Nowo-tradycyjna Pieśń Powitalna

Przyszli przedstawiciele jakiejś kancelarii (czy czegoś tam) i błaganiem zmusili nas do stworzenia pieśni powitalnej dla niejakiego Prezydenta Trumpa. Ów Trump nawiedzi naszą Rzeczpospolitą i trzeba powitać go z otwartymi ramionami i, koniecznie!, z pieśnią na ustach.

Pieśń jest krótka, bo taki prezydent mało ma czasu. Musi rozmawiać z różnymi typami (a nie każdy jest tak miły jak nasz Pan Prezes), musi też jeść, pić i podrywać…

Słowa pieśni kosztowały nas trudu niemało, a melodii nie komponowaliśmy, bo tyle już tego nakomponowane jest… wystarczy wybrać. Wybraliśmy melodię refrenu piosenki Stanisława Staszewskiego „Baranek” (nie ma tu żadnego nomen omen). Oto tekst:

Sianko se wszczepił za młodu
Bardzo podziwia Kaczorka.
A z jego żonki powodu
Ciasno się robi w rozporkach!

Trzeba to tłumaczyć na amerykański? Czy bez tłumaczenia zrozumie, że uważamy go za wielkiego?

P.S. Za stworzenie pieśni obiecano nam wynagrodzenie w kwocie 0,5+!

– Chciałbym dokonać takich zmian w Polsce, żeby poziom życia zwykłego obywatela podniósł się

Według naszych (nieco jeszcze półprzytomnych) obliczeń, około 17 grudnia upłynie 500 dni panowania Pana Prezydenta. Należy się jemu (mu?) porządne podsumowanie dokonań, bo nie jest zwykłym obywatelem i o jego poziom życia ktoś zadbał już wcześniej.

W gronie prezydentów – potentatów zajmuje poczesne miejsce. Ma tylko troszkę gorszą fryzurę od Donalda Trumpa i znacznie lepszą od Władimira Putina!

Wraz z innymi jest twórcą fenomenu Pana Prezesa: Pan Prezes rzuca cień, chociaż znajduje się w cieniu!

Na urodzinach Radia Maryja zauważył, że moherowe berety okazały się równie sprawne jak szare berety jednostek specjalnych Grom. Mądrej głowie dość dwie słowie, więc pewnie Macierewicz sprawę podchwyci…

Prowadzi osobiście swoje konto na Twitterze. Temat trochę już wyświechtany, dlatego nawet nie wspomnę o „Foczce”, „Pimpusiu Sadełko” czy „ruchadle leśnym”…

Dokonał (pierwszego w historii) ułaskawienia osób, wobec których nie zapadł jeszcze prawomocny wyrok. My zamierzamy poprosić Pana Prezydenta (za pośrednictwem Twittera) o ułaskawienie in blanco. Wprawdzie nie planujemy popełnienia przestępstwa, ale kto wie? Może kiedyś przyda się?

Takie prezydenckie dokonania na poczekaniu przypomnieliśmy sobie. Jest ich znacznie więcej, ale nie będziemy ich przytaczać, bo aż tak głęboko włazić w du… nie chcemy.

Pan Prezydent ma także plany na przyszłość. Słowa przedstawione w tytule pochodzą z ust Andrzeja Dudy, a wypowiedział je onegdaj w Łęcznej. Nie wszystkich prezydenckie chcenie cieszy. Pewien użytkownik Twittera zapytał prezydenta wprost:

- A jak jestem niezwykły (jak twierdzi żona) to mi się nie należy?

Andrzej Duda odpowiedział rezolutnie, ale jakoś tak bez zwykłego u niego fasonu:

- Pewnie się należy. A Żona to Pana kocha, po prostu. Tak myślę i gratuluję i pozdrawiam.

I dodał uśmiechniętą buźkę.

Z odpowiedzi Pana Prezydenta emanuje niepewność. Może być tak, że kochająca żona uważająca swojego męża za niezwykłego, pozbawi go szans na wzrost poziomu życia… Żony wina, żony wina…

—————————————————————————————————————————-

Jakie są dokonania Dudy każdy widzi. My możemy zrobić więcej:

Potrzebne są środki na rehabilitację osoby, która jest jedną z nas.

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
77-400 Złotów, Stawnica 33A
konto:  89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
w tytule wpłaty podać subkonto osoby, której chcemy przekazać naszą wpłatę: 442/P

Można też rozliczyć PIT na stronie fundacji:
Fundacja Słoneczko
KRS: 0000186434
Tamże są także wszystkie dane fundacji.

Więcej szczegółów na Kneziowisku. Zapraszam!

Pan Prezydent uratowany!

„W Piekarach Śląskich funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu zatrzymali 40-letniego mężczyznę z Bytomia, który miał przy sobie nóż myśliwski i strzykawkę. Prawdopodobnie czekał on na prezydenta Andrzeja Dudę, który w tym czasie przebywał w mieście – informuje RMF24. – Trwają czynności wyjaśniające, które prowadzą BOR i policja. Najważniejsze, że nic nie stało się prezydentowi Polski – oświadczyła rzeczniczka BOR, Natalia Markiewicz”.

Taką wiadomość zaserwował „Onet”, a my dostaliśmy wypieków na twarzy. Z emocji chyba?

Pobyt w piekarskiej bazylice był jednym z punktów wizyty prezydenta Polski na Śląsku. Uwadze obstawiających kościelną posesję  funkcjonariuszy BOR-u nie umknął  „dziwnie” zachowujący się osobnik. Przyjrzeli się mu bliżej i kiedy stwierdzili, że nie jest to ani Kaczyński, ani Schetyna, ani Kukiz, ani Korwin – Mikke, ani Macierewicz, ani Petru, ani Niesiołowski, ani nawet posłanka Pawłowicz – doszli do wniosku, że może to być zamachowiec! Chyba tylko dzięki szóstemu zmysłowi domyślili się, że mężczyzna czeka na Pana Prezydenta Dudę. Genialna przenikliwość! Nam, ćwokom, zdawałoby się,  że facet czeka na Putina, albo nawet na Trumpa i jego seksowną żonę.

Bardzo byli profesjonalni BOR-owcy. Kazali policjantom zatrzymać podejrzanego i natychmiast wyszło szydło z worka. Niedoszły zamachowiec – dudobójca uzbrojony był w nóż i strzykawkę wypełnioną płynem.

Nasz ekspert, Prof. Gender, powiedział, że taki arsenał to nie w kij dmuchał. John Rambo załatwił nożem pół komunistycznego Wietnamu i trzy czwarte proruskiego Afganistanu! Zaś strzykawka mogła zawierać veritaserum – potężny eliksir prawdy. Potraktowany nim człowiek (nawet prezydent) odpowiada na wszystkie zadane mu pytania nie tylko całkowicie szczerze, ale też jak najbardziej wyczerpująco.

Na szczęście BOR-owcy zapobiegli katastrofie. Panu Prezydentowi nic się nie stało, a całe wydarzenie będzie przyczynkiem do wręczenia paru medali…

Na marginesie tej sensacji naszło nas pytanie: O co modli się prezydent Najjaśniejszej? Czy modli się standardowo (Ojczenasze i Zdrowaśki), czy modli się „z głowy”? A może ktoś układa mu modlitwy w zależności od potrzeb? Znamy stan majątkowy prezydenta, więc może warto i w tej dziedzinie ogłosić głasnost?

Głowy i inne członki

Konkretnie chodzi o głowy państw. Takich tam różnych cesarzy, sułtanów, szachów, królów, książąt, prezydentów i naczelników. Było i jest ich sporo. Dzięki nim, każdy kraj na świecie ma kogo powstydzić się. Może nie wszyscy rządzący nadają i nadawali się li tylko na śmieszne memy, ale, patrząc obiektywnie na całokształt, można śmiało powiedzieć, że narobili więcej szkody niż pożytku. Cóż, zdarzało się, że głowami państw bywały też różne inne członki i dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Ale nie o takich chciałem pisać. Wybrałem głowy związane z ciekawostkami.

Najdłużej panującym osobnikiem był król Suazi (państwo w Afryce) Sobhuza II. Rządził 82 lata i 254 dni. Wyczyn godny uwagi zważywszy, że średnia długość życia jego poddanych wynosi raptem 33 lata z małym haczykiem. Zdaje się, że tamtejszy ZUS 50% środków przeznacza na wynagrodzenia i szkolenia pracowników, 49,99% na zasiłki pogrzebowe i 0,01% na emerytury.

Sobhuzę II ma szansę zdystansować królowa Wielkiej Brytanii Elżbieta II. Pani Ela pierdzi w tron już prawie 65 lat! Najdłużej z żyjących głów.

Najkrócej panował król Francji Ludwik XIX. Zaledwie ok. 20 minut. Dlaczego tak krótko? Nie wiem. W grę nie wchodził zamach ani inny zgon. Chodziło o jakieś powiązania, których nie chciało mi się rozkminiać.

Tuż za 19 Ludwikiem plasuje się prezydent Meksyku. Rządził 45 minut. Tyle mniej więcej czasu, ile zajęło mi napisanie jego pełnego nazwiska: Pedro Jose Domingo de la Caizada Manuel Maria Lascurain Paredes. Obalony został przez jakiegoś generała. Bezkrwawo, na szczęście.

Wyjątkowym państwem jest Andora. Andorą rządzą dwie półgłowy: współksiążę episkopalny (jakiś hiszpański biskup o nazwisku Vives Sicilia) oraz współksiążę francuski (Francois Hollande).

Sułtan Brunei Hassanal Bolkiach ma małego księcia, którego pełny tytuł brzmi: Yang Teramat Mulia Paduka Seri Pengiran Muda ‚Abdul Wakeel ibni Kebawah Duli Yang Maha Mulia Paduka Seri Baginda Sultan Haji Hassanal Bolkiah Muizzaddin Waddaulah. Ma też majątek oceniany na 20 – 80 Miliardów dolarów. Zdaje się, że Putin jest bogatszy, ale Putin idzie w zaparte.

Głową Chińskiej Republiki Ludowej jest Xi Jinping. Ciekawe, czy to on decyduje o jakości chińskich towarów?

Erytrea uzyskała niepodległość w 1993 roku. Od początku rządzi tym państwem prezydent Isajas Afewerki. Rządzi bardzo dobrze, dlatego w kraju tym  nie było nigdy potrzeby organizowania wyborów na jakimkolwiek szczeblu władzy. Sprawił też, że Erytrea zajmuje zaszczytne 180 (ostatnie) miejsce w rankingu dotyczącym wolności mediów.

Były prezydent Kiribati, Teburoro Tito, jako pierwszy prezydent na Ziemi miał zaszczyt powitać nowe Millenium – rok 2000.

Prezydentem Peru jest Pedro Pablo Kuczynski. Trochę brakuje mu do Kaczyńskiego. Konkretnie zaokrąglonego daszka nad „u” i kreski nad „n” w nazwisku.

Wysoko poszedł król Lesotho, Letsie III. Jego kraj (jedyny na świecie) położony jest w całości na wysokości ponad 1000m n.p.m. Postawił na hodowlę kóz angorskich. Dzięki temu dostarcza wysokogatunkowego moheru – bardzo pożądanego w pewnym europejskim państwie.

Madagaskarem nie rządzi król Julian. Głową Madagaskaru jest prezydent Hery Rajaonarimampianina.

Maumoon Abdul Gayoom, były wieloletni prezydent Malediwów, wybudował sztuczną wyspę. Na wyspie tej urządził wysypisko śmieci. Zrobił to nie swoimi ręcami, oczywiście.

Pani Ameenah Gurib – Fakim jest prezydentem Mauritiusu o dwa miesiące dłużej niż pan Andrzej Duda prezydentem Polski. Nie skompromitowała się jeszcze. Można? Można!

 

Tekst powyższy pisany był w trudzie niemałym ku pokrzepieniu serc.

Nasza niepodległość jest lepsza od amerykańskiej II

Jako ostatni przedstawiciel wielkiego rodu Mików opowiem dzisiaj, jak mój pradziadek, Władysław Mika, odzyskał dla Polski niepodległość. Uczynił to samoczwór, przy pomocy nauki i patriotyzmu. A wszystko zaczęło się 10 listopada 1913 r.

Tego dnia Władek Mika kończył 22 lata. Zakonspirował się w swojej izdebce, razem z flaszkami okowitki, trzema paczkami giewontów i kilogramem czarnego salcesonu.Po pierwszej flaszce, dojrzał politycznie, po drugiej – patriotycznie, a przy trzeciej – zirytował się na zaborców. Irytację wyraził cichym okrzykiem: „Ja chcę świętować urodziny, a nie jakiś zakichany Geburtstag”! (Działo się to w zaborze niemieckim). Przy czwartej flaszce powściągnął gniew i zaczął myśleć: „Najwyższy czas, żeby Polska odzyskała niepodległość. Ale jak? Sam chyba nie dam rady. Rozedrzeć to się nie rozedrę, ale przecież mogę się sklonować”! Dalej nie wiadomo co myślał, bo w obawie przed podsłuchem, wyciszył swoje myślenie. W każdym razie, wkrótce plan był gotowy i Mika przystąpił do jego realizacji.

Najpierw sięgnął po naukę i stworzył trzy własne klony. Pierwszy z nich, otrzymał imię Hans, kryptonim J-22 i wyruszył do Niemiec. Drugi, o imieniu Iwan, poszedł mącić do Rosji, a trzeci, na skutek jakiegoś błędu, wyklonował się na księdza i pozostał na ziemiach polskich. Sam Władek krążył po całej Europie i napinał sytuację. Pomógł mu Hans J-22, który przybył do cesarza Niemiec i rozwścieczył go kłamliwą informacją, że ruski car kupił swojemu synowi nową procę dalekiego zasięgu. Wilhelm uznał to za naruszenie równowagi sił w Europie i rozpętał wyścig zbrojeń.

Tak skończyła się Unia Europejska. Powstały trzy wrogie obozy: TRÓJPOROZUMIENIE – czyli Wielka Brytania, Francja i Rosja, TRÓJPRZYMIERZE – czyli Niemcy, Austro-Węgry i Włochy, oraz PAKT CZTERECH – czyli Władek Mika i trzy jego klony.

Wreszcie Mika uznał, że sytuacja jest wystarczająco napięta, pojechał do Sarajewa i tego samego dnia ktoś zastrzelił arcyksięcia Ferdynanda.

Wtedy Świat zaczął grać w domino. Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii. Rzesza Niemiecka wypowiedziała wojnę Rosji i Francji. Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom. Niemcy wypowiedziały wojnę Belgii. Japonia wypowiedziała wojnę nie wiem komu. Austro- Węgry wypowiedziały wojnę Rosji. Francja i Wielka Brytania wypowiedziały wojnę Austro-Węgrom. Pakt Czworga wypowiedział wojnę wszystkim. Amerykanie trochę się spóźnili i dołożyli swoją cegiełkę dopiero po trzech latach – wypowiedzieli wojnę Niemcom.

Wojnę na Zachodzie zaczęli Niemcy. Szybko zajęli Belgię i poszli na Francję. Doszli do rzeki Marny i tam zostali zatrzymani. Wojna weszła w fazę statyczną. Wytyczono front i po jednej stronie okopali się Niemcy, a po drugiej Francuzi i Brytyjczycy. I tak przez trzy lata przeciwnicy zabijali się stacjonarnie. Obrzucali się granatami i przypalali sobie papierosy miotaczami ognia. Od czasu do czasu, puszczali na siebie gazy, czołgi i samoloty. Dopiero po trzech latach, kiedy pojawił się Pershing, wojna nabrała rumieńców. Niemcy nie zdzierżyli Pershinga. Zrobili w kraju rewolucję, stworzyli nowy rząd i 11 listopada 1918 r. podpisali z aliantami zawieszenie broni. Rzesza była załatwiona.

Nieco więcej działo się na Wschodzie. Rosjanie zaatakowali Prusy Wschodnie i dostali łupnia od Niemców. Austriacy zaatakowali Rosjan i dostali łupnia w Galicji. Na Mazowszu Rosjanie dali łupnia Niemcom. Niemcy, wspólnie z Austriakami, na całej linii dali łupnia Rosjanom. Rosjanie zrobili ofensywę i dali łupnia Austriakom też na całej linii. Przy okazji dostali łupnia od Austriaków na tej samej linii.

Wtedy przypomniał o sobie Iwan Klon Miki. Będąc w Rosji, zaczął gotować rosół. Wiadomo, że jak gotuje się rosół, to na wierzch wyłażą męty. Iwan zebrał te męty i w listopadzie 1917 r. kazał im zrobić rewolucję październikową. Rosja była załatwiona.

Monarchia Austro-Węgierska też została załatwiona. Uczciwie przyznam, że Mice pomogli w tym dziele Józef Szwejk i c.k. dezerterzy. Wszystkie zaborcze mocarstwa znalazły się na kolanach. Ich władcy przekonali się, że cysorz nie zawsze ma klawe życie.

Kiedy 10 listopada 1918 r. Władek Mika świętował 23 urodziny, na imprezę przybyło mnóstwo gości. Na czele z Piłsudskim, Dmowskim, Witosem i innymi. Następnego dnia wyszli na ulicę i mogli zacząć organizować życie w Niepodległej Rzeczpospolitej. W pierwszej kolejności odsunęli Władysława Mikę na boczny tor…*

Hans J-22 zmienił kryptonim na J-23 i przyczaił się w Niemczech. Chodzą słuchy, że na lewym łożu miał coś wspólnego z babcią Angeli Merkel. Iwan Klon Miki pozostał w CCCP, nudziło mu się, więc pewnie dlatego w sposób cudzołożny nawiązał stosunki z babcią Władimira Putina. Wyklonowany Ksiądz narobił obciachu. Pierwotnie Władek Mika planował stworzyć Polskę od morza do morza. Niestety, Wyklonowany Ksiądz, w trakcie mszy odprawianej w tej intencji, pomylił trzy litery. Zamiast „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie”, zaśpiewał: „Ojczyznę wolno racz nam zwracać, Panie” (dlatego ciągle jeszcze czekamy na drugie morze). Czy miał coś wspólnego z babcią Jarosława Kaczyńskiego? Nie wiem… Mógł mieć coś wspólnego z babcią Donalda Trumpa, bo wyemigrował do Ameryki…

*Władysław Mika nadal żyje na bocznym torze. Duda też nie zaprosił Go na obchody…

 

Zaszczyciliśmy szczyt

W zasadzie nie lubimy pałętać się po szczytach, ale na ten to szczyt wciągnęło nas poczucie odpowiedzialności. Odpowiedzialności za wizerunek Polski, jako organizatora szczytów. Tata Mikołaja Miki (wraz ze swoją ekipą) pilnował by niczego nie brakowało szczytom Układu Warszawskiego, więc Mikołaj (przy pomocy naszej pomocy) musiał ogarnąć warszawski szczyt NATO.

Kiedy spędy najważniejszych darmozjadów świata zachodniego odbywały się w innych krajach, to zdecydowanie nie raziły blaskiem, ani nie powalały na kolana efektami swojego szczytowania. Raczej zionęło od nich nudą i pewną taką abstynencką bezradnością.

Zapewne tak też byłoby i w Warszawie, ale Mikołaj Mika (przy pomocy naszej pomocy) nie dopuścił do tego.

Tak jak należało się spodziewać, oficjalni goście Dudy i tego tam szefa NATO okazali się jacy tacy raptem. Nie grzeszyli charyzmą ani walorami erotycznymi. Natomiast ich wrodzona inteligencja nie wzbudzała politowania tylko dlatego, że nikomu nie chciało się nad nią politowywać (politować?).

Nawet sam B. Obama to nikt inny, tylko zwykły Afroamerykanin. Taki sobie amerykański chłopiec, który nie pije, nie pali, nie wącha, nie wciąga i chyba w żaden sposób nie wstrzykuje. Za to ma mnóstwo czasu na zamartwianie się kryzysem związanym z polskim TK.

Brytyjski Cameron nie wyglądał lepiej. Snuł się jak smród po gaciach, co oznacza, że w dalszym ciągu szuka wyjścia. Osowiała Merkel chciała się tylko dowiedzieć, gdzie Szydło kupuje broszki. Natomiast Hollande (Żabojad) zbyt wcześnie przybrał pozę mistrza Europy. Skromny premier Portugalii (Costa) wolał pokątnie wznosić modły do Cristiano Ronaldo.

I na tym by się skończyło, gdyby nie nasza interwencja.

Najsampierw Normalny ożywił sytych szczytowiczów. W kuluarach wyszeptał do uszów odpowiednich, że Putin ciężko choruje na podejrzaną chorobę i wkrótce wyciągnie kopyta. Normalny nie poprzestał na tym. Do innych uszów wystosował sprostowanie: „Putin nie umrze, bo od dawna już nie żyje”!

Takie putinowskie pomieszanie z poplątaniem zaowocowało doniosłą decyzją. NATO będzie broniło wschodniej flanki przy pomocy czterech batalionów! Ufff… Nareszcie wschodnia flanka jest bezpieczna!

Ale nie to okazało się największym sukcesem szczytu. Największy sukces odniósł Kolega Podśmiechujek. Udało mu się podwędzić depilator z łazienki Angeli Merkel!

I jeszcze najważniejsze wydarzenie. W kluczowym momencie, Mikołaj Mika poślizgnął się na skórce od banana. Na szczęście media tego nie dostrzegły, bo pewnie natychmiast ogłosiłyby panikę.

Na koniec Dobra Kobieta ogłosiła oficjalne wyniki nieoficjalnego konkursu na najładniejszego uczestnika szczytu. Wygrał Antoni Macierewicz o włos wyprzedzając ochroniarza Angeli Merkel. Obrażony Obama odleciał w pizdu. Może Hiszpanie pocukrują mu lepiej?

Prawie wszędziej jest dobrze

Zaledwie Prezydent Andrzej Duda napomknął o przebaczaniu, a już się zaczęło. Pierwszy zareagował Kościół Katolicki. Z całą swoją powagą przebaczył arcybiskupowi Juliuszowi Paetzowi. Wielebny pasterz może spokojnie wychnąć na powierzchnię i udowodnić, że jeszcze nie uczynił ostatniego czynu. Po takim przykładzie, aż miło pomyśleć, kto, co i komu zechce jeszcze wybaczyć. Tak miło, że aż nóż się w kieszeni zamyka. Powodzenia, o miłosierni!

Krystyna Pawłowicz (w przeciwieństwie do Roberta Lewandowskiego) nadal jest w wysokiej formie. Z dziecinną łatwością zagłusza wylewanie lewackich frustracji i robi to z klasą i naturalnym wdziękiem. Naprawdę wyrasta na Pierwszą Damę, bo urzędująca Pierwsza Dama coś ostatnio przycichła.

Do formy powraca poseł Stefan Niesiołowski. Zamierza wyjść na ulicę i tam mierzyć się z PIS-em. Jarosław Kaczyński się cieszy, bo każde wystąpienie Niesiołowskiego powoduje wzrost poparcia dla jego partii.

Dzieje się też za granicą. Jakiś ruski miliarder zwąchał się z jakimś angolskim naukowcem i razem wybierają się do jakiejś gwiazdy (w kosmos). Podróż odbędą na żaglowcu popychanym światłem. Koszt wycieczki – 100 mln dolców. Trochę drogo, bo balię, kij od miotły, sznurek, prześcieradło i latarkę to chyba taniej można kupić? No, ale to nie nasz problem.

My możemy się cieszyć, bo cud się wydarzył w Legnicy! Upadła Hostia przemieniła się we fragment ludzkiego serca, serca znajdującego się w stanie agonalnym! Oczywiście, niedowiarki zaraz zaczęli wydziwiać i podnosić wątpliwości. Nie potrafią zrozumieć, że cud musi być poprzedzony ciągiem cudownych wydarzeń. Jeżeli niedowiarki uważają, że były to wydarzenia cudaczne, to znaczy, że wstydu i honoru nie mają! Doczekaliśmy się wreszcie porządnego cudu i cud ten nie ustępuje cudom zagranicznym, a nawet je przewyższa.

Niestety, w beczce miodu jest też łyżka dzięgciu. Chodzą słuchy, że terroryści powoli zaczynają interesować się naszym krajem. Podobno CIA puściła farbę… Czy to oznacza, że Polska na dobre weszła do Europy?

 

Z ostatniej chwili… Prawie wszędzie jest dobrze, a u mnie wręcz koszmarnie źle! Dostałem kataru i teraz jestem „Milijon, bo za milijony smarkam i cierpię katusze”!

 

 

Polsce nie grozi przeludnienie

Wręcz przeciwnie. Polsce grozi wyludnienie! Mało dzieci się rodzi i wszystko idzie w złym kierunku. Co rodzi się zamiast dzieci? Zamiast dzieci rodzą się: patologie, degrengolady, ostatni Mohikanie, komisje sejmowe (czasami nawet senackie), kamienie, precedensy i podejrzane wyniki konkursów. To właśnie się rodzi, a sędziowie trybunału mnożą się.

I co to będzie? Upadną firmy produkujące odzież dziecięcą, wanienki do kąpieli niemowląt i gruszki do czyszczeni nosków. Producenci pampersów, na razie, ocaleją (o ile przestawią się na produkcję pieluchomajtek dużych rozmiarów). Nie zarobią organizatorzy przyjęć z okazji chrzcin i Pierwszej Komunii. Przedszkolanki, nianie i nauczycielki nauczania początkowego pójdą na bezrobocie. Zresztą, prędzej czy później, wszyscy pójdą na bezrobocie, a potem do piachu!

Cóż czynić? Nie idźmy tą drogą. Przeciwdziałajmy! Obudźmy się i zobaczmy, że ręka nurza się wcale nie w niemowlęcej kupce. Sprawy prokreacji nie mogą być puszczone na żywioł. Trzeba to zorganizować. Ująć w ramy administracyjne, a nawet jeszcze bardziej ująć i mocno trzymać w ramach PGR!

Panie Prezesie! Panie Ojcze Dyrektorze! Panie Prezydencie! Pani Premier! Pani Krystyno! Oraz Ty, Tusku i Unio Europejska! Złamcie prawo międzynarodowe, złamcie konstytucję i nie czekajcie dnia, bo trzeba natychmiast utworzyć PGR-y!!! PGR-y to nie tylko Państwowe Gospodarstwa Rozrodowe. PGR-y to nasze ostatnie deski ratunku. Zadziałajcie wg. hasła „PGR W KAŻDEJ PARAFII”.

W PGR-ach dzieci będą rodziły się na potęgę, a kapłani będą chrzcić, aż im ręce będą omdlewać. Wkrótce Polaków będzie najwięcej!

Prof. Gender pracuje nad wynalezieniem męskiego przyrządu do rodzenia. Chodzi o to, by facet też mógł zaciążyć. Bliski już jest finalizacji prac. Właśnie poszedł sondować proboszcza, czy skłonny będzie poświęcić taki wynalazek. Niewiasty, nie traćcie ducha, bo jest szansa, że nie wszystko na Was się skrupi!

A darów dranie nie przynieśli

Siedzieliśmy, jak zwykle, w salonie Mikołaja Miki i, wyjątkowo, nie łaknęliśmy jak kania dżdżu. Prof. Gender akurat demonstrował dzieło swojego geniuszu – nie da się ukryć, że smakowite było to dzieło i wcale nie zalatywało drożdżami. Mikołaj Mika zamierzał wygłosić mowę pochwalną, kiedy, znienacka, szmata zasłaniająca otwór drzwiowy odchyliła się i do salonu wkroczyło trzech mężów.

Pierwszy mąż miał oblicze okrągłe i połyskliwe, drugi – nie tak spiczaste jak dawniej, ale nadal trochę spiczaste, trzeci zaś – nie blade i uśmiechnięte.

My gapiliśmy się na nich z obliczami wyrażającymi osłupienie.

Przybysze skłonili się dystyngowanie i zaśpiewali nadspodziewanie zgodnym chórem:

 

My jesteśmy Prezydenci

Hopsa sa, hopsa sa

Dobrze wiemy co się święci

Hopsa sa, hopsa sa

Do was dzisiaj przychodzimy

Hopsa sa, hopsa sa

Mimo mrozu, mimo zimy

Hopsa, hopsa sa!

 

Niezbyt zachwycony Mikołaj Mika odpowiedział tą samą nutą:

 

My jesteśmy ludzie mali

Hopsa sa, hopsa sa

Po cóż diabli was przysłali?

Hopsa sa, hopsa sa

Co zwabiło was w te progi?

Hopsa sa, hopsa sa

Wszak napitek nasz ubogi!

Hopsa, hopsa sa!

 

Prezydenci natychmiast zmienili śpiewkę (chociaż nie byli dzieweczkami):

 

Ziemia wkrótce się zapali

Koniec świata tuż!

Ahaha

Koniec świata tuż!

Ahaha

Koniec świata tuż!

Boja może nas ocalić

Bojo, dupę rusz!

Ahaha

Bojo, dupę rusz!

Ahaha

Bojo, dupę rusz”!!

 

Teraz zareagował Boja, bo czas był na refren:

 

Gdzie jest ta przyczyna, gdzie powód mam,

By świat ten ratować, tak całkiem sam?

Gdy już was zratuję, ocalę glob,

Jak zwykle, dostanę w siedzenie kop!!

 

Powaga sytuacji sprawiła, że do prezydentów przyłączyli się przyjaciele Boi, zwłaszcza Kolega Podśmiechujek darł mordę:

 

Nie patrz na to aż tak krzywo.

Musisz ruszać, choć chcesz pić!

Nawet twój bezcenny żywot,

Dla tej sprawy warto zbyć!

Zbyć…

Zbyć…

 

Boja powoli zaczął się łamać:

 

Żegnam was, no cóż,

Nie wypiję tutaj drinka już!

Idę tam, całkiem sam, bo nie szkoda róż…

 

Wszystkich wzruszyło jego bohaterstwo:

 

Najpierw chodź, przytul nas,

Potem odejdź i działaj.

Opieszały nie bądź, chęcią pałaj!

No bo teraz i tu,

Ludzkość ciebie posyła,

Więc powstrzymaj swe łzy

I spływaj…

 

Gdy Boja oddalał się ku nieznanemu, zaśpiewaliśmy wznosząc kielichy:

 

Szczęśliwej drogi, już czas!

Idź i ratuj świat i nas!

Zrobisz to, zniszczysz zło!

Wzywa cię głos,

Nie na darmo słyszysz go!

A twój los?

Los…

Los…

 

P.S. Jeżeli czytasz te słowa, to znaczy, że Boja dobrze się spisał!

 

 

 

 

 

Prawomyślna pieśń patriotyczna

Niniejsza pieśń patriotyczna ma przewagę nad innymi pieśniami, bo jest nowoczesna i aktualna. Melodia pochodzi z „Ballady o Małym Rycerzu”. Kto nie zna, niech se znajdzie w necie, albo idzie na mecz męskiej reprezentacji Polski w siatkówce.

 

BALLADA O MAŁYM PREZESIE

1. W kraju nad Wisłą, którego rozum

Nawet najtęższy nie skuuuuuuuuma,

Włącz telewizor, przypatrz się dobrze:

Prezes to jest, a nie dżuma!

(w przerwach między zwrotkami biją bębny, werble i inne tarabany, a damski chór wyciąga takie przyprawiające o dreszcze „O!—O!-O!-O!-O!—O!-O!”, kilka razy te „O!—O!-O!-O!-O!—O!-O!” wyciąga)

2. Choć posiwiały i ciałem mały,

Wyrósł największy na świeeeeeeecie.

Gdy Kopacz zbrzydła, dostarczył Szydło,

Razem z innymi w pakiecie!

3. Ty, któryś w Sejmie, Ty, coś w Senacie

I Ty, co w brodzie masz dooooooołek,

Prezes Wam ufa, szybko wykryjcie,

Kim jest Koziołek – Matołek!

Ave!

 

P.S. Zdałoby się utworzyć jakieś Święto Dziękczynienia!