My też protestowaliśmy głodowo

Nasz protest trwał całe dwadzieścia dni!

My, jako niemłodzi rezydenci salonu Mikołaja Miki, mieliśmy tylko jeden postulat.

Nic nie jedliśmy, przyjmowaliśmy tylko płyny. W przyjmowaniu płynów pomagał nam Brat Ladaco.

Wygraliśmy pomimo zdrady Kolegi Podśmiechujka. Wykryliśmy jego zdradę, bo gotowane jajka, którymi w tajemnicy się obżerał, śmierdziały niczym jajka niemyte. W ryja nie dostał, bo uciekł…

A było tak:

Na negocjacje przyjechał sam Pan Prezes. Akurat nie padało, więc w pelerynę nie był ubrany (postanowiliśmy, że w razie kolejnego protestu zażądamy by negocjacje odbywały się w dni deszczowe). Oto zapis rozmowy:

- Ale aż tyle? Nie można mieć aż tak dużo!

- Można, można… Można nawet więcej!

- Ale z 4,7 na 6,8? Młodzi lekarze też tyle chcą…

- My byliśmy pierwsi! Poza tym chcemy dziesięć razy mniej niż lekarze. Oni mówią o procentach, a my o promilach!

- No dobra, zgadzam się…

W ten oto sposób zmusiliśmy władzę do podniesienia oficjalnej śmiertelnej dawki alkoholu we krwi z 4,7 promila do 6,8 promila! I to już w tym roku! Prezydent zapowiedział, że nie będzie wetował, że podpisze obydwiema rękami…

PS. Pewnie i tak wyjdzie to na jaw, więc przyznajemy się od razu. Naszą akcję sponsorował nielegalny sklep monopolowy sprzedający podrabianą gorzałę na kieliszki i na kreskę…

Smutna piosenka na przyszłość

Śpiewać każdy może. Szkoda, że Marylka ostatnio śpiewa jakby gorzej… Mamy nadzieję, że to tylko przejściowe trudności i wkrótce wróci ona do takiej formy:

A teraz nowy tekst do tej piosenki, bardziej pasujący do nadchodzącego czasu:

Znów nadciąga zima
I będzie długo trwać.
Miś zimę przetrzyma,
Bo może w norze spać.

A ja niedostrzegalnie
(Odziany marnie)
Podkurczam się…

Śnieg, mój drogi bracie,
Zasypie wolny kraj.
Czas założyć gacie,
By nie przeziębić jaj!

A ja w cieniutkim dessous
I bez sukcesu
Wycieram nos…

Pan, między zimami,
Zbyt krótki zmieścił czas,
Więc trzeba czasami
Uderzyć lekko w gaz…

Uderzyć lekko w gaz…

Uderzyć lekko w gaz…

Ude………………………………………………………………………………………………………………….

Cykl „Powiedzenia i przysłowia” (z niewielkim komentarzem)

Akurat nie wiemy czy jest to powiedzenie czy przysłowie. Ale jako że cykl rozpoczynamy w niedzielę, ono idzie na pierwszy ogień:

Niedzielna praca w gówno się obraca. 

Mądre to i prawdziwe. W niedzielę powinniśmy robić tylko to, co przynosi wyżej wymieniony skutek. Czyli: gotować rosołek, kroić na surówkę, mięsko na kotleciki tłuc i kartofelki odcedzać. Można też ugotować kompocik!

Innych prac, niezwiązanych z przemianą materii, należy zaniechać. Stacje benzynowe mogą pracować. Wszak trzeba nalać do baku, żeby tatuś na obiadzik (albo chociaż na kolacyjkę) zdążył dojechać! Transport pasażerski też ma rację bytu w niedzielę.

A co z lekarzami, strażakami, policjantami, żołnierzami, duchownymi? Oni nie pracują, oni mają powołanie i pełnią misję! Podobnie jak kina, teatry, opery, filharmonie, muzea i inne nudziarstwa…

Gastronomia? Chyba nie trzeba tłumaczyć? Nawet z piwa trochę tego na „g” powstanie… Sklepy? Tak, ale tylko spożywcze. W supermarketach należy (ustawowo) oddzielić inne działy i nie otwierać ich w niedzielę!

Wniosek sam się nasuwa: nikt nie ma prawa zmuszać nas do odkurzania w niedzielę!

Nacjonalizm jest jak alkoholizm

„Nacjonalizm jest jak alkoholizm: chwila egzaltacji, a potem długi ból głowy”.

Te piękne i mądre słowa wygłosił niejaki Frans Timmermans. Holenderski wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej akurat świętował 78 rocznicę paktu Ribbentrop–Mołotow i tak mu się powiedziało przy okazji.

Kiedy my byliśmy młodzi, nie wolno było używać brzydkich wyrazów. Aby nie narażać się na doraźne kary, zamiast „O cholera”! mówiliśmy „O holender”! Tak nam zostało do dzisiaj.  Porażeni polotem słów Timmermansa zakrzyknęliśmy zgodnie:

- O holender!

A nasze wątpliwości wyraził Kolega Podśmiechujek:

- Ciekawe jak to u nas jest? Jeszcze się egzaltujemy czy już boli nas głowa?

 

P.S. Więcej na ten temat można przeczytać w Onecie.

Skrupulatny poczet władców Polski. Lestek

LESTEK Czwarty (jeśli nie liczyć Popiela) władca Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). Pierwszy, który przeżył traumę we wczesnej młodości. Ilekroć próbował pobawić się ptaszkiem, nakrywała go mama Oziębła i kazała mu klęczeć na grochu.

Jeżeli chodzi o edukację, to uczył się pilnie w niechrześcijańskiej szkółce niedzielnej. Pisanie i czytanie nie bardzo mu szło, niezłe wyniki osiągał w sztuce obcinania głowy jednym cięciem. Dyplom ukończenia tej uczelni, naskrobany na korze brzozowej, powiesił sobie nad łożem prawym.

Kiedy tata Siemowit odszedł do krainy wiecznego braku absurdów (rok 870), Lestek zasiadł na tronie i szybko zauważył, że niewiele ma do roboty.

Przede wszystkim nie było kogo bić. Szwaby nie wychynęli jeszcze zza Łaby, a Kacapy też nie myśleli wtedy o paktach antypolskich. W tej sytuacji Lestek kazał bić monetę. Takie sobie koślawe denary z obrazkiem, który w równym stopniu przypominał orła, lwa, głowę księcia i PKiN.

Nabił tych monet tyle, że aż od razu żona mu się znalazła. Miała na imię Dudka i była mistrzynią w sztuce kochania władców niebiednych. W inne klocki też była dobra. Lestek dużo czasu spędzał w łożu, a krzyki Dudki umacniały autorytet władcy wśród poddanych. Ucierpiała na tym powierzchnia państwa, bo zadupia już nie były przyłączane tak intensywnie jak za czasów Siemowita.

Podobnie jak ojciec, miał Lestek ulubioną piosenkę, ale wykonywał ją w innych okolicznościach. W MPR nie brakowało ludzi mordujących, gwałcących i kradnących. Tych, którzy nie czynili tego w majestacie prawa, Książę skazywał na karę śmierci. Kiedy skazaniec kładł głowę na pieńku, Lestek śpiewał mu współczująco: „Chwila, która trwa, może być najlepszą z twoich chwil”… Cóż, empatia nie została wynaleziona w XXI wieku.

Lestek wszystkim nie ustępował w zacności, żonę zdradzał sporadycznie, a synowi nadał imię Siemomysł. Tylko jednego marzenia nie spełnił, nigdy nie był w burdelu…

Skrupulatny poczet władców Polski. Siemowit

SIEMOWIT – Trzeci (jeśli nie liczyć tyrana Popiela) władca Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). On to, pierwszy w historii Państwa Polskiego, dokonał skutecznej reformy.

W wieku siedmiu lat został podstrzyżony przez dwóch uchodźców: praprzodka Vidala Sassoona (uszedł z Anglii przed Normanami) i Cyrulika Sewilskiego (czmychnął z opanowanej przez Maurów Sevilli). Po strzyżeniu odbyła się słynna uczta. Siemowit sprawił się bardzo dobrze, zjadł całe prosiątko i wypił beczkę piwa niepasteryzowanego! Nic dziwnego, że skazany był na wielkość.

Kiedy tata Piast odszedł na wieczne odpoczywanie, Siemowit zasiadł na stolcu. Chwilkę posiedział i trochę mu się w dupie poprzewracało. Zerwał się jakby go kornik drukarz ugryzł i zakrzyknął:

- Co za gówno! Nie będę siedział na tym badziewiu!

Dokonał reformy na samym szczycie władzy. Kazał pociąć stolec na zapałki i zakupił śliczny tronik z mięciuchnym siedziskiem wyściełanym arabskim atłasem. Przy okazji nabył jeszcze, w promocyjnej cenie, fikuśny nocniczek z pokrywką i pojemnik na wiechcie do podcierania.

Oprócz tego oficjalnie przybrał tytuł księcia. Dotychczas różnie go nazywano: władyka, naczelnik, komes, prezes, piastun, buc i jak tam kto chciał. Na pieczątce kazał napisać: „Książę Siemowit, syn Piasta, będzie miał pomnik we wszystkich miastach!”

Pomimo napisu na pieczęci, Siemowit nie grzeszył pychą. Mógł przybrać tytuł królewski, a nie uczynił tego. Przeszkodziła skromność i piosenka. Siemowit uczęszczał na szczyty przywódców średniowiecznego G20. Na spotkaniach tych wykonywał (ku uciesze innych darmozjadów) swoją ulubioną piosenkę:

„Takiego piwa nie pił nawet król!
Gul, gul, gul,
Gul, gul, gul,
Piastowski full”!

Gdyby został królem, nie mógłby tak śpiewać i bisować niezliczoną ilość razy!

W sumie Siemowit był spoko władcą. Obciachu nie narobił, więc ościenni kronikarze mord  sobie nim nie wycierali. Po cichutku, bez awantur, przyłączał do Polski różne, mniejsze i większe, zadupia i tylko z żoną miał problemy. Żona, o imieniu Oziębła, ciągle wierciła mu dziurę w brzuchu za to, że nie opuszcza pokrywki nocnika i za to, że nóg nie myje… Jednak Siemowit nie zrażał się. W końcu udało mu się zdybać Oziębłą w łożu i spłodził całkiem udanego syna Lestka.

Chwała mu za to!

Wojny polsko – rosyjskie. Wojna na banknoty

Nie bardzo krwawa ta wojna była…

BITWA PIERWSZA. 10 ZŁOTYCH vs. 10 RUBLI

Pierwsza i ostatnia bitwa w której nominał był wyrównany. Mieszko I zmierzył się z kaplicą, a właściwie z jej patronką św. Praskiewą. Walka nie trwała długo. Władca Polan potrafił sobie radzić z babami, niezależnie od ich świętości i narodowości. Poradził sobie z moherową Czeszką, a pogańskie nałożnice trzymał krótko, więc  prawosławna dziewica stała na straconej pozycji. Mieszko wygrał w pierwszej rundzie. Chociaż wcale nie twierdzimy, że strzelił „złotego gola”, to był to jedyny krwawy epizod w tej wojnie… STAN WOJNY: 1:0 dla Polski.

BITWA DRUGA. 20 ZŁOTYCH vs. 50 RUBLI

Konfrontacja Bolesława Chrobrego z kamienną, bezimienną rzeźbą nie była zbyt emocjonująca. Chrobry pożałował swojego Szczerbca i próbował rozbić przeciwnika gołymi rękami… Szybko zasapał się, a rywal nie przystąpił do kontrataku. Remis bez wskazania. STAN WOJNY: 2:1 dla Polski.

BITWA TRZECIA. 50 ZŁOTYCH vs. 100 RUBLI

Przeciwko Kazimierzowi Wielkiemu wystąpił goły Apollo z fiutkiem na wierzchu (na banknocie 100-rublowym naprawdę jest Apollo z fiutkiem na wierzchu). No cóż, jedynym greckim bóstwem, które mogłoby pokonać jurnego polskiego króla jest Wenus… Nudystyczny Apollo nie miał szans! STAN WOJNY 3:1 dla Polski.

BITWA CZWARTA. 100 ZŁOTYCH vs. 500 RUBLI

Tutaj walka też nie była wyrównana. Biedaczek Jagiełło trafił na ruskiego cara Piotra I. Jagielle abstynencja bokiem wylazła. Padł po drugim stakańczyku. Ze wstydu pod ziemię chcieliśmy zapaść się… STAN WOJNY: 3:2 dla Polski.

BITWA PIĄTA. 200 ZŁOTYCH vs. 1000 RUBLI

Druga klęska polskiego reprezentanta. Jakie szanse może mieć Stary Zygmunt z Jarosławem (Mądrym, w dodatku)? Wiadomo, że Jarosława (z taką czy inną inteligencją) może pokonać tylko czas, a Zygmunt (jako, że stary) czasu nie miał… STAN WOJNY: remis 3:3.

BITWA SZÓSTA. 500 ZŁOTYCH vs. 5000 RUBLI

Tu byliśmy spokojni. Nasz bohater, patron wódki i papierosów, Jan III Sobieski nie mógł przegrać! Tym bardziej, że walczył z niefigurującym w Wikipedii jakimś generalnym gubernatorem wschodniej Syberii Murawiowem – Amurskim. Przykre tylko, że pokonany Rusek miał na imię Mikołaj… STAN WOJNY 4:3 dla Polski.

Hurrra!!! Wygraliśmy!!! Polska! Biało – Czerwoni!

Klauzula Bez Sumienia

Przybył do nas nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd i nie wiadomo (na razie) po co. Nie wiemy co ma napisane w dowodzie, nazywamy go Klauzulą Bez Sumienia.

Ów Klauzula w każdej niemal sprawie nie ma sumienia. Wystarczy go zapytać:

- E, Klauzula! Machniesz jednego?

- Nie mam sumienia odmówić…

Albo:

- Klauzula, dorzucisz się do flaszki?

- Wiem, że to grzech, ale nie mam sumienia wam odmówić…

Klauzula zawsze ma akurat tyle kasy, ile brakuje nam do flaszki. Co do grosza! Strasznie denerwuje to Dobrą Kobietę. Usiłuje przeciągnąć go na moherową stronę mocy:

- Klauzula, nie zadawaj się z tymi ochlaptusami! Chodź do mnie, odmówimy razem Różaniec.

Na szczęście on tylko uśmiecha się łagodnie i odpowiada:

- Wybacz Dobra Kobieto, ale nie mam sumienia odmawiać…

Ludzie bez sumienia są różnego pokroju. Taki Kolega Podśmiechujek na przykład. Kiedy Koleżanka Wymówka zapytała go:

- Masz sumienie patrzeć jak sama męczę się ze sprzątaniem?

- Nie mam sumienia – odpowiedział.

I wyszedł. Ale zanim wyszedł, zdążył jeszcze zakosić jej 2 złote z torebki!

Ballada na poniedziałek. Ostatnia już!

(Na melodię „Żeby Polska była Polską”)

Poniedziałek jest dniem takim,
Który bardzo ubogaca!
Bo co tydzień w tym dniu trudnym
Wyganiamy z siebie kaca!

Wyganiamy w pocie czoła,
No a potem (bez wyjątku)
Będziem nie pić, będziem nie pić,
Będziem nie pić aż do piątku!

P.S. No nie da się ukryć, że z wewnętrznymi problemami musimy radzić sobie sami!

Brat Ladaco rozwiązuje problem religijny

Brat Ladaco, od niejakiego czasu, jest ekspertem religijnym. Każdy problem potrafi rozwiązać. Oto mały przykład:

- „Kobiety są, aha aha, gorące, aha aha”… (dzwonek telefonu Brata Ladaco)

BL (Brat Ladaco): Cholera! Przełknąć nie dadzą… Halooooo…

KD (Kobieta Dzwoniąca): Szczęść Boże! Mam na imię Dżesika. Dzwonię, ponieważ…

BL: Chwileczkę… Boja, przysuń mi tu bliżej szklaneczkę… Halo? Jesteś tam jeszcze? Powiedz, dziecko, ile masz lat i skąd dzwonisz?

KD: Urodziłam się w trzydziestym dziewiątym, a mieszkam w Jarosławiu przy ulicy 3-go Maja 41. Dzwonię, ponieważ chciałabym pojechać do papieża…

BL: No to jedź…

KD: Nie wiem jak… Mam tysiąc złotych emerytury, a wyjazdy do papieża to drogie rzeczy są…

BL: Masz tysiąc złotych emerytury? Jesteś pewna? Może tysiąc euro?

KD: Raczej nie… Listonosz przynosi dziesięć stówek z wizerunkiem polsko-litewskiego króla… Gówno dostaniesz!… Przepraszam, to nie do Brata… To do mojego męża. On nazywa mnie starą torbą, a ja jestem tylko starym portfelem… chlip. chlip…

BL: No cóż. Obawiam się… Zaraz, zaraz… Nie rozłączaj się, siostro! Muszę porozmawiać z moim świeckim asystentem. Boja, pamiętasz ostatnią wizytę Papieża? Zdaje się, że zostawił wizytówkę… Poszukaj jej, proszę… Ale najpierw napełnij szklaneczkę! Gul, gul, gul, gul… Jesteś tam jeszcze, siostro?

KD: Jestem! W Tobie, Bracie, moja ostatnia nadzieja… chlip, chlip…

BL: Powiedziałaś, że mieszkasz w Jarosławiu przy ulicy 3-go Maja 41? Wiedz, siostro, że Watykan niekoniecznie w Rzymie musi być… Słuchaj uważnie: Franciszek Papież, komornik sądo… mniejsza o tytuły… Przyjmuje osobiście w każdy wtorek, od dziesiątej do piętnastej! Adres: Jarosław ul. 3-go Maja 45. Znam te tereny. To o rzut beretem od ciebie, siostro…

KD: To rzeczywiście pod samym nosem… Jak cudownie!

BL: Czeka cię prywatna audiencja! Jeżeli będziesz silna i nie zaszalejesz w szmateksie, który znajduje się pod numerem 43, to pielgrzymka nic cię nie będzie kosztowała…