Skrupulatny poczet władców Polski. Bolesław Zapomniany

Pierwowzór kilku późniejszych bohaterów.

Został zapomniany kiedy miał dwanaście lat. Tak się złożyło, że rodzice Bolka zapragnęli spędzić urlop osobno. Tata Mieszko II Lambert zamierzał pojechać na Oktoberfest, a mama Rycheza planowała rozległą operację plastyczną w czeskiej klinice jakiejś. Ustalili, że dzieci zabiera Rycheza.

Niestety, wszystko się pokićkało. Na skutek dziwnego zbiegu okoliczności, Mieszko trafił pod czeski skalpel, a Rycheza z dziećmi wylądowała przy stoliku zastawionym kuflami piwa i porcjami golonki z musztardą.

Natomiast Bolek nie zajął miejsca w żadnej karecie. Akurat w dniu wyjazdu doznał pierwszego wzwodu i cały ranek zmagał się z tym problemem w piastowskiej sławojce. Jako że rodzice wyjeżdżali w nieco panicznym pośpiechu – Bolek, niczym Kevin, został sam w domu.

Jednak nie rozdzierał szat. Znalazł jakąś (zgubioną w pośpiechu) sakiewkę z koślawymi denarami i poszedł na szaszłyk z tura. Nie dotarł, niestety, do „Dzikiego Dworu pod Kaczką”, zgarnęli go mnisi, którzy niedawno założyli w Gnieźnie klasztor.

Bolesław od urodzenia miał awersję do grupowego klepania pacierzy, a w klasztorze musiał czynić to trzy razy dziennie. Długo nie wytrzymał. Uciekł stamtąd poddenerwowany i na gnieźnieńskim rynku, gromkim głosem dał sygnał (niczym Lenin wystrzałem z Aurory) do Rewolucji Pogańskiej.

Mała dygresja. Właściwie Rewolucja Pogańska powinna nazywać się Reakcją Pogańską, bo rewolucjoniści walczyli o powrót starego. Jednakże stosowali bardzo rewolucyjne metody walki z przeciwnikami, dlatego ich działania pozwoliłem sobie nazwać Rewolucją. Koniec dygresji.

Rewolucja rozpełzła się po kraju, a Bolesław wrócił do domu.

Akurat tata Mieszko II zakończył ziemską część swojej wędrówki (1034r), więc Bolesław spokojnie mógł koronować się na króla Polski. Oprócz jabłka, berła i korony dostał też rozdwojenia jaźni.

Za dnia panował sprawiedliwie i dobrotliwie (niczym Dr. Jekyll), w nocy zaś przemieniał się w krwiożerczego pogańskiego bojownika (jak Mr. Hyde).

Zdaje się, że przyczyną tego rozdwojenia był praprzodek Kolegi Podśmiechujka. Bolesław uwielbiał perły, a ów praprzodek powiedział mu (przy piwie), że perły rodzą się w nerkach duchownych katolickich. Im wyżej postawiony duchowny, tym perła piękniejsza!

Bolesław, chociaż Król Polski, legalnie nie mógł wypatroszyć nawet zwykłego kleryka, cóż dopiero biskupa! Dlatego nocami, w przebraniu, na czele bandy zwolenników pogaństwa, napadał na siedziby kapłanów, od proboszcza wzwyż. Skrupulatnie przeszukiwał wnętrzności ofiar, ale chyba z marnym skutkiem, bo jego kolekcja pereł była bardzo mizerna…

W sumie Bolesław Zapomniany nie miał szans długo pożyć. Średniowieczni Polacy nie lubili ani sprawiedliwych i dobrotliwych władców ani krwiożerczych pogańskich bojowników. Dopadli Bolesława w roku 1038 i biedak skończył niczym Azja Tuhajbejowicz.

Kiedy konał w męczarniach na palu, byli poddani zapewniali go solennie:

- Zawsze będziemy o tobie pamiętać!

Nie dotrzymali słowa…

Skrupulatny poczet władców Polski. Dytryk

Znakomity przykład zmarnowanego talentu.

Tata Dytryka, niejaki Świętopełk, miał pecha urodzić się się jako przyrodni i sporo młodszy brat Bolesława Chrobrego. Kiedy Chrobry doszedł do władzy, babcia Dytryka (a macocha Chrobrego) szybciutko złapała torebkę, zgarnęła dzieci (między innymi Świętopełka) i nie czekając na zachętę, rozsądnie uciekła do Niemiec.

Dytryk urodził się już w Niemczech (ok. 992r.) jako syn Świętopełka i Niemki o dziwnym imieniu Nietutejsza. Nie było mu łatwo. Od maleńkości trenował sprawowanie władzy, jednak kariery nie zrobił. Talentu mu nie brakowało, ale czy Szwaby dopuszczą Półpolaczka do czegokolwiek?

Tułał się tedy po ligach regionalnych i głównie zajmował się grzaniem ławy rezerwowych. Nigdy nie wychodził w pierwszym składzie, z rzadka tylko miał okazję wystąpić w roli pomocnika, co zwykle kończyło się kontuzją i długą rehabilitacją.

Czarno widząc przyszłość, zamierzał już Dytryk zawiesić insygnia władzy na kołku i zająć się komentowaniem, gdy nagle… chociaż właściwie nie nagle… Trochę trwało zanim to się stało, ale się stało.

Polska, za Chrobrego mocarstwo, przemieniła się w kondominium niemiecko – rusińskie. Cesarz Konrad II potrzebował zawodników na tamtejszym podwórku, więc przypomniał sobie o wiecznym rezerwowym. Dytryk mógł wreszcie wziąć udział w prawdziwej grze (1032r.).

Nie wyszedł na tym dobrze. Jego nominalny partner, Mieszko II, okazał się rywalem grającym nieczysto, więc Dytryk szybciutko doznał śmiertelnej kontuzji…

Pozostało po nim tylko epitafium ułożone przez Uczonego Męża Bojana:

Dytryku, Dytryku,
Zawisłeś na stryku!
Teraz dla Dytryka
Nagrobek z lastryka…

Skrupulatny poczet władców Polski. Otto

Trzeci syn z trzeciej żony Bolesława Chrobrego. Urodził się dn. 01.01.1000 o godz. 00.00.01. Znacząca data i godzina. Kilka jedynek i mnóstwo zer… Prawie jak listy wyborcze niektórych partii politycznych!

Tata Bolesław miał kłopot z Ottonem. Najstarszego syna (Bezpryma) wysłał do klasztoru, średniego (Mieszka) zamierzał uczynić następcą, a dla najmłodszego brakło już koncepcji. Nie miał pojęcia jaką ścieżkę kariery wybrać dla niego.

Na szczęście, pewnego dnia, otrzymał pierwszą dostawę żubrówki z Puszczy Białowieskiej…

Mała dygresja. Kiedy Chrobry spróbował żubrówki, doznał wizji przyszłości. Wyraźnie zobaczył czarownika z teką, który (tysiąc lat później) próbuje zamienić Puszczę Białowieską w Białowieski Park Burzanów Wonnych. Koniec dygresji.

… i mógł zaprosić Uczonego Męża Bojana na naradę. Bojan przybył niezwłocznie, nakazał pachołkowi wymienić kielich na większy, spróbował trunku i już był gotowy na trudne pytanie:

- Cóż czynić z Ottonem?

Dwa gąsiorki później, Bojan znalazł rozwiązanie problemu.

- Musisz, Książę, wykierować go na geja!

- Co?! Syn władcy chrześcijańskiej Polski ma być gejem? Zwariowałeś? Wstyd i hańba!

- Jaki wstyd? Jaka hańba? Książę! Mamy już jedenasty wiek! Poza tym…

- Co poza tym?

- Poza tym… Taki ładniutki blondynek z dużymi, cielęcymi oczętami… Wyślesz go do kogo zechcesz. On każdego owinie sobie wokół małego… Cesarza sobie owinie, papieża sobie owinie…

- No genialny pomysł!

Niestety. Genialny pomysł Bojana zdał się psu na budę. Otto nie wykazał skłonności do jakiejkolwiek orientacji. Powiadają, że nawet nie bawił się ptaszkiem!

Stało się tedy, że został zwykłym, niezorientowanym frajerem i popychadłem wykorzystywanym bez skrupułów przez każdego kto chciał. A wielu chciało…

Kiedy umarł tata Chrobry i na tron wstąpił Mieszko II, Otto ciągle spał, choć rękę trzymał już w nocniku… Obudził go Bezprym – czarna owca i przymusił do spiskowania. Otto w te klocki też nie był dobry. Zdobył się jedynie na wymyślenie paszkwilanckiego wierszyka przeciwko Mieszkowi:

„Mieszko II jest jełopem,
Potraktować trza go kopem!
Z nosa mu wyrasta mnóstwo kłaków
I koronę ma z tombaku!”

Mieszka ubodła zwłaszcza ta korona z tombaku. Pochwycił „poetę” i wysłał do Niemiec… Wysłał w sposób nieco brutalny, więc Ottona długo jeszcze cztery litery bolały. Bezprym bezboleśnie uciekł na wschód.

Kiedy Mieszko popadł w tarapaty i zdekompletowany wylądował w czeskim lochu, okazało się , że do Gniezna bliżej jest z Kijowa niż z Berlina. Zanim Otto zdążył wyciągnąć rękę z nocnika, na polskim tronie siedział już Bezprym.

Ale i na Bezpryma przyszła kryska. Wtedy to, szwabski cesarz Konrad II umyślił sobie wprowadzić w Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj na trzy części. Jedną część dostał wydobyty z lochu Mieszko, drugą – jakiś Dytryk, a trzecią nasz sympatyczny nieudacznik.

Miał więc Otto swoje pięć minut. Niemal dosłownie pięć minut, bo zaraz potem zeszło mu się z przyczyn nienaturalnych…

Skrupulatny poczet władców Polski. Bezprym

Najstarszy syn Bolesława Chrobrego. Znakomita ilustracja powiedzenia „Pierwsze śliwki robaczywki”.

W młodości szlajał się trochę po Europie i na skutek tego szlajania (albo pomimo) trafił do klasztoru. Zakonnikiem był dobrym. Do jego obowiązków należało napełnianie kielichów i czynił to perfekcyjnie. Wiele lat polewał i nie uronił nawet jednej kropli! Sam papież Sylwester II nie krył podziwu dla jego umiejętności i w sylwestra 999r. uhonorował go świecko – religijnym tytułem „Polewacz Tysiąclecia”.

Sukces uderzył Bezprymowi do głowy i mocno poprzewracał mu w dupie. Opuścił klasztor i poszedł zadziałać na szczytach władzy. Jako początkujący musiał najpierw zaistnieć w strukturach lokalnych.

Mała dygresja. Tatuś Bezpryma (Bolesław Chrobry) był Polakoczechem, a mamusia (Księżniczka Karolda) – Węgierką. Dzięki temu Bezprym posiadał obywatelstwo całej Grupy Wyszehradzkiej i prawo do bycia krewnym i znajomym króliczka. Koniec dygresji.

Stało się tedy, że wystartował w wyborach na żupana węgierskiego grodu i wygrał, bo nie miał z kim przegrać. Dzisiaj ten gród nazywa się Veszprem, jako że kronikarze nieco zniekształcili  nazwę nadaną przez Bezpryma.

Rządy jego ociekały troszkę krwią, dlatego Węgrzy musieli wzbogacić swoje słownictwo. Dotychczas nie posiadali określenia na ludzi pokroju Bezpryma, więc wymyślili słowo „fasz”. Na szczęście krótko tam rządził i przyjaźń polsko – węgierska przetrwała…

Później wylądował na Śląsku. Też na krótko, ale Hanysy zdążyli wymyśleć aż dwa słowa: „ciul” i „gorol”…

Zyskawszy takie doświadczenia, Bezprym uznał, że nadaje się już na władcę Polski. Akurat Bolesław Chrobry przeszedł w stan oczekiwania na umieszczenie swojej podobizny na banknocie 20zł, więc tron był wolny. Jednak Mieszko II okazał się szybszy i skuteczniejszy, dla Bezpryma pozostało stanowisko lidera totalnej opozycji.

Trzeba przyznać, że pokazał mistrzostwo w zdradzieckich poczynaniach. Nie było wtedy Internetu i Facebooka, a on potrafił skoordynować działania szwabskiego cesarza Konrada II, kijowskiego księcia Jarosława Mądrego i mącącego w kraju KOP-u (Komitetu Obrony Pogaństwa)!

Zgrabnie wysiudał Mieszka II z tronu i sam zajął jego miejsce. W pierwszej kolejności zapakował do torebki Rychezy (żony obalonego króla) polskie insygnia koronacyjne i, wraz z właścicielką tej torebki, odesłał je cesarzowi. Później zaczął rządzić, czyli tępić swoich przeciwników.

Wprawdzie ani się umywał do Hitlera czy Stalina, ale i tak zasłużył sobie na marny koniec. Polacy nie bawili się w wymyślanie nowych słów, wzięli i skrócili dziada o głowę…

Skrupulatny poczet władców Polski. Mieszko II

Kiedy niezdrowy tryb życia wpędził Bolesława Chrobrego w zaświaty, na piastowskim tronie zasiadł Mieszko II (1025r.) – niepierworodny syn swojego ojca i pechowiec najwyższej klasy.

Nie da się ukryć, że Mieszko bardzo pomagał swojemu pechowi. Najpierw zorganizował wystawną koronację, która ogołociła skarbiec (sam arcybiskup wziął 30 mieszków koślawych denarów za religijną celebrę), a później popełnił gruby błąd odnośnie swoich braci przyrodnich.

Zamiast wysłać ich tam, gdzie poszedł tata Chrobry, okazał litościwą głupotę i jednego (Bezpryma) wygnał na wschód, a drugiego (Ottona) na zachód. I nawet ich nie oślepił!

Jeszcze później zorganizował dwie łupieżcze wyprawy do Saksonii i spustoszył ten land doszczętnie (podobno nawet trawę wykosił i zabrał). Tym czynem zdenerwował niemieckiego cesarza Konrada II.

Trzeba też pamiętać, że Mieszko odziedziczył po ojcu nienawiść ze strony władcy Rusi Kijowskiej – Jarosława Mądrego. Władcy o tym imieniu nie odpuszczają win bez odpowiedniej pokuty i potrafią czekać na sprzyjające okoliczności…

Stało się tedy, że z zachodu najechał Polskę Konrad II, ze wschodu Jarosław Mądry, a w kraju też nie działo się dobrze. W kraju zawiązał się KOP (Komitet Obrony Pogaństwa) i jego zwolennicy narobili niezłego rozpiździaju! Głównie tępili kler i chcieli dorwać Króla… Korzystając z zamieszania władzę przejął Bezprym.

Położenie Mieszka zrobiło się tragiczne. Najgorsze, że nie mógł skorzystać z usług swojego doradcy polityczno – religijnego. Akurat w tym czasie Uczony Mąż Bojan udał się do wód na jakąś kurację… Król nie miał innego wyjścia – musiał spieprzać. Po azyl wyruszył do Czech. Niestety, władca tego kraiku – Uldaryk, również miał jakieś zadawnione żale. Uwięził Mieszka i pozbawił go klejnotów (konkretnie dwóch klejnotów, tych najważniejszych). Tak to, w stanie niekompletnym, wylądował były Król Polski w lochu, ale nie użalał się nad sobą. Myślał sobie tak:

” No cóż… Straciłem koronę, władzę, klejnoty… Pies drapał koronę… i tak wyglądała jak pudełko po butach Anny Lewandowskiej… Władzę kiedyś odzyskam… odzyskam i zemszczę się… Klejnotów nie odzyskam… ale co tam… Moje imię jakieś takie… ani męskie… ani żeńskie…jakby rodzaju nijakiego… Nawet pasuje do sytuacji płciowej… Summa summarum, szklanka w połowie jest pełna… Kurwa mać”!…

Dobrze chłop(?) myślał. Wkrótce Bojan powrócił z kuracji i zakulisowo wydostał Mieszka z lochu. Zmusił go też do zaprzestania powielania starych błędów. Uzurpator Bezprym zszedł z tego świata w sposób gwałtowny, a Mieszkowi nic nie udowodniono.

Jednak sytuacja nadal była niełatwa. Szwabski cesarz narzucił Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj pomiędzy Mieszka, Ottona i jakiegoś Dytryka (rzekomo kuzyna Mieszka). Szwab wiedział co robi, lepiej mieć do czynienia z trzema słabeuszami niż z jednym siłaczem.

Ale nie z Mieszkiem (wspieranym przez Bojana) takie numery. Otto szybko i grzecznie opuścił ten padół łez, a Dytryk nawet nie dotarł do Polski by objąć swoją część władzy.

Mieszko znalazł się na najlepszej drodze do odzyskania dawnej potęgi. Niestety, pech o nim nie zapomniał: biedakowi zmarło się znienacka (1034r.)…

Biedna żona, Rycheza, odetchnęła z ulgą, bo po powrocie z Czech, mąż postępował niczym pies ogrodnika… Jej życie intymne ograniczało się do wysłuchiwania rzewnej piosenki. Mieszko lubił upijać się na smutno i wtedy śpiewał:

„Czesi mi odjęli
Moje biedne jaja
I je (przy niedzieli)
Wciepli do ruczaja.
Hej, hej”…

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część IV

Konsumpcyjny styl życia Chrobrego sprawił, że jego ekscesy prawo- i lewołożowe wydarzały się coraz bardziej sporadycznie. W końcu doigrał się i przyszedł czas, że już tylko waga pod nim jęczała…

- No nie mam lekko – pomyślał wtedy – Skoro potencja zanikła, to trzeba wzmocnić majestat!

Ale jak? Bolesław odziedziczył ci (po tacie Mieszku) doradcę polityczno – religijnego o imieniu Bojan. Uczony ów mąż w małym palcu lewej ręki przechowywał całą światową wiedzę, a w dużym paluchu prawej nogi – podagrę.

Mała dygresja. Oprócz całej wiedzy światowej były też rzeczy o których poinformowany był tylko Bojan. Wiedział, między innymi, co w przyszłości zrobi niejaki Zygmunt III Waza. Dlatego legalnie, drogą kupna, wszedł w posiadanie pewnych terenów po dwóch stronach Wisły. Przepłacił nawet trochę, bo Mazowszanie żądali dziewiętnastu koślawych denarów, a on dał dwadzieścia… Wydał jeszcze sto denarów na oblewanie transakcji, ale nie o to chodzi… Niech no tylko Bojan przypomni sobie gdzie schował akty własności!… Koniec dygresji.

Chrobry zaprosił Bojana na naradę i kiedy ten przybył, zadał mu tradycyjne pytanie:

- Cóż czynić?

Bojan zamyślił się głęboko. Trzeba wiedzieć, że oprócz starych obowiązków (zwilżanie gardła po każdym zdaniu), przyjął on na swoje barki jeszcze dodatkowe: po każdej myśli musiał oliwić maszynerię. Bolesław wiedział o tym i cierpliwie dolewał mu do kielicha. Wreszcie analiza się skończyła.

- Musisz, Książę, koronować się na króla!

- Ja nie chcę być królem! Nawet w bajkach król to przeważnie stary pierdoła jest. Nie potrafi głupiego smoka zabić! Musi płacić smokobójcom ręką księżniczki i połową królestwa. Co innego książę na białym koniu…

- E tam… To tylko bajki. Smoków już nie ma, ostatniego Krakusy załatwili… Musisz zostać królem teraz, póki sytuacja sprzyja. Papież nie będzie fikał, bo nasze koślawe denary mu nie śmierdzą… Jedynie szwabski cesarz może sprzeciwić się, ale zanim jego sprzeciw tu dotrze, minie ładnych parę miesięcy… Na szczęście nie mają jeszcze odrzutowych meserszmitów. Poza tym koronacja to głupstwo. Mamy inny problem, znacznie poważniejszy…

- Jaki?

- Nie wiadomo czy Barnaba to imię męskie czy żeńskie…

- Żeńskie, ma „a” na końcu…

- Niby tak… Ale wyobraź sobie… Masz kochankę o tym imieniu, jak to będzie brzmiało „Idę pokochać się z Barnabą”?

- No faktycznie, może się odechcieć…

- Właśnie! Bardziej to imię pasuje do jakiegoś wrednego sąsiada, „nie ma już gorszego draba, niźli sąsiad mój, Barnaba”!

- Dobra. Uznajemy Barnabę za imię męskie. A co z koronacją?

- Zrób to! Korona ci z głowy nie spadnie…

To tyle jeżeli chodzi o Bolesława Chrobrego. Teraz bierzemy banknot z jego podobizną i udajemy się do monopolowego. Na początek Chrobry wystarczy…

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część III

Jeszcze przez dwa lata (niecałe) musiał Chrobry udawać entuzjazm odnośnie planów cesarza. Na szczęście w 1002 roku spotkała Ottona przykrość pod Rzymem. Najpierw umarł na malarię, potem dostał niestrawności, a na koniec został jeszcze otruty przez późniejszego Henryka II. Późniejszy Henryk II był łotrem, szubrawcem i nieźle zalazł za skórę Chrobremu.

Najpierw jednak Chrobry zalazł za skórę Henrykowi. Wskoczył mianowicie na konia i przy pomocy Włóczni Maurycego, Szczerbca Hawranka i swojego wojska, zdobył Milsko, Miśnię i Łużyce. Zdobycie miało miejsce w 1002 roku i poskutkowało wojnami chrobro – cesarskimi trwającymi aż do roku 1018.

Mała dygresja. Widać wyraźnie, że niemieccy cesarze przyczepili się do Chrobrego jak gówno do koszuli. Przykre to jest, bo nie da się jednego akapitu napisać bez ich obmierzłego udziału. A trzeba jeszcze nadmienić, że pod koniec życia Bolesława pojawił się kolejny cesarz (Konrad II) i też nie dało się go do rany przyłożyć. Koniec dygresji.

Owe wojny były prowadzone w bardzo bałaganiarski sposób. Tak bałaganiarski, że właściwie nie sposób ustalić kto komu dał łupnia. Tym bardziej, że (w międzyczasie) Bolesław wojował w Czechach, a Henryk (też w międzyczasie) toczył boje gdzieś tam w makaroniarskich i żabojadzkich stronach. W każdym bądź razie, kiedy nastał zawarty w Budziszynie pokój (1018r.), okazało się, że sytuacja niczym nie różni się od tej sprzed zawieruchy (jeśli nie liczyć trupów, ruin, zgliszczy i pustych skarbców obu adwersarzy). W zasadzie jedynym skutkiem historycznym były dwa śluby: najpierw Mieszko (syn Chrobrego) hajtnął się z Rychezą, a później sam Chrobry pojął za żonę Odę.

Innych dochodów wojny nie przyniosły. Chrobry zajrzał do skarbca i zobaczył, że nie stać go nawet na waciki. Wtedy skierował swe dumne spojrzenie na wschód. Miał on ci zięcia Świętopełka, który akurat utracił władzę na Rusi Kijowskiej. Kijów, w owym czasie, był miastem przebogatym. Takie, dajmy na to, Gniezno wyglądało przy nim jak sławojka przy Pałacu Kultury i Nauki.

Bolesław ponownie zebrał zastępy i ruszył odzyskiwać władzę dla nieudacznika. Po drodze (pod Wołyniem) rozgromił wojska Jarosława Mądrego (sic!) i Kijów stanął przed nim bezbronny. Nie musiał nawet Szczerbca szczerbić o bramę tego miasta.

Powiadają, że kiedy pierwszy wóz z łupami wjeżdżał już do Gniezna, to ostatni dopiero wyjeżdżał z Kijowa. Było tego tyle. że Chrobry spokojnie mógł otworzyć sieć sklepów z używanymi skarbami.

Wkrótce nieudaczny zięć Świętopełk znowu utracił władzę, ale Chrobry miał to już gdzieś. Zbrzydło mu wojowanie. Nadwyżkę budżetową miał zapewnioną na wiele lat (konkretnie na 13), więc wolał zająć się konsumpcją. Tym bardziej, że z Kijowa przywiózł sobie nałożnicę – siostrę Jarosława Mądrego, Przedsławę…

To jeszcze nie koniec. Będzie część IV.

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część II

Część pierwsza przygód Bolesława Chrobrego jest tu.

Kiedy więc stuknięty cesarz przypielgrzymował wreszcie do Gniezna (spóźnił się haniebnie, bo miał być na Sylwestra, a dotarł dopiero w marcu – jakoś tym razem przysłowiowa niemiecka punktualność nie wypaliła), mistrz ceremonii zaanonsował go następująco:

- Otto przybył Oto!

Uroczystości, modły i ochlaje trwały osiem dni. W tym czasie Chrobry dwa razy podał Ottonowi rękę. Pierwszy raz (na powitanie i na krótko) swoją własną dłoń, drugi raz (w ramach prezentu i na zawsze) dłoń świętego męczennika Wojciecha.

Cesarz, w ramach rewanżu, wręczył Bolesławowi podróbkę włóczni św. Maurycego i pozwolił mu chwilę poparadować w cesarskim diademie. Jako że Otto nazywał Chrobrego stryjkiem, wtedy właśnie powstała pierwsza wersja znanego powiedzenia: „Zamienił stryjek relikwię na kijek” 

Poza tym, w trakcie rozlicznych imprez, okazało się że Różaniec odmawiany w języku niemieckim brzmi jak jakaś przysięga w SS czy innym SA. Stało się też tak, że prastara piastowska ziemia, po raz pierwszy w historii, zaczęła nosić rodzimego arcybiskupa. Ów rodzimy arcybiskup nie nazywał się Rodzim tylko Radzim (a nawet Gaudenty) i był także Czechem i bratem św. Wojciecha (bracia po czesku to „dwa Pepiczki z jednej piczki”).

Wtedy też ujawniła się szajba cesarza. Planował on utworzyć cesarstwo uniwersalistyczne (taką zacofaną Unię Europejską) obejmujące Sclavinię, Germanię, Galię i Romę. Chciał żeby Chrobry pomagał mu i został dla niego tym czym w przyszłości Tusk będzie dla Merkel.

Bolesław udawał, że zgadza się na wszystko, bo nie chciał szczylowi (cesarz nie był jeszcze pełnoletni) sprawiać przykrości. Nie powiedział mu nawet (choć wiedział), że z tych planów wyjdzie gówno i że takie utopijne idee dobre będą dopiero w drugiej połowie XX wieku. Póki co, należy zajmować się podbojami, łupiestwem i rabunkiem. Chrobry nie powiedział tego cesarzowi, ale tak myślał i tak później czynił.

Kiedy Otto wreszcie odjechał, Chrobry postanowił zadbać o swoje uzbrojenie. Uznał, że samą włócznią niewiele zwojuje i że przydałby się również miecz. W owym czasie najlepszym miecznikiem był niejaki Hawranek i u niego Bolesław obstalował miecz nazwany później Szczerbcem.

Stało się tedy, że Maurycy i Hawranek zgodnie patronowali uzbrojeniu Bolesława Chrobrego.

Zdaje się, że potrzebna będzie jeszcze część III…

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część I

BOLESŁAW CHROBRY Pierwszy król Polski, nieźle zaważył u szczytu kariery.

W dzieciństwie tata Mieszko, z podjudzenia macochy Ody, wysłał go na roboty do Niemiec. Na szczęście Bolek nie musiał zaiwaniać u bauera przy karczochach. Jego praca polegała na niańczeniu szczyla o kabaretowym imieniu Otto. Chrobry nauczył go  niezbyt wulgarnego przekleństwa „wciórności!” i sprawdziło się stare polskie przysłowie „Nauczyć gówniarza to chodzi i powtarza”.

Otto używał tego wyrażenia przy każdej okazji i dzięki temu zyskał sławę, szacunek i nabożny wręcz podziw w całym Świętym Cesarstwie Rzymskim. W wieku trzech lat został królem Niemiec, a nieco później – cesarzem tego całego zwyrodniałego Świętego Cesarstwa. Piszę o tym tylko dlatego (wszak nie jest to poczet moherowych cesarzy) by uzmysłowić, że błyskotliwa kariera Ottona jest wyłączną zasługą utalentowanego pedagogicznie Bolesława.

W roku 984 Chrobry pojechał na urlop do Polski i już do Niemiec nie wrócił. W pewnym przybytku zdarzyło mu się zażyć rozkoszy cielesnej i wtedy zrozumiał, że od bawienia cudzych dzieci o wiele przyjemniejsze jest robienie własnych. Jednak w łożu okazał się cienkim bolkiem. Miał cztery żony, a spłodził tylko siódemkę dzieci…

W innych sprawach miał szczęście. Dwie śmierci wyniosły go na sam szczyt. Najpierw kopnął w kalendarz tata Mieszko. Bolesław błyskawicznie przejął władzę i w pierwszej kolejności rozprawił się z macochą Odą.

- Do piczy z tą pipą! – Zakrzyknął po polsko – czesku (wszak był synem Polaka i Czeszki). Potem, nie bacząc na kwiczenie macochy i przyrodniego rodzeństwa, wygnał ich na poniewierkę w niemieckich klasztorach.

Druga śmierć przytrafiła się biskupowi Wojciechowi (997r.). Biskup za życia był Czechem i apostołem Prus, a po śmierci został patronem Polski. Zginął na ziemi pruskiej w pruskim świętym gaju. Jego śmierć okazała się niezwykle korzystna dla Chrobrego. Wprawdzie za ciało męczennika musiał Chrobry wybulić kilkadziesiąt kilogramów złota (plus wdowi grosz), ale szybko okazało się, że towar wart był ceny.

Po pierwsze. O tym wydarzeniu trąbiły wszystkie ówczesne europejskie media.

Po drugie. Dwa lata później Wojciech ogłoszony został świętym. Jego kości zyskały status relikwii.

Po trzecie. Cesarz ( wspomniany wcześniej Otto) był moherem i lubił pielgrzymować.

Po czwarte. Bolesław Chrobry mógł zaprosić Ottona na pielgrzymkę do grobu św. Wojciecha i na imprezkę z okazji Millenium.

Po piąte. Cesarz Otto zwariował i zachciało mu się tworzyć coś na kształt Unii Europejskiej…

… O tym i reszcie w drugiej części…