Bajka o Patchworku

Człowiek uczy się całe życie, a dzięki blogom nie całkiem głupi umrze…

Poza tym, chciałbym zaprotestować i zaapelować, ale trochę później…

Parę razy obiło mi się o oczy słowo „patchwork”. „Cóż to może być”? – zastanawiałem się przelotnie. Nie wnikałem głębiej, bo słowo wydawało się jakieś takie… no jakieś takie nieinteresujące i brzydkie, paskudne wręcz…

Do czasu… Pewnego razu zajrzałem sobie na blog Leny Sadowskiej, a tam parę odnośników jest. Wlazłem tu, potem tu i… szok! Strasznie żałuję, że nie wiem jak dodawać zdjęcia… Ktoś, kto potrafi uszyć taką kołderkę jest prawdziwym geniuszem! Pewne jest, że dziecko otulone takim cieplutkim cudeńkiem będzie spało dobrze i miało przyjemne sny! To nie wszystko. Ze zwykłych skrawków materiału można stworzyć prawdziwe dzieła sztuki. Doskonałe na prezent, a można też nabyć je dla własnej przyjemności…

A teraz łyżka dziegciu. Pokazałem stronę swojej lepszej połowie. Oglądała i nie mówiła dużo. Tylko tyle: „Zamów mi to… i to… to też… a to w pierwszej kolejności!… Dlaczego dopiero teraz mi to pokazujesz”?

Czas na protest:

Patchwork. Ludzie! Jak można tak piękne rzeczy nazywać tak brzydkim słowem? Patchwork. Królowo angielska! Wasza Wysokość to słyszy i nie grzmi?

I czas też na apel:

Polacy! Pora wymyślić własną nazwę, bo angolska nie oddaje istoty tych rzeczy!

Częściowo Święty Bal Charytatywny

Wydarzenie odbędzie się 1 listopada, a rozpoczęło się już wczoraj. Jest luźno związane ze świętem Wszystkich Świętych. Mocniej nie dało się związać, bo proboszcz odmówił  udziału. Nie pomogło nawet wstawiennictwo Dobrej Kobiety (chociaż jest ona szczytowym osiągnięciem wielowiekowego ewolucjonizmu parafialnego). Na szczęście będzie jednak nie całkiem świecko – Brat Ladaco obiecał, że pokropi wszystkich, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.

Zapisywać się nie trzeba, wystarczy przyjść. Każdy Gość (niezależnie od płci) zobowiązany jest przynieść dobro, które (roboczo) nazwaliśmy „Możliwości+”. Czyli tyle ile zdoła wypić plus dwie flaszki.

Bal otworzy występ Dobrej Kobiety. Jest ona bardzo rozczarowana swoim Niedobrym Mężem. Zaśpiewa więc (pięknym głosem bogobojnego Andrzeja Rosiewicza) piosenkę o księciu z bajki „Dla ciebie wszystko”. Oto tekst:

Pytasz mnie, czy nadeszła już rencina?
Mówisz mi, że nie mogę w kulki grać.
Teraz już nie wystarczy dziesięcina,
Teraz już znacznie więcej trzeba dać!

Może wziąć kredyt w jakimś parabanku?
Może spieniężyć działkę mą na wsi?
Niechaj Twój głos, gdy zabrzmi o poranku,
Natchnienie ześle i podsunie pomysł mi!

Dzisiaj lewactwo jadem w Ojca pluje,
Zdradzieckie mordy ateistów kłapią wciąż.
A w domu moim też mnie denerwuje
Mój odstawiony już od łoża podły mąż!

Mówisz mi, że musimy składać dary.
Mówisz mi. że bez darów wygra czart!
Ja to wiem, nie żałuję więc ofiary,
Bo Ty jesteś, drogi Ojcze, Ojciec – Smart!

 

Tyle mamy zaplanowane. Potem idziemy na żywioł!

 

PS. Dochód z balu przeznaczymy na kolejny Bal Charytatywny. Będzie on Częściowo Patriotyczny…

Skrupulatny poczet władców Polski. Mieszko II

Kiedy niezdrowy tryb życia wpędził Bolesława Chrobrego w zaświaty, na piastowskim tronie zasiadł Mieszko II (1025r.) – niepierworodny syn swojego ojca i pechowiec najwyższej klasy.

Nie da się ukryć, że Mieszko bardzo pomagał swojemu pechowi. Najpierw zorganizował wystawną koronację, która ogołociła skarbiec (sam arcybiskup wziął 30 mieszków koślawych denarów za religijną celebrę), a później popełnił gruby błąd odnośnie swoich braci przyrodnich.

Zamiast wysłać ich tam, gdzie poszedł tata Chrobry, okazał litościwą głupotę i jednego (Bezpryma) wygnał na wschód, a drugiego (Ottona) na zachód. I nawet ich nie oślepił!

Jeszcze później zorganizował dwie łupieżcze wyprawy do Saksonii i spustoszył ten land doszczętnie (podobno nawet trawę wykosił i zabrał). Tym czynem zdenerwował niemieckiego cesarza Konrada II.

Trzeba też pamiętać, że Mieszko odziedziczył po ojcu nienawiść ze strony władcy Rusi Kijowskiej – Jarosława Mądrego. Władcy o tym imieniu nie odpuszczają win bez odpowiedniej pokuty i potrafią czekać na sprzyjające okoliczności…

Stało się tedy, że z zachodu najechał Polskę Konrad II, ze wschodu Jarosław Mądry, a w kraju też nie działo się dobrze. W kraju zawiązał się KOP (Komitet Obrony Pogaństwa) i jego zwolennicy narobili niezłego rozpiździaju! Głównie tępili kler i chcieli dorwać Króla… Korzystając z zamieszania władzę przejął Bezprym.

Położenie Mieszka zrobiło się tragiczne. Najgorsze, że nie mógł skorzystać z usług swojego doradcy polityczno – religijnego. Akurat w tym czasie Uczony Mąż Bojan udał się do wód na jakąś kurację… Król nie miał innego wyjścia – musiał spieprzać. Po azyl wyruszył do Czech. Niestety, władca tego kraiku – Uldaryk, również miał jakieś zadawnione żale. Uwięził Mieszka i pozbawił go klejnotów (konkretnie dwóch klejnotów, tych najważniejszych). Tak to, w stanie niekompletnym, wylądował były Król Polski w lochu, ale nie użalał się nad sobą. Myślał sobie tak:

” No cóż… Straciłem koronę, władzę, klejnoty… Pies drapał koronę… i tak wyglądała jak pudełko po butach Anny Lewandowskiej… Władzę kiedyś odzyskam… odzyskam i zemszczę się… Klejnotów nie odzyskam… ale co tam… Moje imię jakieś takie… ani męskie… ani żeńskie…jakby rodzaju nijakiego… Nawet pasuje do sytuacji płciowej… Summa summarum, szklanka w połowie jest pełna… Kurwa mać”!…

Dobrze chłop(?) myślał. Wkrótce Bojan powrócił z kuracji i zakulisowo wydostał Mieszka z lochu. Zmusił go też do zaprzestania powielania starych błędów. Uzurpator Bezprym zszedł z tego świata w sposób gwałtowny, a Mieszkowi nic nie udowodniono.

Jednak sytuacja nadal była niełatwa. Szwabski cesarz narzucił Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj pomiędzy Mieszka, Ottona i jakiegoś Dytryka (rzekomo kuzyna Mieszka). Szwab wiedział co robi, lepiej mieć do czynienia z trzema słabeuszami niż z jednym siłaczem.

Ale nie z Mieszkiem (wspieranym przez Bojana) takie numery. Otto szybko i grzecznie opuścił ten padół łez, a Dytryk nawet nie dotarł do Polski by objąć swoją część władzy.

Mieszko znalazł się na najlepszej drodze do odzyskania dawnej potęgi. Niestety, pech o nim nie zapomniał: biedakowi zmarło się znienacka (1034r.)…

Biedna żona, Rycheza, odetchnęła z ulgą, bo po powrocie z Czech, mąż postępował niczym pies ogrodnika… Jej życie intymne ograniczało się do wysłuchiwania rzewnej piosenki. Mieszko lubił upijać się na smutno i wtedy śpiewał:

„Czesi mi odjęli
Moje biedne jaja
I je (przy niedzieli)
Wciepli do ruczaja.
Hej, hej”…

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część IV

Konsumpcyjny styl życia Chrobrego sprawił, że jego ekscesy prawo- i lewołożowe wydarzały się coraz bardziej sporadycznie. W końcu doigrał się i przyszedł czas, że już tylko waga pod nim jęczała…

- No nie mam lekko – pomyślał wtedy – Skoro potencja zanikła, to trzeba wzmocnić majestat!

Ale jak? Bolesław odziedziczył ci (po tacie Mieszku) doradcę polityczno – religijnego o imieniu Bojan. Uczony ów mąż w małym palcu lewej ręki przechowywał całą światową wiedzę, a w dużym paluchu prawej nogi – podagrę.

Mała dygresja. Oprócz całej wiedzy światowej były też rzeczy o których poinformowany był tylko Bojan. Wiedział, między innymi, co w przyszłości zrobi niejaki Zygmunt III Waza. Dlatego legalnie, drogą kupna, wszedł w posiadanie pewnych terenów po dwóch stronach Wisły. Przepłacił nawet trochę, bo Mazowszanie żądali dziewiętnastu koślawych denarów, a on dał dwadzieścia… Wydał jeszcze sto denarów na oblewanie transakcji, ale nie o to chodzi… Niech no tylko Bojan przypomni sobie gdzie schował akty własności!… Koniec dygresji.

Chrobry zaprosił Bojana na naradę i kiedy ten przybył, zadał mu tradycyjne pytanie:

- Cóż czynić?

Bojan zamyślił się głęboko. Trzeba wiedzieć, że oprócz starych obowiązków (zwilżanie gardła po każdym zdaniu), przyjął on na swoje barki jeszcze dodatkowe: po każdej myśli musiał oliwić maszynerię. Bolesław wiedział o tym i cierpliwie dolewał mu do kielicha. Wreszcie analiza się skończyła.

- Musisz, Książę, koronować się na króla!

- Ja nie chcę być królem! Nawet w bajkach król to przeważnie stary pierdoła jest. Nie potrafi głupiego smoka zabić! Musi płacić smokobójcom ręką księżniczki i połową królestwa. Co innego książę na białym koniu…

- E tam… To tylko bajki. Smoków już nie ma, ostatniego Krakusy załatwili… Musisz zostać królem teraz, póki sytuacja sprzyja. Papież nie będzie fikał, bo nasze koślawe denary mu nie śmierdzą… Jedynie szwabski cesarz może sprzeciwić się, ale zanim jego sprzeciw tu dotrze, minie ładnych parę miesięcy… Na szczęście nie mają jeszcze odrzutowych meserszmitów. Poza tym koronacja to głupstwo. Mamy inny problem, znacznie poważniejszy…

- Jaki?

- Nie wiadomo czy Barnaba to imię męskie czy żeńskie…

- Żeńskie, ma „a” na końcu…

- Niby tak… Ale wyobraź sobie… Masz kochankę o tym imieniu, jak to będzie brzmiało „Idę pokochać się z Barnabą”?

- No faktycznie, może się odechcieć…

- Właśnie! Bardziej to imię pasuje do jakiegoś wrednego sąsiada, „nie ma już gorszego draba, niźli sąsiad mój, Barnaba”!

- Dobra. Uznajemy Barnabę za imię męskie. A co z koronacją?

- Zrób to! Korona ci z głowy nie spadnie…

To tyle jeżeli chodzi o Bolesława Chrobrego. Teraz bierzemy banknot z jego podobizną i udajemy się do monopolowego. Na początek Chrobry wystarczy…

My też protestowaliśmy głodowo

Nasz protest trwał całe dwadzieścia dni!

My, jako niemłodzi rezydenci salonu Mikołaja Miki, mieliśmy tylko jeden postulat.

Nic nie jedliśmy, przyjmowaliśmy tylko płyny. W przyjmowaniu płynów pomagał nam Brat Ladaco.

Wygraliśmy pomimo zdrady Kolegi Podśmiechujka. Wykryliśmy jego zdradę, bo gotowane jajka, którymi w tajemnicy się obżerał, śmierdziały niczym jajka niemyte. W ryja nie dostał, bo uciekł…

A było tak:

Na negocjacje przyjechał sam Pan Prezes. Akurat nie padało, więc w pelerynę nie był ubrany (postanowiliśmy, że w razie kolejnego protestu zażądamy by negocjacje odbywały się w dni deszczowe). Oto zapis rozmowy:

- Ale aż tyle? Nie można mieć aż tak dużo!

- Można, można… Można nawet więcej!

- Ale z 4,7 na 6,8? Młodzi lekarze też tyle chcą…

- My byliśmy pierwsi! Poza tym chcemy dziesięć razy mniej niż lekarze. Oni mówią o procentach, a my o promilach!

- No dobra, zgadzam się…

W ten oto sposób zmusiliśmy władzę do podniesienia oficjalnej śmiertelnej dawki alkoholu we krwi z 4,7 promila do 6,8 promila! I to już w tym roku! Prezydent zapowiedział, że nie będzie wetował, że podpisze obydwiema rękami…

PS. Pewnie i tak wyjdzie to na jaw, więc przyznajemy się od razu. Naszą akcję sponsorował nielegalny sklep monopolowy sprzedający podrabianą gorzałę na kieliszki i na kreskę…

Smutna piosenka na przyszłość

Śpiewać każdy może. Szkoda, że Marylka ostatnio śpiewa jakby gorzej… Mamy nadzieję, że to tylko przejściowe trudności i wkrótce wróci ona do takiej formy:

A teraz nowy tekst do tej piosenki, bardziej pasujący do nadchodzącego czasu:

Znów nadciąga zima
I będzie długo trwać.
Miś zimę przetrzyma,
Bo może w norze spać.

A ja niedostrzegalnie
(Odziany marnie)
Podkurczam się…

Śnieg, mój drogi bracie,
Zasypie wolny kraj.
Czas założyć gacie,
By nie przeziębić jaj!

A ja w cieniutkim dessous
I bez sukcesu
Wycieram nos…

Pan, między zimami,
Zbyt krótki zmieścił czas,
Więc trzeba czasami
Uderzyć lekko w gaz…

Uderzyć lekko w gaz…

Uderzyć lekko w gaz…

Ude………………………………………………………………………………………………………………….

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część III

Jeszcze przez dwa lata (niecałe) musiał Chrobry udawać entuzjazm odnośnie planów cesarza. Na szczęście w 1002 roku spotkała Ottona przykrość pod Rzymem. Najpierw umarł na malarię, potem dostał niestrawności, a na koniec został jeszcze otruty przez późniejszego Henryka II. Późniejszy Henryk II był łotrem, szubrawcem i nieźle zalazł za skórę Chrobremu.

Najpierw jednak Chrobry zalazł za skórę Henrykowi. Wskoczył mianowicie na konia i przy pomocy Włóczni Maurycego, Szczerbca Hawranka i swojego wojska, zdobył Milsko, Miśnię i Łużyce. Zdobycie miało miejsce w 1002 roku i poskutkowało wojnami chrobro – cesarskimi trwającymi aż do roku 1018.

Mała dygresja. Widać wyraźnie, że niemieccy cesarze przyczepili się do Chrobrego jak gówno do koszuli. Przykre to jest, bo nie da się jednego akapitu napisać bez ich obmierzłego udziału. A trzeba jeszcze nadmienić, że pod koniec życia Bolesława pojawił się kolejny cesarz (Konrad II) i też nie dało się go do rany przyłożyć. Koniec dygresji.

Owe wojny były prowadzone w bardzo bałaganiarski sposób. Tak bałaganiarski, że właściwie nie sposób ustalić kto komu dał łupnia. Tym bardziej, że (w międzyczasie) Bolesław wojował w Czechach, a Henryk (też w międzyczasie) toczył boje gdzieś tam w makaroniarskich i żabojadzkich stronach. W każdym bądź razie, kiedy nastał zawarty w Budziszynie pokój (1018r.), okazało się, że sytuacja niczym nie różni się od tej sprzed zawieruchy (jeśli nie liczyć trupów, ruin, zgliszczy i pustych skarbców obu adwersarzy). W zasadzie jedynym skutkiem historycznym były dwa śluby: najpierw Mieszko (syn Chrobrego) hajtnął się z Rychezą, a później sam Chrobry pojął za żonę Odę.

Innych dochodów wojny nie przyniosły. Chrobry zajrzał do skarbca i zobaczył, że nie stać go nawet na waciki. Wtedy skierował swe dumne spojrzenie na wschód. Miał on ci zięcia Świętopełka, który akurat utracił władzę na Rusi Kijowskiej. Kijów, w owym czasie, był miastem przebogatym. Takie, dajmy na to, Gniezno wyglądało przy nim jak sławojka przy Pałacu Kultury i Nauki.

Bolesław ponownie zebrał zastępy i ruszył odzyskiwać władzę dla nieudacznika. Po drodze (pod Wołyniem) rozgromił wojska Jarosława Mądrego (sic!) i Kijów stanął przed nim bezbronny. Nie musiał nawet Szczerbca szczerbić o bramę tego miasta.

Powiadają, że kiedy pierwszy wóz z łupami wjeżdżał już do Gniezna, to ostatni dopiero wyjeżdżał z Kijowa. Było tego tyle. że Chrobry spokojnie mógł otworzyć sieć sklepów z używanymi skarbami.

Wkrótce nieudaczny zięć Świętopełk znowu utracił władzę, ale Chrobry miał to już gdzieś. Zbrzydło mu wojowanie. Nadwyżkę budżetową miał zapewnioną na wiele lat (konkretnie na 13), więc wolał zająć się konsumpcją. Tym bardziej, że z Kijowa przywiózł sobie nałożnicę – siostrę Jarosława Mądrego, Przedsławę…

To jeszcze nie koniec. Będzie część IV.

Pan Prezydent nie przestaje nas zadziwiać

Wygląda na to, że Pan Prezydent coś zamierza przedsiębrać. Nie wiemy jeszcze co, na razie zaobserwowaliśmy tylko zmiany w jego orientacjach.

Najpierw pokłócił się (zdaje się, że listownie) ze Średnim Siwo – Łysym Wujkiem Antonim, a później (może zresztą kolejność była odwrotna?) sensacyjnie okazał nieposłuszeństwo wobec Małego Siwego Ojca.

Teraz spakował walizkę i pojechał do Wielkiego Siwego Ojca do Ameryki!

I właśnie w Ameryce Pan Prezydent zadziwił nas najbardziej. Spotkał się tam (na kolacyjce) z Donaldem Trumpem i z Melanią Trump. Potem napisał na Twitterze:

„To była ogromna przyjemność znowu spotkać prezydenta Trumpa i wice-prezydenta Pence’a. Relacje polsko-amerykańskie pozostają silne”. 

O Melani ani się zająknął… A może niepotrzebnie dziwimy się? Wszak, jakiś czas temu, niejaki Radosław Sikorski opisywał już relacje polskich polityków z Amerykanami…

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część II

Część pierwsza przygód Bolesława Chrobrego jest tu.

Kiedy więc stuknięty cesarz przypielgrzymował wreszcie do Gniezna (spóźnił się haniebnie, bo miał być na Sylwestra, a dotarł dopiero w marcu – jakoś tym razem przysłowiowa niemiecka punktualność nie wypaliła), mistrz ceremonii zaanonsował go następująco:

- Otto przybył Oto!

Uroczystości, modły i ochlaje trwały osiem dni. W tym czasie Chrobry dwa razy podał Ottonowi rękę. Pierwszy raz (na powitanie i na krótko) swoją własną dłoń, drugi raz (w ramach prezentu i na zawsze) dłoń świętego męczennika Wojciecha.

Cesarz, w ramach rewanżu, wręczył Bolesławowi podróbkę włóczni św. Maurycego i pozwolił mu chwilę poparadować w cesarskim diademie. Jako że Otto nazywał Chrobrego stryjkiem, wtedy właśnie powstała pierwsza wersja znanego powiedzenia: „Zamienił stryjek relikwię na kijek” 

Poza tym, w trakcie rozlicznych imprez, okazało się że Różaniec odmawiany w języku niemieckim brzmi jak jakaś przysięga w SS czy innym SA. Stało się też tak, że prastara piastowska ziemia, po raz pierwszy w historii, zaczęła nosić rodzimego arcybiskupa. Ów rodzimy arcybiskup nie nazywał się Rodzim tylko Radzim (a nawet Gaudenty) i był także Czechem i bratem św. Wojciecha (bracia po czesku to „dwa Pepiczki z jednej piczki”).

Wtedy też ujawniła się szajba cesarza. Planował on utworzyć cesarstwo uniwersalistyczne (taką zacofaną Unię Europejską) obejmujące Sclavinię, Germanię, Galię i Romę. Chciał żeby Chrobry pomagał mu i został dla niego tym czym w przyszłości Tusk będzie dla Merkel.

Bolesław udawał, że zgadza się na wszystko, bo nie chciał szczylowi (cesarz nie był jeszcze pełnoletni) sprawiać przykrości. Nie powiedział mu nawet (choć wiedział), że z tych planów wyjdzie gówno i że takie utopijne idee dobre będą dopiero w drugiej połowie XX wieku. Póki co, należy zajmować się podbojami, łupiestwem i rabunkiem. Chrobry nie powiedział tego cesarzowi, ale tak myślał i tak później czynił.

Kiedy Otto wreszcie odjechał, Chrobry postanowił zadbać o swoje uzbrojenie. Uznał, że samą włócznią niewiele zwojuje i że przydałby się również miecz. W owym czasie najlepszym miecznikiem był niejaki Hawranek i u niego Bolesław obstalował miecz nazwany później Szczerbcem.

Stało się tedy, że Maurycy i Hawranek zgodnie patronowali uzbrojeniu Bolesława Chrobrego.

Zdaje się, że potrzebna będzie jeszcze część III…

Cykl „Powiedzenia i przysłowia”

Z samego rana wyszło na jaw, że dzisiaj nie wtorek. Mikołaj Mika popatrzył na Kolegę Podśmiechujka i rzekł:

- Zamknij rozporek, bo dzisiaj nie wtorek! 

Kolega Podśmiechujek przybrał obleśny wyraz twarzy, pokazał Mikołajowi palec, natężył się, chwilę trwał w natężeniu… Nagle zwiotczał i wyraził swoją frustrację:

- Co jest grane? Michę grochówki zjadłem, nalewką z kopru włoskiego popiłem i… nic!

Tymczasem Profesor Gender myślał intensywnie.

- Czy ktoś już to badał? – zapytał.

- Co badał?

- Czy ludzie stosują się do sugestii wyrażonej w tym powiedzeniu? Nie ciekawi was czy zamykają rozporki w dni nie będące wtorkami?

- Racja, Profesorze – Boja pokiwał głową – To rzeczywiście bardzo interesujące zagadnienie…

Mikołajowi Mice zaświeciły się oczy.

- Możemy być pierwsi w świecie! – Krzyknął zachwycony – Wyobrażacie sobie? Nikt jeszcze tej dziedziny nie ruszał, będziemy prekursorami! Profesorze, rozporządzaj nami, pomożemy ci w badaniach!

Na fali entuzjazmu, prof. Gender nakreślił plan działania:

- Rozdzielmy się i ruszajmy w teren. Pilnie obserwujcie okolice krocza przechodniów i notujcie w jakim stanie znajduje się rozporek poszczególnych osobników. Właściciela otwartego rozporka należy zatrzymać i ustalić czy:

1.- Osobnik jest roztargniony

2.- Osobnik ma zepsuty zamek, ew. pourywało mu guziki

3.- Osobnik kontestuje wartości i normy zawarte w powiedzeniu „Zamknij rozporek, bo dzisiaj nie wtorek”.

- Wieczorem podsumujemy zebrane materiały i napiszemy rozprawę naukową oraz książkę popularno – naukową. Do dzieła!

W tym momencie wtrącił się Dziad Śmietnikowy.

- A czy mogę, przy okazji, zbierać puszki i kryształy?

- Jakie kryształy? – zapytał Boja.

- Nie wiesz? Tyle lat je opróżniasz i nie wiesz? Kryształy to butelki zwrotne. Po piwie i po jabolu. Z tyłu butelki, na nalepce, pisze czy butelka jest zwrotna czy bezzwrotna…

W tym momencie wtrącił się Normalny.

- Słuchajcie Koledzy Naukowcy! Takie naukowe badania to wielki wysiłek. Zarówno intelektualny jak i fizyczny… Mam ja ci tu, w spodniach ukrytą, litrową flaszę żubrówki… Może najpierw trochę pokrzepimy się?

- Świetny pomysł, Normalny! – Krzyknęli wszyscy, a Brat Ladaco dodał: – Wyjmij już tą flaszę, bo rozporek ci się przez nią nie domyka…