Skrupulatny poczet władców Polski. Bolesław Zapomniany

Pierwowzór kilku późniejszych bohaterów.

Został zapomniany kiedy miał dwanaście lat. Tak się złożyło, że rodzice Bolka zapragnęli spędzić urlop osobno. Tata Mieszko II Lambert zamierzał pojechać na Oktoberfest, a mama Rycheza planowała rozległą operację plastyczną w czeskiej klinice jakiejś. Ustalili, że dzieci zabiera Rycheza.

Niestety, wszystko się pokićkało. Na skutek dziwnego zbiegu okoliczności, Mieszko trafił pod czeski skalpel, a Rycheza z dziećmi wylądowała przy stoliku zastawionym kuflami piwa i porcjami golonki z musztardą.

Natomiast Bolek nie zajął miejsca w żadnej karecie. Akurat w dniu wyjazdu doznał pierwszego wzwodu i cały ranek zmagał się z tym problemem w piastowskiej sławojce. Jako że rodzice wyjeżdżali w nieco panicznym pośpiechu – Bolek, niczym Kevin, został sam w domu.

Jednak nie rozdzierał szat. Znalazł jakąś (zgubioną w pośpiechu) sakiewkę z koślawymi denarami i poszedł na szaszłyk z tura. Nie dotarł, niestety, do „Dzikiego Dworu pod Kaczką”, zgarnęli go mnisi, którzy niedawno założyli w Gnieźnie klasztor.

Bolesław od urodzenia miał awersję do grupowego klepania pacierzy, a w klasztorze musiał czynić to trzy razy dziennie. Długo nie wytrzymał. Uciekł stamtąd poddenerwowany i na gnieźnieńskim rynku, gromkim głosem dał sygnał (niczym Lenin wystrzałem z Aurory) do Rewolucji Pogańskiej.

Mała dygresja. Właściwie Rewolucja Pogańska powinna nazywać się Reakcją Pogańską, bo rewolucjoniści walczyli o powrót starego. Jednakże stosowali bardzo rewolucyjne metody walki z przeciwnikami, dlatego ich działania pozwoliłem sobie nazwać Rewolucją. Koniec dygresji.

Rewolucja rozpełzła się po kraju, a Bolesław wrócił do domu.

Akurat tata Mieszko II zakończył ziemską część swojej wędrówki (1034r), więc Bolesław spokojnie mógł koronować się na króla Polski. Oprócz jabłka, berła i korony dostał też rozdwojenia jaźni.

Za dnia panował sprawiedliwie i dobrotliwie (niczym Dr. Jekyll), w nocy zaś przemieniał się w krwiożerczego pogańskiego bojownika (jak Mr. Hyde).

Zdaje się, że przyczyną tego rozdwojenia był praprzodek Kolegi Podśmiechujka. Bolesław uwielbiał perły, a ów praprzodek powiedział mu (przy piwie), że perły rodzą się w nerkach duchownych katolickich. Im wyżej postawiony duchowny, tym perła piękniejsza!

Bolesław, chociaż Król Polski, legalnie nie mógł wypatroszyć nawet zwykłego kleryka, cóż dopiero biskupa! Dlatego nocami, w przebraniu, na czele bandy zwolenników pogaństwa, napadał na siedziby kapłanów, od proboszcza wzwyż. Skrupulatnie przeszukiwał wnętrzności ofiar, ale chyba z marnym skutkiem, bo jego kolekcja pereł była bardzo mizerna…

W sumie Bolesław Zapomniany nie miał szans długo pożyć. Średniowieczni Polacy nie lubili ani sprawiedliwych i dobrotliwych władców ani krwiożerczych pogańskich bojowników. Dopadli Bolesława w roku 1038 i biedak skończył niczym Azja Tuhajbejowicz.

Kiedy konał w męczarniach na palu, byli poddani zapewniali go solennie:

- Zawsze będziemy o tobie pamiętać!

Nie dotrzymali słowa…

Kryminalne zagadki Warszawy

Motto: NIE DAJ, CURVA, SIĘ! 

Przeczytaliśmy sobie artykuł o szarych, anonimowych obywatelach. Wprawdzie jednej z tych szarych obywateli wargi ustne błyszczą nieziemsko i nieszaro, ale przecież u zwykłych ludzi nie wszystko musi być czarno – białe.

Policja zatrzymała i doprowadziła do prokuratury niejaką Dorotę R. (mniej znaną jako Doda E.). Zanim do zatrzymania doszło, gliniarze od szóstej do ósmej pod drzwiami stali i kolbami w drzwi łomotali. Nie mogli wyważyć tych drzwi, bo akurat były antywłamaniowe…

Pani Dorota też nie mogła łapsów wpuścić, bo spała sobie słodko, a w uszach miała zatyczki. Po to je miała, by jakieś ewentualne łomotanie nie zakłócało jej snu. Chyba logiczne?

Pierwsza zagadka. Dlaczego policjanci nie wchodzą na tego jakiegoś Pudelka? Tam chyba pisze o której Doda ze snu podnosi skroń?

W prokuraturze Dorota R. prawdopodobnie usłyszała zarzut. Piszemy „prawdopodobnie”, bo nie jesteśmy pewni czy wyjęła owe zatyczki z uszu (to jest właśnie druga zagadka).

W artykule napisali, że oskarżona jest o „wpływania groźbą na świadka”. Grozi za to pięć lat pierdla! Ale czy wywinie się tak niskim wyrokiem? Pełnomocnikiem pokrzywdzonego Emila H. jest niejaki Roman Giertych. Pan Romek zapowiedział już, że postara się przekształcić zarzut na „wymuszenie rozbójnicze”. Za to grozi dziesięć lat pierdla!

Dygresja. Nie bardzo wiemy co to jest wymuszenie rozbójnicze. Chyba obejrzymy sobie parę odcinków ceskoslovenskiego serialu „Przygody rozbójnika Rumcajsa”, może to nam trochę rozjaśni zagadnienie? Szkoda, że nie ma jakiegoś serialu o rozbójnicy :cry: Koniec dygresji.

Z kolei Dodzie pomaga mało znany pitbull Emil S. Kolejna, trzecia już zagadka. Skąd w życiu Dody wzięło się aż dwóch Emilów?

Od razu czwarta zagadka. Dlaczego w sprawę nie jest jeszcze zaangażowany detektyw Krzysztof Rutkowski?

Tak a propos Giertycha i Rutkowskiego. Mamy pomysł dla telewizji niepublicznych. Niech któraś z nich nakręci serial pod tytułem „Detektyw i Mecenas” lub „Mecenas i Detektyw”. Kolejność do ustalenia, bo cholera wie, który jest ważniejszy…

Skrupulatny poczet władców Polski. Dytryk

Znakomity przykład zmarnowanego talentu.

Tata Dytryka, niejaki Świętopełk, miał pecha urodzić się się jako przyrodni i sporo młodszy brat Bolesława Chrobrego. Kiedy Chrobry doszedł do władzy, babcia Dytryka (a macocha Chrobrego) szybciutko złapała torebkę, zgarnęła dzieci (między innymi Świętopełka) i nie czekając na zachętę, rozsądnie uciekła do Niemiec.

Dytryk urodził się już w Niemczech (ok. 992r.) jako syn Świętopełka i Niemki o dziwnym imieniu Nietutejsza. Nie było mu łatwo. Od maleńkości trenował sprawowanie władzy, jednak kariery nie zrobił. Talentu mu nie brakowało, ale czy Szwaby dopuszczą Półpolaczka do czegokolwiek?

Tułał się tedy po ligach regionalnych i głównie zajmował się grzaniem ławy rezerwowych. Nigdy nie wychodził w pierwszym składzie, z rzadka tylko miał okazję wystąpić w roli pomocnika, co zwykle kończyło się kontuzją i długą rehabilitacją.

Czarno widząc przyszłość, zamierzał już Dytryk zawiesić insygnia władzy na kołku i zająć się komentowaniem, gdy nagle… chociaż właściwie nie nagle… Trochę trwało zanim to się stało, ale się stało.

Polska, za Chrobrego mocarstwo, przemieniła się w kondominium niemiecko – rusińskie. Cesarz Konrad II potrzebował zawodników na tamtejszym podwórku, więc przypomniał sobie o wiecznym rezerwowym. Dytryk mógł wreszcie wziąć udział w prawdziwej grze (1032r.).

Nie wyszedł na tym dobrze. Jego nominalny partner, Mieszko II, okazał się rywalem grającym nieczysto, więc Dytryk szybciutko doznał śmiertelnej kontuzji…

Pozostało po nim tylko epitafium ułożone przez Uczonego Męża Bojana:

Dytryku, Dytryku,
Zawisłeś na stryku!
Teraz dla Dytryka
Nagrobek z lastryka…

Rezolutny Parlament uchwalił rezolucję

Przez siedem ostatnich (oprócz dwóch jeszcze bardziej ostatnich) lat Polki i Polacy byli ignorowani. Parlament Europejski postanowił trochę zadośćuczynić krzywdzie i poświęcił większość swojej jednodniowej uwagi niegdysiejszemu Mesjaszowi Narodów.

Nie tylko poświęcił uwagę, on wziął i uchwalił rezolucję! Rezolucję, która dotyczy tylko nas! Polek i Polaków! Nikogo więcej! Zazdrośćcie ościenne narody, wraże i nie wraże!

A propos ościennych narodów. Ciekawość jak zachowałyby się gdyby je kopnął taki zaszczyt?

Kacapy, zapewne, wylegliby na moskiewskie i petersburskie ulice wrzeszcząc ile tchu w piersiach (niczym bolszewiccy najeźdźcy): „Urrrra! Urrrra! Urrrra!!!”

Wątpliwości mamy co do Szwabów. Nie wiemy czy wiwatowaliby jeszcze po niemiecku, czy już po muzułmańsku?

Pepiki? Jak to Pepiki… Nakręciliby film!

Słowacy… Cholera, jak obraźliwie nazwać Słowaków? Może Haluszki? Nieważne… Słowacy raczej nie uwierzą, że Europa ich zauważyła…

Boćwini (czyli Litwini). Najpierw trzeba ustalić „Skąd Litwini wracali”?

Kołchoźniki (Białorusini) w dupie by to mieli.

I jeszcze ci z zielonej Ukrainy. Oni nie potrzebują rezolucji. Mają tanią wódkę, tanie papierosy… Czegóż więcej do szczęścia potrzeba?

A my? My jak zwykle. Podzieliliśmy się na tych co chwalą uchwalenie rezolucji i na tych co nie chwalą… I bardzo dobrze! Niech europejskie darmozjady wiedzą, że nie jest łatwo dogodzić wszystkim mieszkańcom ziemi wolskiej!

Chodzą słuchy, że Pan Prezes jest w dobrym humorze. Podobno wesoło sobie podśpiewuje: „A gdybym tak kogoś strzelić miał w pysk? Tylko PeOwca”!

My mamy jedno zastrzeżenie do rezolucji. Dlaczego europosłowie żądają od rządu polskiego potępienia tylko Marszu Niepodległości? Niech rząd potępia też mecze piłkarskie, na których kibice wywieszają transparenty z niepolitycznymi hasłami!

PS. Chyba udowodniliśmy tym tekstem, że nie jesteśmy ksenofobami?

Częściowo Patriotyczny Bal Charytatywny

Wydarzenie odbędzie się 11 listopada, a rozpoczęło się tuż po Wszystkich Świętych. Jest luźno związane z Dniem Niepodległości. Mocniej nie dało się związać, bo Prezes odmówił  udziału. Powiedział obcesowo i wyraźnie: „Nie, bo nie”! Na szczęście będzie jednak nie całkiem niepatriotycznie – wywiesiliśmy hasło na transparencie: „Polska od morza do morza i od ziemi aż do przestworza!”

Zapisywać się nie trzeba, wystarczy przyjść. Każdy Gość (niezależnie od płci) zobowiązany jest przynieść dobro, które (już ostatetcznie) nazwaliśmy „Możliwości+”. Czyli tyle ile zdoła wypić plus dwie flaszki.

Bal otworzy występ Koleżanki Wymówki. Jest ona bardzo rozczarowana swoim mężem Kolegą Podśmiechujkiem. Zaśpiewa więc (pięknym głosem Krystyny Prońko) piosenkę o księciu z bajki „Chcę cię właśnie takiego”. Oto tekst:

1. Wypisujesz hasła na sztandarach,
Potem na masówkach mordę drzesz
Nie dokładasz nigdy nic do gara,
Ale gdy gotowe – wtedy żresz!
Cały ty…

2. Ceny masła ciągle nie spadają,
Ty w tej samej partii drugi rok.
Chociaż wszyscy już cię dobrze znają,
Ty wyprzedzasz zmiany wciąż o krok!

Ref. Jesteś fiutem jak mało kto
I złodziejem co czyni zło!
Lubisz koniak i dziwki,
Z placka wyjadasz śliwki,
Oto cały ty…

Jesteś taki jak większość tych
Różnych Grzechów, Rychów i Krych!
Jesteś naszą elitą,
Która kłamstwa jest świtą
Oto cały ty…

3. Gdy wybory jakieś się zbliżają,
Ty przysięgasz, że poprawisz los.
Ludziom wtedy mózgi zasypiają
I na ciebie idą oddać głos!

Ref. Jesteś głupi więc szczęście masz
Zamiast w pierdlu, przy żłobie trwasz
I zapewne dlatego
Chcę cię właśnie takiego…
Bierz mnie!

 

Tyle mamy zaplanowane. Potem idziemy na żywioł…

 

PS. Dochód z balu przeznaczymy na kolejny Bal Charytatywny. Będzie on Częściowo Jakiśtam…

Częściowo Święty Bal Charytatywny

Wydarzenie odbędzie się 1 listopada, a rozpoczęło się już wczoraj. Jest luźno związane ze świętem Wszystkich Świętych. Mocniej nie dało się związać, bo proboszcz odmówił  udziału. Nie pomogło nawet wstawiennictwo Dobrej Kobiety (chociaż jest ona szczytowym osiągnięciem wielowiekowego ewolucjonizmu parafialnego). Na szczęście będzie jednak nie całkiem świecko – Brat Ladaco obiecał, że pokropi wszystkich, kiedy nadejdzie odpowiedni czas.

Zapisywać się nie trzeba, wystarczy przyjść. Każdy Gość (niezależnie od płci) zobowiązany jest przynieść dobro, które (roboczo) nazwaliśmy „Możliwości+”. Czyli tyle ile zdoła wypić plus dwie flaszki.

Bal otworzy występ Dobrej Kobiety. Jest ona bardzo rozczarowana swoim Niedobrym Mężem. Zaśpiewa więc (pięknym głosem bogobojnego Andrzeja Rosiewicza) piosenkę o księciu z bajki „Dla ciebie wszystko”. Oto tekst:

Pytasz mnie, czy nadeszła już rencina?
Mówisz mi, że nie mogę w kulki grać.
Teraz już nie wystarczy dziesięcina,
Teraz już znacznie więcej trzeba dać!

Może wziąć kredyt w jakimś parabanku?
Może spieniężyć działkę mą na wsi?
Niechaj Twój głos, gdy zabrzmi o poranku,
Natchnienie ześle i podsunie pomysł mi!

Dzisiaj lewactwo jadem w Ojca pluje,
Zdradzieckie mordy ateistów kłapią wciąż.
A w domu moim też mnie denerwuje
Mój odstawiony już od łoża podły mąż!

Mówisz mi, że musimy składać dary.
Mówisz mi. że bez darów wygra czart!
Ja to wiem, nie żałuję więc ofiary,
Bo Ty jesteś, drogi Ojcze, Ojciec – Smart!

 

Tyle mamy zaplanowane. Potem idziemy na żywioł!

 

PS. Dochód z balu przeznaczymy na kolejny Bal Charytatywny. Będzie on Częściowo Patriotyczny…

Skrupulatny poczet władców Polski. Mieszko II

Kiedy niezdrowy tryb życia wpędził Bolesława Chrobrego w zaświaty, na piastowskim tronie zasiadł Mieszko II (1025r.) – niepierworodny syn swojego ojca i pechowiec najwyższej klasy.

Nie da się ukryć, że Mieszko bardzo pomagał swojemu pechowi. Najpierw zorganizował wystawną koronację, która ogołociła skarbiec (sam arcybiskup wziął 30 mieszków koślawych denarów za religijną celebrę), a później popełnił gruby błąd odnośnie swoich braci przyrodnich.

Zamiast wysłać ich tam, gdzie poszedł tata Chrobry, okazał litościwą głupotę i jednego (Bezpryma) wygnał na wschód, a drugiego (Ottona) na zachód. I nawet ich nie oślepił!

Jeszcze później zorganizował dwie łupieżcze wyprawy do Saksonii i spustoszył ten land doszczętnie (podobno nawet trawę wykosił i zabrał). Tym czynem zdenerwował niemieckiego cesarza Konrada II.

Trzeba też pamiętać, że Mieszko odziedziczył po ojcu nienawiść ze strony władcy Rusi Kijowskiej – Jarosława Mądrego. Władcy o tym imieniu nie odpuszczają win bez odpowiedniej pokuty i potrafią czekać na sprzyjające okoliczności…

Stało się tedy, że z zachodu najechał Polskę Konrad II, ze wschodu Jarosław Mądry, a w kraju też nie działo się dobrze. W kraju zawiązał się KOP (Komitet Obrony Pogaństwa) i jego zwolennicy narobili niezłego rozpiździaju! Głównie tępili kler i chcieli dorwać Króla… Korzystając z zamieszania władzę przejął Bezprym.

Położenie Mieszka zrobiło się tragiczne. Najgorsze, że nie mógł skorzystać z usług swojego doradcy polityczno – religijnego. Akurat w tym czasie Uczony Mąż Bojan udał się do wód na jakąś kurację… Król nie miał innego wyjścia – musiał spieprzać. Po azyl wyruszył do Czech. Niestety, władca tego kraiku – Uldaryk, również miał jakieś zadawnione żale. Uwięził Mieszka i pozbawił go klejnotów (konkretnie dwóch klejnotów, tych najważniejszych). Tak to, w stanie niekompletnym, wylądował były Król Polski w lochu, ale nie użalał się nad sobą. Myślał sobie tak:

” No cóż… Straciłem koronę, władzę, klejnoty… Pies drapał koronę… i tak wyglądała jak pudełko po butach Anny Lewandowskiej… Władzę kiedyś odzyskam… odzyskam i zemszczę się… Klejnotów nie odzyskam… ale co tam… Moje imię jakieś takie… ani męskie… ani żeńskie…jakby rodzaju nijakiego… Nawet pasuje do sytuacji płciowej… Summa summarum, szklanka w połowie jest pełna… Kurwa mać”!…

Dobrze chłop(?) myślał. Wkrótce Bojan powrócił z kuracji i zakulisowo wydostał Mieszka z lochu. Zmusił go też do zaprzestania powielania starych błędów. Uzurpator Bezprym zszedł z tego świata w sposób gwałtowny, a Mieszkowi nic nie udowodniono.

Jednak sytuacja nadal była niełatwa. Szwabski cesarz narzucił Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj pomiędzy Mieszka, Ottona i jakiegoś Dytryka (rzekomo kuzyna Mieszka). Szwab wiedział co robi, lepiej mieć do czynienia z trzema słabeuszami niż z jednym siłaczem.

Ale nie z Mieszkiem (wspieranym przez Bojana) takie numery. Otto szybko i grzecznie opuścił ten padół łez, a Dytryk nawet nie dotarł do Polski by objąć swoją część władzy.

Mieszko znalazł się na najlepszej drodze do odzyskania dawnej potęgi. Niestety, pech o nim nie zapomniał: biedakowi zmarło się znienacka (1034r.)…

Biedna żona, Rycheza, odetchnęła z ulgą, bo po powrocie z Czech, mąż postępował niczym pies ogrodnika… Jej życie intymne ograniczało się do wysłuchiwania rzewnej piosenki. Mieszko lubił upijać się na smutno i wtedy śpiewał:

„Czesi mi odjęli
Moje biedne jaja
I je (przy niedzieli)
Wciepli do ruczaja.
Hej, hej”…

Skrupulatny poczet władców Polski – Bolesław Chrobry. Część IV

Konsumpcyjny styl życia Chrobrego sprawił, że jego ekscesy prawo- i lewołożowe wydarzały się coraz bardziej sporadycznie. W końcu doigrał się i przyszedł czas, że już tylko waga pod nim jęczała…

- No nie mam lekko – pomyślał wtedy – Skoro potencja zanikła, to trzeba wzmocnić majestat!

Ale jak? Bolesław odziedziczył ci (po tacie Mieszku) doradcę polityczno – religijnego o imieniu Bojan. Uczony ów mąż w małym palcu lewej ręki przechowywał całą światową wiedzę, a w dużym paluchu prawej nogi – podagrę.

Mała dygresja. Oprócz całej wiedzy światowej były też rzeczy o których poinformowany był tylko Bojan. Wiedział, między innymi, co w przyszłości zrobi niejaki Zygmunt III Waza. Dlatego legalnie, drogą kupna, wszedł w posiadanie pewnych terenów po dwóch stronach Wisły. Przepłacił nawet trochę, bo Mazowszanie żądali dziewiętnastu koślawych denarów, a on dał dwadzieścia… Wydał jeszcze sto denarów na oblewanie transakcji, ale nie o to chodzi… Niech no tylko Bojan przypomni sobie gdzie schował akty własności!… Koniec dygresji.

Chrobry zaprosił Bojana na naradę i kiedy ten przybył, zadał mu tradycyjne pytanie:

- Cóż czynić?

Bojan zamyślił się głęboko. Trzeba wiedzieć, że oprócz starych obowiązków (zwilżanie gardła po każdym zdaniu), przyjął on na swoje barki jeszcze dodatkowe: po każdej myśli musiał oliwić maszynerię. Bolesław wiedział o tym i cierpliwie dolewał mu do kielicha. Wreszcie analiza się skończyła.

- Musisz, Książę, koronować się na króla!

- Ja nie chcę być królem! Nawet w bajkach król to przeważnie stary pierdoła jest. Nie potrafi głupiego smoka zabić! Musi płacić smokobójcom ręką księżniczki i połową królestwa. Co innego książę na białym koniu…

- E tam… To tylko bajki. Smoków już nie ma, ostatniego Krakusy załatwili… Musisz zostać królem teraz, póki sytuacja sprzyja. Papież nie będzie fikał, bo nasze koślawe denary mu nie śmierdzą… Jedynie szwabski cesarz może sprzeciwić się, ale zanim jego sprzeciw tu dotrze, minie ładnych parę miesięcy… Na szczęście nie mają jeszcze odrzutowych meserszmitów. Poza tym koronacja to głupstwo. Mamy inny problem, znacznie poważniejszy…

- Jaki?

- Nie wiadomo czy Barnaba to imię męskie czy żeńskie…

- Żeńskie, ma „a” na końcu…

- Niby tak… Ale wyobraź sobie… Masz kochankę o tym imieniu, jak to będzie brzmiało „Idę pokochać się z Barnabą”?

- No faktycznie, może się odechcieć…

- Właśnie! Bardziej to imię pasuje do jakiegoś wrednego sąsiada, „nie ma już gorszego draba, niźli sąsiad mój, Barnaba”!

- Dobra. Uznajemy Barnabę za imię męskie. A co z koronacją?

- Zrób to! Korona ci z głowy nie spadnie…

To tyle jeżeli chodzi o Bolesława Chrobrego. Teraz bierzemy banknot z jego podobizną i udajemy się do monopolowego. Na początek Chrobry wystarczy…

My też protestowaliśmy głodowo

Nasz protest trwał całe dwadzieścia dni!

My, jako niemłodzi rezydenci salonu Mikołaja Miki, mieliśmy tylko jeden postulat.

Nic nie jedliśmy, przyjmowaliśmy tylko płyny. W przyjmowaniu płynów pomagał nam Brat Ladaco.

Wygraliśmy pomimo zdrady Kolegi Podśmiechujka. Wykryliśmy jego zdradę, bo gotowane jajka, którymi w tajemnicy się obżerał, śmierdziały niczym jajka niemyte. W ryja nie dostał, bo uciekł…

A było tak:

Na negocjacje przyjechał sam Pan Prezes. Akurat nie padało, więc w pelerynę nie był ubrany (postanowiliśmy, że w razie kolejnego protestu zażądamy by negocjacje odbywały się w dni deszczowe). Oto zapis rozmowy:

- Ale aż tyle? Nie można mieć aż tak dużo!

- Można, można… Można nawet więcej!

- Ale z 4,7 na 6,8? Młodzi lekarze też tyle chcą…

- My byliśmy pierwsi! Poza tym chcemy dziesięć razy mniej niż lekarze. Oni mówią o procentach, a my o promilach!

- No dobra, zgadzam się…

W ten oto sposób zmusiliśmy władzę do podniesienia oficjalnej śmiertelnej dawki alkoholu we krwi z 4,7 promila do 6,8 promila! I to już w tym roku! Prezydent zapowiedział, że nie będzie wetował, że podpisze obydwiema rękami…

PS. Pewnie i tak wyjdzie to na jaw, więc przyznajemy się od razu. Naszą akcję sponsorował nielegalny sklep monopolowy sprzedający podrabianą gorzałę na kieliszki i na kreskę…