Kłopoty finansowe odlecą na zachód?

Nasz przyjaciel Onet zapodał bardzo optymistyczną wiadomość. Dotyczy ona kościoła katolickiego więc Onet, z wrodzonym sobie taktem, przedstawił ją w dzień święty czyli w niedzielę.

Rzecz dzieje się w niejakim Essen (taka sobie szwabska mieścina). Tam to właśnie Szkopy chcą sprzedać kościół do którego chodzą Polacy. I to komu sprzedać! Znalazł się kupiec, który chce kościół roztegować i na jego miejscu wybudować blok mieszkalny dla uchodźców. Tyle Onet.

Skandal? Jaki tam skandal. To nie jest walka z katolicyzmem ani, tym bardziej, islamizacja zdalnie sterowana. Ot, zwykła potrzeba chwili. Po prostu Niemcy zrozumieli wreszcie, że jednak nadszedł czas płacenia Polsce reparacji wojennych i na gwałt usiłują zdobyć pieniądze.

Wszak nie chodzi o 10 euro. Skromnie licząc, będą musieli wybulić ze cztery biliony euro plus karne odsetki od 1945 roku. Nawet dla Szwabów nie jest to mało! Będą musieli trochę powyprzedawać majątek narodowy. Nie czas żałować kościołów gdy, być może, nawet woda w Łabie pójdzie pod młotek…

Tak sobie myślę… Co my zrobimy z taką ilością gotówki?

Jerzy Owsiak mi podpadł!

Nie przypuszczałem, że będę musiał powycierać sobie mordę nazwiskiem Jerzego Owsiaka. Taka potrzeba powstała z winy wyżej wymienionego. Otóż tenże wyżej wymieniony wypuścił z siebie Mr. Hyde’a i poszczuł go na Marylę Rodowicz!

Tym bardziej to irytujące, że podziwiam i szanuję Jerzego Owsiaka tylko odrobinkę mniej niż Marylę Rodowicz.

Owsiak chciał mieć Rodowiczkę na Przystanku Woodstock, a ona zignorowała jego wpis na Fb i, w dodatku, ogłosiła, że wystąpi na reżimowym Festiwalu w Opolu!

Bardzo to chyba ubodło Pana Jurka, bo powiedział: ”Pani Maryla bierze udział w czymś, czego ja nie akceptuję. To nie ma dla mnie nic wspólnego ze sztuką już teraz.Teraz to jest salon próżności, żeby się pokazać. Mam uczucie, że tam już rządzą tylko pieniądze – tam w tej chwili nie ma żadnej treści. Dla mnie to jest niestety klęska wszystkich artystów, którzy biorą w tym udział. Marylę Rodowicz bardzo ceniłem. Ostatnie niusy z nią są bardzo smutne, po prostu”. Szkoda, że nie dodał tradycyjnego „kurwa mać”!

Czyżby ego zaczynało przerastać? Mam nadzieję, że nie, dlatego proszę i apeluję:

Niech Pan pamięta o jednym i nie zapomina o drugim: Jacek Kurski przeminie, dobra zmiana zostanie zastąpiona przez inną zmianę (być może jeszcze lepszą), a pozostaną rzeczy, które powinny trwać do końca świata i jeden dzień dłużej. Między innymi Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i Festiwal w Opolu też!

A piosenki Maryli Rodowicz będą mi towarzyszyły aż do mojego końca…

Wojny polsko – rosyjskie. Wojna na banknoty

Nie bardzo krwawa ta wojna była…

BITWA PIERWSZA. 10 ZŁOTYCH vs. 10 RUBLI

Pierwsza i ostatnia bitwa w której nominał był wyrównany. Mieszko I zmierzył się z kaplicą, a właściwie z jej patronką św. Praskiewą. Walka nie trwała długo. Władca Polan potrafił sobie radzić z babami, niezależnie od ich świętości i narodowości. Poradził sobie z moherową Czeszką, a pogańskie nałożnice trzymał krótko, więc  prawosławna dziewica stała na straconej pozycji. Mieszko wygrał w pierwszej rundzie. Chociaż wcale nie twierdzimy, że strzelił „złotego gola”, to był to jedyny krwawy epizod w tej wojnie… STAN WOJNY: 1:0 dla Polski.

BITWA DRUGA. 20 ZŁOTYCH vs. 50 RUBLI

Konfrontacja Bolesława Chrobrego z kamienną, bezimienną rzeźbą nie była zbyt emocjonująca. Chrobry pożałował swojego Szczerbca i próbował rozbić przeciwnika gołymi rękami… Szybko zasapał się, a rywal nie przystąpił do kontrataku. Remis bez wskazania. STAN WOJNY: 2:1 dla Polski.

BITWA TRZECIA. 50 ZŁOTYCH vs. 100 RUBLI

Przeciwko Kazimierzowi Wielkiemu wystąpił goły Apollo z fiutkiem na wierzchu (na banknocie 100-rublowym naprawdę jest Apollo z fiutkiem na wierzchu). No cóż, jedynym greckim bóstwem, które mogłoby pokonać jurnego polskiego króla jest Wenus… Nudystyczny Apollo nie miał szans! STAN WOJNY 3:1 dla Polski.

BITWA CZWARTA. 100 ZŁOTYCH vs. 500 RUBLI

Tutaj walka też nie była wyrównana. Biedaczek Jagiełło trafił na ruskiego cara Piotra I. Jagielle abstynencja bokiem wylazła. Padł po drugim stakańczyku. Ze wstydu pod ziemię chcieliśmy zapaść się… STAN WOJNY: 3:2 dla Polski.

BITWA PIĄTA. 200 ZŁOTYCH vs. 1000 RUBLI

Druga klęska polskiego reprezentanta. Jakie szanse może mieć Stary Zygmunt z Jarosławem (Mądrym, w dodatku)? Wiadomo, że Jarosława (z taką czy inną inteligencją) może pokonać tylko czas, a Zygmunt (jako, że stary) czasu nie miał… STAN WOJNY: remis 3:3.

BITWA SZÓSTA. 500 ZŁOTYCH vs. 5000 RUBLI

Tu byliśmy spokojni. Nasz bohater, patron wódki i papierosów, Jan III Sobieski nie mógł przegrać! Tym bardziej, że walczył z niefigurującym w Wikipedii jakimś generalnym gubernatorem wschodniej Syberii Murawiowem – Amurskim. Przykre tylko, że pokonany Rusek miał na imię Mikołaj… STAN WOJNY 4:3 dla Polski.

Hurrra!!! Wygraliśmy!!! Polska! Biało – Czerwoni!

Klauzula Bez Sumienia

Przybył do nas nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd i nie wiadomo (na razie) po co. Nie wiemy co ma napisane w dowodzie, nazywamy go Klauzulą Bez Sumienia.

Ów Klauzula w każdej niemal sprawie nie ma sumienia. Wystarczy go zapytać:

- E, Klauzula! Machniesz jednego?

- Nie mam sumienia odmówić…

Albo:

- Klauzula, dorzucisz się do flaszki?

- Wiem, że to grzech, ale nie mam sumienia wam odmówić…

Klauzula zawsze ma akurat tyle kasy, ile brakuje nam do flaszki. Co do grosza! Strasznie denerwuje to Dobrą Kobietę. Usiłuje przeciągnąć go na moherową stronę mocy:

- Klauzula, nie zadawaj się z tymi ochlaptusami! Chodź do mnie, odmówimy razem Różaniec.

Na szczęście on tylko uśmiecha się łagodnie i odpowiada:

- Wybacz Dobra Kobieto, ale nie mam sumienia odmawiać…

Ludzie bez sumienia są różnego pokroju. Taki Kolega Podśmiechujek na przykład. Kiedy Koleżanka Wymówka zapytała go:

- Masz sumienie patrzeć jak sama męczę się ze sprzątaniem?

- Nie mam sumienia – odpowiedział.

I wyszedł. Ale zanim wyszedł, zdążył jeszcze zakosić jej 2 złote z torebki!

Sądny dzień nastał po południu

Konkretnie 12 lipca 2017r. o godzinie 16.40 z sekundami (czyli tuż przed Teleekspressem). Wtedy to Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.

KRS to „korporacyjna spółdzielnia, która sama o wszystkim decyduje” (według PIS, a zwłaszcza Ziobry) lub „organ konstytucyjny, który stoi na straży niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów” (według opozycji, a zwłaszcza Szczerby). Ale nie o to chodzi…

Chodzi o to, że zarządy spółek państwowych, telewizję publiczną, trybunały, sądy (czyli prawie wszystkie patologie) PIS odebrał już konkurencji. Są jeszcze samorządy, ale i na nie przyjdzie pora. Do wyborów samorządowych pozostało trochę czasu i zapewne PIS zechce ten czas dobrze wykorzystać. Co oni jeszcze mogą zrobić?

Zaraz, zaraz…  A może już warto zmienić retorykę? Nie mówić „oni chcą ubezwłasnowolnić sędziów”, lecz „my chcemy uzdrowić sądownictwo”? Wszak chlebek tylko z jednej strony jest posmarowany. Panie Prezesie! Na pewno przydamy się! Tym bardziej, że mamy kilka pomysłów „co by tu jeszcze”:

- Uporządkować sytuację w reprezentacji piłkarskiej. Zdegradować Lewandowskiego i zrobić kapitanem PISzczka!

- Powycinać wszystkie dęby, graby, osiki i inne badziewia! Posadzić drzewa PIStacjowe, niech rosną, kwitną i owocują! (Przy okazji można też białe róże wykosić)

- Ustawowo zakazać kwiczenia. Niech opozycja PISzczy!

- Po co nam sterowane POciski? Armia powinna być wyposażona wyłącznie w PIStolety!

I jak, Panie Prezesie? Tęgie mamy głowy? Zdaje się, że niewiele ustępujemy Macierewiczowi… Pewni jesteśmy, że posmakuje nam władza. Nawet taka najnajnajminimalniejsza… Byle dała trochę kasiorki i medal od czasu do czasu…

Już myślimy o poniedziałku

Miesięcznica jest zjawiskiem występującym raz w miesiącu i trwa, zdaje się, kilka godzin. Nie jest zjawiskiem naturalnym. Organizują ją ludzie z prawej strony i twierdzą, że mają do tego prawo. Szefuje im człowiek zwany (przez niektórych) dyktatorkiem. Miesięcznica ma w sobie coś ostrego, bo kłuje w oczy (i uszy) ludzi z lewej strony.

Ludzie z lewej strony twierdzą, że mają prawo do tego, żeby miesięcznicy nie było. Pewnie dlatego organizują kontrmiesięcznicę, a przewodzi im (nie wiemy czy formalnie czy nieformalnie) człowiek, który w młodości (czyli dawno temu) trochę podobny był (z wyglądu) do współczesnego uchodźcy.

Miesięcznica i kontrmiesięcznica nie chcą pokojowo współistnieć, a my martwimy się, bo nie wiemy co będzie dalej… Nie wiemy, ale domyślamy się:

Wkrótce przeciwnicy kontrmiesięcznicy zorganizują kontrkontrmiesięcznicę, później przeciwnicy kontrkontrmiesięcznicy zorganizują kontrkontrkontrmiesięcznicę, a w ramach rewanżu, przeciwnicy kontrkontrkontrmiesięcznicy zorganizują kontrkontrkontrkontrmiesięcznicę… I tak dalej, aż zabraknie ludzi do obsadzenia tych wszystkich imprez. Wtedy trzeba będzie sprowadzić uchodźców!

Co czynić? Rozdzierać szaty? A może da się na tym zarobić?

Z pamiętnika Dobrej Kobiety

W sobotę byliśmy na weselu. Najpierw był ślub i piękne kazanie, a później impreza weselna z dobrą orkiestrą, z pysznym jedzeniem i z… No właśnie. Na stole królował Pan Tadeusz niestety! Mój mąż (taki dziad jeden) wdał się w rozmowę z Panem Tadeuszem i tak rozmawiał, że aż pysk mu się nie zamykał! I jeszcze bratał się z tymi ochlaptusami, z tą pijacką ekipą Mikołaja Miki…

Wprawdzie dałam mu urlop od abstynencji, ale w ograniczonym zakresie i tylko na jeden dzień. A on? Zbiesił się, łajdak! Pan Tadeusz dodał mu odwagi, a Mikołaj Mika pociągnął ku upojeniu… I tak: schlał się w sobotę, schlał się w niedzielę. schlał się w poniedziałek, schlał się we wtorek… A teraz leży, śpi i śmierdzi!

Nie dałam mu w łeb… Jestem nowoczesną kobietą i dobrze wiem, że nie ma sensu resocjalizować, kiedy facet jest dętka.. Poczekam cierpliwie aż wejdzie w najgorszą fazę kaca i wtedy dam mu popalić! A potem będzie pokutował cały rok za każdy dzień pijaństwa!

Tak się czasami zastanawiam… Czy ja musiałam wychodzić za tego mojego… A właściwie jak on ma na imię? Edek? Czesław? Nieważne… Tyle lepszych partii było, a ja, głupia, akurat jemu pozwoliłam skraść mi całusa…

Wprawdzie nie mogłabym pojąć Ojca Tadeusza (ani w sensie jego potęgi umysłowej, ani w sensie podstawowej komórki), ale taki np. Prezes Jarosław… Też rozum ma niezrozumiały, ale w sprawach matrymonialnych ogarnęłabym go zapewne… Ludzie albo Jarosława nienawidzą, albo boją się go, a ja mogłabym pokochać… A potem ślub, noc poślubna… Idę do spowiedzi, bo grzeszne myśli nachodzą mnie…

Poczet dyktatorów przeróżnych. Prezes K.

Wprawdzie Prezes K (na razie) tylko dobrze rokuje, ale niektórzy już nazywają go dyktatorkiem, więc jego obecność w niniejszym poczcie jest jak najbardziej usprawiedliwiona. Powoli możemy zacząć chwalić się, że cierpimy pod rządami rodzimego satrapy. Nasi przodkowie nie mieli takiej możliwości… Bynajmniej pozbędziemy się kompleksów (słówko „bynajmniej” użyte nieprawidłowo brzmi jeszcze bardziej elegancko).

A teraz parę zarzutów (stawianych przez obrońców wolności i demokracji) dowodzących, że Prezes K, jako dyktator, sroce spod ogona nie wypadł:

- Jest kurduplem (najpowszechniejszy zarzut)

- Pokrzykuje z drabinki

- Spał do południa

- Jest tchórzem, bo korzysta z ochrony

- Ma kota (drugi najpowszechniejszy zarzut)

- Nie ma prawa jazdy i innych gadżetów

- Nie chce wpuścić Adriana do gabinetu

- Nie da sobie wmówić koloru kolorów dwóch

- Razem z innymi skanduje: „Ja-ro-sław! Ja-ro-sław”! (też z drabinki chyba?)

- Zamiast zawłaszczać nieruchomości, udziały i kasę (tak jak wszyscy) zawłaszcza trybunały, telewizje publiczne, sądy i inne patologie

- Skłócił społeczeństwo

- Zjednoczył opozycję

- Ustanowił najgorszy sort

- Pacynkami steruje

- Nie pocałował w rękę Anny Grodzkiej

Jeden zarzut Prezes K stawia sam sobie:

- Jest szeregowym posłem

Jeden zarzut stawia Mikołaj Mika. Mikołaja najbardziej irytuje, że Prezes K prawdopodobnie:

- Jest abstynentem

Tyle zarzutów obiło się nam o uszy. Sporo tego…

P.S. WAŻNE!!! „W każdym człowieku znajdzie się coś dobrego”! – Powiedział handlarz organami.

Feta czteroletnicowa. Relacja na żywo (z lekkim poślizgiem)

Zapraszamy na relację z fety czteroletnicowej. Wydarzenie ma miejsce w kanałach pod Stadionem (konkretnie w Hali Pomp) i już się zaczęło. Lekki poślizg spowodowany jest nieumiejętnością szybkiego pisania (nie cenzurą).

Oczywiście zapraszamy wszystkich do przeżywania wydarzenia na żywo. Wszyscy będą mile widziani i dla każdego znajdzie się plastikowy kubek i papierowy talerzyk. Nawet jeżeli ktoś przyjdzie z pustymi rękami, to przecież ze schodów go nie zrzucimy, bo nie da się zrzucić pod górę…

Trzy… dwa…jeden…poszło!

10:37 Maszyna Profesora Gendera zaczęła ciurkać. O matko! Jakiż to cudny zapach…

10:41 Pierwszy gość. W drzwiach staje Frytka. Perlistym głosem śpiewa „Sto lat, sto lat”… W dłoniach dzierży kosze wypełnione dobrem… Cóż ona ma w tych koszach? Cóż ona ma w tych oczach?

10:49 Boja drżącymi rękami przypina Frytce bukiecik (taki jaki przypina się gościom weselnym)… Chwilę to trwa…

11:05 Otwieramy paczkę chipsów serowo – cebulowych… Kiedyż wreszcie zacznie grać muzyka?

12:01 Minęło południe. Mikołaj Mika wygłasza pierwszy toast: „Moi drodzy! Wypijmy, niech nie wietrzeje! Nie gubcie kubków, nie mamy ich za wiele”…

12:28 Przybył kolejny gość. Asmodeusz. Zaraz przekonamy się czy to co przyniósł ma diabelską moc…

12:39 Chodzą słuchy, że na Żoliborzu szykuje się kontrimpreza… Mniej fajna, bardziej napuszona… Za nami siedem kolejek. Słychać chrupanie chipsów…

13:00 Otrzymaliśmy list gratulacyjny od Pani Premier. Napisała między innymi: „Dopilnujemy by każdy obywatel mógł imprezować tak jak na to zasługuje”…

13:10 Zjawiła się Linka. Mamy nadzieję, że wygłosi wykład na temat ekonomicznego picia…

13:22 Nadszedł również list od Ojca Świętego. Niestety, nikt nie potrafi złamać papieskiej pieczęci…

13:36 Przed chwilą otrzymaliśmy zapytanie szregowoposelskie: „Co wy tam za kondominium urządzacie”? Pora napić się…

14:09 Mąż Dobrej Kobiety przytaszczył wielki baniak rosołu drobiowego (z lubczykiem). Po chochelce wystarczy dla każdego…

14:26 Za chwilę przybędzie Jotka. Kończy już malowanie transparentu…

14:59 Jotka przyniesie kiełbasę suszoną i ogórki własnej roboty! Z alkoholem ma problem, ale zapewne rozwiąże go pozytywnie…

15:04 Do drzwi dobija się Adrian. Chyba go nie wpuścimy…

15:21 Już 2600 lat temu ludzie wiedzieli czego im potrzeba. Ponad 50 lat trwały prace nad odczytaniem krótkiego zapisu. Dziś już wiemy – „wyślij więcej wina!”, pisał żołnierz o imieniu Hananyahu przeszło 2600 lat temu…

15:35 Kolejny toast wygłosiła Frytka: „W oczach mam błyski radości, że wśród takich znakomitych gości mogę rocznicę Mikołaja świętować… niech żyje i nie pisze nam sto lat”!!! Hmmm… Ciekawe dlaczego Frytka chce żeby Mikołaj nie pisał przez 100 lat?

16:37 Nalewka z rokitnika z dziką różą to jest to co tygrysy lubią najbardziej! Ultra nas poczęstowała i nasza zdrowotność podskoczyła niebotycznie!

16:52 W ferworze świętowania zapomnieliśmy o maszynie Profesora Gendera. Sytuację uratował Andrzej Rawicz. Ufff… w ostatniej chwili… Karniak dla pana Andrzeja!

17:11 Orkiestra wreszcie naoliwiła instrumenty. Poloneza czas zacząć!

17:56 Boja prowadzi korowód w rytm piosenki „Jedzie pociąg z daleka”…

19:05 Byliśmy na papierosku. Słońce jeszcze świeci…

19:14 Loonei bardzo ładnie „Sto lat” odśpiewała…

19:30 Pół godziny przerwy na oglądanie Wiadomości w TVP1. Audycja obowiązkowa! Żadnych „spacerów świdnickich”!

20:15 Wznawiamy imprezę…

20:26 Właśnie odtańczyliśmy taniec kaczuchy…

20:47 Kolega Podśmiechujek padł na podłogę. Uważajcie na niego! On tylko udaje, że śpi narąbany. Tak naprawdę zagląda pod sukienki przekraczających go dziewczyn…

21:07 Orkiestra trochę zmęczona, więc… „A teraz idziemy na jednego, a teraz idziemy wódkę pić”! Jak mus to mus…

21:28 Normalny demonstruje jak ukryć w spodniach litrową flaszę żubrówki, tak żeby Pani Normalna nie zorientowała się…

21:46 Mikołaj Mika: „Jedźmy do Francji i zagłosujmy w drugiej turze wyborów parlamentarnych… Jak to? Trzeba mieć francuskie obywatelstwo? W takim razie napijmy się szampana”…

22:10 Orkiestra: „A teraz idziemy na jednego… kto już nie może iść niech czołga się… My już nie gramy, mamy dość!” Szkoda, liczyliśmy, że zagrają jeszcze „Dom wschodzącego słońca” albo chociaż „Chłopców – radarowców”…

22:43 Kolega Podśmiechujek opowiada swój ulubiony dowcip: Jeden facet założył się z kumplem, że wypije butelkę plwociny. Nacharkali więc pełną flaszkę i facet zaczął pić. Kumpla natychmiast zbrzydziło. „Przestań już! – krzyczał – Wygrałeś zakład! Nie pij więcej”! Facet niewzruszenie wypił wszystko do końca. „Dlaczego nie przestałeś pić, przecież mówiłem, że wygrałeś zakład”? Facet wzruszył ramionami. „Nie mogłem przestać. Tego nie da się przegryźć”…

22:45 Tylko Kolega Podśmiechujek wybuchnął śmiechem… Profesor Gender puścił pawia…

23:00 Na dzisiaj koniec relacji. Czuję, że za chwilę spłynę pod stół ………………………………………………………………………..


Patron by się nam przydał

Tak się złożyło. że 18 czerwca opijać będziemy czwartą rocznicę powołania do życia „Kronik Mikołaja Miki”. Z tej okazji uznaliśmy, że przyzwoity blog („Kroniki Mikołaja Miki” przyzwoite są niewątpliwie) powinien posiadać patrona, czyli być pod wezwaniem (ale nie do prokuratury). Przyjęliśmy założenie, że patron musi być nierozerwalnie związany z 18 czerwca (rok obojętny) i, korzystając z naszej wiedzy doczesnej zawartej w Wikipedii, wytypowaliśmy następujące kandydatury:

Bitwa pod Waterloo (18 czerwca 1815) – Lepsza byłaby bitwa pod Grunwaldem, ale Jagiełło za powoli lazł pod ten Grunwald i dopiero w lipcu zalazł…

Bartolomeo Ammanati (urodzony 18 czerwca 1511r.) – Rzeźbiarz i architekt makaroniarski. Co on tam narzeźbił czy naprojektował, to nam koło pióra lata. Ważne, że pod koniec życia przeszedł przemianę religijną w duchu kontrreformacji: potępił nagość występującą w jego wcześniejszych pracach, a majątek zapisał jezuitom. Fajny gość? Fajny! Gdyby jeszcze majątek zapisał redemptoryście…

Wasilij Iwanowicz Komarow (rozstrzelany 18 czerwca 1923r.) – Kacapski seryjny morderca. Od 15 roku życia regularnie pił wódkę. Dzięki temu został dowódcą plutonu w Armii Czerwonej. Później pracował jako woźnica (oficjalnie) i morderca (po godzinach). Zakatrupił i obrabował 33 kupców – spekulantów. Zapraszał ich do domu, upijał wódką, a potem walił w łeb młotem. Wytropili go bolszewiccy milicjanci, a bolszewicki sąd skazał na rozstrzelanie. Początkowo Lenin chciał nagrodzić go medalem (wszak tępił spekulantów – wrogów rewolucji), ale wyszło na jaw, że Komarow używał tylko młota, a sierp miał w pogardzie…

Georgi Dymitrow (urodzony 18 czerwca 1882) – Dobry bułgarski komunista. Został oskarżony o podpalenie Reichstagu, ale Hitler gówno mu udowodnił… Później został szefem Międzynarodówki Komunistycznej, a kiedy podpadł Stalinowi, to zaraz, biedaczek, rozchorował się i musiał podjąć nieskuteczne leczenie w Rosji. Był patronem polskiej kopalni, polskiej szkoły, polskich jakichś zakładów wytwórczych, więc chyba może zostać patronem polskiego bloga?

Muzeum Czołgów (otwarte 18 czerwca 1961r.) – Otworzyli je Finowie (jest jakieś pogardliwe określenie Fina?) w fińskim mieście Parola. Mamy zamiar wybrać się tam któregoś 18 czerwca. Weźmiemy ze sobą Finlandię, bo tam podobno droga jest…

Bracia Kaczyńscy (urodzeni 18 czerwca 1949r.) – Chyba za wysokie progi dla nas?

II Tura Wyborów Parlamentarnych (odbyła się 18 czerwca 1989r.) – Trochę nietypowa patronka, ale kto wie? Może troskliwie zaopiekuje się nami?

Teraz trzeba coś wybrać… Ale co? Dobre rady mile widziane!

 

P.S. 18 czerwca 2017r. odbędzie się impreza rocznicowa (w kanałach pod Stadionem Narodowym). Zapraszamy wszystkich! Oprócz prezentów należy przynieść chleb ze smalcem, chipsy serowo – cebulowe i wystarczającą ilość alkoholu…

P.S. nr2. Jeszcze pieśń okolicznościowa (na melodię „Tylko we Lwowie”):

Niech każdy se pisze co lubi, co chce:
Donosy, podania, kalumnie!
A córka leśnika też pisze, bo wie
Że Błaszczak przeczyta, zrozumie…

Lecz jeśli chcesz pisać, bo w duszy ci gra,
To pisz na blogu!
A gdy się okaże, że ktoś to czyta,
Napij się grogu!