Smutna piosenka parapornograficzna

1. To był nadzwyczaj mały fiut,

Ledwo wystawał spośród jaj.

Głową nie przebił moich wrót,

Zaledwie musnął muszli skraj.

2. Większy nie będziesz? – pytam go

- Czekam gotowa byś się wbił,

Byś głową stuknął w moje dno,

Powahadłował w przód i w tył!

 

Ref. Nie czułam ciebie tyle lat,

Bawić się sama nie chcę już!

Bo na mnie też potrzebny bat,

Który postrząsa ze mnie kurz.

Lecz nie tym razem, próżny trud!

Pan twój nie wbije mnie na pal,

Bo nie pomoże nawet cud,

Gdy pod slipkami ledwie cal.

 

3. Więc jeśliś taki mały kiep,

Znikaj z historii mojej kart!

Ja w internecie znajdę sklep,

Zamówię sobie PenisSmart!

Dwadzieścia lat, a może mniej…

Przez chwilę było nowe i młode. Nowe, niestety, zostało, a młode (też niestety?) odleciało. Niejaki Edmund Janniger (20 l.) krótko cieszył oczy (wszystkich) i uszy (Macierewicza) swoimi kompetencjami. Jego wdzięki i atuty stały się celem, jako to zwykle bywa, różnych hejterów i szybko się okazało, że chłopak nie ma tak grubej skóry jak jego pryncypał. Dziwne, że wzbudzający grozę (wśród potencjalnych agresorów) nasz Minister Obrony, nie potrafił obronić swojego doradcy… Doradca zmył się do Ameryki i, podobno, nawet nie dostał odprawy!

Trochę żal tego szczyla, ale może wyjdzie mu to na dobre? Przynajmniej teraz już wie, że jeżeli chce się gotować dla diabła, to trzeba mieć bardzo długą chochlę!

Zresztą, ja tam nic nie wiem! Chodzi mi, jak zwykle, o coś zupełnie innego. Przygody pana Edmunda natchnęły mnie do sprawdzenia w Wikipedii co, w wieku dwudziestu lat, robili inni, nie mniej sławni niż Janniger, mężowie. I tak:

ALEKSANDER MACEDOŃSKI. W wieku 20 lat został królem. Nigdy chyba nie był doradcą, ale za to miał konia o imieniu Bucefał. Bucefał znaczy po grecku „łeb wołu” i w tym można dopatrywać się analogii do sytuacji Jannigera i Maciera.

JULIUSZ CEZAR. W wieku 20 lat wojował na wyspie, nomen omen, Lesbos. W międzyczasie zaprzyjaźnił się z jakimś królem. Tak bardzo się zaprzyjaźnił, że aż za bardzo… Być może doradzał temu królowi, ale, jeżeli już, tylko pod względem pozycji. Tutaj, na szczęście, nie ma żadnych analogii.

KAZIMIERZ WIELKI. W wieku 20 lat nie był doradcą, lecz, od razu, posłem. Co prawda, nie do polskiego parlamentu, tylko do węgierskiego króla, ale i tak spisał się znakomicie. Skandalu, który tam wywołał, nie powstydziliby się współcześni nasi posłowie!

WŁADYSŁAW WARNEŃCZYK. W wieku 20 lat był już królem Polski i Węgier. Nie był doradcą, ale, za to, korzystał z usług doradcy. Ów doradca – papieski legat – swoimi radami spowodował, że Warneńczyk stracił głowę (dosłownie i w przenośni) w bitwie pod Warną. Wcześniej mówiono o królu, że „chłopców psowa” – cóż, wpływ papieskiego wysłannika może być różnorodny.

TADEUSZ KOŚCIUSZKO. W wieku 20 lat kształcił się w Szkole Rycerskiej. Wyróżnił się na tygodniowym egzaminie z geometrii.

LECH WAŁĘSA. W wieku 20 lat miał pecha. Wzięli go do wojska.

JAROSŁAW KACZYŃSKI. W wieku 20 lat był studentem. Odróżniał się brakiem wąsa.

ANTONI MACIEREWICZ. Akurat w dniu 20 urodzin komuniści wypuścili go z aresztu! Nie wiadomo co robił po zwolnieniu, ale ja, na jego miejscu, poszedłbym coś sobie chlapnąć!

KOLEGA PODŚMIECHUJEK. W wieku 20 lat, po raz pierwszy, zażył kąpieli w wieloosobowej łaźni męskiej (w wojsku). Od tego czasu nie może pozbyć się kompleksu krótszości.

BOJA. W wieku 20 lat zetknął się wreszcie z pornografią. Późno trochę, ale wtedy nie było internetu.

DOBRA KOBIETA. Chodzą słuchy, że w wieku 20 lat straciła cnotę. To nieprawda! Wtedy straciła tylko dziewictwo!

PROFESOR GENDER. W wieku 20 lat zmienił orientację higieniczną – przestał kąpać się w bieliźnie!

MIKOŁAJ MIKA. Mikołaj Mika jest ponad to! Jako że urodził się 29 lutego, dopiero 12 razy obchodził urodziny. Jeszcze wszystko przed nim! O ile dożyje…

 

 

 

Telefon prof. Gendera

Jeżeli ktoś sądzi, że prof. Gender spoczął na laurach, to mina tego ktosia będzie bezcenna, kiedy uświadomi sobie jak bardzo się myli. Profesorowi zdarzało się spoczywać na różnych rzeczach (ostatnio na chodniku pod furtką Starosty Powiatowego), jednak laury do tych rzeczy nie należą.

Prof. Gender doskonale zdaje sobie sprawę, że jego genialność jest dobrem narodowym i gdyby swojej genialności skąpił, to naród wyszedłby na tym jak Zabłocki na mydle. Zwłaszcza gdy zdamy sobie sprawę z faktu, że Mędrzec ten, jako jedyny na świecie, dysponuje genialnością podwójną!

GENIALNOŚĆ STACJONARNA. Ho, ho! Dziecko tej genialności jest tak cudowne, tak cudowne… że aż się rozpływamy! Ale o tym opowiemy nie dzisiaj.

GENIALNOŚĆ MOBILNA. Ta genialność może się objawić (i objawia) w każdym miejscu, w każdym czasie i pod każdym względem. Ostatnio zaowocowała wynalazkiem w postaci telefonu potrójnie jednego. Ten telefon jest nie tylko stacjonarny, jest nie tylko mobilny, on jest, przede wszystkim, niewyzywający!

Jego niewyzywalność polega na tym, że choćbyś rozmawiał z najgorszym rynsztokowym łacinnikiem i choćby bluzgał on jak, bez urazy, uczeń trzeciej klasy gimnazjum, to ze słuchawki popłyną tylko miłe dla Twego ucha i ego słowa i komplementy. Będziesz zachwycony taktem i kulturą rozmówcy!

Ty też możesz być spokojny. Nawet gdybyś użył (świadomie, czy w afekcie) wyrażenia plugawego, to nie będziesz miał czego żałować. Twój rozmówca usłyszy tylko miłe dla jego ucha i ego słowa i komplementy. Będzie zachwycony Twoim taktem i kulturą!

Telefon ma również zastosowanie… medyczne? Można nim zrobić mamografię, tatografię i dzięki temu uzyskać pornografię! Prawda, że fajnie?

Telefon jest swoistym perpetuum mobile. Nie trzeba go ładować, nie trzeba doładowywać, wystarczy odkupić go od prof. Gendera za zwyczajową cenę, czyli za raptem 100 zł plus, zamiast VAT-u, 0,23 litra spirytusu.