Skrupulatny poczet władców Polski. Mieszko II

Kiedy niezdrowy tryb życia wpędził Bolesława Chrobrego w zaświaty, na piastowskim tronie zasiadł Mieszko II (1025r.) – niepierworodny syn swojego ojca i pechowiec najwyższej klasy.

Nie da się ukryć, że Mieszko bardzo pomagał swojemu pechowi. Najpierw zorganizował wystawną koronację, która ogołociła skarbiec (sam arcybiskup wziął 30 mieszków koślawych denarów za religijną celebrę), a później popełnił gruby błąd odnośnie swoich braci przyrodnich.

Zamiast wysłać ich tam, gdzie poszedł tata Chrobry, okazał litościwą głupotę i jednego (Bezpryma) wygnał na wschód, a drugiego (Ottona) na zachód. I nawet ich nie oślepił!

Jeszcze później zorganizował dwie łupieżcze wyprawy do Saksonii i spustoszył ten land doszczętnie (podobno nawet trawę wykosił i zabrał). Tym czynem zdenerwował niemieckiego cesarza Konrada II.

Trzeba też pamiętać, że Mieszko odziedziczył po ojcu nienawiść ze strony władcy Rusi Kijowskiej – Jarosława Mądrego. Władcy o tym imieniu nie odpuszczają win bez odpowiedniej pokuty i potrafią czekać na sprzyjające okoliczności…

Stało się tedy, że z zachodu najechał Polskę Konrad II, ze wschodu Jarosław Mądry, a w kraju też nie działo się dobrze. W kraju zawiązał się KOP (Komitet Obrony Pogaństwa) i jego zwolennicy narobili niezłego rozpiździaju! Głównie tępili kler i chcieli dorwać Króla… Korzystając z zamieszania władzę przejął Bezprym.

Położenie Mieszka zrobiło się tragiczne. Najgorsze, że nie mógł skorzystać z usług swojego doradcy polityczno – religijnego. Akurat w tym czasie Uczony Mąż Bojan udał się do wód na jakąś kurację… Król nie miał innego wyjścia – musiał spieprzać. Po azyl wyruszył do Czech. Niestety, władca tego kraiku – Uldaryk, również miał jakieś zadawnione żale. Uwięził Mieszka i pozbawił go klejnotów (konkretnie dwóch klejnotów, tych najważniejszych). Tak to, w stanie niekompletnym, wylądował były Król Polski w lochu, ale nie użalał się nad sobą. Myślał sobie tak:

” No cóż… Straciłem koronę, władzę, klejnoty… Pies drapał koronę… i tak wyglądała jak pudełko po butach Anny Lewandowskiej… Władzę kiedyś odzyskam… odzyskam i zemszczę się… Klejnotów nie odzyskam… ale co tam… Moje imię jakieś takie… ani męskie… ani żeńskie…jakby rodzaju nijakiego… Nawet pasuje do sytuacji płciowej… Summa summarum, szklanka w połowie jest pełna… Kurwa mać”!…

Dobrze chłop(?) myślał. Wkrótce Bojan powrócił z kuracji i zakulisowo wydostał Mieszka z lochu. Zmusił go też do zaprzestania powielania starych błędów. Uzurpator Bezprym zszedł z tego świata w sposób gwałtowny, a Mieszkowi nic nie udowodniono.

Jednak sytuacja nadal była niełatwa. Szwabski cesarz narzucił Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj pomiędzy Mieszka, Ottona i jakiegoś Dytryka (rzekomo kuzyna Mieszka). Szwab wiedział co robi, lepiej mieć do czynienia z trzema słabeuszami niż z jednym siłaczem.

Ale nie z Mieszkiem (wspieranym przez Bojana) takie numery. Otto szybko i grzecznie opuścił ten padół łez, a Dytryk nawet nie dotarł do Polski by objąć swoją część władzy.

Mieszko znalazł się na najlepszej drodze do odzyskania dawnej potęgi. Niestety, pech o nim nie zapomniał: biedakowi zmarło się znienacka (1034r.)…

Biedna żona, Rycheza, odetchnęła z ulgą, bo po powrocie z Czech, mąż postępował niczym pies ogrodnika… Jej życie intymne ograniczało się do wysłuchiwania rzewnej piosenki. Mieszko lubił upijać się na smutno i wtedy śpiewał:

„Czesi mi odjęli
Moje biedne jaja
I je (przy niedzieli)
Wciepli do ruczaja.
Hej, hej”…

Cykl „Powiedzenia i przysłowia”

Z samego rana wyszło na jaw, że dzisiaj nie wtorek. Mikołaj Mika popatrzył na Kolegę Podśmiechujka i rzekł:

- Zamknij rozporek, bo dzisiaj nie wtorek! 

Kolega Podśmiechujek przybrał obleśny wyraz twarzy, pokazał Mikołajowi palec, natężył się, chwilę trwał w natężeniu… Nagle zwiotczał i wyraził swoją frustrację:

- Co jest grane? Michę grochówki zjadłem, nalewką z kopru włoskiego popiłem i… nic!

Tymczasem Profesor Gender myślał intensywnie.

- Czy ktoś już to badał? – zapytał.

- Co badał?

- Czy ludzie stosują się do sugestii wyrażonej w tym powiedzeniu? Nie ciekawi was czy zamykają rozporki w dni nie będące wtorkami?

- Racja, Profesorze – Boja pokiwał głową – To rzeczywiście bardzo interesujące zagadnienie…

Mikołajowi Mice zaświeciły się oczy.

- Możemy być pierwsi w świecie! – Krzyknął zachwycony – Wyobrażacie sobie? Nikt jeszcze tej dziedziny nie ruszał, będziemy prekursorami! Profesorze, rozporządzaj nami, pomożemy ci w badaniach!

Na fali entuzjazmu, prof. Gender nakreślił plan działania:

- Rozdzielmy się i ruszajmy w teren. Pilnie obserwujcie okolice krocza przechodniów i notujcie w jakim stanie znajduje się rozporek poszczególnych osobników. Właściciela otwartego rozporka należy zatrzymać i ustalić czy:

1.- Osobnik jest roztargniony

2.- Osobnik ma zepsuty zamek, ew. pourywało mu guziki

3.- Osobnik kontestuje wartości i normy zawarte w powiedzeniu „Zamknij rozporek, bo dzisiaj nie wtorek”.

- Wieczorem podsumujemy zebrane materiały i napiszemy rozprawę naukową oraz książkę popularno – naukową. Do dzieła!

W tym momencie wtrącił się Dziad Śmietnikowy.

- A czy mogę, przy okazji, zbierać puszki i kryształy?

- Jakie kryształy? – zapytał Boja.

- Nie wiesz? Tyle lat je opróżniasz i nie wiesz? Kryształy to butelki zwrotne. Po piwie i po jabolu. Z tyłu butelki, na nalepce, pisze czy butelka jest zwrotna czy bezzwrotna…

W tym momencie wtrącił się Normalny.

- Słuchajcie Koledzy Naukowcy! Takie naukowe badania to wielki wysiłek. Zarówno intelektualny jak i fizyczny… Mam ja ci tu, w spodniach ukrytą, litrową flaszę żubrówki… Może najpierw trochę pokrzepimy się?

- Świetny pomysł, Normalny! – Krzyknęli wszyscy, a Brat Ladaco dodał: – Wyjmij już tą flaszę, bo rozporek ci się przez nią nie domyka…

 

 

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część I

BOLESŁAW CHROBRY Pierwszy król Polski, nieźle zaważył u szczytu kariery.

W dzieciństwie tata Mieszko, z podjudzenia macochy Ody, wysłał go na roboty do Niemiec. Na szczęście Bolek nie musiał zaiwaniać u bauera przy karczochach. Jego praca polegała na niańczeniu szczyla o kabaretowym imieniu Otto. Chrobry nauczył go  niezbyt wulgarnego przekleństwa „wciórności!” i sprawdziło się stare polskie przysłowie „Nauczyć gówniarza to chodzi i powtarza”.

Otto używał tego wyrażenia przy każdej okazji i dzięki temu zyskał sławę, szacunek i nabożny wręcz podziw w całym Świętym Cesarstwie Rzymskim. W wieku trzech lat został królem Niemiec, a nieco później – cesarzem tego całego zwyrodniałego Świętego Cesarstwa. Piszę o tym tylko dlatego (wszak nie jest to poczet moherowych cesarzy) by uzmysłowić, że błyskotliwa kariera Ottona jest wyłączną zasługą utalentowanego pedagogicznie Bolesława.

W roku 984 Chrobry pojechał na urlop do Polski i już do Niemiec nie wrócił. W pewnym przybytku zdarzyło mu się zażyć rozkoszy cielesnej i wtedy zrozumiał, że od bawienia cudzych dzieci o wiele przyjemniejsze jest robienie własnych. Jednak w łożu okazał się cienkim bolkiem. Miał cztery żony, a spłodził tylko siódemkę dzieci…

W innych sprawach miał szczęście. Dwie śmierci wyniosły go na sam szczyt. Najpierw kopnął w kalendarz tata Mieszko. Bolesław błyskawicznie przejął władzę i w pierwszej kolejności rozprawił się z macochą Odą.

- Do piczy z tą pipą! – Zakrzyknął po polsko – czesku (wszak był synem Polaka i Czeszki). Potem, nie bacząc na kwiczenie macochy i przyrodniego rodzeństwa, wygnał ich na poniewierkę w niemieckich klasztorach.

Druga śmierć przytrafiła się biskupowi Wojciechowi (997r.). Biskup za życia był Czechem i apostołem Prus, a po śmierci został patronem Polski. Zginął na ziemi pruskiej w pruskim świętym gaju. Jego śmierć okazała się niezwykle korzystna dla Chrobrego. Wprawdzie za ciało męczennika musiał Chrobry wybulić kilkadziesiąt kilogramów złota (plus wdowi grosz), ale szybko okazało się, że towar wart był ceny.

Po pierwsze. O tym wydarzeniu trąbiły wszystkie ówczesne europejskie media.

Po drugie. Dwa lata później Wojciech ogłoszony został świętym. Jego kości zyskały status relikwii.

Po trzecie. Cesarz ( wspomniany wcześniej Otto) był moherem i lubił pielgrzymować.

Po czwarte. Bolesław Chrobry mógł zaprosić Ottona na pielgrzymkę do grobu św. Wojciecha i na imprezkę z okazji Millenium.

Po piąte. Cesarz Otto zwariował i zachciało mu się tworzyć coś na kształt Unii Europejskiej…

… O tym i reszcie w drugiej części…

Nacjonalizm jest jak alkoholizm

„Nacjonalizm jest jak alkoholizm: chwila egzaltacji, a potem długi ból głowy”.

Te piękne i mądre słowa wygłosił niejaki Frans Timmermans. Holenderski wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej akurat świętował 78 rocznicę paktu Ribbentrop–Mołotow i tak mu się powiedziało przy okazji.

Kiedy my byliśmy młodzi, nie wolno było używać brzydkich wyrazów. Aby nie narażać się na doraźne kary, zamiast „O cholera”! mówiliśmy „O holender”! Tak nam zostało do dzisiaj.  Porażeni polotem słów Timmermansa zakrzyknęliśmy zgodnie:

- O holender!

A nasze wątpliwości wyraził Kolega Podśmiechujek:

- Ciekawe jak to u nas jest? Jeszcze się egzaltujemy czy już boli nas głowa?

 

P.S. Więcej na ten temat można przeczytać w Onecie.

Z pamiętnika Dobrej Kobiety

Tak sobie pomyślałam z samego rana… Może Owsiak ma rację? Może warto spróbować seksu? Poczuć motyle w brzuchu? Zwłaszcza te motyle mnie kręcą… Proboszcz mówił kiedyś, że tylko antykoncepcja jest grzechem i że samą koncepcję można uprawiać, byle nie w cudzym łożu…

Ja swoje łoże mam. Przywołałam męża i powiedziałam stanowczo:

- Słuchaj no! Dzisiaj wieczorem uprawimy trochę seksu. Tylko sobie nie myśl za dużo!

Chyba go zaskoczyłam, bo najpierw skamieniał, a później zapytał głupio:

- A w jakim trybie?

- W trybie małżeńskim, idioto!

Wieczorem czekałam na niego bez majtek. Wrócił. wykąpał się i całkiem goły wszedł do sypialni. Tym razem on mnie zaskoczył.

- Dlaczego on jest większy niż zwykle? – zapytałam – Stosujesz jakieś maści na wydłużenie?

- Nie, kochanie. Po prostu jestem podniecony. Stanął mi…

A to świnia! Zerwał kołdrę, zwalił się na mnie całym ciężarem, rozchylił mi nogi i… Nie ze mną te numery!

- Co ty wyrabiasz? – niedelikatnie zepchnęłam go z siebie (ma się tą krzepę!) – Gdzie go wpychasz?

- No do kuciapki…

- Zwariowałeś? Ja chcę motyli! Gdzie motyle?!

- Kochanie, motyle to tylko taka przenośnia…

- Przenośnia? Przenośnia?! O wy szowinistyczne świnie! Won z mojej sypialni! A tego drąga to możesz sobie wsadzić w… Wiesz gdzie?

- A mogę w twoją?

Normalnie szału dostałam. Ta zniewaga krwi wymaga! Użyłam kryształu przywiezionego z ZSRR.

Kiedy tak patrzyłam jak leży cały zakrwawiony, nagle poczułam motyle w brzuchu! Nie powiem, całkiem przyjemne uczucie… Szkoda tylko, że radziecki kryształ poszedł w drobny mak… Trudno, następnym razem będę miała zwykły słoik pod ręką…

Klauzula Bez Sumienia

Przybył do nas nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd i nie wiadomo (na razie) po co. Nie wiemy co ma napisane w dowodzie, nazywamy go Klauzulą Bez Sumienia.

Ów Klauzula w każdej niemal sprawie nie ma sumienia. Wystarczy go zapytać:

- E, Klauzula! Machniesz jednego?

- Nie mam sumienia odmówić…

Albo:

- Klauzula, dorzucisz się do flaszki?

- Wiem, że to grzech, ale nie mam sumienia wam odmówić…

Klauzula zawsze ma akurat tyle kasy, ile brakuje nam do flaszki. Co do grosza! Strasznie denerwuje to Dobrą Kobietę. Usiłuje przeciągnąć go na moherową stronę mocy:

- Klauzula, nie zadawaj się z tymi ochlaptusami! Chodź do mnie, odmówimy razem Różaniec.

Na szczęście on tylko uśmiecha się łagodnie i odpowiada:

- Wybacz Dobra Kobieto, ale nie mam sumienia odmawiać…

Ludzie bez sumienia są różnego pokroju. Taki Kolega Podśmiechujek na przykład. Kiedy Koleżanka Wymówka zapytała go:

- Masz sumienie patrzeć jak sama męczę się ze sprzątaniem?

- Nie mam sumienia – odpowiedział.

I wyszedł. Ale zanim wyszedł, zdążył jeszcze zakosić jej 2 złote z torebki!

Ballada na poniedziałek. Ostatnia już!

(Na melodię „Żeby Polska była Polską”)

Poniedziałek jest dniem takim,
Który bardzo ubogaca!
Bo co tydzień w tym dniu trudnym
Wyganiamy z siebie kaca!

Wyganiamy w pocie czoła,
No a potem (bez wyjątku)
Będziem nie pić, będziem nie pić,
Będziem nie pić aż do piątku!

P.S. No nie da się ukryć, że z wewnętrznymi problemami musimy radzić sobie sami!

Sądny dzień nastał po południu

Konkretnie 12 lipca 2017r. o godzinie 16.40 z sekundami (czyli tuż przed Teleekspressem). Wtedy to Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.

KRS to „korporacyjna spółdzielnia, która sama o wszystkim decyduje” (według PIS, a zwłaszcza Ziobry) lub „organ konstytucyjny, który stoi na straży niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów” (według opozycji, a zwłaszcza Szczerby). Ale nie o to chodzi…

Chodzi o to, że zarządy spółek państwowych, telewizję publiczną, trybunały, sądy (czyli prawie wszystkie patologie) PIS odebrał już konkurencji. Są jeszcze samorządy, ale i na nie przyjdzie pora. Do wyborów samorządowych pozostało trochę czasu i zapewne PIS zechce ten czas dobrze wykorzystać. Co oni jeszcze mogą zrobić?

Zaraz, zaraz…  A może już warto zmienić retorykę? Nie mówić „oni chcą ubezwłasnowolnić sędziów”, lecz „my chcemy uzdrowić sądownictwo”? Wszak chlebek tylko z jednej strony jest posmarowany. Panie Prezesie! Na pewno przydamy się! Tym bardziej, że mamy kilka pomysłów „co by tu jeszcze”:

- Uporządkować sytuację w reprezentacji piłkarskiej. Zdegradować Lewandowskiego i zrobić kapitanem PISzczka!

- Powycinać wszystkie dęby, graby, osiki i inne badziewia! Posadzić drzewa PIStacjowe, niech rosną, kwitną i owocują! (Przy okazji można też białe róże wykosić)

- Ustawowo zakazać kwiczenia. Niech opozycja PISzczy!

- Po co nam sterowane POciski? Armia powinna być wyposażona wyłącznie w PIStolety!

I jak, Panie Prezesie? Tęgie mamy głowy? Zdaje się, że niewiele ustępujemy Macierewiczowi… Pewni jesteśmy, że posmakuje nam władza. Nawet taka najnajnajminimalniejsza… Byle dała trochę kasiorki i medal od czasu do czasu…

Nowo-tradycyjna Pieśń Powitalna

Przyszli przedstawiciele jakiejś kancelarii (czy czegoś tam) i błaganiem zmusili nas do stworzenia pieśni powitalnej dla niejakiego Prezydenta Trumpa. Ów Trump nawiedzi naszą Rzeczpospolitą i trzeba powitać go z otwartymi ramionami i, koniecznie!, z pieśnią na ustach.

Pieśń jest krótka, bo taki prezydent mało ma czasu. Musi rozmawiać z różnymi typami (a nie każdy jest tak miły jak nasz Pan Prezes), musi też jeść, pić i podrywać…

Słowa pieśni kosztowały nas trudu niemało, a melodii nie komponowaliśmy, bo tyle już tego nakomponowane jest… wystarczy wybrać. Wybraliśmy melodię refrenu piosenki Stanisława Staszewskiego „Baranek” (nie ma tu żadnego nomen omen). Oto tekst:

Sianko se wszczepił za młodu
Bardzo podziwia Kaczorka.
A z jego żonki powodu
Ciasno się robi w rozporkach!

Trzeba to tłumaczyć na amerykański? Czy bez tłumaczenia zrozumie, że uważamy go za wielkiego?

P.S. Za stworzenie pieśni obiecano nam wynagrodzenie w kwocie 0,5+!

Poczet dyktatorów przeróżnych. Prezes K.

Wprawdzie Prezes K (na razie) tylko dobrze rokuje, ale niektórzy już nazywają go dyktatorkiem, więc jego obecność w niniejszym poczcie jest jak najbardziej usprawiedliwiona. Powoli możemy zacząć chwalić się, że cierpimy pod rządami rodzimego satrapy. Nasi przodkowie nie mieli takiej możliwości… Bynajmniej pozbędziemy się kompleksów (słówko „bynajmniej” użyte nieprawidłowo brzmi jeszcze bardziej elegancko).

A teraz parę zarzutów (stawianych przez obrońców wolności i demokracji) dowodzących, że Prezes K, jako dyktator, sroce spod ogona nie wypadł:

- Jest kurduplem (najpowszechniejszy zarzut)

- Pokrzykuje z drabinki

- Spał do południa

- Jest tchórzem, bo korzysta z ochrony

- Ma kota (drugi najpowszechniejszy zarzut)

- Nie ma prawa jazdy i innych gadżetów

- Nie chce wpuścić Adriana do gabinetu

- Nie da sobie wmówić koloru kolorów dwóch

- Razem z innymi skanduje: „Ja-ro-sław! Ja-ro-sław”! (też z drabinki chyba?)

- Zamiast zawłaszczać nieruchomości, udziały i kasę (tak jak wszyscy) zawłaszcza trybunały, telewizje publiczne, sądy i inne patologie

- Skłócił społeczeństwo

- Zjednoczył opozycję

- Ustanowił najgorszy sort

- Pacynkami steruje

- Nie pocałował w rękę Anny Grodzkiej

Jeden zarzut Prezes K stawia sam sobie:

- Jest szeregowym posłem

Jeden zarzut stawia Mikołaj Mika. Mikołaja najbardziej irytuje, że Prezes K prawdopodobnie:

- Jest abstynentem

Tyle zarzutów obiło się nam o uszy. Sporo tego…

P.S. WAŻNE!!! „W każdym człowieku znajdzie się coś dobrego”! – Powiedział handlarz organami.