Poczet dyktatorów przeróżnych. Prezes K.

Wprawdzie Prezes K (na razie) tylko dobrze rokuje, ale niektórzy już nazywają go dyktatorkiem, więc jego obecność w niniejszym poczcie jest jak najbardziej usprawiedliwiona. Powoli możemy zacząć chwalić się, że cierpimy pod rządami rodzimego satrapy. Nasi przodkowie nie mieli takiej możliwości… Bynajmniej pozbędziemy się kompleksów (słówko „bynajmniej” użyte nieprawidłowo brzmi jeszcze bardziej elegancko).

A teraz parę zarzutów (stawianych przez obrońców wolności i demokracji) dowodzących, że Prezes K, jako dyktator, sroce spod ogona nie wypadł:

- Jest kurduplem (najpowszechniejszy zarzut)

- Pokrzykuje z drabinki

- Spał do południa

- Jest tchórzem, bo korzysta z ochrony

- Ma kota (drugi najpowszechniejszy zarzut)

- Nie ma prawa jazdy i innych gadżetów

- Nie chce wpuścić Adriana do gabinetu

- Nie da sobie wmówić koloru kolorów dwóch

- Razem z innymi skanduje: „Ja-ro-sław! Ja-ro-sław”! (też z drabinki chyba?)

- Zamiast zawłaszczać nieruchomości, udziały i kasę (tak jak wszyscy) zawłaszcza trybunały, telewizje publiczne, sądy i inne patologie

- Skłócił społeczeństwo

- Zjednoczył opozycję

- Ustanowił najgorszy sort

- Pacynkami steruje

- Nie pocałował w rękę Anny Grodzkiej

Jeden zarzut Prezes K stawia sam sobie:

- Jest szeregowym posłem

Jeden zarzut stawia Mikołaj Mika. Mikołaja najbardziej irytuje, że Prezes K prawdopodobnie:

- Jest abstynentem

Tyle zarzutów obiło się nam o uszy. Sporo tego…

P.S. WAŻNE!!! „W każdym człowieku znajdzie się coś dobrego”! – Powiedział handlarz organami.

Ta zniewaga remontu wymaga

Wydawać by się mogło, że przyczyny wojny polsko – polskiej tkwią głęboko w światopoglądzie bojowników. Nic bardziej mylnego. Źródła konfliktu przytwierdzone są (lub powinny być przytwierdzone) solidnie do ściany i trzeba mieć mocny kręgosłup moralny, żeby je dostrzec.

Onegdaj, nowy komendant główny policji pokazał, wszem i wobec, gabinet swojego poprzednika i… od razu wyszło szydło z worka! Nie chodzi o miliony wydane na remont, nie chodzi o luksus, o Bizancjum i o elektroniczne gadżety. Cała prawda ukrywała się w przygabinetowej łazience.

Na pierwszy rzut oka, łazienka jak łazienka: prysznic, kibel, umywalka i takie tam inne. Nic nadzwyczajnego? Niby tak, a jednak nie. Wystarczyło dobrze się przyjrzeć. Jednej rzeczy tam nie było, a druga rzecz była. I w tych dwóch rzeczach, pies jest pogrzebany!

Łazienka sfinansowana z pieniędzy podatników, nie zawierała w sobie PISuaru! Co gorsza, łazienka sfinansowana z pieniędzy podatników, zawierała w sobie POdmywacz, zwany pieszczotliwie ciPOmyjem!

I tak chyba jest we wszystkich rządowo – budżetowych toaletach. Ani śladu PISuarskich, tradycyjnych wartości, za to mnóstwo POdmywczych  instrumentów, które podmywają Naród, Rodzinę i Bóg wie co jeszcze.

Czyż można się dziwić, że Pan Prezes zapiekł się w sobie?

Pan Prezes nie może puścić tego płazem. Pora więc na Wielką Remontową Krucjatę, która zrobi porządek w sanitariatach i przywróci PISuarom należną pozycję. A POdmywacze? Pójdą won!  Nie pomoże im ukrywanie się pod niepolską nazwą bidetu.

I dobrze to świadczy o Panu Prezesie. Widać, że nie myśli o sobie. Wszak pisuar znajduje się wysoko poza jego zasięgiem, a bidet byłby w sam raz!

Jednak, dla Pana Prezesa, ważniejsze jest, że wymyślono pisuar z celownikiem. Nareszcie celność osiągnie poziom zadowalający!

 

List od Mikołaja (nie do dzieci)

Szanowny Panie Prezesie!

W pierwszych słowach mojego listu padam na kolana i błagam o wybaczenie! Strasznie mi przykro, ale w tym roku nie zdołam spełnić życzeń Pana Prezesa  :cry:  (to żółte to nie Kim Dzong Un, tylko moja smutna mina). Jednak, co się odwlecze… Obiecuję uroczyście (i na piśmie), że roku pańskiego przyszłego zamelduję wykonanie zadania, które mi Pan Prezes postawił. Swoją drogą, dumny jestem z Pana Prezesa, że Pan Prezes nie żąda niczego dla siebie, że pragnie obdarować innych i że tych innych jest tak wielu!

Nie zgubiłem listy, którą Pan Prezes raczył dostarczyć, więc oświadczam: Najpóźniej do 6 grudnia 2016 roku, każda osoba wymieniona na liście otrzyma następujące prezenty:

1.- Prawomocny wyrok bezwzględnego więzienia (minimum 5 lat)

2.- Sądowy nakaz konfiskaty mienia (także tego, które znajduje się w lodówce i w barku)

3.- Poczesne miejsce w Księdze Zdrajców i Sprzedawczyków

Oczywiście, Pan Prezes może dopisać do listy kogo tylko chce, a ja gwarantuję, że żadnego Lisa nie pominę!

Naprawdę gwarantuję! I w związku z tym mam do Pana Prezesa gorącą prośbę. Proszę, a nawet błagam: Niech Pan Prezes nie zdejmuje mnie ze stanowiska! Niech Pan Prezes nie zastępuje mnie swoim przydupasem współpracownikiem! Pliz! Pliiiiz!! Pliiiiiiiiiz!!! (Wyraz „pliz” znaczy tyle samo co „proszę”, ale jest bardziej rozdzierający).

Przysięgam, że nigdy nie należałem do Platformy. Nigdy nie optowałem za in vitro. Swój wiek liczę od dnia poczęcia, a nie od dnia urodzenia. Zresztą uważam, podobnie jak Pan Prezes, że problem przyrostu naturalnego należy pozostawić bocianom! Panie Prezesie, ja także nie lubię Ruskich. Obiektywnie ich nie lubię (bo to Ruskie) i subiektywnie ich nie lubię (bo chcieli zrobić ze mnie Dziadka Mroza).

W świecie nadprzyrodzonym mogę być Panu Prezesowi przydatny. Już teraz mam ważne informacje. Usłużnie donoszę, że Wróżka Zębuszka już nie zamierza dawać pieniędzy za zęby mleczne. Teraz będzie dawać prezerwatywy! Walenty od walentynek też ma niecne plany. Szykuje gadżety dla zakochanych jednopłciowo! Dodatkowo, ta bezecna para flirtuje z nowoczesną.pl. No świnie po prostu. Wstyd i hańba! :oops: (to żółte z różowym to nie gej, tylko wyobrażenie mojego wstydu).

Tych dwoje niech Pan Prezes pośle na zieloną trawkę! Wróżkę Zębuszkę może zastąpić Krystyna Pawłowicz (wszak na niejednej sałatce zęby zjadła), a na Walentego znakomicie nada się Adam Hofman (nic mu nie brakuje, a chyba, chwilowo, jest bez zajęcia?).

Kłaniam się uniżenie (tak jak Pan Prezes lubi)

Mikołaj

Prawomyślna pieśń patriotyczna

Niniejsza pieśń patriotyczna ma przewagę nad innymi pieśniami, bo jest nowoczesna i aktualna. Melodia pochodzi z „Ballady o Małym Rycerzu”. Kto nie zna, niech se znajdzie w necie, albo idzie na mecz męskiej reprezentacji Polski w siatkówce.

 

BALLADA O MAŁYM PREZESIE

1. W kraju nad Wisłą, którego rozum

Nawet najtęższy nie skuuuuuuuuma,

Włącz telewizor, przypatrz się dobrze:

Prezes to jest, a nie dżuma!

(w przerwach między zwrotkami biją bębny, werble i inne tarabany, a damski chór wyciąga takie przyprawiające o dreszcze „O!—O!-O!-O!-O!—O!-O!”, kilka razy te „O!—O!-O!-O!-O!—O!-O!” wyciąga)

2. Choć posiwiały i ciałem mały,

Wyrósł największy na świeeeeeeecie.

Gdy Kopacz zbrzydła, dostarczył Szydło,

Razem z innymi w pakiecie!

3. Ty, któryś w Sejmie, Ty, coś w Senacie

I Ty, co w brodzie masz dooooooołek,

Prezes Wam ufa, szybko wykryjcie,

Kim jest Koziołek – Matołek!

Ave!

 

P.S. Zdałoby się utworzyć jakieś Święto Dziękczynienia!