Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część IV

Konsumpcyjny styl życia Chrobrego sprawił, że jego ekscesy prawo- i lewołożowe wydarzały się coraz bardziej sporadycznie. W końcu doigrał się i przyszedł czas, że już tylko waga pod nim jęczała…

- No nie mam lekko – pomyślał wtedy – Skoro potencja zanikła, to trzeba wzmocnić majestat!

Ale jak? Bolesław odziedziczył ci (po tacie Mieszku) doradcę polityczno – religijnego o imieniu Bojan. Uczony ów mąż w małym palcu lewej ręki przechowywał całą światową wiedzę, a w dużym paluchu prawej nogi – podagrę.

Mała dygresja. Oprócz całej wiedzy światowej były też rzeczy o których poinformowany był tylko Bojan. Wiedział, między innymi, co w przyszłości zrobi niejaki Zygmunt III Waza. Dlatego legalnie, drogą kupna, wszedł w posiadanie pewnych terenów po dwóch stronach Wisły. Przepłacił nawet trochę, bo Mazowszanie żądali dziewiętnastu koślawych denarów, a on dał dwadzieścia… Wydał jeszcze sto denarów na oblewanie transakcji, ale nie o to chodzi… Niech no tylko Bojan przypomni sobie gdzie schował akty własności!… Koniec dygresji.

Chrobry zaprosił Bojana na naradę i kiedy ten przybył, zadał mu tradycyjne pytanie:

- Cóż czynić?

Bojan zamyślił się głęboko. Trzeba wiedzieć, że oprócz starych obowiązków (zwilżanie gardła po każdym zdaniu), przyjął on na swoje barki jeszcze dodatkowe: po każdej myśli musiał oliwić maszynerię. Bolesław wiedział o tym i cierpliwie dolewał mu do kielicha. Wreszcie analiza się skończyła.

- Musisz, Książę, koronować się na króla!

- Ja nie chcę być królem! Nawet w bajkach król to przeważnie stary pierdoła jest. Nie potrafi głupiego smoka zabić! Musi płacić smokobójcom ręką księżniczki i połową królestwa. Co innego książę na białym koniu…

- E tam… To tylko bajki. Smoków już nie ma, ostatniego Krakusy załatwili… Musisz zostać królem teraz, póki sytuacja sprzyja. Papież nie będzie fikał, bo nasze koślawe denary mu nie śmierdzą… Jedynie szwabski cesarz może sprzeciwić się, ale zanim jego sprzeciw tu dotrze, minie ładnych parę miesięcy… Na szczęście nie mają jeszcze odrzutowych meserszmitów. Poza tym koronacja to głupstwo. Mamy inny problem, znacznie poważniejszy…

- Jaki?

- Nie wiadomo czy Barnaba to imię męskie czy żeńskie…

- Żeńskie, ma „a” na końcu…

- Niby tak… Ale wyobraź sobie… Masz kochankę o tym imieniu, jak to będzie brzmiało „Idę pokochać się z Barnabą”?

- No faktycznie, może się odechcieć…

- Właśnie! Bardziej to imię pasuje do jakiegoś wrednego sąsiada, „nie ma już gorszego draba, niźli sąsiad mój, Barnaba”!

- Dobra. Uznajemy Barnabę za imię męskie. A co z koronacją?

- Zrób to! Korona ci z głowy nie spadnie…

To tyle jeżeli chodzi o Bolesława Chrobrego. Teraz bierzemy banknot z jego podobizną i udajemy się do monopolowego. Na początek Chrobry wystarczy…

My też protestowaliśmy głodowo

Nasz protest trwał całe dwadzieścia dni!

My, jako niemłodzi rezydenci salonu Mikołaja Miki, mieliśmy tylko jeden postulat.

Nic nie jedliśmy, przyjmowaliśmy tylko płyny. W przyjmowaniu płynów pomagał nam Brat Ladaco.

Wygraliśmy pomimo zdrady Kolegi Podśmiechujka. Wykryliśmy jego zdradę, bo gotowane jajka, którymi w tajemnicy się obżerał, śmierdziały niczym jajka niemyte. W ryja nie dostał, bo uciekł…

A było tak:

Na negocjacje przyjechał sam Pan Prezes. Akurat nie padało, więc w pelerynę nie był ubrany (postanowiliśmy, że w razie kolejnego protestu zażądamy by negocjacje odbywały się w dni deszczowe). Oto zapis rozmowy:

- Ale aż tyle? Nie można mieć aż tak dużo!

- Można, można… Można nawet więcej!

- Ale z 4,7 na 6,8? Młodzi lekarze też tyle chcą…

- My byliśmy pierwsi! Poza tym chcemy dziesięć razy mniej niż lekarze. Oni mówią o procentach, a my o promilach!

- No dobra, zgadzam się…

W ten oto sposób zmusiliśmy władzę do podniesienia oficjalnej śmiertelnej dawki alkoholu we krwi z 4,7 promila do 6,8 promila! I to już w tym roku! Prezydent zapowiedział, że nie będzie wetował, że podpisze obydwiema rękami…

PS. Pewnie i tak wyjdzie to na jaw, więc przyznajemy się od razu. Naszą akcję sponsorował nielegalny sklep monopolowy sprzedający podrabianą gorzałę na kieliszki i na kreskę…

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część III

Jeszcze przez dwa lata (niecałe) musiał Chrobry udawać entuzjazm odnośnie planów cesarza. Na szczęście w 1002 roku spotkała Ottona przykrość pod Rzymem. Najpierw umarł na malarię, potem dostał niestrawności, a na koniec został jeszcze otruty przez późniejszego Henryka II. Późniejszy Henryk II był łotrem, szubrawcem i nieźle zalazł za skórę Chrobremu.

Najpierw jednak Chrobry zalazł za skórę Henrykowi. Wskoczył mianowicie na konia i przy pomocy Włóczni Maurycego, Szczerbca Hawranka i swojego wojska, zdobył Milsko, Miśnię i Łużyce. Zdobycie miało miejsce w 1002 roku i poskutkowało wojnami chrobro – cesarskimi trwającymi aż do roku 1018.

Mała dygresja. Widać wyraźnie, że niemieccy cesarze przyczepili się do Chrobrego jak gówno do koszuli. Przykre to jest, bo nie da się jednego akapitu napisać bez ich obmierzłego udziału. A trzeba jeszcze nadmienić, że pod koniec życia Bolesława pojawił się kolejny cesarz (Konrad II) i też nie dało się go do rany przyłożyć. Koniec dygresji.

Owe wojny były prowadzone w bardzo bałaganiarski sposób. Tak bałaganiarski, że właściwie nie sposób ustalić kto komu dał łupnia. Tym bardziej, że (w międzyczasie) Bolesław wojował w Czechach, a Henryk (też w międzyczasie) toczył boje gdzieś tam w makaroniarskich i żabojadzkich stronach. W każdym bądź razie, kiedy nastał zawarty w Budziszynie pokój (1018r.), okazało się, że sytuacja niczym nie różni się od tej sprzed zawieruchy (jeśli nie liczyć trupów, ruin, zgliszczy i pustych skarbców obu adwersarzy). W zasadzie jedynym skutkiem historycznym były dwa śluby: najpierw Mieszko (syn Chrobrego) hajtnął się z Rychezą, a później sam Chrobry pojął za żonę Odę.

Innych dochodów wojny nie przyniosły. Chrobry zajrzał do skarbca i zobaczył, że nie stać go nawet na waciki. Wtedy skierował swe dumne spojrzenie na wschód. Miał on ci zięcia Świętopełka, który akurat utracił władzę na Rusi Kijowskiej. Kijów, w owym czasie, był miastem przebogatym. Takie, dajmy na to, Gniezno wyglądało przy nim jak sławojka przy Pałacu Kultury i Nauki.

Bolesław ponownie zebrał zastępy i ruszył odzyskiwać władzę dla nieudacznika. Po drodze (pod Wołyniem) rozgromił wojska Jarosława Mądrego (sic!) i Kijów stanął przed nim bezbronny. Nie musiał nawet Szczerbca szczerbić o bramę tego miasta.

Powiadają, że kiedy pierwszy wóz z łupami wjeżdżał już do Gniezna, to ostatni dopiero wyjeżdżał z Kijowa. Było tego tyle. że Chrobry spokojnie mógł otworzyć sieć sklepów z używanymi skarbami.

Wkrótce nieudaczny zięć Świętopełk znowu utracił władzę, ale Chrobry miał to już gdzieś. Zbrzydło mu wojowanie. Nadwyżkę budżetową miał zapewnioną na wiele lat (konkretnie na 13), więc wolał zająć się konsumpcją. Tym bardziej, że z Kijowa przywiózł sobie nałożnicę – siostrę Jarosława Mądrego, Przedsławę…

To jeszcze nie koniec. Będzie część IV.

Pan Prezydent nie przestaje nas zadziwiać

Wygląda na to, że Pan Prezydent coś zamierza przedsiębrać. Nie wiemy jeszcze co, na razie zaobserwowaliśmy tylko zmiany w jego orientacjach.

Najpierw pokłócił się (zdaje się, że listownie) ze Średnim Siwo – Łysym Wujkiem Antonim, a później (może zresztą kolejność była odwrotna?) sensacyjnie okazał nieposłuszeństwo wobec Małego Siwego Ojca.

Teraz spakował walizkę i pojechał do Wielkiego Siwego Ojca do Ameryki!

I właśnie w Ameryce Pan Prezydent zadziwił nas najbardziej. Spotkał się tam (na kolacyjce) z Donaldem Trumpem i z Melanią Trump. Potem napisał na Twitterze:

„To była ogromna przyjemność znowu spotkać prezydenta Trumpa i wice-prezydenta Pence’a. Relacje polsko-amerykańskie pozostają silne”. 

O Melani ani się zająknął… A może niepotrzebnie dziwimy się? Wszak, jakiś czas temu, niejaki Radosław Sikorski opisywał już relacje polskich polityków z Amerykanami…

Cykl „Powiedzenia i przysłowia”

Z samego rana wyszło na jaw, że dzisiaj nie wtorek. Mikołaj Mika popatrzył na Kolegę Podśmiechujka i rzekł:

- Zamknij rozporek, bo dzisiaj nie wtorek! 

Kolega Podśmiechujek przybrał obleśny wyraz twarzy, pokazał Mikołajowi palec, natężył się, chwilę trwał w natężeniu… Nagle zwiotczał i wyraził swoją frustrację:

- Co jest grane? Michę grochówki zjadłem, nalewką z kopru włoskiego popiłem i… nic!

Tymczasem Profesor Gender myślał intensywnie.

- Czy ktoś już to badał? – zapytał.

- Co badał?

- Czy ludzie stosują się do sugestii wyrażonej w tym powiedzeniu? Nie ciekawi was czy zamykają rozporki w dni nie będące wtorkami?

- Racja, Profesorze – Boja pokiwał głową – To rzeczywiście bardzo interesujące zagadnienie…

Mikołajowi Mice zaświeciły się oczy.

- Możemy być pierwsi w świecie! – Krzyknął zachwycony – Wyobrażacie sobie? Nikt jeszcze tej dziedziny nie ruszał, będziemy prekursorami! Profesorze, rozporządzaj nami, pomożemy ci w badaniach!

Na fali entuzjazmu, prof. Gender nakreślił plan działania:

- Rozdzielmy się i ruszajmy w teren. Pilnie obserwujcie okolice krocza przechodniów i notujcie w jakim stanie znajduje się rozporek poszczególnych osobników. Właściciela otwartego rozporka należy zatrzymać i ustalić czy:

1.- Osobnik jest roztargniony

2.- Osobnik ma zepsuty zamek, ew. pourywało mu guziki

3.- Osobnik kontestuje wartości i normy zawarte w powiedzeniu „Zamknij rozporek, bo dzisiaj nie wtorek”.

- Wieczorem podsumujemy zebrane materiały i napiszemy rozprawę naukową oraz książkę popularno – naukową. Do dzieła!

W tym momencie wtrącił się Dziad Śmietnikowy.

- A czy mogę, przy okazji, zbierać puszki i kryształy?

- Jakie kryształy? – zapytał Boja.

- Nie wiesz? Tyle lat je opróżniasz i nie wiesz? Kryształy to butelki zwrotne. Po piwie i po jabolu. Z tyłu butelki, na nalepce, pisze czy butelka jest zwrotna czy bezzwrotna…

W tym momencie wtrącił się Normalny.

- Słuchajcie Koledzy Naukowcy! Takie naukowe badania to wielki wysiłek. Zarówno intelektualny jak i fizyczny… Mam ja ci tu, w spodniach ukrytą, litrową flaszę żubrówki… Może najpierw trochę pokrzepimy się?

- Świetny pomysł, Normalny! – Krzyknęli wszyscy, a Brat Ladaco dodał: – Wyjmij już tą flaszę, bo rozporek ci się przez nią nie domyka…

 

 

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część I

BOLESŁAW CHROBRY Pierwszy król Polski, nieźle zaważył u szczytu kariery.

W dzieciństwie tata Mieszko, z podjudzenia macochy Ody, wysłał go na roboty do Niemiec. Na szczęście Bolek nie musiał zaiwaniać u bauera przy karczochach. Jego praca polegała na niańczeniu szczyla o kabaretowym imieniu Otto. Chrobry nauczył go  niezbyt wulgarnego przekleństwa „wciórności!” i sprawdziło się stare polskie przysłowie „Nauczyć gówniarza to chodzi i powtarza”.

Otto używał tego wyrażenia przy każdej okazji i dzięki temu zyskał sławę, szacunek i nabożny wręcz podziw w całym Świętym Cesarstwie Rzymskim. W wieku trzech lat został królem Niemiec, a nieco później – cesarzem tego całego zwyrodniałego Świętego Cesarstwa. Piszę o tym tylko dlatego (wszak nie jest to poczet moherowych cesarzy) by uzmysłowić, że błyskotliwa kariera Ottona jest wyłączną zasługą utalentowanego pedagogicznie Bolesława.

W roku 984 Chrobry pojechał na urlop do Polski i już do Niemiec nie wrócił. W pewnym przybytku zdarzyło mu się zażyć rozkoszy cielesnej i wtedy zrozumiał, że od bawienia cudzych dzieci o wiele przyjemniejsze jest robienie własnych. Jednak w łożu okazał się cienkim bolkiem. Miał cztery żony, a spłodził tylko siódemkę dzieci…

W innych sprawach miał szczęście. Dwie śmierci wyniosły go na sam szczyt. Najpierw kopnął w kalendarz tata Mieszko. Bolesław błyskawicznie przejął władzę i w pierwszej kolejności rozprawił się z macochą Odą.

- Do piczy z tą pipą! – Zakrzyknął po polsko – czesku (wszak był synem Polaka i Czeszki). Potem, nie bacząc na kwiczenie macochy i przyrodniego rodzeństwa, wygnał ich na poniewierkę w niemieckich klasztorach.

Druga śmierć przytrafiła się biskupowi Wojciechowi (997r.). Biskup za życia był Czechem i apostołem Prus, a po śmierci został patronem Polski. Zginął na ziemi pruskiej w pruskim świętym gaju. Jego śmierć okazała się niezwykle korzystna dla Chrobrego. Wprawdzie za ciało męczennika musiał Chrobry wybulić kilkadziesiąt kilogramów złota (plus wdowi grosz), ale szybko okazało się, że towar wart był ceny.

Po pierwsze. O tym wydarzeniu trąbiły wszystkie ówczesne europejskie media.

Po drugie. Dwa lata później Wojciech ogłoszony został świętym. Jego kości zyskały status relikwii.

Po trzecie. Cesarz ( wspomniany wcześniej Otto) był moherem i lubił pielgrzymować.

Po czwarte. Bolesław Chrobry mógł zaprosić Ottona na pielgrzymkę do grobu św. Wojciecha i na imprezkę z okazji Millenium.

Po piąte. Cesarz Otto zwariował i zachciało mu się tworzyć coś na kształt Unii Europejskiej…

… O tym i reszcie w drugiej części…

Cykl „Powiedzenia i przysłowia” (z niewielkim komentarzem)

Akurat nie wiemy czy jest to powiedzenie czy przysłowie. Ale jako że cykl rozpoczynamy w niedzielę, ono idzie na pierwszy ogień:

Niedzielna praca w gówno się obraca. 

Mądre to i prawdziwe. W niedzielę powinniśmy robić tylko to, co przynosi wyżej wymieniony skutek. Czyli: gotować rosołek, kroić na surówkę, mięsko na kotleciki tłuc i kartofelki odcedzać. Można też ugotować kompocik!

Innych prac, niezwiązanych z przemianą materii, należy zaniechać. Stacje benzynowe mogą pracować. Wszak trzeba nalać do baku, żeby tatuś na obiadzik (albo chociaż na kolacyjkę) zdążył dojechać! Transport pasażerski też ma rację bytu w niedzielę.

A co z lekarzami, strażakami, policjantami, żołnierzami, duchownymi? Oni nie pracują, oni mają powołanie i pełnią misję! Podobnie jak kina, teatry, opery, filharmonie, muzea i inne nudziarstwa…

Gastronomia? Chyba nie trzeba tłumaczyć? Nawet z piwa trochę tego na „g” powstanie… Sklepy? Tak, ale tylko spożywcze. W supermarketach należy (ustawowo) oddzielić inne działy i nie otwierać ich w niedzielę!

Wniosek sam się nasuwa: nikt nie ma prawa zmuszać nas do odkurzania w niedzielę!

Łamanie Konstytucji RP

Konstytucja RP zawiera w sobie rozdział II, a w tym rozdziale jest artykuł 42. Punkt trzeci tego artykułu (niespożywczego) krzyczy wielkim głosem: „Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”!

Stwierdzenie proste i dla każdego chyba zrozumiałe? No właśnie… Według jakiegoś sondażu, dwie trzecie Polaków uważa, że Konstytucja jest łamana przez różnych takich. My idziemy jeszcze dalej. Jesteśmy pewni, że 100% obywateli uważa, że różni tacy łamią ustawę zasadniczą!

A takie uważanie jest niezgodne z Konstytucją! Wszyscy łamią Konstytucję, uważając że ktoś łamie Konstytucję, bo prawomocne wyroki łamania Konstytucji nie potwierdzają. Nawet ze świecą takich wyroków nie znajdzie się…

My też łamiemy Konstytucję! Uważamy, że wszyscy łamią Konstytucję, chociaż powinniśmy domniemywać niewinność…

A pozamykać wszystkich, niech zgniją w pierdlu!

P.S. Sami nie wiemy dlaczego takie bzdury wypisujemy…

Z pamiętnika Dobrej Kobiety

Dobrej Kobiecie nielekko jest na świecie. Świat wokół niej wariuje, a niebo deszczem pluje.

SĄSIEDZI – Nie chodzą do spowiedzi

MĄŻ – Podstępny niczym wąż, o lodzie marzy wciąż

MŁODZIEŻ – Bezbożną nosi odzież

BRATOWA – Pod makijażem zmarszczki chowa

SĄSIADKI – Źle wychowują dziatki

BLOGERKI I BLOGERZY – Na głowie włos się jeży

JA – Oaza w morzu zła

Degenerat Mikołaj Mika wkrótce przekroczy sto tysięcy. Najgorsze, że tego nie da się już odklikać…

Skrupulatny poczet władców Polski. Część I Mieszka I

MIESZKO I Władca, który przywłaszczył sobie Minus Pierwszą Rzeczpospolitą (MPR) i przemianował ją na Polskę Piastów. Pierwszy w historii wygłosił orędzie. Ale po kolei…

Mieszko do siódmego roku życia nic nie widział. Dopiero po postrzyżynach, kiedy obcięto mu grzywkę, przejrzał na oczy.

- Super! – zakrzyknął – Nareszcie mogę patrzeć na wszystko!

Patrzył jak tata Siemomysł przyłącza do Polski kolejny wygwizdów, jak użera się z wojewodami i jak cierpi na skutek małżeńskiego strajku mamy Gorkiej… Patrzył, patrzył i w końcu doszedł do wniosku, że nie idzie na to patrzeć.

- Ja se nie pozwolę na takie cyrki! – postanowił

Kiedy Siemomysł, jak to się patetycznie mówi, wyzionął ducha, Mieszko zasiadł na tronie. Posiedział chwilę, podumał, ponakręcał się przeklinaniem i nakazał wezwać wszystkich wojewodów. A gdy zjawili się, wstał i wygłosił krótkie orędzie:

- Słuchajcie no! Państwo to ja! Wszystko jest moje, a wy musicie mnie słuchać. Ślepo słuchać! Bo jak nie… Bo jak nie… – Mieszko stopniował napięcie – Bo jak nie… To powierzę was Papieżowi!

W tym momencie większość słuchaczy narobiła w portki ze strachu. Cóż, w tamtym czasie Papież nie był dobrotliwym starszym panem, którego każdy mógł olewać…

Później Książę sprowadził sobie siedem nałożnic i zatrudnił strażnika łoża, którego, na wszelki wypadek, osobiście wykastrował.

Następnie Mieszko, po raz pierwszy w historii, pozyskał dla Polski Ziemie Odzyskane (oprócz nadzianych świętymi gajami Prus Wschodnich) i wtedy zaczęły się kłopoty.

Szybko zrozumiał, że jeżeli ktoś nabuduje sobie grodów warownych, to prędzej czy później pojawi się ktoś inny, kto zechce te grody zdobywać. W przypadku grodów piastowskich tym ktosiem okazał się pazerny szwabski margrabia Hodon. Najechał on (konno) prastare ziemie, bo już od niejakiego czasu ostrzył sobie na nie zęby. Miał również chrapkę na koślawe srebrne denary, których w Polsce było dużo. Zamierzał je, jak to Niemcy mają w zwyczaju, zrabować i przeznaczyć na własne potrzeby.

Na szczęście miał ci Mieszko mieczów dostatek, a jego rycerze potrafili posługiwać się nimi. Pod Cedynią (972r.) otrzymał Hodo należny mu łomot i musiał, jak niepyszny, wrócić do domu by rany sobie wylizać.

Ale już wcześniej nie było wesoło. Z lewej góry napierali Wieleci, z prawej góry Prusowie (zaminowani świętymi gajami), z lewego boku wspomniani  agresywni Niemcy, a od dołu kłuli Czesi pod wodzą bardzo nieśmiesznego Pepika Bolesława Srogiego.

-No tak – pomyślał Mieszko – bez polityki nie obejdzie się!

cdn…