Uniwersalna NiegłupiaPigułka

Kolega Podśmiechujek chciał ją nazwać SmartPigułką, ale zabroniliśmy mu zaśmiecać język polski. NiegłupiaPigułka jest kolejnym genialnym wynalazkiem Profesora Gendera i wpływa zarówno na ciało ludzkie jak i na ducha człowieczego (zakładamy, że będzie miała również wpływ na nasze konto w banku!).

NiegłupiaPigułkę bierzemy do ust i nie połykamy od razu. 10 sekund mamlania sprawi, że przykry zapach zaniknie, zęby zbieleją, a język stanie się giętki – takie małe preludium przed właściwym działaniem! Dopiero po połknięciu NiegłupiaPigułka bierze się do roboty:

- Odsyła zgagę w pizdu!

- Wygładza wątrobę!

- Oczyszcza szare komórki z papki medialnej!

- Nie szczypie w oczy!

- Komórki gromadzi w biuście (lub w małym)!

- Zatwardza rozwolnienie!

- Odśmierdza nogi!

Dodatkowo (czyli gratisowo), w trakcie opuszczania organizmu, NiegłupiaPigułka likwiduje hemoroidy!

NiegłupiaPigułka opuszcza organizm w stanie nienaruszonym i natychmiast (chyba, że ktoś zechce opłukać) jest gotowa do ponownego użycia!

UWAGA!!! Każde użycie zwiększa skuteczność NiegłupiaPigułki. Ona szybko uczy się, nabiera doświadczenia i wprawy. Zalecamy stosowanie w ostatniej kolejności!

Na razie gotowa jest jedna NiegłupiaPigułka. Zaczynamy licytację. Cena wywoławcza 100zł plus, zamiast VAT-u, 23ml spirytusu…

Mamono! Dlaczego duszę pokryłaś mi błoną?

Ostatnio niezbyt dobrze ma się moje człowieczeństwo. Mam wrażenie, że wycieka ze mnie ciurkiem, a jego miejsce zajmuje niezbyt sympatyczny sukinsynizm. Warczę na ludzi życzliwych i płaszczę przed ludźmi nieżyczliwymi. Opuściło mnie poczucie humoru, za to coraz częściej nawiedza brak poczucia honoru. Chciałem zostać człowiekiem interesu, a nie bardzo powoli staję się człowiekiem – interesem.

A Mikołaj Mika już dawno zapytywał:

- Po co ci to, biedny fiutku?

Dzisiaj zrobiłem psychoanalizę swoich wnętrzności niematerialnych. Wyniki wyszły niewesołe, a wnioski wyciągnąłem smutne. Jak tak dalej pójdzie, to nawet wszechstronny geniusz Profesora Gendera nie pomoże!

Naprawdę nie jest dobrze. Kiedy zamykam oczy to widzę (kolejność czasami zmienia się): sukienkę z zepsutym zamkiem błyskawicznym, źle przyciętą płytę kartonowo – gipsową, spodnie – dzwony, uszkodzoną metkownicę, niezidentyfikowaną część damskiej garderoby, złośliwą minę pewnego babska, posadzkę uwalaną błotem pośniegowym, otwarcie niezaszczycone obecnością…

Kiedy wreszcie zmorzy mnie sen, to śni mi się przymierzalnia w której przymierza biustonosze Wielka Trójca Kolegi Podśmiechujka, a potem przychodzi manekin i pokazuje środkowy palec…

Ufff… Ciężko jest… Ale nie dam się! Zrobię wszystko by odzyskać dawny polot, wrócić na blogi i znowu pisać… Tak mi dopomóż… No!

————————————————————————————————————————————–

Potrzebne są środki na rehabilitację osoby, która jest jedną z nas:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
77-400 Złotów, Stawnica 33A
konto:  89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
w tytule wpłaty podać subkonto osoby, której chcemy przekazać naszą wpłatę: 442/P

Można też rozliczyć PIT na stronie fundacji:
Fundacja Słoneczko
KRS: 0000186434
Tamże są także wszystkie dane fundacji.

Więcej szczegółów na Kneziowisku. Zapraszam!

O tym jak Profesor Gender prawie zamach stanu wywołał

Kolega Podśmiechujek też maczał w tym palce. A było tak…

Prof. Gender jak zwykle wynalazł coś genialnego. Tym razem przyrząd, któremu nadał roboczą nazwę „Dmuchawa Kupidyna”. Wystarczy dmuchnąć w wynalazek, a poniesie on (za pomocą niewidzialnej strzały) miłość do najtwardszego nawet serca.

- Trzeba wypróbować cudo – zarządził Mikołaj Mika – Gdzie są najtwardsze serca?

Udaliśmy się do Sejmu. Kolega Podśmiechujek skakał wokół Gendera jak Pchła Szachrajka.

- Profesorze, błagam! Strzel do Krystynki Pawłowicz! Może zapała do mnie czymś?

Profesor zgodził się. Ale zgoda zgodą, a życie życiem. Gender strzela, a Bóg wie kto strzały nosi. Posłanka Pawłowicz nie została ugodzona w serduszko. Strzałka trafiła prosto w oko (omijając okulary) posła Szczerby. No i zaczęło się…

Poseł Szczerba natychmiast odłożył kartkę z napisem „wolne media”, uderzył w koperczaki i, dodatkowo, zaczął smalić cholewki… Obiektem tych starań okazał się sam marszałek Kuchciński.

- Panie Marszałku kochany… - zagruchał sztucznie zakochany poseł.

Jednak marszałek nie chciał być bogdanką (bogdanem?) wyszczekanego opozycjonisty. Bezlitośnie użył, jak to później określił Komorowski, bomby atomowej, tj.  wykluczył pana Michała z posiedzenia sejmu oraz nie wpuścił do swojego serca.

Można powiedzieć, że Kuchciński zaszpachlował Szczerbę gruntownie, bo oprócz szpachli nałożył na niego jeszcze karę pieniężną niezaplanowaną w budżecie państwa. Ubodło to opozycję. Postanowili pomścić spostponowanego kolegę. Błyskawicznie zajęli mównicę i skutecznie, po szwedzku (na stojąco) zablokowali dostęp.

Ale nie z PIS-em takie numery. Posłowie PIS nie odbijali mównicy, za to wynieśli koryto z sali plenarnej i umieścili je w sali kolumnowej. Tam przegłosowali to, co mieli przegłosować, choć było przy tym trochę burdla i zamieszania. Opozycja odpowiedziała blokadą fotela marszałka.

A my? My, jako Drużyna Mikołaja Miki, próbowaliśmy ustalić czy poseł Suski został POwalony na podłogę, czy wywinął orła własnym sumptem? Niestety, nie udało się. Wobec sprzecznych zeznań musieliśmy, chwilowo, umorzyć sprawę.

W międzyczasie zadziwiającą mądrością popisał się Schetyna. Powiedział, że „wszystko to, co zdarzyło się w Sejmie było nielegalne”. My też tak uważamy. Wszystko to, co wydarzyło się w Sejmie było nielegalne. Te nielegalne sejmowe wydarzenia ciągną się od 1945 roku!

Doszliśmy także do wniosku, że dziennikarze faktycznie nie są w Sejmie potrzebni. Każda posłanka i każdy poseł potrafią nagrać każdy incydent i skutecznie opublikować nagranie w mediach. Dziennikarzy należy wywalić z Sejmu, bo są zbędni, „nałaźliwi” i biją Kaczyńskiego po głowie kamerami.

Później zrobiło się w Sejmie nudnawo. Na zewnątrz działo się więcej. Demonstranci zablokowali wyjazd posłów PIS, a policja użyła tylko siły fizycznej, miłosiernie rezygnując z użycia siły chemicznej (czyli gazu). Było trochę skandowania, np. „Będziesz siedział! Będziesz siedział”! Ciekawe kogo mieli na myśli? Chyba nie marszałka Kuchcińskiego, skoro fotel marszałka jest zablokowany?

Potem już nic nie słyszeliśmy, bo znienacka zatrąbili wuwuzelami prosto do naszych uszu…

P.S. W nocy przyśniła się nam gęba Ryszarda Petru… I jak tu nie pić?

 

—————————————————————————————————————————————-

Potrzebne są środki na rehabilitację osoby, która jest jedną z nas:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
77-400 Złotów, Stawnica 33A
konto:  89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
w tytule wpłaty podać subkonto osoby, której chcemy przekazać naszą wpłatę: 442/P

Można też rozliczyć PIT na stronie fundacji:
Fundacja Słoneczko
KRS: 0000186434
Tamże są także wszystkie dane fundacji.

Więcej szczegółów na Kneziowisku. Zapraszam!

Poczet Niepolaków polskich. Sławomir Nowak

Jutro Sławomir Nowak skończy 42 lata. Czego mu życzyć z tej okazji? Chyba tylko odpornej wątroby, bo to na Ukrainie jest najważniejsze. Legitymujący się wybitnie polskim nazwiskiem Nowak, przestał być Polakiem w październiku. Wtedy to przestawił zegarek na czas wschodnioeuropejski i pojechał do kraju braci Kliczko (i Tarasa Szewczenki) wytyczać nowe ścieżki.

Dlaczego to uczynił? Kiedy wyleciał z Platformy to pewnie zorientował się, że nie ma szans na objęcie posady prezesa PIS-u, a wiadomo, że każdy chce być prezesem, nawet ten, co mówi, że nie chce. Ukraińcy posadzili Nowaka w fotelu prezesa „Ukrawtodoru” – państwowej agencji drogowej. Górale powiedzieliby: „Tyż piknie”!

Drugim powodem są względy finansowe. Na Ukrainie pan Sławomir inkasuje 12 tys. hrywien i to każdego miesiąca! W Polsce dostał tylko jedną grzywnę, a właściwie nawet tej jednej nie dostał, bo złośliwy sąd umorzył mu ją warunkowo. Nie wnikamy jakie warunki musi spełnić, aby tą polską grzywnę odzyskać.

Jak wygląda życie byłego Polaka w ościennym, zaprzyjaźnionym(?) (znak zapytania, bo nie ma pewności co do tej przyjaźni) kraju? Nietrudno sobie wyobrazić. Nowak otrzymuje przelew z wynagrodzeniem, idzie do restauracji, zamawia obiad, konsumuje i płaci rachunek. Potem przez miesiąc nie robi już nic, bo musi czekać na kolejną wypłatę.

Nasz ekspert, Profesor Gender, powiedział: „Budując ukrainne drogi można łatwo nachapać się, ale można też (równie łatwo) skończyć w fundamencie pod jakimś wiaduktem”…

Jakby nie patrzeć – prezes to ma klawe życie!

—————————————————————————————————————————————

No cóż, nie każdy może i chce budować czarne drogi na zielonej Ukrainie, ale można podziałać w inny sposób.

Potrzebne są środki na rehabilitację osoby, która jest jedną z nas:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
77-400 Złotów, Stawnica 33A
konto:  89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
w tytule wpłaty podać subkonto osoby, której chcemy przekazać naszą wpłatę: 442/P

Można też rozliczyć PIT na stronie fundacji:
Fundacja Słoneczko
KRS: 0000186434
Tamże są także wszystkie dane fundacji.

Więcej szczegółów na Kneziowisku. Zapraszam!

Herr Bata von Rumm

Herr Bata von Rumm to nowy nabytek „rodziny” Mikołaja Miki. Oczywiście nie urodził się dzisiaj, ale dopiero dzisiaj uświadomiliśmy sobie, że ów znamienity mąż znajduje się w naszym gronie. Skąd się wziął? Tego, na razie, nie wiemy. Kim jest? Tego, z kolei, on nie wie.

Pamięta tylko tyle, że jest nieślubnym prawnukiem samego Roberta Kocha, tego szwabskiego bakteriologa, który wynalazł gruźlicę, cholerę i wąglik. Wie też, że jest jedynym Murzynem (Afroniemcem?, a może Karaiboniemcem, bo korzenie ma na Haiti?), którego dziadek służył w SS.

Profesor Gender podejrzewa, że Herr Bata von Rumm jest, tak jak jego nieślubny pradziad, bakteriologiem. Profesorowi majaczy się, że przybysz majaczył o jakiejś wyjątkowo złośliwej bakterii, której tropem przywędrował do Polski. No nic. Wszystko wyjaśni się w swoim czasie.

Acha. Nasz gość łamie stereotypy. Nie mówi tak, jak Murzyni z książek o Murzynach:

- Bata chcieć pić. Wy dać Bata pić?

Nie! On mówi zwyczajnie, tak jak trzeba:

- Ale mnie suszy! Macie co chlapnąć?

To my odpowiadamy stereotypowo:

- Pewnie, że mamy. Gość w dom, Bóg w dom!

Zauważyliśmy jeszcze, że Herr Bata von Rumm jest uzdolniony artystycznie. Na poczekaniu wymyślił początek nowej świeckiej pieśni religijnej:

„Ojcze Rydzyku, do Ciebie się pchamy,

To co ZUS dał nam, my Tobie oddamy”!

Jeszcze tylko cenzura

Rycerze cenzury przekwalifikowali się podobno, ale sama cenzura nie umarła. Nie mieszka już na Mysiej, zagnieździła się w naszych sumieniach i gryzie. Teledysk jest gotowy, oglądamy go właśnie i chyba trzeba ocucić Dobrą Kobietę, bo zemdlała… Za dużo drastycznych scen. Nie chcemy dodawać roboty kardiologom i psychiatrom… Gdzie są nożyczki?

Wywalimy scenę wyrywania włosa z nosa. Także scena mycia przypalonej patelni jest zbyt bulwersująca. Prof. Gender chce usunąć kawałek o przycinaniu pożółkłego paznokcia na dużym nożnym paluchu… Również materiał przedstawiający zawartość kieszeni Kolegi Podśmiechujka jest nie do przyjęcia!

Musimy sprawić, by wszystko było zgodne z poprawnością polityczną i, jednocześnie, sprawiało wrażenie niezależnego. Nie jest to łatwe!

Trzeba uciekać, Dobra Kobieta ocknęła się… Będzie się działo!

Co się odwlecze…

No ale przecież samo nie odwleka się chyba? Komu zależy na opóźnieniach? No właśnie! Oni zrobią wszystko, aby nie dopuścić prawdziwej sztuki do głosu! Mnożą trudności, dzielą ekipę, dodają dodatkowe warunki i odejmują wszystko co się da! I jeszcze całkowania chcą spróbować! To co najważniejsze nie ma dla nich znaczenia, dla nich liczy się tylko dobro sił wiadomo jakich. My cierpimy, bo stanęliśmy im na drodze…

Produkcja teledysku szła pełną parą (i w dalszym ciągu idzie!), więc rzucili nam pierwszą kłodę pod nogi (pionową). Konkretnie, Pani Normalna odwołała naszego swojskiego ministra skarbu twierdząc, że misja Normalnego zakończyła się sukcesem i, że więcej sukcesów Normalny nie będzie już robił, bo dotychczasowe wystarczą i kropka! Pokrętne tłumaczenia musieliśmy przyjąć do wiadomości, bo Pani Normalna groźną kobietą jest…

Kłopoty finansowe zmusiły nas do ogłoszenia zbiórki publicznej. Ofiarność społeczeństwa zamknęła się kwotą 1zł 67gr. Siłę tej kwoty, jak skrupulatnie obliczył prof. Gender, tworzyły monety 1- i 2-groszowe (94%) i jedna, nieco poczerniała, 10-groszówka. Taki budżet to można… Jeżeli ktoś był kiedykolwiek w sklepie (nawet w biedronce) to doskonale wie w co można taki budżet sobie wsadzić…

A to nie wszystko! Trochę pogięło naszego swojskiego solistę. Boja siedzi osowiały w wyliniałym fotelu i mówi, że nie może mówić, a pluskwy po nim łażą w te i we wte.

I jeszcze efekty specjalne nie wypaliły. Kolega Podśmiechujek powiedział, że dotychczasowy materiał wygląda jak telenowela…

Ale teledysk dokończymy! Dojdziemy do celu choćby po trupach tych pluskiew, co to łażą po Boi! A oni niech się…

Genialne urządzenie stacjonarne

Gdyby wszyscy geniusze byli pokroju Alberta Einsteina, to życie byłoby nie do wytrzymania. Podobno Einstein był nawet niegłupim geniuszem, ale rzeczy, które powymyślał, nie są przydatne dla ludzi mających aspiracje w sferze duchowej. My, jako ludzie uduchowieni, stalibyśmy na straconej pozycji, ale nie stoimy, bo geniusz niejedno ma imię, jedno nazwisko i jeden tytuł:

PROFESOR JOHN MARY GENDER!!

On to skonstruował genialne urządzenie stacjonarne. Urządzenie wygląda jak pozbawiona demokracji Polska w ruinie.

Rozpoczyna się paszczowatym otworem zapodawczym, a kończy cieniutką (niestety) rureczką z której ciurka niemal bez przerwy.

Pomiędzy znajduje się kłębowisko rur, rurek, baniaków, kociołków, mieszadeł, zegarów, głośników, liczników, monitorów, pokręteł, czujników, , kabli, przewodów, zaworów i innych rzeczy. Jest tam także niematerialna inteligencja.

Urządzenie nie jest jakąś bezmyślną maszyną. Potrafi myśleć perspektywicznie i dbać o swoje i nieswoje interesy. To, co czynić należy, nakazuje pięknym głosem Krystyny Czubówny:

- „Dodaj drożdży”! „Gdzie się gapisz”? „Dolej wody”! „Wyślij totolotka”! „Nasyp cukru”! „Łapy przy sobie”! „Kartofli mało”! „Szybciej, gamoniu”!

W podpleczu urządzenie ma niewielki otworek z którego wylatują granulki, do złudzenia przypominające kawior. Granulki zapach mają aromatyczny, smaku jeszcze nikt nie badał, ale pewne jest, że granulki na coś skutkują. Chce ktoś spróbować?

Niestety, jest też łyżka dziegciu. Urządzenie nie pracuje w poniedziałki. Znaczy się, łyka produkty, wydziela granulki, ale nie ciurka mu z rureczki końcowej. Słychać tylko jak śpiewa walentynkową piosenkę: „Żono moja, życie moje! Tyś jest suka, a ja gnojek”…

Urządzenie nie jest na sprzedaż!

 

P.S. Mało brakło, a byłbym zapomniał. Póki jeszcze niedziela: Zdrowie Jerzego Owsiaka! I całej Orkiestry też!