Częściowo Święty Bal Charytatywny

Wydarzenie odbędzie się 1 listopada, a rozpoczęło się już wczoraj. Jest luźno związane ze świętem Wszystkich Świętych. Mocniej nie dało się związać, bo proboszcz odmówił  udziału. Nie pomogło nawet wstawiennictwo Dobrej Kobiety (chociaż jest ona szczytowym osiągnięciem wielowiekowego ewolucjonizmu parafialnego). Na szczęście będzie jednak nie całkiem świecko – Brat Ladaco obiecał, że pokropi wszystkich, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.

Zapisywać się nie trzeba, wystarczy przyjść. Każdy Gość (niezależnie od płci) zobowiązany jest przynieść dobro, które (roboczo) nazwaliśmy „Możliwości+”. Czyli tyle ile zdoła wypić plus dwie flaszki.

Bal otworzy występ Dobrej Kobiety. Jest ona bardzo rozczarowana swoim Niedobrym Mężem. Zaśpiewa więc (pięknym głosem bogobojnego Andrzeja Rosiewicza) piosenkę o księciu z bajki „Dla ciebie wszystko”. Oto tekst:

Pytasz mnie, czy nadeszła już rencina?
Mówisz mi, że nie mogę w kulki grać.
Teraz już nie wystarczy dziesięcina,
Teraz już znacznie więcej trzeba dać!

Może wziąć kredyt w jakimś parabanku?
Może spieniężyć działkę mą na wsi?
Niechaj Twój głos, gdy zabrzmi o poranku,
Natchnienie ześle i podsunie pomysł mi!

Dzisiaj lewactwo jadem w Ojca pluje,
Zdradzieckie mordy ateistów kłapią wciąż.
A w domu moim też mnie denerwuje
Mój odstawiony już od łoża podły mąż!

Mówisz mi, że musimy składać dary.
Mówisz mi. że bez darów wygra czart!
Ja to wiem, nie żałuję więc ofiary,
Bo Ty jesteś, drogi Ojcze, Ojciec – Smart!

 

Tyle mamy zaplanowane. Potem idziemy na żywioł!

 

PS. Dochód z balu przeznaczymy na kolejny Bal Charytatywny. Będzie on Częściowo Patriotyczny…

Rozmyślania Męża Dobrej Kobiety

…cholera, ale się zagotował… rosół powinien mrygać… niech jej na zdrowie pójdzie… dobrze jest i lepiej być nie musi… jestem szczęściarzem, a szczęście moje… kochane szczęście moje… chociaż niezasłużone jest… naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie… ale gorący… szczęście moje… „a na imię ma właśnie Aldona”… Szlachetna… cudowna… jedyna… wspaniała… czemu ta noga tak wypływa?… Kocha mnie… ja ją kocham i uwielbiam… czego mi więcej trzeba… może pieprzu?… nie, będzie za ostry… zakicha się przy jedzeniu…

…muszę pomyśleć o prezencie… co by ją ucieszyło?… kucharek… dodam ze dwie szczypty… jakaś broszka gustowna… modne ostatnio są… nie było łatwo ją zdobyć… marchewka też jeszcze twarda… dobrze, że Kolegę Podśmiechujka do wojska wtedy wzięli… za remizą ją pocałowałem… powiedziała… wystarczy, bo się rozchamuli… powiedziała „a ożenisz się ze mną”?… marzenie się spełniło… teraz oskrobię ziemniaki…

…ależ ona dba o mnie… kurwa, ale ten nóż ostry… śluby czystości złożyła… w mojej intencji złożyła… żebym nie cudzołożył… wystarczy?.. chyba że… trzeba zapytać…

- Kochanie! Zaprosiłaś proboszcza na obiad?

- …?!

- Nie wiem ile ziemniaków nastrugać…

-…!

- A wikarego?

- …!!!

- Dobrze już, dobrze…

…trochę szkoda… kiedy oni przychodzą, to taka wesolutka jest… szczebiocze… mięsko już chyba dochodzi… gdzież tam bym cudzołożył… nieźle indyczek pachnie, ale … kaczka za mną chodzi… szkoda, że nie pozwala upiec… w łóżku Skarbusi jest najlepiej… jak ona potrafi w ucho chrapnąć znienacka… byle nie przesolić… ogórki muszą być chrupiące… cudnie z nią spać, chociaż kopie trochę… nad ranem się odkryła… i koszula jej się zrolowała aż nad pępek… napatrzyłem się jak szpak w piz… przeterminowana śmietana… dobrze, że nie zauważyła… jak nic, spowiedź i pokuta by mnie nie minęła… no, na szczęście jest też świeża…

…prawie wszystko gotowe… gdzie mam ten liścik… pięknie to wszystko napisała… już tytuł mnie rozczulił… „ZAPAMIĘTAJ SE ŁAJDAKU”!… pewnie, że zapamiętam… na pamięć się nauczę…

„JAM JEST ŻONA TWOJA, KTÓRA ŻAŁUJE, ŻE WYSZŁA ZA TAKIEGO GNOJA”!

…poświęciła się dla mnie… moja boska…

1. NIE BĘDZIESZ BAB CUDZYCH CZYMKOLWIEK ŚWIDROWAŁ (NI GAŁAMI, NI INNYMI ORGANAMI)

…przysięgam, że nie będę…

2. DAŁAM CI SKARBÓW POSMAKOWAĆ

…bożesz, ależ smakowało!…

3. I WYSTARCZY!!!

…będzie jak u Platona…

4.- NIE POŻĄDAJ WIĘCEJ, BO…

…wiem, wiem…

5.- NIE JESTEŚ MOJŻESZEM, PIĘĆ PRZYKAZAŃ CI STARCZY! GDZIE OBIAD?

…rety… szybko!…

- Kochanie! Obiad podany. A może wolisz do łóżka?

- …!!!

 

 

Z pamiętnika Dobrej Kobiety

Na razie zachowuję ciszę przed burzą. Nie wiem jak długo. Ten mój drań udaje niewiniątko, nie robi nic denerwującego i do szału doprowadza mnie swoją uczynnością. Jestem cała podminowana. Z tego wszystkiego, dwa razy pomyliłam się przy odmawianiu różańca. Do piekła przez dziada pójdę!

Pewna jestem, że łajdak coś przedsiębierze. Do domu wraca jakiś taki wymiędlony, ale nie zionie alkoholem. Wrażych perfum też nie wyczuwam. Myślałam już, że nos mnie zawodzi, ale nie. Byłam na badaniach i lekarz powiedział, że z takim węchem to ja każdą truflę w lesie znajdę!

Ale nie chodzi o trufle. Mniej rozsądna kobieta myślałaby, że męża ma idealnego, ale ja nie dam się w maliny wpuścić! Prawda wyjdzie na jaw i to taka prawda, jakiej oczekuję. Znajdę jego piętę achillesową i przez tą piętę wyłuskam wszystkie grzechy dawne, obecne i przyszłe nawet.

Wczoraj utwierdziłam się w podejrzeniach, bo też niczego nie wywęszyłam. Czuć go było potem, ale takim pochodzącym od pracy, a nie od roboty (potrafię to rozróżnić). Za to dzisiaj przyłapałam świntucha, gdy bezwstydnie gapił się w okno i trzymał za krocze.

Radziłam się proboszcza. Ostrzegł mnie, bym była czujna, jako że licho nie śpi, a diabeł może tkwić w każdym szczególe. Potem kazał mi już iść, bo za chwilę ma rekolekcje z młodszymi grupami. Strasznie zapracowany jest ten nasz pasterz – dobrodziej. Trzeba upiec mu coś pożywnego, żeby z sił nie opadł…

Piszę te słowa cała w nerwach, a ten szuja, ten kanalia, ten chłystek spokojnie gotuje obiad. I jeszcze śpiewa przy tym: „Naród niewierny, trwoży się przestrasza. Na cud Jonasza. Alleluja”! Jeżeli to o czymś nie świadczy, to niech ja się, do nieba, przez ucho igielne przeciskam!

Szopka Przedkatolicka

Rzecz dzieje się w świetlicy domostwa księcia Polan Mieszka I. Jest rok jeszcze nie pański 995 (niektóre, mniej wiarygodne źródła twierdzą, że 965). Damy i dworzanie oddają się grze towarzyskiej. Ubrani są trochę już niekompletnie. Błazen Żałoba szykuje się do zakręcenia butelką

BŁAZEN ŻAŁOBA (puszcza w ruch butelkę i recytuje): Czyś jest biedna, czy bogata, ściągaj majty, srata-tata!

Nagle drzwi do świetlicy otwierają się gwałtownie i w progu staje książę Mieszko I, a za nim grupa sponiewieranych rycerzy

MIESZKO I (wściekle): Bitwa przegrana! Wieleci  znowu nam tyłki skopali!

Przerażone damy łapią się za biusty, a dworzanie krztuszą napitkami

NAŁOŻNICA I (przeraźliwie): Jezusmaria!!!… (zamiera na chwilę)… znaczy się…Trygławswaróg!!! Ach, słabo mi… aaaaaaaaach… (mdleje na wszelki wypadek)

MARSZAŁEK KOPRYWA: Masakra jakaś z tymi Wieletami. Przecież to małe plemię jest. A co będzie jak Niemcy przyjdą? Niemców jest jak piasku w moich drogach moczowych!

MIESZKO I (z nadzieją w głosie): Może nie przyjdą?

MARSZAŁEK KOPRYWA: Przyjdą na pewno, bo ciasno im u siebie!

NAŁOŻNICA II (przeraźliwie): Jezusmaria!!!… (zamiera na chwilę)… znaczy się… Trygławswaróg!!! Niemcy przyjdą?! Przecież to geje są! Mężów naszych pogwałcą! Ach, słabo mi… aaaaaaaaach… (mdleje na wszelki wypadek)

MARSZAŁEK KOPRYWA: Na wschodzie, na razie, spokój, bo Ruskich jeszcze nie ma…

NAŁOŻNICA III (opryskliwie): Nie ma jeszcze Ruskich?! Cholera, co za parszywe tysiąclecie… Idę przypudrować nosek! (wychodzi)

MARSZAŁEK KOPRYWA: Za to, od południa Czesi napierają. Ten ich władca, Bolesław Srogi, to wcale nie jest zabawny…

MIESZKO I (łapie się za głowę): Księstwo moje w ruinie… Wieleci, Czesi i Niemcy napierają… Niech nas Trygław i Swaróg mają w opiece!

KAPŁAN KŁOBUCZEK: Nie masz co liczyć na opiekę, książę. Trygławowi zbrzydły nasze ryby słone i cuchnące. Wspiera teraz Pomorzan. Swaróg też odszedł. Został po nim tylko list na korze brzozowej. (wyciąga list i czyta) „Wasze ofiary są żałosne. Miód słabowity, denary koślawe, a w Kijowie mają okowitę o niebo lepszą! Odchodzę na wschód i nie wiem czy wrócę”…

MIESZKO I (z nadzieją w głosie): A Perkun?

KAPŁAN KŁOBUCZEK (macha ręką): Perkun jest do niczego. Potrafi tylko wiatry zsyłać. (natęża się i demonstruje wiatr zesłany przez Perkuna) Prrrrrrrrrrr!…

MIESZKO I (z rozpaczą w głosie): To już nawet religii nie mamy?!

NAŁOŻNICE IV, V, VI, VII (chórem): My jeszcze mamy religię! Ciągle wierzymy w Kupałę! Idziemy, bo mamy coś ważnego do załatwienia. (wychodzą)

MIESZKO I (desperacko): Co czynić?

WRÓŻ KOGUT Z KÓRNIKA ( z patosem): Co czynić? Polskę Ci czynić wypada! Będziemy przedmurzem chrześcijaństwa!

MIESZKO I: A nie lepiej uciec do Ameryki?

UCZONY MĄŻ BOJAN: To się nie uda! Cholera wie, gdzie ta Ameryka. W oceanie się potopimy…

WRÓŻ KOGUT Z KÓRNIKA: Nie ma innego wyjścia. Polska ma powstać tu i teraz!

MIESZKO I (z rezygnacją w głosie): No dobra. Robimy Polskę! Ale jak? A Wieleci i Czesi? Oni nas zgniotą!

WRÓŻ KOGUT Z KÓRNIKA: Z Czechami zawrzemy sojusz. Musisz tylko pojąć za żonę księżniczkę Dobrawę. Może nie jest to Helenka Vondrackova, ale nie wybrzydzaj… W przyszłości ożenisz się z Niemką, to będzie dopiero hardcore… Dobrawa jest moherową katoliczką. Oczekuje, że ty też ochrzcisz się na katolika. Akurat w religii mamy wakat, więc…

MIESZKO I: A co robi katolik?

WRÓŻ KOGUT Z KURNIKA: Wyrzeka się aborcji, antykoncepcji, in vitro, ideologii gender i, zdaje się, że szatana też. Poza tym, odprawia nałożnice i słucha jak msze odprawiają…

MIESZKO I: Odprawia nałożnice? Eeeeee… Może lepiej na islam przejdziemy? Wyprzedzimy Europę Zachodnią o jakieś 1050 lat!

BŁAZEN ŻAŁOBA: Broń Boże!!!… znaczy się… Broń Trygław!!!… chociaż właściwie, teraz już można Broń Boże!!! Islam alkoholu zabrania!

MIESZKO I: Alkoholu zabrania? To już wolę nałożnice odprawić! Chodźmy się chrzcić… Ale co na to moi poddani powiedzą?

WRÓŻ KOGUT Z KÓRNIKA: A co cię poddani obchodzą? Wiesz co zrobią potomkowie twoich poddanych? Na banknocie 10-ciozłotowym cię umieszczą!

MIESZKO I (zbulwersowany): Cooooo?! Na dyszce? Przecież za dyszkę nawet najtańszego 0,2 nie da się kupić! O chłystki niewdzięczne! Wołajcie skrybę!

Po chwili do świetlicy wchodzi skryba. Rozkłada pergamin, patrzy pod światło na gęsie pióro, zagląda do słoiczka z inkaustem.

SKRYBA: Nie mogę pisać. Inkaust się zesechł… Może okowity doleję?

UCZONY MĄŻ BOJAN: Zwariowałeś, gamoniu? Do inkaustu moczu się dolewa. Do szkoły nie chodziłeś? Chce się komu sikać?

Błazen Żałoba dosikuje do inkaustu.

MIESZKO I: Pisz, skrybo! Tytuł: „Dagome iudex” A dalej co następuje: „Wielce Szanowny Papieżu Świętobliwy! Ja, Mieszko Pierwszy, daję Ci mój kraj wraz z przyległościami, w posiadanie wieczyste. Nie teraz wszakże, lecz dopiero jak ducha wyzionę. Świętopietrze też Ci będziemy płacić, bo chociaż nasze denary koślawe, to chyba nie pogardzisz nimi? Przysyłaj, a żywo, hierarchów i konkordat, bo z utęsknieniem czekamy”!

CHÓR (zwodzi jęcząco): O, biedne prosiątko – Znamy twoją dolę – Skończysz z jabłkiem w ryjku – Na biskupim stole! (10x)

 

P.S. To nie jest szopka polityczna!

 

Tabletki na brak rozsądnego rozumu

Prof. Gender dobrze wie, że rozum jest zjawiskiem nie wszędzie bywałym. Nawet gdy pojawia się (rozum) w jakichś zwojach, to sort jego jest pośledni, a nierzadko – wręcz najgorszy! Czas to zmienić i o tym też Profesor wie.

A skoro wie, to i działa. W trybie przyśpieszonym (czyli w nocy) wynalazł preparat umądrzający, a skład tego specyfiku świadczy, że prof. Gender i z próżnego potrafi nalać. Zrobił to, bo najważniejsze jest, by gatunek homo sapiens nie utracił prawa do drugiego członu swojej nazwy.

Wydawałoby się, że preparat umądrzający jest niemożliwy do spreparowania, a tym bardziej, do utworzenia w formie tabletki. Jednak Profesor dokonał i tego! W sposób nie do końca (dla laików) jasny, wyciągnął ekstrakt z pomyślunków osobistości nietuzinkowych. Osobistości, które wyróżniają się, w taki czy inny (przeważnie inny) sposób, na tle reszty obywateli skonfliktowanego docześnie świata. Oto one:

1.- Jerzy Zelnik – znakomity aktor, obecnie (od jakiegoś czasu) nawiedzony.

2.- Janusz Korwin – Mikke – chociaż jest wybitnym mężem stanu, to chce się rozwieść nie ze stanem, tylko z Unią Europejską.

3.- Piotr Żyła – najlepszy jajcarz wśród skoczków i najlepszy skoczek wśród jajcarzy.

4.- Justin Bieber – przedstawiać chyba nie trzeba?

5.- Krystyna Pawłowicz – prof. Gender wykorzystał ją, bo ma słabość do tej jakże sympatycznej posłanki i skrycie podkochuje się w jej wdziękach.

Kiedy ekstrakty były już wyciągnięte, Profesor dodał do nich wzmacniacz A-1 (nieco przepłacony), konserwant E-94 (nieco wyboisty) i zagęszczacz F-16 (nieco przeterminowany). Tabletki ręcznie i zręcznie uformował dr. Organ, uczeń (z nieprawego łoża) samego Guntera von Hagens, autora kontrowersyjnej wystawy „Bodies: The Exhibition”.

Zażycie już jednej tabletki spowoduje skokowy przyrost rozsądnej mądrości alternatywnej i zapewnia wilczy apetyt na homilie i orędzia do narodu. Gratisową wisienką na torcie jest jeden jedyny skutek uboczny: conocne i ekscytujące sny z udziałem wyżej wymienionych osobistości (w różnych konfiguracjach).

Aby zwiększyć skuteczność działania,tabletki przybrały postać czopków. Aplikacja jest lekka, łatwa i przyjemna!

 

P.S. Tak się złożyło, że obecnie przebywam na obczyźnie, gdzie oddaję się czynnością trudnym, czasochłonnym i bardzo ważnym. Siłą rzeczy (a i ludzi trochę też) nie mogę udzielać się w blogosferze tyle, ile bym chciał. Po prostu, nie mam lekko!

Piosenka w sam raz na Sylwestra

Sylwester to dobry dzień na podsumowanie roku. Jedni sumują tak, inni inaczej, a jeszcze inni – na melodię piosenki „Kolorowe jarmarki” Janusza Laskowskiego:

 

1. Gdy wspominam rok miniony,

Który przemknął jak meteor,

Wiem jak byłem przerażony,

Gdy w kieszeni nagłe zero!

Chociaż stówka w niej być winna

(Ta z Jagiełłą, a nie inna).

A przy kasie wtedy stałem

I jak dzisiaj, pomyślałem,

Że najbardziej mi żal…

 

Ref. Przecudnego banknotu,

Zgubionego gdzieś w mroku.

Miałem kupić za niego:

Kilo sera białego,

Pół arbuza, lub cały

(W razie gdyby był mały),

Wiadro śledzi solonych

I podpaski dla żony…

 

2. W łeb się walę, że aż dudni

I myśl taka mnie przygniata:

„Idź i szybko top się w studni,

Po co masz po świecie latać”?

Prawdę mówię, a nie kłamię:

Cała reszta z tamtej stówki

Miała zostać tylko dla mnie!

Lecz zostały mi wymówki,

Bo najbardziej jej żal…

 

Ref. Żem idiota skończony,

Utrapienie dla żony!

Mama ją ostrzegała:

„Nie bierz se tego wała”!

Każdy inny był lepszy,

Po com ja się jej wpieprzył?

Inna dawno by wzięła

I mnie w dupę kopnęła…

Rampa pampa pam!

 

Szczęśliwego Nowego Roku!

Eksperymentalna Noc Wigilijna

A wczoraj z wieczora prof. Gender wezwał nas wszystkich do swojej pracowni.

- Drodzy przyjaciele i Ty, Kolego Podśmiechujku! – zagaił, kiedy się zebraliśmy – W zasięgu dzisiejszej nocy znajduje się wielkie odkrycie. Noc Wigilijna ma w sobie moc! I wiem, czuję to, że mocą tej Nocy i wspólnego wysiłku dokonamy niemożliwego! Krótko mówiąc: Potrzebuję psa!

- Jakiego psa? – Śmietnikowy Dziad pierwszy ochłonął – Chodzi Ci o milicjanta?

- Ależ skąd! Bynajmniej! Potrzebna mi Psica Dobrej Kobiety. Muszę ją mieć dzisiejszej nocy! Dla jasności: w celach naukowych, oczywiście!

- O w mordę! – Kolega Podśmiechujek zrobił gest, jakby chciał się przeżegnać.

- Profesorze, czy ty zdajesz sobie sprawę?! – Boja z trudem łapał oddech – Psica jest cholerą należącą do innej cholery i obie nas nienawidzą! Przecież ja je znam! Raz się do nich zbliżyłem! Psica mnie ugryzła (w łydkę, bo mała jest, na szczęście), a Dobra Kobieta pokłuła parasolką! Przy okazji się dowiedziałem! O sobie i o swoich przodkach!

- Boja ma rację – Normalny zgodził się z przedmówcą – Odpuść sobie, Profesorze. Dobra Kobieta nie pożyczy nam Psicy. Zresztą, po co ci akurat ona? Tylko gryzie i szczeka na wszystkich!

Prof. Gender nie dał się zbić z pantałyku

- Psica jest niezbędna. I mylicie się co do jej szczekania. Może i szczeka na wszystkich, ale nie na mnie. Ona szczeka DO MNIE! Mam wrażenie… Wróć! Dla ulotnego wrażenia nie narażałbym was i siebie. Jestem pewny, że Psica chce mi coś powiedzieć. Ona zna przynajmniej cztery tajemnice wszechświata. Mnie chce je przekazać, bo wie, że zrobię dobry użytek. Dzisiaj jest jedyna noc w roku. Dzisiaj w nocy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Muszę się dowiedzieć! Przyprowadźcie Psicę! Wiem – trudne zadanie i ryzykowne, ale przecież nie raz już Świat ratowaliście! Więc jak, przyjaciele? Więc jak, Kolego Podśmiechujku? Pomożecie?

Kolega Podśmiechujek prychnął.

- Dobrze wiesz, że nie cierpię pomagać komukolwiek w czymkolwiek. Jednak w tym wypadku…

- Masz już niecny plan?

- Coś na kształt. Dobra Kobieta jest poza naszym zasięgiem, Ale wieczorami Psica jest wyprowadzana na spacer przez tego jej męża, tego pantoflarza… Możemy dać w łeb pantoflarzowi, a kundla wsadzić do wora i przywlec tutaj na przesłuchanie!

- Zwariowałeś?! – Boja złapał się za głowę – Ten pantoflarz ma czarny pas w karate! Z łatwością sponiewiera nas wszystkich razem i każdego z osobna. I jeszcze nasze świąteczne ubrania utytła w błocie, bo śniegu, niestety, nie ma…

- To prawda – Potwierdził Mikołaj Mika – Z Mężem Dobrej Kobiety można tylko po dobroci. A tak swoją drogą… Jak on właściwie ma na imię? Edek? Mieczysław?

- Później sobie przypomnisz. Mów, bo już widać błysk w twoim oku…

- Zrobimy tak: Kiedy tylko Mąż Dobrej Kobiety wyprowadzi Psicę, Kolega Podśmiechujek podszyje się pod głos Dobrej Kobiety i tonem nie znoszącym sprzeciwu, wezwie go do powrotu (Honotu!). Mąż zechce wracać, a piesek wręcz przeciwnie. Wystąpi konflikt interesów między nimi. Wtedy, niby przypadkiem, napatoczy się Normalny, wzbudzi zaufanie i zostanie poproszony o potrzymanie smyczy. Pantoflarz zniknie, a pojawi się Dziad Śmietnikowy. Zapakujecie Psicę do worka i pośpieszycie do pracowni prof. Gendera…

- Zaraz, zaraz… – Normalny miał zastrzeżenia – Kiedy Dobra Kobieta zorientuje się, że piesek porwany, to kogo będzie podejrzewać? Też pośpieszy do pracowni prof. Gendera i wtedy kamień na kamieniu nie zostanie…

Mikołaj Mika był jak natchniony.

- Nigdzie nie pośpieszy! Jeszcze w drzwiach zatrzyma ją (przebrany za małego chłopca) Boja. Powie: „Pszepani, jakiś pan kazał to pani dać” i wręczy jej list od porywaczy.

- A nie staranuje mnie, zanim zdążę usta otworzyć?

- Nie! Dobra Kobieta nie krzywdzi dzieci.

- Co napiszemy w liście?

- Coś, co odwróci uwagę od nas. Np.: „Jeżeli chcesz zobaczyć sukę całą i zdrową, to natychmiast wracaj do chałupy i szykuj okup!” Podśmiechujek, jakiego okupu byś zażądał?

- Dwie skrzynki wódki i balon wina z dzikiej róży.

- No właśnie. Od razu wiedziałaby, że to nasza sprawka. Musimy zrobić inaczej. Zażądamy Biblii w twardej oprawie i tuzina Różańców poświęconych przez Ojca – Dyrektora. Baba zdurnieje od tego i będzie siedzieć cicho. Tym bardziej, że każemy jej czekać na dalsze instrukcje…

Mikołaj Mika powiódł dumnym spojrzeniem, a wszyscy pomyśleli:

- Ten to ma łeb!

- Kiedy Psica wszystko wyśpiewa, to grzecznie wypuścimy ją pod blokiem Dobrej Kobiety. W ten oto sposób dokonamy Wielkiego Dzieła i nikomu włos z głowy nie spadnie. Chodźmy czynić!

- Dziękuję, chłopaki! - Prof. Gender był wzruszony – Idźcie czynić, ale wpierw napijcie się. Napój ma 70% i zwiększa animusz o 140%.

 

Później wiele się działo, ale szczegóły pamięta tylko Psica Dobrej Kobiety. Cóż, Wielkie Odkrycia wymagają wielkiej cierpliwości. Powtórzymy eksperyment za rok…

 

Wesołych Świąt!

 

 

 

Dwadzieścia lat, a może mniej…

Przez chwilę było nowe i młode. Nowe, niestety, zostało, a młode (też niestety?) odleciało. Niejaki Edmund Janniger (20 l.) krótko cieszył oczy (wszystkich) i uszy (Macierewicza) swoimi kompetencjami. Jego wdzięki i atuty stały się celem, jako to zwykle bywa, różnych hejterów i szybko się okazało, że chłopak nie ma tak grubej skóry jak jego pryncypał. Dziwne, że wzbudzający grozę (wśród potencjalnych agresorów) nasz Minister Obrony, nie potrafił obronić swojego doradcy… Doradca zmył się do Ameryki i, podobno, nawet nie dostał odprawy!

Trochę żal tego szczyla, ale może wyjdzie mu to na dobre? Przynajmniej teraz już wie, że jeżeli chce się gotować dla diabła, to trzeba mieć bardzo długą chochlę!

Zresztą, ja tam nic nie wiem! Chodzi mi, jak zwykle, o coś zupełnie innego. Przygody pana Edmunda natchnęły mnie do sprawdzenia w Wikipedii co, w wieku dwudziestu lat, robili inni, nie mniej sławni niż Janniger, mężowie. I tak:

ALEKSANDER MACEDOŃSKI. W wieku 20 lat został królem. Nigdy chyba nie był doradcą, ale za to miał konia o imieniu Bucefał. Bucefał znaczy po grecku „łeb wołu” i w tym można dopatrywać się analogii do sytuacji Jannigera i Maciera.

JULIUSZ CEZAR. W wieku 20 lat wojował na wyspie, nomen omen, Lesbos. W międzyczasie zaprzyjaźnił się z jakimś królem. Tak bardzo się zaprzyjaźnił, że aż za bardzo… Być może doradzał temu królowi, ale, jeżeli już, tylko pod względem pozycji. Tutaj, na szczęście, nie ma żadnych analogii.

KAZIMIERZ WIELKI. W wieku 20 lat nie był doradcą, lecz, od razu, posłem. Co prawda, nie do polskiego parlamentu, tylko do węgierskiego króla, ale i tak spisał się znakomicie. Skandalu, który tam wywołał, nie powstydziliby się współcześni nasi posłowie!

WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK. W wieku 20 lat był już królem Polski i Węgier. Nie był doradcą, ale, za to, korzystał z usług doradcy. Ów doradca – papieski legat – swoimi radami spowodował, że Warneńczyk stracił głowę (dosłownie i w przenośni) w bitwie pod Warną. Wcześniej mówiono o królu, że „chłopców psowa” – cóż, wpływ papieskiego wysłannika może być różnorodny.

TADEUSZ KOŚCIUSZKO. W wieku 20 lat kształcił się w Szkole Rycerskiej. Wyróżnił się na tygodniowym egzaminie z geometrii.

LECH WAŁĘSA. W wieku 20 lat miał pecha. Wzięli go do wojska.

JAROSŁAW KACZYŃSKI. W wieku 20 lat był studentem. Odróżniał się brakiem wąsa.

ANTONI MACIEREWICZ. Akurat w dniu 20 urodzin komuniści wypuścili go z aresztu! Nie wiadomo co robił po zwolnieniu, ale ja, na jego miejscu, poszedłbym coś sobie chlapnąć!

KOLEGA PODŚMIECHUJEK. W wieku 20 lat, po raz pierwszy, zażył kąpieli w wieloosobowej łaźni męskiej (w wojsku). Od tego czasu nie może pozbyć się kompleksu krótszości.

BOJA. W wieku 20 lat zetknął się wreszcie z pornografią. Późno trochę, ale wtedy nie było internetu.

DOBRA KOBIETA. Chodzą słuchy, że w wieku 20 lat straciła cnotę. To nieprawda! Wtedy straciła tylko dziewictwo!

PROFESOR GENDER. W wieku 20 lat zmienił orientację higieniczną – przestał kąpać się w bieliźnie!

MIKOŁAJ MIKA. Mikołaj Mika jest ponad to! Jako że urodził się 29 lutego, dopiero 12 razy obchodził urodziny. Jeszcze wszystko przed nim! O ile dożyje…

 

 

 

Tuchodźcy są wśród nas

Ostatnimi czasy, media napełniły się uchodźcami. Jedni chcą im pomagać, inni wręcz przeciwnie, ale wszyscy się nimi, tak czy owak, interesują. No i dobrze. Jednakże, w natłoku uchodźców, nikt nie dostrzega, że brutalnie depcze się po interesach innej grupy społecznej. Chodzi o ludzi, którzy, jak nikt inny, zasługują na miano tuchodźców.

Tuchodźca to jest taki nieszczęśnik, na którego widok ludzie, skądinąd może i całkiem dobrzy, wypowiadają znamienne słowa: „Chodź tu”! Zawołanie ma jeszcze dwie inne wersje: skróconą - ”Honotu”! i rozbudowaną – „Chodź no tu, gamoniu”!

Tuchodźca podchodzi i natychmiast otrzymuje rozkaz. Rozkaz, którego nie oczekiwał, który mu się nie uśmiecha, a który, w trybie natychmiastowym, musi wykonać (w pocie czoła, a czasami nie tylko czoło mu się poci). I nie ma zmiłuj! Tuchodźca, zamiast oddawać się rozrywkom, spełnia życzenia innych, niczym jakaś Złota Rybka – pracoholiczka.

Po prostu ma przechlapane! Zawsze znajdzie się ktoś, kto mu każe przynieść, podać czy poodkurzać. I tak bez końca i bez sensu. Zarówno w pracy, jak i (zwłaszcza) w domu. Przeklinanie pod nosem i obmyślanie nierealnych planów zemsty nie daje tuchodźcy pociechy, pozwala mu jedynie na zachowanie jako tako zdrowych zmysłów.

Teraz będzie dramatyczny apel:

Panie Ojcze Rydzyku! Panie Prezesie Kaczyński! Panie Prezydencie Dudo! Pani Premierko Szydło! Unio Europejska i Ty, Tusku! Do Was kieruję błaganie: Tuchodźcy są wśród nas! Ratujcie ich, bo giną!!!

P.S. Znam osobiście jednego tuchodźcę. Często widuję go w lustrze…

Pani Teścia Córka

Biega, krzyczy Teścia Córka:

„Gdzież do (…) nędzy jest komórka”?

Wszędzie grzebie, wszędzie szpera,

Rewizyjnie się rozbiera,

Obmacuje części ciała,

„Gdzieś komórko się podziała”?

Poszukuje z szałem w oku.

Nie ma w środku, nie ma z boku,

Nie ma z przodu, nie ma z zadu,

Nie ma nawet po niej śladu!

A tu tyle zrobić musi:

Trza zadzwonić do mamusi,

Mężusiowi wzmóc ciśnienie,

Córce wysłać pouczenie…

Szuka w łóżku i w łazience,

Już do kibla chce pchać ręce…

Nagle… co to? Piasek śpiewa!

Coraz głośniej śpiew rozbrzmiewa!

Pani się pod boki bierze:

„Takie rzeczy tylko w Erze”!