Skrupulatny poczet władców Polski. Siemowit

SIEMOWIT – Trzeci (jeśli nie liczyć tyrana Popiela) władca Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). On to, pierwszy w historii Państwa Polskiego, dokonał skutecznej reformy.

W wieku siedmiu lat został podstrzyżony przez dwóch uchodźców: praprzodka Vidala Sassoona (uszedł z Anglii przed Normanami) i Cyrulika Sewilskiego (czmychnął z opanowanej przez Maurów Sevilli). Po strzyżeniu odbyła się słynna uczta. Siemowit sprawił się bardzo dobrze, zjadł całe prosiątko i wypił beczkę piwa niepasteryzowanego! Nic dziwnego, że skazany był na wielkość.

Kiedy tata Piast odszedł na wieczne odpoczywanie, Siemowit zasiadł na stolcu. Chwilkę posiedział i trochę mu się w dupie poprzewracało. Zerwał się jakby go kornik drukarz ugryzł i zakrzyknął:

- Co za gówno! Nie będę siedział na tym badziewiu!

Dokonał reformy na samym szczycie władzy. Kazał pociąć stolec na zapałki i zakupił śliczny tronik z mięciuchnym siedziskiem wyściełanym arabskim atłasem. Przy okazji nabył jeszcze, w promocyjnej cenie, fikuśny nocniczek z pokrywką i pojemnik na wiechcie do podcierania.

Oprócz tego oficjalnie przybrał tytuł księcia. Dotychczas różnie go nazywano: władyka, naczelnik, komes, prezes, piastun, buc i jak tam kto chciał. Na pieczątce kazał napisać: „Książę Siemowit, syn Piasta, będzie miał pomnik we wszystkich miastach!”

Pomimo napisu na pieczęci, Siemowit nie grzeszył pychą. Mógł przybrać tytuł królewski, a nie uczynił tego. Przeszkodziła skromność i piosenka. Siemowit uczęszczał na szczyty przywódców średniowiecznego G20. Na spotkaniach tych wykonywał (ku uciesze innych darmozjadów) swoją ulubioną piosenkę:

„Takiego piwa nie pił nawet król!
Gul, gul, gul,
Gul, gul, gul,
Piastowski full”!

Gdyby został królem, nie mógłby tak śpiewać i bisować niezliczoną ilość razy!

W sumie Siemowit był spoko władcą. Obciachu nie narobił, więc ościenni kronikarze mord  sobie nim nie wycierali. Po cichutku, bez awantur, przyłączał do Polski różne, mniejsze i większe, zadupia i tylko z żoną miał problemy. Żona, o imieniu Oziębła, ciągle wierciła mu dziurę w brzuchu za to, że nie opuszcza pokrywki nocnika i za to, że nóg nie myje… Jednak Siemowit nie zrażał się. W końcu udało mu się zdybać Oziębłą w łożu i spłodził całkiem udanego syna Lestka.

Chwała mu za to!

Skrupulatny poczet władców Polski. Popiel

POPIEL - Pierwszy i nieostatni, niestety, wrzódek na dupce tego pocztu. Taki sobie realny pantoflarz i wirtualny damski bokser.

Początkowo Popiel nie pchał się do władzy. Był znanym i cenionym specjalistą w dziedzinie zbijania bąków i pochłaniania niepasteryzowanego piwa. Czuł się spełniony i dobrze mu było na świecie.

Sielanka skończyła się z chwilą przybycia do Gniezna ostatniej pięknej Niemki. Miała ona paskudne imię Brunhilda i garść niecnych planów. Najpierw wzięła i ożeniła ze sobą Popiela, a potem kazała mu przejąć władzę w Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). Popiel, chcąc nie chcąc, musiał umościć się na książęcym stolcu. Okazja trafiła się wyborna, bo stolec był niezajęty. Dotychczasowy użytkownik (czyli Piast), traf chciał, akurat wybrał się polować na cietrzewie.

Po przejęciu władzy, Popiel wytruł skrytobójczo (na polecenie Brunhildy) wszystkich swoich krewnych i znajomych i zastąpił ich (ciekawe na czyje polecenie?) krewnymi i znajomymi Brunhildy. Następnego czynu dokonał już z własnej woli: kazał rozstrzelać z łuku jedynego uczciwego niekmiecia.

Poddani zrozumieli przesłanie: trzeba siedzieć cicho! Piast, postawiony przed faktem dokonanym, zaszył się w kniejach.

Popiel nie był szczodrym władcą. Wręcz przeciwnie. Wprowadzał wymyślone przez Brunhildę podatki, ściągał je bezlitośnie i, niejako przy okazji, zabierał złoto, srebro i bursztyn. Wszystko inne też zabierał (oprócz koziego sera, którego nie znosił). Utrwalił się pewien schemat: Popiel dokuczał poddanym, Brunhilda dokuczała Popielowi, a Brunhildzie dokuczały uporczywe migreny. Wtedy też wykiełkował w Popielu wirtualny damski bokser: często wyobrażał sobie, że spuszcza Brunhildzie lanie, a ona, cała posiniaczona, robi mu kanapkę!

Nienormalne rządy Popiela przyniosły całkowicie normalny efekt: pusty skarbiec. Gdzie poszły pieniądze? Nawet Światowid tego nie dostrzegł! Nareszcie i poddani stracili cierpliwość. Tłumnie wyszli na place i ulice polany i ścieżki, a w dłoniach dzierżyli przedmioty zupełnie niepodobne do białych róż. Krewni i znajomi uciekli, więc Popiel musiał się poddać.

Piast ponownie usiadł na stolcu. Miał zagwozdkę co zrobić z Popielem i Brunhildą. Kara powinna być spektakularna. Niestety, Gniezno to nie Rzym, nie było Koloseum ani lwów… Postanowił rzucić obalonych tyranów myszom na pożarcie! Myszy okazały się mało krwiożercze, nawet powąchać ofiar nie chciały, więc znudzona i nieco zgłodniała publika rozeszła się do domów. Piastowi też nie chciało się czekać. Strzyknął śliną i rzekł:

- A pies wam zdradzieckie mordy lizał, psubraty! – splunął jeszcze raz i ulotnił się.

Popiel i Brunhilda poleżeli jeszcze chwilę. Nic się nie działo, więc doszli do wniosku, że i na nich pora. Ktoś usłyszał i zapamiętał fragment ich rozmowy:

Brunhilda: Wiesz co Popielu? Ty to zwykły ciul jesteś!

Popiel: Przebacz mi Brunhildo…

W sumie źle nie skończyli. Brunhilda otworzył w Gnieźnie salon groomerski, a Popiel przekwalifikował się i został kominiarzem. Wystawiał słone rachunki za czyszczenie (a właściwie przetykanie) kominów w kurnych chatach, a kmiecie potulnie płacili…

P.S. Popiel rządził 8 lat. I właśnie wtedy, po raz pierwszy w historii Państwa, Polki i Polacy byli ignorowani przez władzę (pod względem potrzeb) i budzili zainteresowanie władzy (pod względem kieszeni)…

Skrupulatny poczet władców Polski. Piast

PIAST - Drugi władca Polski i pierwszy z tych, którzy musieli zmagać się z opozycją.

Dzieciństwo i młodość miał w miarę spokojne. Trochę tylko cierpiał na lekcjach religii, bo ciągle mylił Swarożyca ze Światowidem. Później poszedł na garden party do jakiegoś badylarza i tam wyrwał Rzepichę. Ślub nastąpił wkrótce, bo z Rzepichy była kobita krzepka i wszystko miała na swoim miejscu.

Usiadł na stolcu książęcym (jak to ładnie brzmi!) w roku 740.Miał trochę pecha na początku panowania. Budowa Gniezna i innych grodów sprawiła, że Polacy, własnymi siekierami, wyrąbali przejście w odwiecznej puszczy. Przez to przejście do Polski, a właściwie do Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR) zapuściła żurawia Europa. Tym żurawiem okazała się ostatnia piękna Niemka o brzydkim imieniu Brunhilda.

Przybyła do Gniezna, obejrzała sobie mordy mieszkańców i wybrała właściciela najbardziej zdradzieckiej – niejakiego Popiela. Popiel okazał się psubratem. Z poduszczenia Brunhildy dokonał puczu i strącił Piasta ze stolca (strącił w przenośni, bo Piast, traf chciał, akurat polował na cietrzewie) i umościł na nim swoje cztery litery. Rządził siedem lat i dziewięć miesięcy. (Jak to tam było z tym rządzeniem i jak utracił władzę opiszę w odcinku dotyczącym POPIELA).

Kiedy pech się skończył, Piast odzyskał stolec i pusty, niestety, skarbiec. Głupi nie był. Dobrze wiedział, że bez pieniędzy żyć się nie da. Sprowadził do Polski Żydów, bo żeby pożyczać gotówkę, to trzeba mieć od kogo!

Piast dobrym był władcą, wiedział, że nie należy tworzyć rzeczy, które później wymagały będą reformy. Dzięki temu, cała jego kraina płynęła mlekiem i miodem w dni powszednie, a w niedziele i święta, dodatkowo, piwem z wkładką.

W międzyczasie Piast wymyślił ogrodową huśtawkę z opony. Tyle, że zamiast opony użył obręczy z koła od furmanki.

Trzeba też przypomnieć legendę – proroctwo: Tak naprawdę Piast nie umarł. Jest tylko nieco zmęczony i śpi w jakiejś jaskini. Kiedy treść pasków w TVP Info osiągnie poziom przechodzący ludzkie pojęcie, Piast obudzi się i zostanie liderem opozycji… A może koalicji?…  Trochę niejasna ta przepowiednia, więc spokojnie można powiedzieć że chuj wie co będzie…

Skrupulatny poczet władców Polski. Chościsko

CHOŚCISKO – Założyciel oraz pierwszy i nieostatni władca Polski, a właściwie Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). Tata Piasta Kołodzieja.

Nie jest łatwo pisać o Chościsku. Według wrażych germańskich źródeł, wiadomo o nim tylko tyle, że nie istniał. Na szczęście wraże germańskie źródła gówno wiedzą. Chościsko budował Państwo ku pokrzepieniu serc, a nie żeby brylować w zacofanych średniowiecznych mediach!

Chościsko znaczy tyle samo co ogon, także ogon przedni czyli fiut. Wraże źródła germańskie twierdzą, że Chościsko nazywał  się Chościsko, bo był fiutem, ale my wiemy lepiej! Chościsko nazywał się Chościsko, bo posiadał niezwykle ogromnego fiuta i był to fiut naturalny! Wszelkie wątpliwości rozwiewa imię żony Chościska: Roztruchana!

Chościsko urodził się w roku 640 nieopodal miejsca, na którym pobudował później Gniezno. Jego rodzice mieli tak bardzo prasłowiańskie imiona, że aż nie da się ich zapisać współczesnymi literami. Zresztą imiona nieważne, ważne, że byli różnopłciowi i chociaż nie wychowali syna po katolicku to przecież po islamsku też nie! Bóg im za to zapłać.

Początkowo panował tylko nad sobą i kiedy panowanie to umocnił, zaczął planować podboje. Szybko zdobył serce wspomnianej Roztruchany i dzięki temu Minus Pierwsza Rzeczpospolita zyskała pierwszą Pierwszą Damę.

Stopniowo podporządkował sobie okolicznych chłopów i część okolicznych bab. Wiedział jak rządzić. Chłopom obiecywał to co chcieli, a babom robił to co obiecywał. Skutek był taki, że zaczęto budować Gniezno, a nie Sodomę i Gomorę.

Chościsko żył 100, a panował równe 80 lat (16 kadencji). W tym czasie dokonał wielu niezwykłych czynów. Był na pogrzebie Wandy Co Nie Chciała Niemca, udomowił dziko rosnący chmiel, zmyślił legendę o Lechu, Czechu i Rusie oraz, jako pierwszy na świecie, przekroczył barierę sześciu promili. Ostatnie dokonanie nie robi dzisiaj wrażenia, ale wtedy to było COŚ! Nawet Kacapy skręcali się z zazdrości. Umarł, w przeciwieństwie do Stalina, z czystym sumieniem.

Po Chościsku władzę objął jego syn Piast (zwany Kołodziejem).

P.S. Planuję stworzyć monumentalne dzieło. Powyższe jest aktem pierwszym. Zapytuję podchwytliwie: Warto to kontynuować?

Martwy sezon

Okres poświąteczno – przednoworoczny to, można rzec, martwy sezon. W tym roku jest wyjątkowo długi, chociaż, jak zwykle, trwa tylko tydzień. Dzisiaj jeszcze wlecze się drugi dzień świątecznych męczarni i cóż czynić? Żreć się nie chce, chlanie jakoś obrzydło, a anemiczne dogryzanie ze strony drugiej połowy też nie wyrywa z otępienia. I nawet ciągłe naciskanie na pilota nie daje generalskiej ani prezydenckiej satysfakcji. Człowiek ma trudności z ustaleniem, czy jeszcze czegoś od życia oczekuje. Żyć jest nie warto, umrzeć nie warto i upić się nie warto… Jedno co warto, to powspominać se warto…

Za komuny (zwłaszcza w okresach przejściowych trudności) było o niebo lepiej. Władza ludowa dbała, żeby społeczeństwo nie popadało w marazm i zmuszała je do aktywnej przedsiębiorczości. Obudziwszy się rano po świętach, obywatel natychmiast zdawał sobie sprawę, że podstawowe artykuły do świętowania uległy wyczerpaniu, a Sylwester zbliża się wielkimi krokami. Teraz wystarczy pójść do biedry i uzupełnić zapasy. Wtedy nie było to takie proste. W czasach byłego ustroju tydzień przednoworoczny zlatywał błyskawicznie i jeżeli człowiek nie zakrzątnął się energicznie wokół swoich interesów to witał Nowy Rok o suchym pysku i z ręką w nocniku.

Zakrzątnąć się można było na cztery sposoby:

1.- Legalny: handel uspołeczniony

2.- Nielegalno – legalny: PEWEX

3.- Nielegalny I: melina

4.- Nielegalny II: czarny rynek

1. Jeżeli chodzi o handel uspołeczniony, to była to metoda 3xnaj: najtańsza, najbardziej czasochłonna i najniepewniejsza. Należało rozprowadzić rodzinę po mieście, tak żeby strategiczne sklepy były dobrze obstawione i uzbroić się w intuicję, św. cierpliwość oraz w sporą dawkę szczęścia, bo nie zbadane były dostawy towarów! Usiłowania te często kończyły się niepowodzeniem, bo czasami zabrakło już to intuicji, już to św. cierpliwości, już to szczęścia, już to towaru, a zazwyczaj wszystkich tych rzeczy naraz. Zresztą nie ma co się na ten temat rozpisywać. Kto widział i przeżył, ten dobrze wie jak było, a kto nie widział i nie przeżył, ten i tak nie uwierzy. Ja daję tu niewielkie świadectwo prawdzie i dodam tylko, że gdyby wtedy jakaś rodzina posiadała telefony komórkowe, to byliby z nich paniska!

2. Jeżeli oficjalne zakupy nie przyniosły skutku, albo przyniosły skutek mizerny, to trzeba było udać się najpierw pod PEWEX, a później do PEWEKSU. Pod PEWEKSEM można było nielegalnie nabyć dolary, a później w PEWEKSIE legalnie je wydać. PEWEX to był baśniowy zakątek w barakowej rzeczywistości. Przeciętny chłoporobotnik z wykształceniem średnim (czyli ja) dostawał tam oczopląsu i pełen nabożnego podziwu dokonywał zakupów niemal na kolanach. Zaopatrzenie było rewelacyjne (nie rewolucyjne)! W ten sposób socjalistyczne państwo zdobywało kapitalistyczne dewizy. Dewizy były potrzebne, żeby partyjne matrony i dziewice mogły jeździć do Paryża na zakupy, do fryzjera i do kosmetyczki.

3. Jeżeli dolary były niedostępne (nie zawsze cinkciarze chcieli sprzedać) to pozostawał czarny rynek. Tam również można było nabyć wszystko. Targowiska te były nielegalne, ale władza wykonawcza Ludowej Ojczyzny przymykała oko. Tylko czasami robiła naloty, kiedy czegoś potrzebowała – taki nieformalny podatek od frajerów, którzy o nalotach nie byli poinformowani. Czarny rynek nie był dobrym miejscem dla zwykłego klienta, roiło się tam od cwaniaków, którzy z łatwością mogli go oszukać, a nawet orżnąć. Wydaje się, że poprzez czarny rynek niepostrzeżenie wdzierał się do Polski drapieżny kapitalizm i już wtedy kształtowali się tam dzisiejsi kapitaliści.

4. No i ostatnia deska ratunku – melina. Wbrew dzisiejszej nomenklaturze, nie było to miejsce przebywania elementu. Zamieszkiwały je niekoniecznie miłe, starsze panie, sprzedające alkohol za cenę, która mocno odbiegała w górę od ceny oficjalnej. Klient musiał spełniać jeden z dwóch warunków: być albo nietrzeźwym, albo meliniarce znanym, w innym wypadku uważany był za milicyjnego prowokatora i nie obsługiwano go. Jeżeli spełniał któryś z warunków, to o każdej porze dnia i nocy mógł zapukać w okienko i nabyć przysłowiowe pół litra.

To tyle na temat przednoworocznych zakupów. Dodam jeszcze, że na czarnym rynku i pod PEWEKSEM można było wtedy spotkać dzisiejszych miliarderów, a na melinach – babcie dzisiejszych miliarderów. Nie wszystkich, oczywiście, bo wielu z nich mieszkało w willach partyjnych decydentów, a spotkać ich można było, co nie daj Bóg!, w trakcie awantur, które urządzali nocą na mieście.

Ech, łza się w oku kręci… … i smak powrócił…

 

————————————————————————————————————————————————-

Potrzebne są środki na rehabilitację osoby, która jest jedną z nas:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
77-400 Złotów, Stawnica 33A
konto:  89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
w tytule wpłaty podać subkonto osoby, której chcemy przekazać naszą wpłatę: 442/P

Można też rozliczyć PIT na stronie fundacji:
Fundacja Słoneczko
KRS: 0000186434
Tamże są także wszystkie dane fundacji.

Więcej szczegółów na Kneziowisku. Zapraszam!

Pod sum owa nie

Musiałem rozczłonkować tytuł. Pierwotnie napisałem go ciurkiem i zaraz wyskoczył komunikat, że nikt to przeczyta, bo za krótki. Wydłużyłem więc za pomocą podziału (prawie paradoks?). Skutek był natychmiastowy, straszenie zignorowaniem nie nastąpiło.

Chciałem podsumować Euro 2016, bo przeszło do historii (chociaż ktoś tam chyba jeszcze gra?), ale do głowy wpadła mi tylko myśl na temat Portugalii. Portugalii dobrze jest na świecie, bo ma tylko jednego sąsiada. Nic więcej nie wymyśliłem, więc postanowiłem skupić się na przechodzeniu do historii.

Każdy, kto pisze, chciałby napisać dobrze i przejść do historii. Nie każdemu się udaje. Ja przeważnie piszę o fundamentalnych bzdetach, bo sprawy poważne jakoś mnie nie nastrajają. Czy to moja wina, że mam pstro w głowie? Może i moja, ale mam pstro w głowie, więc się tym nie przejmuję.

Jednakowoż, do historii chciałbym przejść!

Jak tego dokonać? Myślałem, myślałem i, jak łatwo przewidzieć, nic wymyśliłem. Postanowiłem zapytać Normalnego. Normalny z niejednego pieca chleb jadł i swoje wie.

- Normalny, co mam zrobić żeby przejść do historii?

Nie zaskoczyłem go. Odpowiedział bez namysłu:

- To proste! Wystarczy, że się skończysz…

Nie tylko proste. W pewnym sensie, nie pozbawione też sensu. Jednak nie pójdę taką prostą drogą. Coś innego trzeba wykombinować. Tylko co? A może wystarczy wydłużenie tytułu?

Poczet grzeszników polskich. Mieszko I

Mieszko to pierwszy historyczny władca Polski. Jego wystylizowaną na drwala podobiznę, można sobie pooglądać na banknocie 10 zł. Jak wyglądał naprawdę – trudno dociec. Jednak jego wyglądu nie potrzebujemy znać, wystarczy popatrzeć na jego dokonania.

Dokonał rzeczy, od których nóż się w kieszeni otwiera. Po pierwsze: założył Państwo Polskie. Szczyt szczytów po prostu. A miał naprawdę rozległe możliwości. Mógł uprzedzić Szwajcarów i założyć nad Wisłą Szwajcarię. Mógł stworzyć taki fajny środkowoeuropejski Kuwejt bez Arabów. W ostateczności, nawet zwykła Irlandia też byłaby lepszym rozwiązaniem. Nie! On stworzył akurat Polskę.

Ale to nie wszystko. Niektórzy historycy twierdzą stanowczo, że Mieszko nie był Polakiem. Podobno przywędrował ze Skandynawii. Wędrowniczek skubany! Źle mu było w tej Skandynawii? Nie mógł usiedzieć tam na dupie? Ostatecznie, jeżeli tak bardzo chciało mu się Polski, to mógł ją tam założyć. Ale nie. On wziął i polazł na tereny leżące pomiędzy Ruskimi a Niemcami i tam powstała nasza nieszczęsna Ojczyzna. Reszta Europy do dzisiaj się z tego śmieje!

Biorąc pod uwagę powyższe fakty, możemy śmiało uznać, że Mieszko był grzesznikiem nieprzeciętnym.

To, że został grzesznikiem, zawdzięcza sobie. Kazał się ochrzcić i wprowadził w Polsce chrześcijaństwo. Pewnie mu się zdawało, że na I Komunię dostanie quada, laptopa i mnóstwo banknotów z podobizną żyjącego 500 lat później króla Zygmunta Starego. Jeżeli na to liczył, to grubo się przeliczył.

Można rzec, że strzelił sam sobie (i nie tylko sobie) w kolano. Dla chrześcijanina grzechem są praktyki, którym poganin może się oddawać z czystym sumieniem. Mieszko pewnie żałował poniewczasie, że nie sprawdził w internecie jaka religia jest najbardziej odpowiednia dla ludzi nie stroniących od rzeczy przyjemnych. A powinien to zrobić ZANIM mleko się rozlało. Bo chociaż niewiele wiemy o średniowieczu, to jedno jest pewne – mało kto był wtedy wstrzemięźliwy.

Wniosek nasuwa się jeden. Ciąg nieszczęść, który (po jesiennych wyborach) może zakończyć się powstaniem V Rzeczypospolitej, zapoczątkował Mieszko I właśnie.

Znowu będę szczery

Kto jak kto, ale Pani Od Biblioteki zna się na literaturze każdego gatunku. Także na kronikarstwie. Do nagrody LBA nie nominowała ani kronik Galla Anonima, ani kronik Wincentego Kadłubka, ani nawet kronik Jana Długosza. Do nagrody LBA nominowała Kroniki Mikołaja Miki. Oznacza to, że Kroniki Mikołaja są najlepsze!

Początkowo, moja wrodzona skromność próbowała protestować. Sumitowała się, że  nie jestem godzien, że się nie nadaję i że takie tam. Jednak moje, również wrodzone, poczucie elementarnej sprawiedliwości wzięło górę. Nakazało nominację przyjąć i podziękować. Tak też uczyniłem.

Teraz odpowiem na pytania. Nic nie ukryję, ponieważ ważne jest, aby potomność była uwiadomiona, że w świecie kłamstwa i lęku, żyli również ludzie skromni, acz nie stroniący od różnych rzeczy. Niech więc się stanie:

1.Jak najchętniej wypoczywasz?

Nie powiem jak, bo nie chcę dawać przykładu. Zdradzę tylko, że po takim odpoczynku, nazajutrz, bardzo się cierpi…

2.Twoje ulubione desery.

Zakazane owoce. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo jeszcze nie miałem śmiałości ich spróbować.

3.Kogo najbardziej cenisz?

Biorąc pod uwagę to, co się stało oraz to, ku czemu wszystko zmierza, wyznam odważnie i szczerze, że najbardziej cenię Jarosława Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę.

4.Jakich ludzi unikasz?

Wbrew pozorom, nie ma tu sprzeczności. Staram się unikać ludzi, którzy podobni są do osobników wymienionych w poprzedniej odpowiedzi.

5.Na co wydasz ostatnie pieniądze?

Ostatnie pieniądze już mi się, niestety, rozeszli… Sam nie wiem kiedy i na co.

6.O jakim odbiorcy myślisz pisząc bloga?

Nie jestem megalomanem, więc tak nieśmiało sobie myślę, że mojego bloga powinni czytać WSZYSCY!!!

7.Jakie filmy oglądasz najchętniej?

Jest taki film w którym jest wszystko. Miłość, nienawiść, przyjaźń, poświęcenie, historyczne tło, praca u podstaw, życiowa prawda… Krótko mówiąc: „Sami swoi”.

8.Jaki strój preferujesz: elegancki czy swobodny?

No jakżesz by inaczej? Elegancki oczywiście! Szkoda tylko, że takiego stroju nie mam.

9.Który okres w historii lubisz najbardziej?

Średniowiecze. Ciekawe to były czasy, chociaż trudne dla kobiet. Jeżeli średniowieczny facet chciał pozbyć się połowicy, to wystarczyło, że zrobił jej dziecko. Miał, lekko licząc, pięćdziesięcioprocentową szansę, że ciąża zakończy się zejściem małżonki. Na szczęście postęp medycyny zastopował tą naturalną selekcję.

10.Co robisz tylko dla siebie?

Tylko dla siebie oszczędzam w ZUS-ie na godziwą emeryturę. Jestem pewny, że ZUS zapewni mi dostatnią starość. Prawda kochany ZUS-ie, że to ja będę relaksował się na Malediwach, a nie Twoi prezesi i inni tacy?

11.Co Cię ostatnio zachwyciło?

Odpowiedzi Frytki na te same pytania.

I jeszcze sam siebie zapytam: co teraz? Hmmm… Trzeba odpocząć…

Maciej Mika – czyli XIII wiek w Polsce. Nie nasze pieniądze. Część 2

Burdel zrobił się za sprawą niewinnie wyglądających, metalowych krążków z mordami różnych królów i książąt. Oczywiście pieniądze były w Polsce już przed XIII wiekiem. Każdy nosił grosik na szczęście, a rycerze posiadali sakiewki z talarami, żeby można im je było zrabować w razie przegranej bitwy. Monet używano też do gry w cymbergaja i do podkładania pod krzywo stojące meble.Więcej zastosowań dla pieniędzy nie było. Nawet Kościół wolał ofiary w naturze – widocznie czekał aż pojawią się walory z chińskiej podróby pergaminu.  Dopiero w XIII wieku pieniądze stały się tym, czym są dzisiaj: przyczyną różnego rodzaju konfliktów. Zwłaszcza małżeńskich i międzynarodowych.

Maciej Mika, rozpoczynając nowy dzień ani przeczuwał, że jego szczęśliwe życie i pożycie skończą się nagle, brutalnie i ostatecznie.Jeszcze rano wszystko szło normalnym trybem, a zmiana nastąpiła w drodze do pracy w polu. Mice nie zastąpił drogi osiedlowy sklepik. Drogę zastąpił mu supermarket z obcym kapitałem. Maciej, jako przedstawiciel wielkiego rodu Mików, szybko opanował szok i z lekkim tylko niepokojem wlazł w paszczę molocha.

Po długich poszukiwaniach znalazł potrzebne artykuły i dobłąkawszy się do wyjścia zamierzał (tak jak to robił w osiedlowym sklepiku) zrównoważyć nabytek kurzymi jajkami. Niestety! Ubrana w pampersa kasjerka podniosła alarm. Przybiegli strażnicy w czarnych szatach, sponiewierali Macieja doraźnie i powlekli  do kanciapy nadzorcy. Tam sponiewierali go staranniej (z iście niemieckim pedantyzmem), porachowali zęby (jeden był złoty i ten gdzieś zniknął), odebrali towar i wytłukli jajka, zarówno kurze jak i inne. Wreszcie kopniakami odprowadzili go do bocznego wyjścia.

Po raz pierwszy w życiu Maciej Mika był naprawdę wściekły.

W tym czasie podobna przygoda spotkała Maciejową. Uwarzywszy i, jak zwykle, przesoliwszy polewkę, udała się na poszukiwanie męża. Po drodze zamierzała wstąpić na plotki do koleżanki. Jednak i tu zaszła zmiana. Maciejowej drogę zastąpił market kosmetyczny. Kobieca intuicja przywiodła ją do działu rzeczy najdroższych, czyli najmniej potrzebnych. Skromnie wybrała parę drobiazgów i chciała iść swoją drogą. Niestety! „Bóg zapłać” nie wystarczyło. Również trafiła do kanciapy nadzorcy. Tam została poddana rewizji osobistej, a później nadzorca potraktował ją stosunkowo dobrze.

Wtedy dotarło do Maciejowej, że Maciej to cienki Bolek, więc pobiegła , żeby dać to mężowi do zrozumienia.

Pretensje i wściekłość spotkały się w domu.

Pierwsza prawdziwa awantura nie była łatwa. Maciejowa na poczekaniu musiała wymyślić takie określenia: nieudacznik, śmierdziel, rogacz, obwisły fiut, dupek, alkoholik. Również Maciej nadwyrężał szare komórki: suka, franca, motyka, zaraza, blondynka, zimna ryba. Co było dalej – nie będę opisywał. Wszak takie rzeczy do dzisiaj dzieją się w każdym domu i to nie rzadziej niż raz w tygodniu. Dodam tylko, że wymyślanie zakończyli nadspodziewanie zgodnym stwierdzeniem: „spotkamy się u adwokata”.

Później Maciej poszedł wpieprzyć psu, krowie i koniowi, a Maciejowa złośliwie wylała polewkę do wiadra z pomyjami i zagoniła dzieci do podwójnej porcji pacierza.

Wszyscy poszli spać głodni i nikt nie mógł zasnąć. Maciej myślał o wygranej w totolotka, Maciejowa o wolnych związkach i tylko dzieci cierpiały niewinnie.

Małą pociechą jest fakt, że podobnie zaczęto świętować w całej, rozbitej na dzielnice, XIII-wiecznej Polsce.

W rodzinie Macieja Miki pieniądz (na razie) pojawił się niejako zaocznie. Co się będzie działo gdy pojawi się w osobistej swej postaci?

O tym następnym razem.

Dzieci z próbówki Świętopryka Miki. Narodziny.

Niedoszła żona Świętopryka Miki, traf chciał, nazywała się Prykomiła. Mrożonkę, którą od niego otrzymała, przechowywała troskliwie jak relikwię i kiedy pozbyła się pasa cnoty, postanowiła działać.

Zwróciła się do Książęcego Funduszu Zdrowia o refundację zabiegów, mających zapewnić ciągłość wielkiego rodu Mików. Fundusz, w osobie samego księcia, Władysława Hermana, odmówił, powołując się na wartości. Poparł go Kościół Katolicki, mający w owym czasie, prawie tyle samo do powiedzenia, co dzisiaj.

Rozwścieczyło to organizacje kobiece, które poparły wniosek Prykomiły. Kościół polemizował zawzięcie, używając mocnych argumentów, czyli klątwy, tortur i palenia na stosie. Kobiety zagroziły, że przestaną posyłać dzieci na lekcje religii i wycofają je z posługi ministranckiej. Przerażeni hierarchowie natychmiast przestali się sprzeciwiać.

Pozostało przekonać księcia.

Stary pierdoła, Władysław Herman, nie chciał ustąpić. Na szczęście, jego synowie, Zbigniew i Bolesław Krzywousty, byli bardziej postępowi. Wszczęli bunt, pokonali wojska Hermana, przejęli władzę i podzielili kraj pomiędzy siebie. W 1102r. Herman zmarł upokorzony.

Nic już nie stało na przeszkodzie, by dziewięć miesięcy później narodziły się trojaczki. Dwie dziewczynki i chłopiec.

I wtedy zaczęły się niesnaski pomiędzy książęcymi braćmi. Zarówno Zbigniew jak i Bolesław chcieli być ojcami chrzestnymi. Niestety, trojaczków nie dało się sprawiedliwie podzielić. Doprowadziło to do wojny domowej, którą wygrał Bolesław. Najpierw zmusił Zbigniewa do emigracji, a kiedy ten przyjechał na chrzciny, kazał go pojmać i oślepić. Podobno za to. co Zbigniew powiedział: „Ktoś, kto ma taki krzywy ryj, powinien być ojcem chrzestnym, ale najwyżej wadliwego mostu na autostradzie A1 w Mszanie”.

Później doszło do wojny z Niemcami. Ich cesarz Henryk V rościł sobie prawo do dzieci Świętopryka, tłumacząc (nie bez pewnej racji), że takie klejnoty bardziej pasują do cesarstwa niż zwykłego księstwa. W obronie trojaczków wystąpił cały naród. Henryk V dopiero na Psim Polu*** pod Wrocławiem zrozumiał. że miejsce Polskich Dzieci jest na Polskiej Ziemi w Niezależnym Polskim Państwie.

Trzeba przyznać,że Bolesław Krzywousty był dobrym ojcem chrzestnym. W prezencie na I Komunię zdobył dla chrześniaków Pomorze, żeby nigdy nie zabrakło im świeżych ryb i jodu.

Wraz z dziećmi Świętopryka Miki wkroczymy teraz w mrok rozbicia dzielnicowego, ale o tym napiszę osobno.

***Legendę o tym, co wydarzyło się na Psim Polu opowiem następnym razem.