Z pamiętnika Dobrej Kobiety

Tak sobie pomyślałam z samego rana… Może Owsiak ma rację? Może warto spróbować seksu? Poczuć motyle w brzuchu? Zwłaszcza te motyle mnie kręcą… Proboszcz mówił kiedyś, że tylko antykoncepcja jest grzechem i że samą koncepcję można uprawiać, byle nie w cudzym łożu…

Ja swoje łoże mam. Przywołałam męża i powiedziałam stanowczo:

- Słuchaj no! Dzisiaj wieczorem uprawimy trochę seksu. Tylko sobie nie myśl za dużo!

Chyba go zaskoczyłam, bo najpierw skamieniał, a później zapytał głupio:

- A w jakim trybie?

- W trybie małżeńskim, idioto!

Wieczorem czekałam na niego bez majtek. Wrócił. wykąpał się i całkiem goły wszedł do sypialni. Tym razem on mnie zaskoczył.

- Dlaczego on jest większy niż zwykle? – zapytałam – Stosujesz jakieś maści na wydłużenie?

- Nie, kochanie. Po prostu jestem podniecony. Stanął mi…

A to świnia! Zerwał kołdrę, zwalił się na mnie całym ciężarem, rozchylił mi nogi i… Nie ze mną te numery!

- Co ty wyrabiasz? – niedelikatnie zepchnęłam go z siebie (ma się tą krzepę!) – Gdzie go wpychasz?

- No do kuciapki…

- Zwariowałeś? Ja chcę motyli! Gdzie motyle?!

- Kochanie, motyle to tylko taka przenośnia…

- Przenośnia? Przenośnia?! O wy szowinistyczne świnie! Won z mojej sypialni! A tego drąga to możesz sobie wsadzić w… Wiesz gdzie?

- A mogę w twoją?

Normalnie szału dostałam. Ta zniewaga krwi wymaga! Użyłam kryształu przywiezionego z ZSRR.

Kiedy tak patrzyłam jak leży cały zakrwawiony, nagle poczułam motyle w brzuchu! Nie powiem, całkiem przyjemne uczucie… Szkoda tylko, że radziecki kryształ poszedł w drobny mak… Trudno, następnym razem będę miała zwykły słoik pod ręką…

Z pamiętnika Dobrej Kobiety

W sobotę byliśmy na weselu. Najpierw był ślub i piękne kazanie, a później impreza weselna z dobrą orkiestrą, z pysznym jedzeniem i z… No właśnie. Na stole królował Pan Tadeusz niestety! Mój mąż (taki dziad jeden) wdał się w rozmowę z Panem Tadeuszem i tak rozmawiał, że aż pysk mu się nie zamykał! I jeszcze bratał się z tymi ochlaptusami, z tą pijacką ekipą Mikołaja Miki…

Wprawdzie dałam mu urlop od abstynencji, ale w ograniczonym zakresie i tylko na jeden dzień. A on? Zbiesił się, łajdak! Pan Tadeusz dodał mu odwagi, a Mikołaj Mika pociągnął ku upojeniu… I tak: schlał się w sobotę, schlał się w niedzielę. schlał się w poniedziałek, schlał się we wtorek… A teraz leży, śpi i śmierdzi!

Nie dałam mu w łeb… Jestem nowoczesną kobietą i dobrze wiem, że nie ma sensu resocjalizować, kiedy facet jest dętka.. Poczekam cierpliwie aż wejdzie w najgorszą fazę kaca i wtedy dam mu popalić! A potem będzie pokutował cały rok za każdy dzień pijaństwa!

Tak się czasami zastanawiam… Czy ja musiałam wychodzić za tego mojego… A właściwie jak on ma na imię? Edek? Czesław? Nieważne… Tyle lepszych partii było, a ja, głupia, akurat jemu pozwoliłam skraść mi całusa…

Wprawdzie nie mogłabym pojąć Ojca Tadeusza (ani w sensie jego potęgi umysłowej, ani w sensie podstawowej komórki), ale taki np. Prezes Jarosław… Też rozum ma niezrozumiały, ale w sprawach matrymonialnych ogarnęłabym go zapewne… Ludzie albo Jarosława nienawidzą, albo boją się go, a ja mogłabym pokochać… A potem ślub, noc poślubna… Idę do spowiedzi, bo grzeszne myśli nachodzą mnie…

W poszukiwaniu miłości

Siedzieliśmy, jak co rano, w salonie Mikołaja Miki łaknąc jak kania dżdżu. Zdychaliśmy, ale nie bardziej niż zwykle… Nagle wszedł Kolega Podśmiechujek i wrzasnął bez uprzedzenia:

- Zakochałem się!!!

Zatkało nas na dobre dziesięć minut. Pierwszy, jak zwykle, odszokował się Normalny.

- Skąd wiesz? – zapytał.

- Motyle w brzuchu czuję… I nieba chciałbym przychylić… i gwiazdkę z nieba zdjąć… korci mnie też żeby na krokodyla zapolować, bo może przyda się?

Normalny wzruszył ramionami.

- Może i masz już miłość, ale nadal brzmisz jak cymbał brzmiący, bo miedzią brzęczącą nigdy nie grzeszyłeś… W kim zakochałeś się?

Kolega Podśmiechujek trochę zacukał się.

- No właśnie… Nie wiem w kim… Wczoraj wróciłem do domu, wysikałem się i uświadomiłem sobie, że jestem zakochany. Ale w kim? Nie mam pojęcia…

- Wiesz chociaż jaka płeć?

- Nie. Ale tak jestem zakochany, że wszystko mi jedno. Ktokolwiek to nie jest, mam zamiar oświadczyć się!

- Przecież ty już masz żonę!

- No to co? Pojedziemy do Reno i tam weźmiemy szybki ślub…

- Nic z tego. W Reno też nie dają ślubów żonatym! Musisz najpierw zawieźć tam Koleżankę Wymówkę i wziąć szybki rozwód!

- Ona nie zechce. To może pojedziemy do Mekki? Tam chyba dają śluby żonatym?

- Owszem, dają… Ale nie wszystkim! Niepraktykujący katolik nie dostanie… Znaczy się, dostanie, ale nie ślub!

W tym momencie wtrącił się Mikołaj Mika.

- Zaraz, zaraz… Jaki ślub? Przecież ty, Podśmiechujku, nawet nie wiesz z kim…

- No właśnie! – Przerwał Podśmiechujek – Z tym do was przychodzę. Pomóżcie mi odnaleźć miłość!

- Ale nawet płci nie znasz! To może być każda(y)!

- Nie! Pawłowicz, Merkel i Grodzka odpadają! Z nimi nie mam zamiaru żenić się! Kocham je tylko platonicznie…

- Ale i tak sporo zostaje. Np. Marszałek Kuchciński, aktorka z reklamy środka na hemoroidy czy nawet „Pudzian” – Pudzianowski… Jak znaleźć w takim mrowiu?

- Zadzwońcie na milicję – poradził Dziad Śmietnikowy – oni znajdą…

- Nie ma już milicji. A ty jak myślisz, Bracie Ladaco?

- U nas w klasztorze… A nie, przeor zabronił o tym mówić…

Profesor Gender nieśmiało podniósł rękę.

- Słuchajcie. Ja uważam, że aby znaleźć trzeba szukać. Niczego tu nie wysiedzimy. Maszyna właśnie zakończyła dopełniać piersiówkę. Wezmę ją i możemy iść…

Wszyscy popatrzyliśmy na Profesora i każdy pomyślał: „Ten to ma łeb”! Podsumował Mikołaj Mika:

- Dobrze mówisz , Profesorze! Wyruszamy jak tylko Normalny zapożyczy się na litrową flaszę żubrówki. Po drodze upłynnimy dyżurny banknot stuzłotowy…

Kolega Podśmiechujek zatarł ręce.

Szkoła Jarczarów powstanie

Dotarły do nas informacje dotyczące starań na rzecz zwiększenia naszego krajowego bezpieczeństwa w życiu doczesnym. Ojcem pomysłu jest wiadomo kto, a celem – rozgonienie czarnych chmur znad Rzeczpospolitej.

W dawnej Turcji fundamentem państwa byli janczarowie. W obecnej Polsce fundamentem staną się Jarczarowie.

Wkrótce powstanie Szkoła Jarczarów. Kandydaci skoszarowani zostaną w koszarach, gdzie zahartują się fizycznie. Do głów nakładzie się im prawdy rozmaitej i wiedzy prawdziwej. Dobrze zostaną wyszkoleni ideologicznie i religijnie. Przystosują się do zimna i gorąca znoszenia. Nauczą się nosić ciężary, rąbać drwa i kopać ziemię. No i sztuki walki posiądą wszelakie. Zwłaszcza sztukę walki z kim trzeba. Szkoła będzie koedukacyjna, a seks zakazany.

Absolwenci, pod światłym dowództwem, dokonają rzeczy wielkich. Leworęczni działać będą na lewym skrzydle, praworęczni na prawym skrzydle, a oburęczni w środku. Z tyłu będzie tak samo, tylko odwrotnie.

Szkołą powinna pokierować osoba, która jest jak faraon, jak król i jak doktor (Murek) jednocześnie. Może Jerzy Zelnik? Bardzo pasuje światopoglądowo!

Już gotowy jest hymn szkoły:

1. Nie dam się zwieść, bo moja rzecz

Pełnić powinność czujnika!

Lewactwo won, poganie precz,

Także ateizm niech znika!

 

Ref. Zawsze niech są wartości,

Niechaj się Unia złości.

Zawsze niech PIS triumfuje,

Reszta to zwykłe chu…

Smutna piosenka parapornograficzna

1. To był nadzwyczaj mały fiut,

Ledwo wystawał spośród jaj.

Głową nie przebił moich wrót,

Zaledwie musnął muszli skraj.

2. Większy nie będziesz? – pytam go

- Czekam gotowa byś się wbił,

Byś głową stuknął w moje dno,

Powahadłował w przód i w tył!

 

Ref. Nie czułam ciebie tyle lat,

Bawić się sama nie chcę już!

Bo na mnie też potrzebny bat,

Który postrząsa ze mnie kurz.

Lecz nie tym razem, próżny trud!

Pan twój nie wbije mnie na pal,

Bo nie pomoże nawet cud,

Gdy pod slipkami ledwie cal.

 

3. Więc jeśliś taki mały kiep,

Znikaj z historii mojej kart!

Ja w internecie znajdę sklep,

Zamówię sobie PenisSmart!

ŚDM. Obrazek pasterski

Jedna łąka, setki pasterzy, tysiące owieczek… Łąka niezbyt ukwiecona, pasterze zarumienieni, błyszczący i ciepło ubrani. Owieczki wszelkich ras i płci, niektóre zakolczykowane na różne sposoby, wystrzyżone lub nie, sporo wytatuowanych… Wszystkie jakieś takie radosne, chociaż, na oko, trzeźwe. My, barany, wplątaliśmy się w ten tłok i nijak było wycofać się…

Mikołaj Mika obcesowo zatrzymał przebiegającego wolontariusza (chwytem za kołnierz).

- Stój, chłystku i nie wierzgaj! – napomniał go surowo – Mów szybko, gdzie tu można napić się piwa?

Szczyl nie okazał szacunku.

- Jakie piwo, dziadek? Tu nie wolno pić piwa, bo kibli mało! Zaraz byście polowe konfesjonały poobszczywali… Puszczaj, bo śpieszę! Żabojady francuski różaniec organizują…

Mikołaj puścił gnojka i westchnął:

- Ale żenada! Chodźmy poszukać Brata Ladaco. Musi być gdzieś blisko…

Brat Ladaco był całkiem blisko. Chyba kogoś spowiadał, bo słychać było jego tubalny głos:

- Co ty chrzanisz, gówniarzu? Albo wyjawiasz prawdziwe grzechy, albo idź do diabła!

Boję rozbolały nogi. Przysiadł więc w niezajętym konfesjonale, by odpocząć. Natychmiast przyklękła do niego jakaś dziewoja i zaczęła szeptać do kratki. Boja wyskoczył jak oparzony, a oblicze mu poczerwieniało.

- Dziecko drogie! – wykrztusił – Naprawdę to robiłaś? Idź z tym do Brata Ladaco. On uwielbia takie historie!

- Co ona ci powiedziała? – zainteresował się Kolega Podśmiechujek.

- Nie mogę ci powiedzieć. – Boja spojrzał na niego wyniośle - Tajemnica spowiedzi…

Podśmiechujek stracił panowanie nad sobą

- Srajemnica nie tajemnica! – wrzasnął – Świnia jesteś i tyle! Po cholerę mnie tu przyniosło? Czy ja się pisałem na pieśni kościelne? Miały być fajne dni i co? Do dupy z takimi dniami!! Dlaczego Merkel nie przyjechała? – rozżalił się – I Grodzkiej też ani na lekarstwo…

Normalny pocieszająco poklepał go po pleckach

- Idź przepatrzyć jadłodajnie – poradził mu – może chociaż Pawłowicz znajdziesz?

Tymczasem Bratu Ladaco znudziły się jałowe wyznania

- Ty nie potrzebujesz rozgrzeszenia, chłopaku! – oznajmił niecicho – Masz grzechy jak niemowlaczek ze żłobka! Powiedz mamusi, niech ci nosek powyciera…

Wyszedł z konfesjonału zły jak dzik, ale rozjaśnił się na nasz widok.

- Witajcie, świeckie autorytety!… Profesorze! – zwrócił się do prof. Gendera – Masz swoją piersiówkę!

- Nie… Ochroniarze mi zabrali…

- Jak to? Nie mogliście schować?

- I tak była pusta…

Brat Ladaco zazgrzytał zębami i zaczął grzebać nogą niczym byk przed szarżą. Na szczęście, Mikołaj Mika wiedział jak go pohamować.

- Powściągnij gniew, Bracie i nie lękaj się! Normalny ma, w spodniach ukrytą, litrową flaszę żubrówki!

Brat Ladaco znowu się rozjaśnił.

- Chodźmy więc do mojej celi. Tutaj duszno jakoś…

- Zaczekaj i posłuchaj, Bracie – Mikołaj złapał go za sznur od habitu – Wszak jesteś świętobliwym mężem. Masz chody tu i ówdzie…Powiedz Franciszkowi, by za Dziadem się ujął!

- Przykro mi, chłopcy. Nie ma szans, Franciszek mnie nie wysłucha. Wczoraj, trzy razy z rzędu, ograłem go w kółko i krzyżyk. On niezwyczajny przegrywać… Cisnął papieskim ołówkiem, podarł papieską kartkę, a mnie kazał zejść sobie z oczu. Powiedział jeszcze, że na pewno mi wybaczy, ale nieprędko…

- Cholera! Musiałeś wygrywać?

-A co? Ja też nie zwykłem przegrywać!… Dlaczego sami się nie zwrócicie? On was podziwia, lubi i szanuje!

- Zwróciliśmy się. Przyjął nas bardzo ciepło. Poczęstował suszoną wołowiną i opowieścią o przyjaźni pewnego chłopca z pancernikiem włochatym…

- Każdemu to opowiada!

- Był wzruszony losem Dziada Śmietnikowego. Chciał go ratować… Niestety, Dziad się wsypał. Powiedział, że przez byłą żonę na dziady zszedł… Franciszek się wściekł, aż zsiniał ze złości. „Coooo??!! – wrzeszczał pryskając śliną – Jesteś, dziadu, rozwodnikiem??!! Ja tu rodzinę promuję, a ty, rozwiedziony, po łaskę przychodzisz?! Po moim trupie! Dla rozwodnika nie będę odnawiał oblicza ziemi, tej ziemi! Never”! Potem się zapowietrzył i musieliśmy uciekać, bo jakiś szwajcarski gwardzista chciał nas poprzekłuwać halabardą…

- No tak – zafrasował się Brat Ladaco – Franciszek bywa nieużyty… Ale nic to! Jest jeszcze wyższa instancja…

- Jak to?! – zapytaliśmy chórem – Chcesz udać się do samego…

- Tak! Do samego Torunia! Chodźmy do mojej celi, obgadamy szczegóły… Normalny! Nie zgub tego, co masz w spodniach!

Z życia wzięte. Narodziny

Też się urodziłem. Pamiętam, jakby to wczoraj było:

Akurat nurzałem się w ciasnawym oceanie i czarno widziałem. Na zewnątrz znowu były przejściowe trudności w zaopatrzeniu, bo pępowina karmiła wegetariańsko, a nawet wegańsko wręcz. Mózg miałem już wykształcony, bo nawiedziła mnie całkiem rozsądna myśl: „Jak tylko się urodzę, to spieprzam do RFN-u”!*** Dobrze chociaż, że ciepło mi było…

…wtedy się zaczęło! (Wiem na pewno, że wtedy się zaczęło, bo na zewnątrz ktoś wrzasnął: „Zaczęło się”!!!)

Ciasnawy ocean gwałtownie zaczął się kurczyć, wody odeszły w pizdu i w tunelu pokazało się światełko. A potem było jeszcze gorzej. Z tyłu ciągle się kurczyło i coś mnie pchało w stronę otworka, który nie zapowiadał komfortowej przeprawy. W dodatku pojawiło się w nim przekrwione oko jakiegoś potwora i gapiło tak, że aż skóra cierpła. Natężyłem wszystkie siły i udało mi się nieco cofnąć. Kaprawe oko zniknęło. Na zewnątrz ktoś wrzeszczał nieziemsko. Biedny ja nie mogłem krzyczeć!

A wiele chciałem wykrzyczeć: „Ja nie chcę stąd wychodzić! Chcę tu zostać! W dupie mam RFN! Nie zmieszczę się w tej dziurce! Litości”! Nie było litości. Po chwili przepychałem się przez szparkę, niczym biblijny wielbłąd przez ucho igielne.

Wiele lat później obserwowałem proces przeciągania drutu. W czasie narodzin czułem się jak ten przeciągany drut właśnie. Najbardziej ucierpiała głowa. Jeżeli ktoś, kiedykolwiek, miał wrażenie, że łeb mu pęka, to niech wie, że ja doznałem uczucia odwrotnego! Dodatkowo fiutek w coś mi się zaplątał. Mało brakło, a urodziłbym się jako dziewczynka.

Zaraz po urodzeniu wpadłem w łapy położnej. Popatrzyła na mnie (to do niej należało przekrwione oko), skrzywiła się i rzekła:

- Panie doktorze, niech pan spojrzy…

Doktor pochylił się, uniósł okulary i w tym momencie odetkał mi się nos… Pierwsze co poczułem, to oddech ginekologa – położnika po 48-godzinnym dyżurze i niejednej lampce gruzińskiego koniaku.Nie muszę chyba dodawać, że cały czas darłem się jak nieboskie stworzenie?

- Niech się pani nie boi – powiedział lekarz do położnej – to na pewno człowiek… Proszę dać go matce…

Położono mnie na czymś miękkim i ciepłym i natychmiast poczułem znajome bicie serca… Wszystko zaczęło zmieniać się na lepsze. Po chwili natrafiłem ustami na coś… coś cudownego… Dopiero później dowiedziałem się, że to nazywa się cycuś, ale już wtedy zrozumiałem, że życie może być piękne!

 

***Naprawdę nosiłem się z takim zamiarem. Przeszło mi dopiero po obejrzeniu dwóch seriali: „Czterej pancerni i pies” oraz „Stawka większa niż życie”.

Abecadło Mikołaja Miki cz. II

N jak NATENCZAS – Trzeba natenczas coś zrobić, bo na tamten czas to tylko dupy żeśmy dali…

Ń – Takie krótkie i miękkie „cóś” niegodne jest uwagi.

O jak ORGAZM – Udawała, czy naprawdę taki dobry byłem?

Ó jak ÓSMA – Nie bardzo lubiana godzina.

P jak PIERWSZE DZIECKO – Dobra zmiana w przysłowiu: „Kto pierwszy przychodzi, ten sam sobie szkodzi”!

R jak RÓWNIA POCHYŁA – Straszny tłok na tej równi jest…

S jak SZCZĘŚCIE – Na szczęście nikt mnie wtedy nie widział!

Ś jak ŚWIAT – Cały świat zazdrości nam tej litery.

T jak TRUSKAWKI – Nie mogę już na nie patrzeć!

U jak UWIĄD – Nadchodzi raczej prędzej niż później…

V jak VIP – Popsuł się, niestety i nie jest już taki jak wprzódy.

W jak WIZYTA – „I pod drzwiami staną i nocą kolbami w drzwi załomocą”… Nikogo nie straszę, stymuluję tylko nadnercze…

X jak XIII KSIĘGA PANA TADEUSZA – Kto czytał ten wie, że najciekawsza…

Y jak …YYYYYYYYYY… – Znakomicie wypełnia pustkę pomiędzy wyrazami. Zwłaszcza, gdy nie wiadomo co powiedzieć…

Z jak ZJAWISKO – Przecudna nasza Pani Posłanka Pawłowicz. Wyborcy, błagam Was! Dopilnujcie, by już zawsze nas reprezentowała!

Ż jak ŻAR – Czasami mam wrażenie, że coś tam jeszcze się tli…

Ź jak ŹRÓDŁO – Trudno doń dotrzeć, ale jak już się dotrze, to można czerpać bez końca!

 

W razie, gdyby pojawiły się nowe litery, to będzie ciąg dalszy…

 

P.S. Q – nie umieściłem, bo za bardzo z łaciną się kojarzy…

 

Abecadło Mikołaja Miki cz. I

A jak AUTOR – Jam ci jest autorem tego co poniżej!

Ą,Ę jak ? – Kiedyż trafią na początek wyrazów? To skandal, że litery z ogonkiem są dyskryminowane!

B jak BRUKSELA – Taka sobie kura. Owszem, znosi złote jajka, ale nie dla wszystkich… Może faktycznie trzeba jej łeb ukręcić?

C jak CZAS – Potrzebny jest, żeby przywyknąć.

Ć jak ĆWIARTKA – Tradycyjna wartość odebrana nam przez Unię Europejską.

D jak (aż się prosi!) DUPA

E jak EFEKT MOTYLA – Kto i czym machnął, że mamy to co mamy?

F jak FATAMORGANA – Chwilowo dotyczy akurat Lewandowskiego. Chłopak jest daleko, a ja widzę go na każdym kroku…

G jak GORZAŁKA – „Gorzałka zawsze dobra jest”! I nie musiałem czekać na literkę „W”.

H jak HOLLYWOOD – Zadupie! Nawet do mnie łatwiej trafić!

I jak IDIOM – Najbardziej podoba mi się angielski „Nie ucz babci ssać jajka”.

J jak JAK – „Jak żeś wypił to se nalej, a butelkę podaj dalej”!

K jak KWIATY – Jeden z koronnych argumentów. Cytuję: „Ty to mi nawet głupich kwiatów nigdy nie przyniosłeś”!

L jak LATO – Niedobrze gdy nadchodzi. Zwiastuje rychłą jesień!

Ł jak ŁUT SZCZĘŚCIA – Jego brak prześladuje mnie i polskich sportowców (zwłaszcza piłkarzy).

M jak MIŁOŚĆ – A figa z makiem! Wiem co to jest, ale nie powiem!

CDN…

Rozmyślania Męża Dobrej Kobiety

…cholera, ale się zagotował… rosół powinien mrygać… niech jej na zdrowie pójdzie… dobrze jest i lepiej być nie musi… jestem szczęściarzem, a szczęście moje… kochane szczęście moje… chociaż niezasłużone jest… naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie… ale gorący… szczęście moje… „a na imię ma właśnie Aldona”… Szlachetna… cudowna… jedyna… wspaniała… czemu ta noga tak wypływa?… Kocha mnie… ja ją kocham i uwielbiam… czego mi więcej trzeba… może pieprzu?… nie, będzie za ostry… zakicha się przy jedzeniu…

…muszę pomyśleć o prezencie… co by ją ucieszyło?… kucharek… dodam ze dwie szczypty… jakaś broszka gustowna… modne ostatnio są… nie było łatwo ją zdobyć… marchewka też jeszcze twarda… dobrze, że Kolegę Podśmiechujka do wojska wtedy wzięli… za remizą ją pocałowałem… powiedziała… wystarczy, bo się rozchamuli… powiedziała „a ożenisz się ze mną”?… marzenie się spełniło… teraz oskrobię ziemniaki…

…ależ ona dba o mnie… kurwa, ale ten nóż ostry… śluby czystości złożyła… w mojej intencji złożyła… żebym nie cudzołożył… wystarczy?.. chyba że… trzeba zapytać…

- Kochanie! Zaprosiłaś proboszcza na obiad?

- …?!

- Nie wiem ile ziemniaków nastrugać…

-…!

- A wikarego?

- …!!!

- Dobrze już, dobrze…

…trochę szkoda… kiedy oni przychodzą, to taka wesolutka jest… szczebiocze… mięsko już chyba dochodzi… gdzież tam bym cudzołożył… nieźle indyczek pachnie, ale … kaczka za mną chodzi… szkoda, że nie pozwala upiec… w łóżku Skarbusi jest najlepiej… jak ona potrafi w ucho chrapnąć znienacka… byle nie przesolić… ogórki muszą być chrupiące… cudnie z nią spać, chociaż kopie trochę… nad ranem się odkryła… i koszula jej się zrolowała aż nad pępek… napatrzyłem się jak szpak w piz… przeterminowana śmietana… dobrze, że nie zauważyła… jak nic, spowiedź i pokuta by mnie nie minęła… no, na szczęście jest też świeża…

…prawie wszystko gotowe… gdzie mam ten liścik… pięknie to wszystko napisała… już tytuł mnie rozczulił… „ZAPAMIĘTAJ SE ŁAJDAKU”!… pewnie, że zapamiętam… na pamięć się nauczę…

„JAM JEST ŻONA TWOJA, KTÓRA ŻAŁUJE, ŻE WYSZŁA ZA TAKIEGO GNOJA”!

…poświęciła się dla mnie… moja boska…

1. NIE BĘDZIESZ BAB CUDZYCH CZYMKOLWIEK ŚWIDROWAŁ (NI GAŁAMI, NI INNYMI ORGANAMI)

…przysięgam, że nie będę…

2. DAŁAM CI SKARBÓW POSMAKOWAĆ

…bożesz, ależ smakowało!…

3. I WYSTARCZY!!!

…będzie jak u Platona…

4.- NIE POŻĄDAJ WIĘCEJ, BO…

…wiem, wiem…

5.- NIE JESTEŚ MOJŻESZEM, PIĘĆ PRZYKAZAŃ CI STARCZY! GDZIE OBIAD?

…rety… szybko!…

- Kochanie! Obiad podany. A może wolisz do łóżka?

- …!!!