Częściowo Patriotyczny Bal Charytatywny

Wydarzenie odbędzie się 11 listopada, a rozpoczęło się tuż po Wszystkich Świętych. Jest luźno związane z Dniem Niepodległości. Mocniej nie dało się związać, bo Prezes odmówił  udziału. Powiedział obcesowo i wyraźnie: „Nie, bo nie”! Na szczęście będzie jednak nie całkiem niepatriotycznie – wywiesiliśmy hasło na transparencie: „Polska od morza do morza i od ziemi aż do przestworza!”

Zapisywać się nie trzeba, wystarczy przyjść. Każdy Gość (niezależnie od płci) zobowiązany jest przynieść dobro, które (już ostatetcznie) nazwaliśmy „Możliwości+”. Czyli tyle ile zdoła wypić plus dwie flaszki.

Bal otworzy występ Koleżanki Wymówki. Jest ona bardzo rozczarowana swoim mężem Kolegą Podśmiechujkiem. Zaśpiewa więc (pięknym głosem Krystyny Prońko) piosenkę o księciu z bajki „Chcę cię właśnie takiego”. Oto tekst:

1. Wypisujesz hasła na sztandarach,
Potem na masówkach mordę drzesz
Nie dokładasz nigdy nic do gara,
Ale gdy gotowe – wtedy żresz!
Cały ty…

2. Ceny masła ciągle nie spadają,
Ty w tej samej partii drugi rok.
Chociaż wszyscy już cię dobrze znają,
Ty wyprzedzasz zmiany wciąż o krok!

Ref. Jesteś fiutem jak mało kto
I złodziejem co czyni zło!
Lubisz koniak i dziwki,
Z placka wyjadasz śliwki,
Oto cały ty…

Jesteś taki jak większość tych
Różnych Grzechów, Rychów i Krych!
Jesteś naszą elitą,
Która kłamstwa jest świtą
Oto cały ty…

3. Gdy wybory jakieś się zbliżają,
Ty przysięgasz, że poprawisz los.
Ludziom wtedy mózgi zasypiają
I na ciebie idą oddać głos!

Ref. Jesteś głupi więc szczęście masz
Zamiast w pierdlu, przy żłobie trwasz
I zapewne dlatego
Chcę cię właśnie takiego…
Bierz mnie!

 

Tyle mamy zaplanowane. Potem idziemy na żywioł…

 

PS. Dochód z balu przeznaczymy na kolejny Bal Charytatywny. Będzie on Częściowo Jakiśtam…

Częściowo Święty Bal Charytatywny

Wydarzenie odbędzie się 1 listopada, a rozpoczęło się już wczoraj. Jest luźno związane ze świętem Wszystkich Świętych. Mocniej nie dało się związać, bo proboszcz odmówił  udziału. Nie pomogło nawet wstawiennictwo Dobrej Kobiety (chociaż jest ona szczytowym osiągnięciem wielowiekowego ewolucjonizmu parafialnego). Na szczęście będzie jednak nie całkiem świecko – Brat Ladaco obiecał, że pokropi wszystkich, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.

Zapisywać się nie trzeba, wystarczy przyjść. Każdy Gość (niezależnie od płci) zobowiązany jest przynieść dobro, które (roboczo) nazwaliśmy „Możliwości+”. Czyli tyle ile zdoła wypić plus dwie flaszki.

Bal otworzy występ Dobrej Kobiety. Jest ona bardzo rozczarowana swoim Niedobrym Mężem. Zaśpiewa więc (pięknym głosem bogobojnego Andrzeja Rosiewicza) piosenkę o księciu z bajki „Dla ciebie wszystko”. Oto tekst:

Pytasz mnie, czy nadeszła już rencina?
Mówisz mi, że nie mogę w kulki grać.
Teraz już nie wystarczy dziesięcina,
Teraz już znacznie więcej trzeba dać!

Może wziąć kredyt w jakimś parabanku?
Może spieniężyć działkę mą na wsi?
Niechaj Twój głos, gdy zabrzmi o poranku,
Natchnienie ześle i podsunie pomysł mi!

Dzisiaj lewactwo jadem w Ojca pluje,
Zdradzieckie mordy ateistów kłapią wciąż.
A w domu moim też mnie denerwuje
Mój odstawiony już od łoża podły mąż!

Mówisz mi, że musimy składać dary.
Mówisz mi. że bez darów wygra czart!
Ja to wiem, nie żałuję więc ofiary,
Bo Ty jesteś, drogi Ojcze, Ojciec – Smart!

 

Tyle mamy zaplanowane. Potem idziemy na żywioł!

 

PS. Dochód z balu przeznaczymy na kolejny Bal Charytatywny. Będzie on Częściowo Patriotyczny…

Skrupulatny poczet władców Polski. Część I Mieszka I

MIESZKO I Władca, który przywłaszczył sobie Minus Pierwszą Rzeczpospolitą (MPR) i przemianował ją na Polskę Piastów. Pierwszy w historii wygłosił orędzie. Ale po kolei…

Mieszko do siódmego roku życia nic nie widział. Dopiero po postrzyżynach, kiedy obcięto mu grzywkę, przejrzał na oczy.

- Super! – zakrzyknął – Nareszcie mogę patrzeć na wszystko!

Patrzył jak tata Siemomysł przyłącza do Polski kolejny wygwizdów, jak użera się z wojewodami i jak cierpi na skutek małżeńskiego strajku mamy Gorkiej… Patrzył, patrzył i w końcu doszedł do wniosku, że nie idzie na to patrzeć.

- Ja se nie pozwolę na takie cyrki! – postanowił

Kiedy Siemomysł, jak to się patetycznie mówi, wyzionął ducha, Mieszko zasiadł na tronie. Posiedział chwilę, podumał, ponakręcał się przeklinaniem i nakazał wezwać wszystkich wojewodów. A gdy zjawili się, wstał i wygłosił krótkie orędzie:

- Słuchajcie no! Państwo to ja! Wszystko jest moje, a wy musicie mnie słuchać. Ślepo słuchać! Bo jak nie… Bo jak nie… – Mieszko stopniował napięcie – Bo jak nie… To powierzę was Papieżowi!

W tym momencie większość słuchaczy narobiła w portki ze strachu. Cóż, w tamtym czasie Papież nie był dobrotliwym starszym panem, którego każdy mógł olewać…

Później Książę sprowadził sobie siedem nałożnic i zatrudnił strażnika łoża, którego, na wszelki wypadek, osobiście wykastrował.

Następnie Mieszko, po raz pierwszy w historii, pozyskał dla Polski Ziemie Odzyskane (oprócz nadzianych świętymi gajami Prus Wschodnich) i wtedy zaczęły się kłopoty.

Szybko zrozumiał, że jeżeli ktoś nabuduje sobie grodów warownych, to prędzej czy później pojawi się ktoś inny, kto zechce te grody zdobywać. W przypadku grodów piastowskich tym ktosiem okazał się pazerny szwabski margrabia Hodon. Najechał on (konno) prastare ziemie, bo już od niejakiego czasu ostrzył sobie na nie zęby. Miał również chrapkę na koślawe srebrne denary, których w Polsce było dużo. Zamierzał je, jak to Niemcy mają w zwyczaju, zrabować i przeznaczyć na własne potrzeby.

Na szczęście miał ci Mieszko mieczów dostatek, a jego rycerze potrafili posługiwać się nimi. Pod Cedynią (972r.) otrzymał Hodo należny mu łomot i musiał, jak niepyszny, wrócić do domu by rany sobie wylizać.

Ale już wcześniej nie było wesoło. Z lewej góry napierali Wieleci, z prawej góry Prusowie (zaminowani świętymi gajami), z lewego boku wspomniani  agresywni Niemcy, a od dołu kłuli Czesi pod wodzą bardzo nieśmiesznego Pepika Bolesława Srogiego.

-No tak – pomyślał Mieszko – bez polityki nie obejdzie się!

cdn…

Nacjonalizm jest jak alkoholizm

„Nacjonalizm jest jak alkoholizm: chwila egzaltacji, a potem długi ból głowy”.

Te piękne i mądre słowa wygłosił niejaki Frans Timmermans. Holenderski wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej akurat świętował 78 rocznicę paktu Ribbentrop–Mołotow i tak mu się powiedziało przy okazji.

Kiedy my byliśmy młodzi, nie wolno było używać brzydkich wyrazów. Aby nie narażać się na doraźne kary, zamiast „O cholera”! mówiliśmy „O holender”! Tak nam zostało do dzisiaj.  Porażeni polotem słów Timmermansa zakrzyknęliśmy zgodnie:

- O holender!

A nasze wątpliwości wyraził Kolega Podśmiechujek:

- Ciekawe jak to u nas jest? Jeszcze się egzaltujemy czy już boli nas głowa?

 

P.S. Więcej na ten temat można przeczytać w Onecie.

Kłopoty finansowe odlecą na zachód?

Nasz przyjaciel Onet zapodał bardzo optymistyczną wiadomość. Dotyczy ona kościoła katolickiego więc Onet, z wrodzonym sobie taktem, przedstawił ją w dzień święty czyli w niedzielę.

Rzecz dzieje się w niejakim Essen (taka sobie szwabska mieścina). Tam to właśnie Szkopy chcą sprzedać kościół do którego chodzą Polacy. I to komu sprzedać! Znalazł się kupiec, który chce kościół roztegować i na jego miejscu wybudować blok mieszkalny dla uchodźców. Tyle Onet.

Skandal? Jaki tam skandal. To nie jest walka z katolicyzmem ani, tym bardziej, islamizacja zdalnie sterowana. Ot, zwykła potrzeba chwili. Po prostu Niemcy zrozumieli wreszcie, że jednak nadszedł czas płacenia Polsce reparacji wojennych i na gwałt usiłują zdobyć pieniądze.

Wszak nie chodzi o 10 euro. Skromnie licząc, będą musieli wybulić ze cztery biliony euro plus karne odsetki od 1945 roku. Nawet dla Szwabów nie jest to mało! Będą musieli trochę powyprzedawać majątek narodowy. Nie czas żałować kościołów gdy, być może, nawet woda w Łabie pójdzie pod młotek…

Tak sobie myślę… Co my zrobimy z taką ilością gotówki?

Skrupulatny poczet władców Polski. Popiel

POPIEL - Pierwszy i nieostatni, niestety, wrzódek na dupce tego pocztu. Taki sobie realny pantoflarz i wirtualny damski bokser.

Początkowo Popiel nie pchał się do władzy. Był znanym i cenionym specjalistą w dziedzinie zbijania bąków i pochłaniania niepasteryzowanego piwa. Czuł się spełniony i dobrze mu było na świecie.

Sielanka skończyła się z chwilą przybycia do Gniezna ostatniej pięknej Niemki. Miała ona paskudne imię Brunhilda i garść niecnych planów. Najpierw wzięła i ożeniła ze sobą Popiela, a potem kazała mu przejąć władzę w Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). Popiel, chcąc nie chcąc, musiał umościć się na książęcym stolcu. Okazja trafiła się wyborna, bo stolec był niezajęty. Dotychczasowy użytkownik (czyli Piast), traf chciał, akurat wybrał się polować na cietrzewie.

Po przejęciu władzy, Popiel wytruł skrytobójczo (na polecenie Brunhildy) wszystkich swoich krewnych i znajomych i zastąpił ich (ciekawe na czyje polecenie?) krewnymi i znajomymi Brunhildy. Następnego czynu dokonał już z własnej woli: kazał rozstrzelać z łuku jedynego uczciwego niekmiecia.

Poddani zrozumieli przesłanie: trzeba siedzieć cicho! Piast, postawiony przed faktem dokonanym, zaszył się w kniejach.

Popiel nie był szczodrym władcą. Wręcz przeciwnie. Wprowadzał wymyślone przez Brunhildę podatki, ściągał je bezlitośnie i, niejako przy okazji, zabierał złoto, srebro i bursztyn. Wszystko inne też zabierał (oprócz koziego sera, którego nie znosił). Utrwalił się pewien schemat: Popiel dokuczał poddanym, Brunhilda dokuczała Popielowi, a Brunhildzie dokuczały uporczywe migreny. Wtedy też wykiełkował w Popielu wirtualny damski bokser: często wyobrażał sobie, że spuszcza Brunhildzie lanie, a ona, cała posiniaczona, robi mu kanapkę!

Nienormalne rządy Popiela przyniosły całkowicie normalny efekt: pusty skarbiec. Gdzie poszły pieniądze? Nawet Światowid tego nie dostrzegł! Nareszcie i poddani stracili cierpliwość. Tłumnie wyszli na place i ulice polany i ścieżki, a w dłoniach dzierżyli przedmioty zupełnie niepodobne do białych róż. Krewni i znajomi uciekli, więc Popiel musiał się poddać.

Piast ponownie usiadł na stolcu. Miał zagwozdkę co zrobić z Popielem i Brunhildą. Kara powinna być spektakularna. Niestety, Gniezno to nie Rzym, nie było Koloseum ani lwów… Postanowił rzucić obalonych tyranów myszom na pożarcie! Myszy okazały się mało krwiożercze, nawet powąchać ofiar nie chciały, więc znudzona i nieco zgłodniała publika rozeszła się do domów. Piastowi też nie chciało się czekać. Strzyknął śliną i rzekł:

- A pies wam zdradzieckie mordy lizał, psubraty! – splunął jeszcze raz i ulotnił się.

Popiel i Brunhilda poleżeli jeszcze chwilę. Nic się nie działo, więc doszli do wniosku, że i na nich pora. Ktoś usłyszał i zapamiętał fragment ich rozmowy:

Brunhilda: Wiesz co Popielu? Ty to zwykły ciul jesteś!

Popiel: Przebacz mi Brunhildo…

W sumie źle nie skończyli. Brunhilda otworzył w Gnieźnie salon groomerski, a Popiel przekwalifikował się i został kominiarzem. Wystawiał słone rachunki za czyszczenie (a właściwie przetykanie) kominów w kurnych chatach, a kmiecie potulnie płacili…

P.S. Popiel rządził 8 lat. I właśnie wtedy, po raz pierwszy w historii Państwa, Polki i Polacy byli ignorowani przez władzę (pod względem potrzeb) i budzili zainteresowanie władzy (pod względem kieszeni)…

Klauzula Bez Sumienia

Przybył do nas nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd i nie wiadomo (na razie) po co. Nie wiemy co ma napisane w dowodzie, nazywamy go Klauzulą Bez Sumienia.

Ów Klauzula w każdej niemal sprawie nie ma sumienia. Wystarczy go zapytać:

- E, Klauzula! Machniesz jednego?

- Nie mam sumienia odmówić…

Albo:

- Klauzula, dorzucisz się do flaszki?

- Wiem, że to grzech, ale nie mam sumienia wam odmówić…

Klauzula zawsze ma akurat tyle kasy, ile brakuje nam do flaszki. Co do grosza! Strasznie denerwuje to Dobrą Kobietę. Usiłuje przeciągnąć go na moherową stronę mocy:

- Klauzula, nie zadawaj się z tymi ochlaptusami! Chodź do mnie, odmówimy razem Różaniec.

Na szczęście on tylko uśmiecha się łagodnie i odpowiada:

- Wybacz Dobra Kobieto, ale nie mam sumienia odmawiać…

Ludzie bez sumienia są różnego pokroju. Taki Kolega Podśmiechujek na przykład. Kiedy Koleżanka Wymówka zapytała go:

- Masz sumienie patrzeć jak sama męczę się ze sprzątaniem?

- Nie mam sumienia – odpowiedział.

I wyszedł. Ale zanim wyszedł, zdążył jeszcze zakosić jej 2 złote z torebki!

Ballada na poniedziałek. Ostatnia już!

(Na melodię „Żeby Polska była Polską”)

Poniedziałek jest dniem takim,
Który bardzo ubogaca!
Bo co tydzień w tym dniu trudnym
Wyganiamy z siebie kaca!

Wyganiamy w pocie czoła,
No a potem (bez wyjątku)
Będziem nie pić, będziem nie pić,
Będziem nie pić aż do piątku!

P.S. No nie da się ukryć, że z wewnętrznymi problemami musimy radzić sobie sami!

Sądny dzień nastał po południu

Konkretnie 12 lipca 2017r. o godzinie 16.40 z sekundami (czyli tuż przed Teleekspressem). Wtedy to Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.

KRS to „korporacyjna spółdzielnia, która sama o wszystkim decyduje” (według PIS, a zwłaszcza Ziobry) lub „organ konstytucyjny, który stoi na straży niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów” (według opozycji, a zwłaszcza Szczerby). Ale nie o to chodzi…

Chodzi o to, że zarządy spółek państwowych, telewizję publiczną, trybunały, sądy (czyli prawie wszystkie patologie) PIS odebrał już konkurencji. Są jeszcze samorządy, ale i na nie przyjdzie pora. Do wyborów samorządowych pozostało trochę czasu i zapewne PIS zechce ten czas dobrze wykorzystać. Co oni jeszcze mogą zrobić?

Zaraz, zaraz…  A może już warto zmienić retorykę? Nie mówić „oni chcą ubezwłasnowolnić sędziów”, lecz „my chcemy uzdrowić sądownictwo”? Wszak chlebek tylko z jednej strony jest posmarowany. Panie Prezesie! Na pewno przydamy się! Tym bardziej, że mamy kilka pomysłów „co by tu jeszcze”:

- Uporządkować sytuację w reprezentacji piłkarskiej. Zdegradować Lewandowskiego i zrobić kapitanem PISzczka!

- Powycinać wszystkie dęby, graby, osiki i inne badziewia! Posadzić drzewa PIStacjowe, niech rosną, kwitną i owocują! (Przy okazji można też białe róże wykosić)

- Ustawowo zakazać kwiczenia. Niech opozycja PISzczy!

- Po co nam sterowane POciski? Armia powinna być wyposażona wyłącznie w PIStolety!

I jak, Panie Prezesie? Tęgie mamy głowy? Zdaje się, że niewiele ustępujemy Macierewiczowi… Pewni jesteśmy, że posmakuje nam władza. Nawet taka najnajnajminimalniejsza… Byle dała trochę kasiorki i medal od czasu do czasu…

Ciągle nowe odkrycia

Jak urodzić i nie zwariować? Polska niechcianym bękartem świata? Alterglobaliści, miłościwie Galicji panujący Franciszek Józef i Frytka w stolicy – czyli Warszawa da się lubić, tutaj szczęście można znaleźć, tutaj… bilet można zgubić – limeryk (199).

Nie ma to jak zgrabne pośladki: najlepszy dywizjon RAF-u i Aladyn. Recenzja: morfologia w kontekście języka – krew czy niewolnictwo w cywilizowanym świecie?

Jestem sprytna i wybitna, romantyczna także, no to zostałam okrzyknięta zawodową oszustką… Przestroga dla facetów, którzy lubią bawić się uczuciami!

„Się popsułam” – dyżurny mechanik. Opanowanie, sztuką nabytą przez lata retro. Ach te grzeszne piątki, jak Puszkowa z Fb się pożegnała…

Amfiteatr Flawiusza, wartości religijne, zamiłowanie do protestu i przemocy oraz dzień ślimaka – prawo kontra sprawiedliwość?

Korytarz humanitarny: czworokącik, zobaczyć stolicę Francji czy pojechać na wieś?

Unia Lubelska: babeczka (bez jaj) ale z fantazją. Urlopowo o jedzeniu i nie tylko – słowo na wtorek czyli lecz się sama!

O Pani, przynieś mi szczęście! Przepadłam w realu, a Volta mogła być lepsza..

Grzybiarze i inne leśne stwory! Przerwa!! Motyl i orzeł wylądował!!!

P.S. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych zdarzeń jest celowe.

P.S.2. Nie wysilałem się. Przepisałem tylko tytuły notek z ulubionych blogów. Spójniki i znaki interpunkcyjne poplątały się trochę…