Rozmyślania Męża Dobrej Kobiety

…cholera, ale się zagotował… rosół powinien mrygać… niech jej na zdrowie pójdzie… dobrze jest i lepiej być nie musi… jestem szczęściarzem, a szczęście moje… kochane szczęście moje… chociaż niezasłużone jest… naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie… ale gorący… szczęście moje… „a na imię ma właśnie Aldona”… Szlachetna… cudowna… jedyna… wspaniała… czemu ta noga tak wypływa?… Kocha mnie… ja ją kocham i uwielbiam… czego mi więcej trzeba… może pieprzu?… nie, będzie za ostry… zakicha się przy jedzeniu…

…muszę pomyśleć o prezencie… co by ją ucieszyło?… kucharek… dodam ze dwie szczypty… jakaś broszka gustowna… modne ostatnio są… nie było łatwo ją zdobyć… marchewka też jeszcze twarda… dobrze, że Kolegę Podśmiechujka do wojska wtedy wzięli… za remizą ją pocałowałem… powiedziała… wystarczy, bo się rozchamuli… powiedziała „a ożenisz się ze mną”?… marzenie się spełniło… teraz oskrobię ziemniaki…

…ależ ona dba o mnie… kurwa, ale ten nóż ostry… śluby czystości złożyła… w mojej intencji złożyła… żebym nie cudzołożył… wystarczy?.. chyba że… trzeba zapytać…

- Kochanie! Zaprosiłaś proboszcza na obiad?

- …?!

- Nie wiem ile ziemniaków nastrugać…

-…!

- A wikarego?

- …!!!

- Dobrze już, dobrze…

…trochę szkoda… kiedy oni przychodzą, to taka wesolutka jest… szczebiocze… mięsko już chyba dochodzi… gdzież tam bym cudzołożył… nieźle indyczek pachnie, ale … kaczka za mną chodzi… szkoda, że nie pozwala upiec… w łóżku Skarbusi jest najlepiej… jak ona potrafi w ucho chrapnąć znienacka… byle nie przesolić… ogórki muszą być chrupiące… cudnie z nią spać, chociaż kopie trochę… nad ranem się odkryła… i koszula jej się zrolowała aż nad pępek… napatrzyłem się jak szpak w piz… przeterminowana śmietana… dobrze, że nie zauważyła… jak nic, spowiedź i pokuta by mnie nie minęła… no, na szczęście jest też świeża…

…prawie wszystko gotowe… gdzie mam ten liścik… pięknie to wszystko napisała… już tytuł mnie rozczulił… „ZAPAMIĘTAJ SE ŁAJDAKU”!… pewnie, że zapamiętam… na pamięć się nauczę…

„JAM JEST ŻONA TWOJA, KTÓRA ŻAŁUJE, ŻE WYSZŁA ZA TAKIEGO GNOJA”!

…poświęciła się dla mnie… moja boska…

1. NIE BĘDZIESZ BAB CUDZYCH CZYMKOLWIEK ŚWIDROWAŁ (NI GAŁAMI, NI INNYMI ORGANAMI)

…przysięgam, że nie będę…

2. DAŁAM CI SKARBÓW POSMAKOWAĆ

…bożesz, ależ smakowało!…

3. I WYSTARCZY!!!

…będzie jak u Platona…

4.- NIE POŻĄDAJ WIĘCEJ, BO…

…wiem, wiem…

5.- NIE JESTEŚ MOJŻESZEM, PIĘĆ PRZYKAZAŃ CI STARCZY! GDZIE OBIAD?

…rety… szybko!…

- Kochanie! Obiad podany. A może wolisz do łóżka?

- …!!!

 

 

Aborcja w opałach

Niektórzy ludzie, już od wielu lat, nieskutecznie walczą o całkowity zakaz aborcji w Polsce. Przegrywają walkę, bo nie da się ukryć, że zwolennicy aborcji przedstawiają argumenty, które każdy rozsądny, myślący oraz przyzwoity człowiek musi uznać i ulec ich sile.

Trochę mi żal obrońców życia poczętego. Podziwiam ich za upór i determinację, więc zdradzę im sposób na osiągnięcie wymarzonego celu.

Dziwię się, że sami na to nie wpadli. Wszak ludzie pokroju red. Terlikowskiego i prof. Chazana nie są przecież w ciemię bici. A wspiera ich jeszcze autorytet Pasterzy i zaangażowanie sporej gromady Moherowych Owieczek. Cóż, widocznie, w ferworze walki, zapomnieli jaką Wunderwaffe dysponują.

A przecież to takie proste. Wystarczy sprawić, by argumenty zwolenników aborcji przestały być aktualne! Jak to zrobić? Odpowiem w formie apelu:

APEL

Do Was się zwracam szlachetni obrońcy życia poczętego. Tylko Wy macie moc sprawczą względem skutecznej modlitwy. Módlcie się więc żarliwie i cierpliwie aby:

- gwałciciele przestali gwałcić,

- ciąże nie były zagrożeniem dla zdrowia i życia matek,

- każde poczęte dziecko, po urodzeniu, otrzymało 10 na 10 punktów w skali apgar.

Kiedy już to wymodlicie, armaty, które wytoczycie przeciwko aborcji, osiągną taki zasięg i taką siłę rażenia, że aborcja rozpadnie się w proch i pył już po kilku strzałach zaledwie. Bardziej się rozpadnie niż krzyżacka zawierucha!

Będziecie mogli w konstytucji zapisać całkowity zakaz aborcji i jeżeli ktoś się sprzeciwi, to oznacza, że jest on indywiduum i że nie ma wstydu ani honoru.

Dodatkowo zrobicie na pohybel rządzącym. Nie będą mieli kołderki do przykrywania spraw, które chcą przykryć!

Do dzieła! Czas nagli!

 

Z pamiętnika dobrej kobiety

Jeżeli chodzi o mojego męża, to coraz trudniej z nim wytrzymać. Zboczył się już doszczętnie. Na długie godziny zaszywa się w swojej jaskini rozpusty i tam oddaje się bezecnej, świńsko – szowinistycznej rozrywce. I ciągle mu mało, ciągle nowe paskudztwa sprowadza. Wczoraj kurier przywiózł mu jeszcze dwa wagoniki i figurkę zawiadowcy z lizakiem w ręku!

Nawet w nocy już nie chrapie. Robi tylko takie „ciuch, ciuch, ciuch, ciuch, ciuch”, a potem cała para idzie mu w gwizdek. Na szczęście, nie w ten, którym kiedyś mnie molestował.

Ja, jako chłoporobotnica z wykształceniem średnim – ogólnym i wyższym – religijnym, nie mogę tego tolerować. Dawno wywaliłabym wszystko na śmietnik, ale to, podobno, drogie rzeczy są… Niech no tylko znajdę kupca!

Teraz muszę iść sprawdzić, czy gamoń obiadu nie spaprał, bo przecież będziemy gościć proboszcza z wikarym. Trzeba go trochę pogonić, bo czasu już niewiele zostało, a jeszcze musi po nich pojechać! Później będzie ich odwoził i dzięki temu nie wypije ani kieliszka! Ja to mam głowę na karku!

A właściwie, to jak ten mój mąż ma na imię? Edek?… Mieczysław?… No nic, później sobie przypomnę…

Względem tego co i owszem

W naszym kraju szykują się rewolucyjne zmiany. We wszystkich dziedzinach życia będzie się działo, a nowe regulacje nie ominą również stosunków, delikatnie mówiąc, międzyludzkich.

Tak się jednak składa, że owe delikatne stosunki powodują grubo ciosany problem. Pan Prezes od dawna prawie wszystko wie najlepiej, jedynie w sprawach związanych z fizjologią nie wydalniczą jest ignorantem. I tu leży pies pogrzebany. Żeby dopilnować, by prokreacja w Polsce przebiegała prawidłowo, trzeba najpierw wiedzieć jak się dzieci robi. A Prezes tego nie wie. Ascetyczny tryb życia, skądinąd godny pochwały, spowodował, że odnośnie dziecioróbstwa jego wiedza teoretyczna jest nikła, a wiedza praktyczna – zerowa.

Zjawisko „względem tego co i owszem” jest w Rzeczpospolitej szeroko rozpowszechnione. Jednak w najbliższym otoczeniu Prezesa występuje w ilościach znikomych. Jedynie Andrzej coś niecoś, nomen omen, liznął, ale Andrzej wstydzi się o tym myśleć, a cóż dopiero opowiadać!

Jedyne dostępne źródło wiedzy (czyli Biblia) traktuje temat po macoszemu. Prezes wyczytał tylko, że cudzołóstwo jest grzechem i od tej pory, kiedy wybiera się na dłużej w gości, zabiera ze sobą własny materac dmuchany.

W internecie też nie może poszerzyć wiedzy, bo, swego czasu, jego mama zablokowała dostęp do niektórych stron. Zdesperowany Prezes zaczął śledzić swojego kota, ale kot, zamiast na ksiuty, chodził szczać pod okna Ewy.

Dodatkowo sytuację komplikuje występowanie różnych orientacji. Na temat orientacji Prezes próbował podpytać Ojca – Dyrektora, ale Tadeusz machnął tylko ręką i powiedział:

- Nie przejmuj się, Jarek. W razie czego dam Ci rozgrzeszenie…

Cóż, prędzej czy później Prezes przełamie kryzys. A póki co trzeba używać, bo nikt jeszcze nie wie, co w przyszłym kodeksie karnym będzie deliktem głównym.

Bojanizm w natarciu

Boja umoczył palec w keczupie pikantnym i napisał bezbłędnie na ścianie:

I. Ja jestem Boja Twój, ale nie ja zakorzeniłem Cię pomiędzy Odrą a Bugiem.

II. Nie możesz mieć Bojów cudzych przede Mną, ale możesz dar schłodzony postawić przede Mną.

III. Upały potrwają do końca sierpnia, ale nie jest to ani Moja zasługa, ani Moja wina.

IV. Prawdopodobnie trzy litry piwa zawierają w sobie trzy litry wody. Jednak, dla pewności, warto wypić cztery litry piwa dziennie.

O zdrowie trzeba dbać!

Razu pewnego siedzieliśmy schorowani w salonie Mikołaja Miki. Pragnęliśmy pomysłu jak kania dżdżu. Tym razem nie zawiódł Normalny. Wygłosił krótki, acz sążnisty (pod względem treści) komunikat:

- Przyjaciele! Tak dalej być nie musi. Cierpimy straszliwie, a przecież łatwo można sprawić, by ciała przestały nam dolegać!

- Co proponujesz?

- Na Stadionie Narodowym w Warszawie mają odbyć się rekolekcje uzdrawiające ( nie wiem na pewno czy rekolekcje, ale na pewno uzdrawiające). Poprowadzi je jakiś ugandyjski ksiądz – uzdrowiciel. Podobno potrafi wskrzeszać prawdziwych nieboszczyków, więc takich denatów, jak my, też postawi na nogi. Co prawda, nie organizuje tego Ojciec – Dyrektor, tylko zwykły arcybiskup, ale mimo to, sprawa jest godna uwagi. Na tych rekolekcjach (czy czym tam) cud uzdrowienia zdarza się nagminnie.

- Hmmm… – zastanowił się Mikołaj Mika – Przydałby się cud, bo podle się czuję…

- Co prawda – kontynuował Normalny – Trzeba nabyć bilet, ale jego cena nie jest wygórowana. Raptem 50 zł (chyba już z VAT-em??) od łba.

- Arcybiskup tak tanio zdrowie sprzedaje?

- Pewnie dlatego, że ten uzdrowiciel jest taki trochę czarniawy… Ale naprawdę jest księdzem katolickim, a nie murzyńskim szamanem. Kościół to całą powagą swoją potwierdza! Jedziemy?!

- Zaraz! – Sprzeciwił się prof. Gender – Ja nie chcę tak tanio! Jako były Angol, nie mam uprzedzeń rasowych, a poza tym, moje zdrowie jest więcej warte niż głupie 50 zł…

Mikołaj Mika pokiwał głową.

- Profesor, jak zwykle, ma rację. Wszak nie jesteśmy dziadami. Na cenę biletów nie mamy wpływu, ale przecież nie musimy być całkiem bierni. Możemy dołożyć swoją cegiełkę… Zrobimy tak: Ty, Normalny, pójdziesz i zapożyczysz się na litrową flaszkę „Żubrówki”, ja upłynnię swój dyżurny banknot stuzłotowy, a Profesor napełni piersiówkę dwoma litrami zaprawionego palonym cukrem bimbru. Boja, Ty zorganizujesz transport…

- Zaczekaj Mikołaju – Boja miał wątpliwości – Czy wy naprawdę wierzycie w to wszystko?

- Nasza wiara jest niewzruszona!

- No właśnie! Moja też. Po co więc tłuc się aż do Warszawy? Uzdrowicielska moc bogobojnego męża znajdzie nas i tutaj, bo cóż to jest 300 km dla takiego charyzmatyka? Poza tym, salon Mikołaja Miki jest miejscem bardziej świętobliwym niż przepłacony Stadion Narodowy. Uważam, że należy niezwłocznie rozpocząć rekolekcje TU I TERAZ, tzn. jak tylko Normalny zapożyczy, Mikołaj Mika upłynni, a prof. Gender napełni…

Nie od dzisiaj wiadomo, że mądrego warto posłuchać. Wszyscy zgodzili się z Boją, myśląc przy tym: „Ten to ma łeb”!

 

…dwa dni później…

Czujemy się świetnie! Jutro idziemy do lekarza, żeby nas zbadał i stwierdził jakie cuda nas dotknęły. Natomiast pojutrze zgłosimy te cuda tam, gdzie cuda powinno się zgłaszać..

Z pamiętnika Dobrej Kobiety

Opatrzność poddaje nas próbom, których sensu nijak pojąć nie możemy. A może zaczęło się już, prorokowane przez proroków, prześladowanie katoliczek? Może trzeba szykować się na koniec świata? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Wiem jedno: ciągle trzeba być gotową na ekstremalne doznania.

Wczoraj sumienie skierowało mnie (podobnie jak każdego dnia) do konfesjonału. Kiedy wracałam oczyszczona, dotknęło mnie doświadczenie nagłe jak grom z jasnego nieba. Naprzeciwko mnie przemieszczał się osobnik o wyglądzie indywiduum. Kilka kroków przede mną zatrzymał się, pochylił lekko, zatkał palcem jedną dziurkę od nosa, a drugą wydmuchał coś, co, z grubsza, wyglądało jak skoczek na bungee. Skoczek zawisł u nosa osobnika, bujał się sprężyście i połyskiwał szmaragdowo, rubinowo, szafirowo, a zwłaszcza bursztynowo.

Wreszcie osobnikowi udało się złapać obwiesia kciukiem i palcem wskazującym. Oderwał go od nosa i zamaszyście strzepnął. Oślizłego plaśnięcia nie zagłuszyła nawet, przejeżdżająca mimo, ciężarówka. Na chodniku pojawił się opuchnięty krążek rozmiaru dwuzłotówki, lśniąc w promieniach słonecznych niczym broszka carycy Katarzyny II.

Ja, wstrząśnięta i zmieszana, siłą woli powstrzymywałam naturalne, w tych okolicznościach, odruchy. Nie było to łatwe, ponieważ zjedzone na śniadanie kiełki usiłowały wykiełkować z mojego żołądka. Natomiast osobnik obtarł nos rękawem, grzecznie uchylił kapelusza i poszedł swoją drogą.

Postałam jeszcze chwilę, patrząc czy ktoś poślizgnie się na tej swoistej slut – niespodziance. Na szczęście, nie przechodził tamtędy żaden Charlie Chaplin.

Wracając do domu, zadawałam sobie pytanie: Czy na pewno wszyscy ludzie są dziełem Pana Boga?

Poczet grzeszników polskich. Maria Skłodowska – Curie

Maria Skłodowska – Curie dysponowała umysłem wybitnym. I co? Ano, nomen omen, jajco. Oczywiście, dokonała rzeczy wielkich, ale, biorąc pod uwagę skalę jej geniuszu, można czuć ogromny niedosyt. Jakaż była przyczyna niewykorzystania potencjału? Moim zdaniem – jej wielki, ale jednak niedostateczny patriotyzm.

Na usta cisną się dwa dramatyczne pytania: Mario, dlaczego nam to zrobiłaś? i Mario, dlaczego nam tamtego nie zrobiłaś?

Nie można mieć pretensji, że pojechała uczyć się do Francji. Każdy chciałby studiować w Paryżu. Powinna jednak wiedzieć, że we Francji wodzi na pokuszenie miłość francuska. Nie mamy nic przeciwko miłości francuskiej, ale nie powinna ona kończyć się ślubem z Żabojadem. Nawet dla zwykłej Polki nie jest to dobre. W przypadku Marii Dotychczas Tylko Skłodowskiej ślub spowodował przykre konsekwencje dla Polski.

Jak wiadomo, Skłodowska całą fizykę, chemię i matematykę miała w małym palcu. Taki np. Einstein był przy niej zwykłym matołkiem. Maria, z całą tą wiedzą, powinna wrócić do Polski i zrobić to, co tylko ONA, wtedy jedna jedyna na całym świecie, zrobić mogła!!

TYLKO ONA miała dość rozumu by, tak od ręki, rozszczepić jądro i wyprodukować bombę termojądrową. Tylko w Polsce była taka możliwość, bo cherlawe francuskie jądra nie nadawały się do tego.

Na początek wystarczyłyby trzy takie bombki. Piłsudski dobrze by wiedział co z nimi zrobić. Jedną zneutralizowałby Hitlera, drugą Stalina, a trzecią pogroziłby zadufanym Amerykańcom. Ciekawe, czy wtedy skłonni by byli do wprowadzania wiz wjazdowych dla Polaków?

Mogło być tak pięknie! Polska stałaby się mocarstwem jądrowym, a my, współcześnie żyjący nieszczęśnicy, bylibyśmy współcześnie żyjącymi szczęśliwcami!

Jak widać, Polacy mają co nie zawdzięczać Marii Skłodowskiej – Curie.

Ale nie tylko to nie zawdzięczają. Mogłoby być jeszcze piękniej. Niestety, tu uaktywnia się grzech innego grzesznika. Otóż, Fryderyk Chopin nie pozostawił po sobie wnuka. Gdyby pozostawił, Maria Skłodowska mogłaby wyjść za niego i wtedy nazywałaby się Maria Skłodowska – Chopin.

Jakże miło by było mieszkać na ulicy Marii Skłodowskiej – Chopin, zapładniać się in vitro w Instytucie im. Marii Skłodowskiej – Chopin i płacić za to banknotami z wizerunkiem Marii Skłodowskiej – Chopin.

A jakie potomstwo wydałaby taka para geniuszy! Kuba Wojewódzki miałby kogo zapraszać do swojego programu.

 

P.S. Wygląda na to, że więcej godnych uwagi grzeszników Polska nie miała. Na Marii Skłodowskiej – Curie kończy się Poczet Grzeszników Polskich.

 

 

Poczet grzeszników polskich. Fryderyk Chopin

Fryderyk Chopin, całym swoim niedługim życiem, dawał świadectwo prawdzie, że w XIX wieku ludzkość nie dysponowała dobrej jakości żelem do układania włosów.

W dzisiejszych czasach, taki Lewandowski na przykład, może półtorej godziny intensywnie grać w piłkę i ani jeden jego włosek nie zmieni przedmeczowego ułożenia. A wtedy? Misternie ułożona fryzura Chopina, już po minucie koncertu przedstawiała sobą obraz nędzy i rozpaczy.

Ale nie chodzi o fryzury, chodzi o grzechy. Jakie?

1. Chopin wprowadził w Polsce muzyczną hipokryzję!

Polak – patriota mógłby spokojnie ignorować muzykę klasyczną, bo królowała ona w Moskwie, w Berlinie i we Wiedniu, czyli u zaborców. Także twórcy tej muzyki wywodzili się przeważnie z wrażych nacji. Z tej racji, nawet bojkot byłby usprawiedliwiony. Niestety, Chopin odebrał Polakom ten wygodny pretekst. Okazało się, że nie jest Francuzem, więc prawdziwy Polak musi, podkreślam MUSI!, udawać, że podobają mu się kompozycje Fryderyka. Tym bardziej, że nawet Amerykańce uznali go za geniusza.

I tak to ciągnie się do dzisiaj. Obowiązkiem kulturalnego Polaka jest bywanie w filharmonii. I chociaż opuszcza ją dotknięty migreną, to i tak łże w żywe oczy, że muzyka klasyczna jest jego pasją.

Ale nie tylko elity cierpią. Cierpią też zwykłe kmioty. Taki prostaczek, kiedy przypadkowo natknie się na jakąś etiudę, musi znaleźć odpowiedź na trudne pytanie: „Dlaczego, chociaż nie mam kaca, łeb zaczyna mnie napierdalać”? Zanim odkryje przyczynę i wyłączy radio, już ma, na cały dzień, zdupczony humor! Tu dochodzimy do drugiego grzechu Chopina:

2. Umarł za szybko. Gdyby żył dłużej, to może poszedłby po rozum do głowy i skomponował coś naprawdę ładnego? Coś, co pasowałoby do tekstu: „W Żelazowej Woli – Krycha nogi goli – A gdy pomaluje – Wargi swe pomadką – Postawisz jej piwo – Reszta pójdzie gładko”!

Wtedy, również na salonach rozbrzmiewałyby melodie wpadające w ucho, elity żyłyby zdrowiej i nie degenerowały się tak szybko. A muzyka klasyczna też by nie zginęła. Na pewno znalazłaby sobie niszę odpowiedniej wielkości, bo nie da się wykluczyć, że w Polsce jednak jest paru prawdziwych melomanów.

Chopin popełnił jeszcze jeden grzech:

3. Nie pozostawił po sobie wnuka. Dlaczego ten czyn jest grzechem? Ma związek z grzechami innej postaci. O tym – następnym razem.

Poczet grzeszników polskich. Mikołaj Kopernik

Mikołaj Kopernik to taki dość znany celebryta żyjący na przełomie XV i XVI wieku. Człowiek bywały na banknotach (tylko socjalistycznych), znaczkach pocztowych i obrazach Jana Matejki. Na pomnikach częściej siedzi niż stoi. Cierpliwie patronuje ulicom, placom, parkom, uniwersytetom, lotniskom, szkołom i innym takim (dziwnym trafem, nie patronuje tylko kościołom). Krótko mówiąc: postać znana, choć nie zawsze kojarzona z czymś konkretnym.

Swego czasu, Kopernika próbowali zawłaszczyć sobie Niemcy. Kiedy Szwabom się nie udało, o drugiego pod względem sławy Torunianina upomniała się płeć piękna. Każdy, kto oglądał „Seksmisję”, doskonale wie, że Kopernik była kobietą (w dodatku lesbijką, bo żyła w związku partnerskim ze swoją gospodynią domową). Ja to się nawet z tego cieszę, bo jako męska szowinistyczna świnia, mogę, z czystym sumieniem, powiedzieć o niej: DURNA BABA!

Dlaczego durna? Bo nawyrabiała!

Najpierw wzięła motykę i ruszyła z nią na Słońce. Przerażone Słońce przestało kręcić się wokół Ziemi i do dzisiaj spierdziela w kosmiczną pustkę, popierdując, ze strachu, słonecznymi wiatrami.

Później zwyobracała Ziemię, co chyba Ziemi przypadło do gustu, bo nadal się obraca już z własnej woli. Kręci się nawet podwójnie (wokół Słońca i własnej osi) i tak jakoś złośliwie, bo nie gdzie indziej, tylko w naszym kraju, przez to kręcenie się, albo piździ przeraźliwie, albo jest niemiłosiernie gorąco.

Najgorsze, że ten tzw. kopernikański przewrót, skutkuje nagłymi atakami choroby lokomocyjnej u osób wrażliwych czyli niewinnych. Ni z tego, ni z owego, zdarza się im puścić pawia. To właśnie opętańcza prędkość wirowania Ziemi jest przyczyną, a nie nadmiar wypitego alkoholu (jak twierdzą złośliwi, a zwłaszcza złośliwe).

Ciągle mam cichą nadzieję, że Kopernik to jednak zawoalowana opcja niemiecka. Wtedy, jako patriota, nie musiałbym się wstydzić, że tak nikczemnych czynów dokonała osoba, w której polska płynęła krew…