do różańca, różańca!

Ale dziś… ale dziś…

Dzisiaj jest dzień tego licha
Więc dyspensy łaskawie udzielam!
I ja także chlapnę kielicha
Za zdróweczko tego menela, menela!

Właśnie dziś! Właśnie dziś!

PROFESOR GENDER (to też znają wszyscy):
We don’t need no abstinention
We want to celebrate now
Name day of Nicholas M.
Nicky! Happiness and health!
Hey!
Waiter! Do your duty quickly!
Czego nie rozumiesz?
Lejże, bo mi zaschło…

DZIAD ŚMIETNIKOWY (R. Rynkowski „Wypijmy za błędy”)
Wypijmy za Mikę, zatańczmy na rurze
Dziś nikt się nie zgorszy, folgujmy naturze!

BRAT LADACO (Pastorałka „Oj, maluśki, maluśki”)
Po maluśkim, maluśkim, maluśkim polej Mikołaju
Alboli też po większym, po większym – będzie jako w Raju!

A w prezencie, mój panie
Medalik dostaniesz!

DUET NORMALNY I PANI NORMALNA (K. Prońko „Psalm stojących w kolejce”)
PN: Razem tutaj przyszliśmy
N: Do Miki, do Miki, do Miki!
PN: Żeby zaśpiewać mu niczym
N: Słowiki, słowiki, słowiki!

PN: Po co my to robimy?
N: Bo chcemy, bo chcemy, bo chcemy!
PN: Kiedy do domu wrócimy?
N: Nie wiemy, nie wiemy, nie wiemy!

WSPÓLNIE: Bądź jak Mika, czas zatrzymaj!
(Wyścig szczurów niech se gna)
Wypij kielich wina „Lawina”
Do dna, do dna, do dna!

PANI NORMALNA (Bez melodii, opryskliwie):
Nie wierzę, że to śpiewałam! Chyba na mózg mi padło… W dupie to mam, idę do domu… Normalny! Dopilnuj by Psica wypróżniła się!

Ale sensacja! Mikołaj Mika też przygotował arię! Zaśpiewa dla nas tu i teraz, bo później kto wie co będzie…

MIKOŁAJ MIKA (Z. Martyniuk „Przez Twe oczy zielone”):
Przez te pieśni tu dla mnie śpiewane
Łzy wylałem
Gwiazdy z tivi wam chyba oddały
Polot swój
A ja serce swe w piersi z ledwością
Utrzymałem
Egzaltacja mnie taka dotknęła
Pierwszy raz!

I to by było, na razie, na tyle…

Skrupulatny poczet władców Polski. Bolesław Zapomniany

Pierwowzór kilku późniejszych bohaterów.

Został zapomniany kiedy miał dwanaście lat. Tak się złożyło, że rodzice Bolka zapragnęli spędzić urlop osobno. Tata Mieszko II Lambert zamierzał pojechać na Oktoberfest, a mama Rycheza planowała rozległą operację plastyczną w czeskiej klinice jakiejś. Ustalili, że dzieci zabiera Rycheza.

Niestety, wszystko się pokićkało. Na skutek dziwnego zbiegu okoliczności, Mieszko trafił pod czeski skalpel, a Rycheza z dziećmi wylądowała przy stoliku zastawionym kuflami piwa i porcjami golonki z musztardą.

Natomiast Bolek nie zajął miejsca w żadnej karecie. Akurat w dniu wyjazdu doznał pierwszego wzwodu i cały ranek zmagał się z tym problemem w piastowskiej sławojce. Jako że rodzice wyjeżdżali w nieco panicznym pośpiechu – Bolek, niczym Kevin, został sam w domu.

Jednak nie rozdzierał szat. Znalazł jakąś (zgubioną w pośpiechu) sakiewkę z koślawymi denarami i poszedł na szaszłyk z tura. Nie dotarł, niestety, do „Dzikiego Dworu pod Kaczką”, zgarnęli go mnisi, którzy niedawno założyli w Gnieźnie klasztor.

Bolesław od urodzenia miał awersję do grupowego klepania pacierzy, a w klasztorze musiał czynić to trzy razy dziennie. Długo nie wytrzymał. Uciekł stamtąd poddenerwowany i na gnieźnieńskim rynku, gromkim głosem dał sygnał (niczym Lenin wystrzałem z Aurory) do Rewolucji Pogańskiej.

Mała dygresja. Właściwie Rewolucja Pogańska powinna nazywać się Reakcją Pogańską, bo rewolucjoniści walczyli o powrót starego. Jednakże stosowali bardzo rewolucyjne metody walki z przeciwnikami, dlatego ich działania pozwoliłem sobie nazwać Rewolucją. Koniec dygresji.

Rewolucja rozpełzła się po kraju, a Bolesław wrócił do domu.

Akurat tata Mieszko II zakończył ziemską część swojej wędrówki (1034r), więc Bolesław spokojnie mógł koronować się na króla Polski. Oprócz jabłka, berła i korony dostał też rozdwojenia jaźni.

Za dnia panował sprawiedliwie i dobrotliwie (niczym Dr. Jekyll), w nocy zaś przemieniał się w krwiożerczego pogańskiego bojownika (jak Mr. Hyde).

Zdaje się, że przyczyną tego rozdwojenia był praprzodek Kolegi Podśmiechujka. Bolesław uwielbiał perły, a ów praprzodek powiedział mu (przy piwie), że perły rodzą się w nerkach duchownych katolickich. Im wyżej postawiony duchowny, tym perła piękniejsza!

Bolesław, chociaż Król Polski, legalnie nie mógł wypatroszyć nawet zwykłego kleryka, cóż dopiero biskupa! Dlatego nocami, w przebraniu, na czele bandy zwolenników pogaństwa, napadał na siedziby kapłanów, od proboszcza wzwyż. Skrupulatnie przeszukiwał wnętrzności ofiar, ale chyba z marnym skutkiem, bo jego kolekcja pereł była bardzo mizerna…

W sumie Bolesław Zapomniany nie miał szans długo pożyć. Średniowieczni Polacy nie lubili ani sprawiedliwych i dobrotliwych władców ani krwiożerczych pogańskich bojowników. Dopadli Bolesława w roku 1038 i biedak skończył niczym Azja Tuhajbejowicz.

Kiedy konał w męczarniach na palu, byli poddani zapewniali go solennie:

- Zawsze będziemy o tobie pamiętać!

Nie dotrzymali słowa…

Kryminalne zagadki Warszawy

Motto: NIE DAJ, CURVA, SIĘ! 

Przeczytaliśmy sobie artykuł o szarych, anonimowych obywatelach. Wprawdzie jednej z tych szarych obywateli wargi ustne błyszczą nieziemsko i nieszaro, ale przecież u zwykłych ludzi nie wszystko musi być czarno – białe.

Policja zatrzymała i doprowadziła do prokuratury niejaką Dorotę R. (mniej znaną jako Doda E.). Zanim do zatrzymania doszło, gliniarze od szóstej do ósmej pod drzwiami stali i kolbami w drzwi łomotali. Nie mogli wyważyć tych drzwi, bo akurat były antywłamaniowe…

Pani Dorota też nie mogła łapsów wpuścić, bo spała sobie słodko, a w uszach miała zatyczki. Po to je miała, by jakieś ewentualne łomotanie nie zakłócało jej snu. Chyba logiczne?

Pierwsza zagadka. Dlaczego policjanci nie wchodzą na tego jakiegoś Pudelka? Tam chyba pisze o której Doda ze snu podnosi skroń?

W prokuraturze Dorota R. prawdopodobnie usłyszała zarzut. Piszemy „prawdopodobnie”, bo nie jesteśmy pewni czy wyjęła owe zatyczki z uszu (to jest właśnie druga zagadka).

W artykule napisali, że oskarżona jest o „wpływania groźbą na świadka”. Grozi za to pięć lat pierdla! Ale czy wywinie się tak niskim wyrokiem? Pełnomocnikiem pokrzywdzonego Emila H. jest niejaki Roman Giertych. Pan Romek zapowiedział już, że postara się przekształcić zarzut na „wymuszenie rozbójnicze”. Za to grozi dziesięć lat pierdla!

Dygresja. Nie bardzo wiemy co to jest wymuszenie rozbójnicze. Chyba obejrzymy sobie parę odcinków ceskoslovenskiego serialu „Przygody rozbójnika Rumcajsa”, może to nam trochę rozjaśni zagadnienie? Szkoda, że nie ma jakiegoś serialu o rozbójnicy :cry: Koniec dygresji.

Z kolei Dodzie pomaga mało znany pitbull Emil S. Kolejna, trzecia już zagadka. Skąd w życiu Dody wzięło się aż dwóch Emilów?

Od razu czwarta zagadka. Dlaczego w sprawę nie jest jeszcze zaangażowany detektyw Krzysztof Rutkowski?

Tak a propos Giertycha i Rutkowskiego. Mamy pomysł dla telewizji niepublicznych. Niech któraś z nich nakręci serial pod tytułem „Detektyw i Mecenas” lub „Mecenas i Detektyw”. Kolejność do ustalenia, bo cholera wie, który jest ważniejszy…

Skrupulatny poczet władców Polski. Dytryk

Znakomity przykład zmarnowanego talentu.

Tata Dytryka, niejaki Świętopełk, miał pecha urodzić się się jako przyrodni i sporo młodszy brat Bolesława Chrobrego. Kiedy Chrobry doszedł do władzy, babcia Dytryka (a macocha Chrobrego) szybciutko złapała torebkę, zgarnęła dzieci (między innymi Świętopełka) i nie czekając na zachętę, rozsądnie uciekła do Niemiec.

Dytryk urodził się już w Niemczech (ok. 992r.) jako syn Świętopełka i Niemki o dziwnym imieniu Nietutejsza. Nie było mu łatwo. Od maleńkości trenował sprawowanie władzy, jednak kariery nie zrobił. Talentu mu nie brakowało, ale czy Szwaby dopuszczą Półpolaczka do czegokolwiek?

Tułał się tedy po ligach regionalnych i głównie zajmował się grzaniem ławy rezerwowych. Nigdy nie wychodził w pierwszym składzie, z rzadka tylko miał okazję wystąpić w roli pomocnika, co zwykle kończyło się kontuzją i długą rehabilitacją.

Czarno widząc przyszłość, zamierzał już Dytryk zawiesić insygnia władzy na kołku i zająć się komentowaniem, gdy nagle… chociaż właściwie nie nagle… Trochę trwało zanim to się stało, ale się stało.

Polska, za Chrobrego mocarstwo, przemieniła się w kondominium niemiecko – rusińskie. Cesarz Konrad II potrzebował zawodników na tamtejszym podwórku, więc przypomniał sobie o wiecznym rezerwowym. Dytryk mógł wreszcie wziąć udział w prawdziwej grze (1032r.).

Nie wyszedł na tym dobrze. Jego nominalny partner, Mieszko II, okazał się rywalem grającym nieczysto, więc Dytryk szybciutko doznał śmiertelnej kontuzji…

Pozostało po nim tylko epitafium ułożone przez Uczonego Męża Bojana:

Dytryku, Dytryku,
Zawisłeś na stryku!
Teraz dla Dytryka
Nagrobek z lastryka…

Rezolutny Parlament uchwalił rezolucję

Przez siedem ostatnich (oprócz dwóch jeszcze bardziej ostatnich) lat Polki i Polacy byli ignorowani. Parlament Europejski postanowił trochę zadośćuczynić krzywdzie i poświęcił większość swojej jednodniowej uwagi niegdysiejszemu Mesjaszowi Narodów.

Nie tylko poświęcił uwagę, on wziął i uchwalił rezolucję! Rezolucję, która dotyczy tylko nas! Polek i Polaków! Nikogo więcej! Zazdrośćcie ościenne narody, wraże i nie wraże!

A propos ościennych narodów. Ciekawość jak zachowałyby się gdyby je kopnął taki zaszczyt?

Kacapy, zapewne, wylegliby na moskiewskie i petersburskie ulice wrzeszcząc ile tchu w piersiach (niczym bolszewiccy najeźdźcy): „Urrrra! Urrrra! Urrrra!!!”

Wątpliwości mamy co do Szwabów. Nie wiemy czy wiwatowaliby jeszcze po niemiecku, czy już po muzułmańsku?

Pepiki? Jak to Pepiki… Nakręciliby film!

Słowacy… Cholera, jak obraźliwie nazwać Słowaków? Może Haluszki? Nieważne… Słowacy raczej nie uwierzą, że Europa ich zauważyła…

Boćwini (czyli Litwini). Najpierw trzeba ustalić „Skąd Litwini wracali”?

Kołchoźniki (Białorusini) w dupie by to mieli.

I jeszcze ci z zielonej Ukrainy. Oni nie potrzebują rezolucji. Mają tanią wódkę, tanie papierosy… Czegóż więcej do szczęścia potrzeba?

A my? My jak zwykle. Podzieliliśmy się na tych co chwalą uchwalenie rezolucji i na tych co nie chwalą… I bardzo dobrze! Niech europejskie darmozjady wiedzą, że nie jest łatwo dogodzić wszystkim mieszkańcom ziemi wolskiej!

Chodzą słuchy, że Pan Prezes jest w dobrym humorze. Podobno wesoło sobie podśpiewuje: „A gdybym tak kogoś strzelić miał w pysk? Tylko PeOwca”!

My mamy jedno zastrzeżenie do rezolucji. Dlaczego europosłowie żądają od rządu polskiego potępienia tylko Marszu Niepodległości? Niech rząd potępia też mecze piłkarskie, na których kibice wywieszają transparenty z niepolitycznymi hasłami!

PS. Chyba udowodniliśmy tym tekstem, że nie jesteśmy ksenofobami?

Skrupulatny poczet władców Polski. Otto

Trzeci syn z trzeciej żony Bolesława Chrobrego. Urodził się dn. 01.01.1000 o godz. 00.00.01. Znacząca data i godzina. Kilka jedynek i mnóstwo zer… Prawie jak listy wyborcze niektórych partii politycznych!

Tata Bolesław miał kłopot z Ottonem. Najstarszego syna (Bezpryma) wysłał do klasztoru, średniego (Mieszka) zamierzał uczynić następcą, a dla najmłodszego brakło już koncepcji. Nie miał pojęcia jaką ścieżkę kariery wybrać dla niego.

Na szczęście, pewnego dnia, otrzymał pierwszą dostawę żubrówki z Puszczy Białowieskiej…

Mała dygresja. Kiedy Chrobry spróbował żubrówki, doznał wizji przyszłości. Wyraźnie zobaczył czarownika z teką, który (tysiąc lat później) próbuje zamienić Puszczę Białowieską w Białowieski Park Burzanów Wonnych. Koniec dygresji.

… i mógł zaprosić Uczonego Męża Bojana na naradę. Bojan przybył niezwłocznie, nakazał pachołkowi wymienić kielich na większy, spróbował trunku i już był gotowy na trudne pytanie:

- Cóż czynić z Ottonem?

Dwa gąsiorki później, Bojan znalazł rozwiązanie problemu.

- Musisz, Książę, wykierować go na geja!

- Co?! Syn władcy chrześcijańskiej Polski ma być gejem? Zwariowałeś? Wstyd i hańba!

- Jaki wstyd? Jaka hańba? Książę! Mamy już jedenasty wiek! Poza tym…

- Co poza tym?

- Poza tym… Taki ładniutki blondynek z dużymi, cielęcymi oczętami… Wyślesz go do kogo zechcesz. On każdego owinie sobie wokół małego… Cesarza sobie owinie, papieża sobie owinie…

- No genialny pomysł!

Niestety. Genialny pomysł Bojana zdał się psu na budę. Otto nie wykazał skłonności do jakiejkolwiek orientacji. Powiadają, że nawet nie bawił się ptaszkiem!

Stało się tedy, że został zwykłym, niezorientowanym frajerem i popychadłem wykorzystywanym bez skrupułów przez każdego kto chciał. A wielu chciało…

Kiedy umarł tata Chrobry i na tron wstąpił Mieszko II, Otto ciągle spał, choć rękę trzymał już w nocniku… Obudził go Bezprym – czarna owca i przymusił do spiskowania. Otto w te klocki też nie był dobry. Zdobył się jedynie na wymyślenie paszkwilanckiego wierszyka przeciwko Mieszkowi:

„Mieszko II jest jełopem,
Potraktować trza go kopem!
Z nosa mu wyrasta mnóstwo kłaków
I koronę ma z tombaku!”

Mieszka ubodła zwłaszcza ta korona z tombaku. Pochwycił „poetę” i wysłał do Niemiec… Wysłał w sposób nieco brutalny, więc Ottona długo jeszcze cztery litery bolały. Bezprym bezboleśnie uciekł na wschód.

Kiedy Mieszko popadł w tarapaty i zdekompletowany wylądował w czeskim lochu, okazało się , że do Gniezna bliżej jest z Kijowa niż z Berlina. Zanim Otto zdążył wyciągnąć rękę z nocnika, na polskim tronie siedział już Bezprym.

Ale i na Bezpryma przyszła kryska. Wtedy to, szwabski cesarz Konrad II umyślił sobie wprowadzić w Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj na trzy części. Jedną część dostał wydobyty z lochu Mieszko, drugą – jakiś Dytryk, a trzecią nasz sympatyczny nieudacznik.

Miał więc Otto swoje pięć minut. Niemal dosłownie pięć minut, bo zaraz potem zeszło mu się z przyczyn nienaturalnych…

Częściowo Patriotyczny Bal Charytatywny

Wydarzenie odbędzie się 11 listopada, a rozpoczęło się tuż po Wszystkich Świętych. Jest luźno związane z Dniem Niepodległości. Mocniej nie dało się związać, bo Prezes odmówił  udziału. Powiedział obcesowo i wyraźnie: „Nie, bo nie”! Na szczęście będzie jednak nie całkiem niepatriotycznie – wywiesiliśmy hasło na transparencie: „Polska od morza do morza i od ziemi aż do przestworza!”

Zapisywać się nie trzeba, wystarczy przyjść. Każdy Gość (niezależnie od płci) zobowiązany jest przynieść dobro, które (już ostatetcznie) nazwaliśmy „Możliwości+”. Czyli tyle ile zdoła wypić plus dwie flaszki.

Bal otworzy występ Koleżanki Wymówki. Jest ona bardzo rozczarowana swoim mężem Kolegą Podśmiechujkiem. Zaśpiewa więc (pięknym głosem Krystyny Prońko) piosenkę o księciu z bajki „Chcę cię właśnie takiego”. Oto tekst:

1. Wypisujesz hasła na sztandarach,
Potem na masówkach mordę drzesz
Nie dokładasz nigdy nic do gara,
Ale gdy gotowe – wtedy żresz!
Cały ty…

2. Ceny masła ciągle nie spadają,
Ty w tej samej partii drugi rok.
Chociaż wszyscy już cię dobrze znają,
Ty wyprzedzasz zmiany wciąż o krok!

Ref. Jesteś fiutem jak mało kto
I złodziejem co czyni zło!
Lubisz koniak i dziwki,
Z placka wyjadasz śliwki,
Oto cały ty…

Jesteś taki jak większość tych
Różnych Grzechów, Rychów i Krych!
Jesteś naszą elitą,
Która kłamstwa jest świtą
Oto cały ty…

3. Gdy wybory jakieś się zbliżają,
Ty przysięgasz, że poprawisz los.
Ludziom wtedy mózgi zasypiają
I na ciebie idą oddać głos!

Ref. Jesteś głupi więc szczęście masz
Zamiast w pierdlu, przy żłobie trwasz
I zapewne dlatego
Chcę cię właśnie takiego…
Bierz mnie!

 

Tyle mamy zaplanowane. Potem idziemy na żywioł…

 

PS. Dochód z balu przeznaczymy na kolejny Bal Charytatywny. Będzie on Częściowo Jakiśtam…

Skrupulatny poczet władców Polski. Bezprym

Najstarszy syn Bolesława Chrobrego. Znakomita ilustracja powiedzenia „Pierwsze śliwki robaczywki”.

W młodości szlajał się trochę po Europie i na skutek tego szlajania (albo pomimo) trafił do klasztoru. Zakonnikiem był dobrym. Do jego obowiązków należało napełnianie kielichów i czynił to perfekcyjnie. Wiele lat polewał i nie uronił nawet jednej kropli! Sam papież Sylwester II nie krył podziwu dla jego umiejętności i w sylwestra 999r. uhonorował go świecko – religijnym tytułem „Polewacz Tysiąclecia”.

Sukces uderzył Bezprymowi do głowy i mocno poprzewracał mu w dupie. Opuścił klasztor i poszedł zadziałać na szczytach władzy. Jako początkujący musiał najpierw zaistnieć w strukturach lokalnych.

Mała dygresja. Tatuś Bezpryma (Bolesław Chrobry) był Polakoczechem, a mamusia (Księżniczka Karolda) – Węgierką. Dzięki temu Bezprym posiadał obywatelstwo całej Grupy Wyszehradzkiej i prawo do bycia krewnym i znajomym króliczka. Koniec dygresji.

Stało się tedy, że wystartował w wyborach na żupana węgierskiego grodu i wygrał, bo nie miał z kim przegrać. Dzisiaj ten gród nazywa się Veszprem, jako że kronikarze nieco zniekształcili  nazwę nadaną przez Bezpryma.

Rządy jego ociekały troszkę krwią, dlatego Węgrzy musieli wzbogacić swoje słownictwo. Dotychczas nie posiadali określenia na ludzi pokroju Bezpryma, więc wymyślili słowo „fasz”. Na szczęście krótko tam rządził i przyjaźń polsko – węgierska przetrwała…

Później wylądował na Śląsku. Też na krótko, ale Hanysy zdążyli wymyśleć aż dwa słowa: „ciul” i „gorol”…

Zyskawszy takie doświadczenia, Bezprym uznał, że nadaje się już na władcę Polski. Akurat Bolesław Chrobry przeszedł w stan oczekiwania na umieszczenie swojej podobizny na banknocie 20zł, więc tron był wolny. Jednak Mieszko II okazał się szybszy i skuteczniejszy, dla Bezpryma pozostało stanowisko lidera totalnej opozycji.

Trzeba przyznać, że pokazał mistrzostwo w zdradzieckich poczynaniach. Nie było wtedy Internetu i Facebooka, a on potrafił skoordynować działania szwabskiego cesarza Konrada II, kijowskiego księcia Jarosława Mądrego i mącącego w kraju KOP-u (Komitetu Obrony Pogaństwa)!

Zgrabnie wysiudał Mieszka II z tronu i sam zajął jego miejsce. W pierwszej kolejności zapakował do torebki Rychezy (żony obalonego króla) polskie insygnia koronacyjne i, wraz z właścicielką tej torebki, odesłał je cesarzowi. Później zaczął rządzić, czyli tępić swoich przeciwników.

Wprawdzie ani się umywał do Hitlera czy Stalina, ale i tak zasłużył sobie na marny koniec. Polacy nie bawili się w wymyślanie nowych słów, wzięli i skrócili dziada o głowę…