Szkoła Jarczarów powstanie

Dotarły do nas informacje dotyczące starań na rzecz zwiększenia naszego krajowego bezpieczeństwa w życiu doczesnym. Ojcem pomysłu jest wiadomo kto, a celem – rozgonienie czarnych chmur znad Rzeczpospolitej.

W dawnej Turcji fundamentem państwa byli janczarowie. W obecnej Polsce fundamentem staną się Jarczarowie.

Wkrótce powstanie Szkoła Jarczarów. Kandydaci skoszarowani zostaną w koszarach, gdzie zahartują się fizycznie. Do głów nakładzie się im prawdy rozmaitej i wiedzy prawdziwej. Dobrze zostaną wyszkoleni ideologicznie i religijnie. Przystosują się do zimna i gorąca znoszenia. Nauczą się nosić ciężary, rąbać drwa i kopać ziemię. No i sztuki walki posiądą wszelakie. Zwłaszcza sztukę walki z kim trzeba. Szkoła będzie koedukacyjna, a seks zakazany.

Absolwenci, pod światłym dowództwem, dokonają rzeczy wielkich. Leworęczni działać będą na lewym skrzydle, praworęczni na prawym skrzydle, a oburęczni w środku. Z tyłu będzie tak samo, tylko odwrotnie.

Szkołą powinna pokierować osoba, która jest jak faraon, jak król i jak doktor (Murek) jednocześnie. Może Jerzy Zelnik? Bardzo pasuje światopoglądowo!

Już gotowy jest hymn szkoły:

1. Nie dam się zwieść, bo moja rzecz

Pełnić powinność czujnika!

Lewactwo won, poganie precz,

Także ateizm niech znika!

 

Ref. Zawsze niech są wartości,

Niechaj się Unia złości.

Zawsze niech PIS triumfuje,

Reszta to zwykłe chu…

Poczet grzeszników polskich. Mikołaj Kopernik

Mikołaj Kopernik to taki dość znany celebryta żyjący na przełomie XV i XVI wieku. Człowiek bywały na banknotach (tylko socjalistycznych), znaczkach pocztowych i obrazach Jana Matejki. Na pomnikach częściej siedzi niż stoi. Cierpliwie patronuje ulicom, placom, parkom, uniwersytetom, lotniskom, szkołom i innym takim (dziwnym trafem, nie patronuje tylko kościołom). Krótko mówiąc: postać znana, choć nie zawsze kojarzona z czymś konkretnym.

Swego czasu, Kopernika próbowali zawłaszczyć sobie Niemcy. Kiedy Szwabom się nie udało, o drugiego pod względem sławy Torunianina upomniała się płeć piękna. Każdy, kto oglądał „Seksmisję”, doskonale wie, że Kopernik była kobietą (w dodatku lesbijką, bo żyła w związku partnerskim ze swoją gospodynią domową). Ja to się nawet z tego cieszę, bo jako męska szowinistyczna świnia, mogę, z czystym sumieniem, powiedzieć o niej: DURNA BABA!

Dlaczego durna? Bo nawyrabiała!

Najpierw wzięła motykę i ruszyła z nią na Słońce. Przerażone Słońce przestało kręcić się wokół Ziemi i do dzisiaj spierdziela w kosmiczną pustkę, popierdując, ze strachu, słonecznymi wiatrami.

Później zwyobracała Ziemię, co chyba Ziemi przypadło do gustu, bo nadal się obraca już z własnej woli. Kręci się nawet podwójnie (wokół Słońca i własnej osi) i tak jakoś złośliwie, bo nie gdzie indziej, tylko w naszym kraju, przez to kręcenie się, albo piździ przeraźliwie, albo jest niemiłosiernie gorąco.

Najgorsze, że ten tzw. kopernikański przewrót, skutkuje nagłymi atakami choroby lokomocyjnej u osób wrażliwych czyli niewinnych. Ni z tego, ni z owego, zdarza się im puścić pawia. To właśnie opętańcza prędkość wirowania Ziemi jest przyczyną, a nie nadmiar wypitego alkoholu (jak twierdzą złośliwi, a zwłaszcza złośliwe).

Ciągle mam cichą nadzieję, że Kopernik to jednak zawoalowana opcja niemiecka. Wtedy, jako patriota, nie musiałbym się wstydzić, że tak nikczemnych czynów dokonała osoba, w której polska płynęła krew…

Kolega Podśmiechujek – autobiografia. Część I

Moje życie doczesne nigdy nie było usłane różami. Już w podstawówce byłem molestowany prawie seksualnie. Zwyrodniała nauczycielka z upodobaniem grzmociła mnie po głowie, a w głowie mam ukryty organ, który jest najintymniejszy ze wszystkich moich organów – mózg. Organ tak bardzo intymny, że nawet ja nie mam do niego dostępu.

Dobiła mnie klęska z okresu nieco późniejszego. Mój niekolega wyjechał z tym durnym dowcipem, że kto wali konia, temu włosy rosną wewnątrz dłoni. Tylko ja, naiwne dziecko, dałem się nabrać i popatrzyłem na swoje dłonie. I wcale nie dlatego, że waliłem konia (wtedy nawet nie wiedziałem, co to znaczy), bo przyczyna była inna. W tamtym czasie moja rodzina faktycznie posiadała konia, a ja lubiłem go głaskać i poklepywać – to skojarzyło mi się z waleniem. Nietrudno sobie wyobrazić, jak koledzy mnie później nazywali… Co do konia, to przyjaźń z nim, jeszcze w inny sposób nie wyszła mi na dobre. Skubaniec mnie ugryzł. Później dowiedziałem się, że był to objaw końskiej sympatii, ale wtedy zabolało…

W ósmej klasie dotknęła mnie prowokacja prawdopodobnie SB. Funkcjonariusze tej Służby, na wioskowej tablicy ogłoszeń, wywiesili anons „SPRZEDAM JAŁÓWKĘ”, a pod spodem umieścili moje imię, nazwisko i adres. Ta jałówka długo nie dawała mi żyć i w zarodku zdusiła moją działalność opozycyjną.

W szkole średniej miałem pierwszy i zarazem przedostatni kontakt z płcią przeciwną. Pewna dziewczyna, na pierwszej randce, powiedziała mi, że chciałaby zobaczyć coś interesującego. W tym czasie (schyłkowy Gierek) panowała moda na hodowanie długiego paznokcia na małym palcu lewej ręki. Pokazałem dziewczynie ów paznokieć, a ona natychmiast zerwała znajomość ze mną i jeszcze rozpuściła plotkę, że jestem obleśny…

Szkołę ukończyłem jako singiel.

W czasie stanu wojennego też nie wiodło mi się najlepiej. Jaruzelski nie próbował rozjechać mnie czołgiem, a chociaż raz gonili mnie ORMO-wcy, to jednak nie udało im się mnie złapać. Przez ich nędzną kondycję nie dane mi było zostać ofiarą reżimu. Trafiłem nawet na zebranie konspiracyjne, ale konspiratorzy nie ukrywali się przed SB, tylko przed własnymi żonami, a celem spotkania nie było obalenie ustroju, tylko paru flaszek. Był tam nawet milicjant i kiedy sobie popił, to przyznał się, że kocha „Solidarność” i że dzieci woził chrzcić do odległej o 300 km. miejscowości.

Później powołali mnie do wojska. Podczas służby zrobiła na mnie wrażenie tylko jedna sprawa. Pewien kapral, podczas cotygodniowych kąpieli (łaźnia była wieloosobowa), notorycznie doznawał wzwodu i dało się to widzieć. Nie wiem czy kapral wstydził się tego, ale wiem, że ja do dzisiaj mam z tego powodu kompleks krutszości…

Po wojsku pozostał mi jeszcze uraz do kotletów mielonych (prawie codziennie nas nimi karmili) i brązowa odznaka „WZOROWEGO ŻOŁNIERZA”.

Ciąg dalszy nastąpi…