Z pamiętnika Dobrej Kobiety

W sobotę byliśmy na weselu. Najpierw był ślub i piękne kazanie, a później impreza weselna z dobrą orkiestrą, z pysznym jedzeniem i z… No właśnie. Na stole królował Pan Tadeusz niestety! Mój mąż (taki dziad jeden) wdał się w rozmowę z Panem Tadeuszem i tak rozmawiał, że aż pysk mu się nie zamykał! I jeszcze bratał się z tymi ochlaptusami, z tą pijacką ekipą Mikołaja Miki…

Wprawdzie dałam mu urlop od abstynencji, ale w ograniczonym zakresie i tylko na jeden dzień. A on? Zbiesił się, łajdak! Pan Tadeusz dodał mu odwagi, a Mikołaj Mika pociągnął ku upojeniu… I tak: schlał się w sobotę, schlał się w niedzielę. schlał się w poniedziałek, schlał się we wtorek… A teraz leży, śpi i śmierdzi!

Nie dałam mu w łeb… Jestem nowoczesną kobietą i dobrze wiem, że nie ma sensu resocjalizować, kiedy facet jest dętka.. Poczekam cierpliwie aż wejdzie w najgorszą fazę kaca i wtedy dam mu popalić! A potem będzie pokutował cały rok za każdy dzień pijaństwa!

Tak się czasami zastanawiam… Czy ja musiałam wychodzić za tego mojego… A właściwie jak on ma na imię? Edek? Czesław? Nieważne… Tyle lepszych partii było, a ja, głupia, akurat jemu pozwoliłam skraść mi całusa…

Wprawdzie nie mogłabym pojąć Ojca Tadeusza (ani w sensie jego potęgi umysłowej, ani w sensie podstawowej komórki), ale taki np. Prezes Jarosław… Też rozum ma niezrozumiały, ale w sprawach matrymonialnych ogarnęłabym go zapewne… Ludzie albo Jarosława nienawidzą, albo boją się go, a ja mogłabym pokochać… A potem ślub, noc poślubna… Idę do spowiedzi, bo grzeszne myśli nachodzą mnie…

Rozmyślania Męża Dobrej Kobiety

…cholera, ale się zagotował… rosół powinien mrygać… niech jej na zdrowie pójdzie… dobrze jest i lepiej być nie musi… jestem szczęściarzem, a szczęście moje… kochane szczęście moje… chociaż niezasłużone jest… naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie… ale gorący… szczęście moje… „a na imię ma właśnie Aldona”… Szlachetna… cudowna… jedyna… wspaniała… czemu ta noga tak wypływa?… Kocha mnie… ja ją kocham i uwielbiam… czego mi więcej trzeba… może pieprzu?… nie, będzie za ostry… zakicha się przy jedzeniu…

…muszę pomyśleć o prezencie… co by ją ucieszyło?… kucharek… dodam ze dwie szczypty… jakaś broszka gustowna… modne ostatnio są… nie było łatwo ją zdobyć… marchewka też jeszcze twarda… dobrze, że Kolegę Podśmiechujka do wojska wtedy wzięli… za remizą ją pocałowałem… powiedziała… wystarczy, bo się rozchamuli… powiedziała „a ożenisz się ze mną”?… marzenie się spełniło… teraz oskrobię ziemniaki…

…ależ ona dba o mnie… kurwa, ale ten nóż ostry… śluby czystości złożyła… w mojej intencji złożyła… żebym nie cudzołożył… wystarczy?.. chyba że… trzeba zapytać…

- Kochanie! Zaprosiłaś proboszcza na obiad?

- …?!

- Nie wiem ile ziemniaków nastrugać…

-…!

- A wikarego?

- …!!!

- Dobrze już, dobrze…

…trochę szkoda… kiedy oni przychodzą, to taka wesolutka jest… szczebiocze… mięsko już chyba dochodzi… gdzież tam bym cudzołożył… nieźle indyczek pachnie, ale … kaczka za mną chodzi… szkoda, że nie pozwala upiec… w łóżku Skarbusi jest najlepiej… jak ona potrafi w ucho chrapnąć znienacka… byle nie przesolić… ogórki muszą być chrupiące… cudnie z nią spać, chociaż kopie trochę… nad ranem się odkryła… i koszula jej się zrolowała aż nad pępek… napatrzyłem się jak szpak w piz… przeterminowana śmietana… dobrze, że nie zauważyła… jak nic, spowiedź i pokuta by mnie nie minęła… no, na szczęście jest też świeża…

…prawie wszystko gotowe… gdzie mam ten liścik… pięknie to wszystko napisała… już tytuł mnie rozczulił… „ZAPAMIĘTAJ SE ŁAJDAKU”!… pewnie, że zapamiętam… na pamięć się nauczę…

„JAM JEST ŻONA TWOJA, KTÓRA ŻAŁUJE, ŻE WYSZŁA ZA TAKIEGO GNOJA”!

…poświęciła się dla mnie… moja boska…

1. NIE BĘDZIESZ BAB CUDZYCH CZYMKOLWIEK ŚWIDROWAŁ (NI GAŁAMI, NI INNYMI ORGANAMI)

…przysięgam, że nie będę…

2. DAŁAM CI SKARBÓW POSMAKOWAĆ

…bożesz, ależ smakowało!…

3. I WYSTARCZY!!!

…będzie jak u Platona…

4.- NIE POŻĄDAJ WIĘCEJ, BO…

…wiem, wiem…

5.- NIE JESTEŚ MOJŻESZEM, PIĘĆ PRZYKAZAŃ CI STARCZY! GDZIE OBIAD?

…rety… szybko!…

- Kochanie! Obiad podany. A może wolisz do łóżka?

- …!!!

 

 

Z pamiętnika Dobrej Kobiety

Na razie zachowuję ciszę przed burzą. Nie wiem jak długo. Ten mój drań udaje niewiniątko, nie robi nic denerwującego i do szału doprowadza mnie swoją uczynnością. Jestem cała podminowana. Z tego wszystkiego, dwa razy pomyliłam się przy odmawianiu różańca. Do piekła przez dziada pójdę!

Pewna jestem, że łajdak coś przedsiębierze. Do domu wraca jakiś taki wymiędlony, ale nie zionie alkoholem. Wrażych perfum też nie wyczuwam. Myślałam już, że nos mnie zawodzi, ale nie. Byłam na badaniach i lekarz powiedział, że z takim węchem to ja każdą truflę w lesie znajdę!

Ale nie chodzi o trufle. Mniej rozsądna kobieta myślałaby, że męża ma idealnego, ale ja nie dam się w maliny wpuścić! Prawda wyjdzie na jaw i to taka prawda, jakiej oczekuję. Znajdę jego piętę achillesową i przez tą piętę wyłuskam wszystkie grzechy dawne, obecne i przyszłe nawet.

Wczoraj utwierdziłam się w podejrzeniach, bo też niczego nie wywęszyłam. Czuć go było potem, ale takim pochodzącym od pracy, a nie od roboty (potrafię to rozróżnić). Za to dzisiaj przyłapałam świntucha, gdy bezwstydnie gapił się w okno i trzymał za krocze.

Radziłam się proboszcza. Ostrzegł mnie, bym była czujna, jako że licho nie śpi, a diabeł może tkwić w każdym szczególe. Potem kazał mi już iść, bo za chwilę ma rekolekcje z młodszymi grupami. Strasznie zapracowany jest ten nasz pasterz – dobrodziej. Trzeba upiec mu coś pożywnego, żeby z sił nie opadł…

Piszę te słowa cała w nerwach, a ten szuja, ten kanalia, ten chłystek spokojnie gotuje obiad. I jeszcze śpiewa przy tym: „Naród niewierny, trwoży się przestrasza. Na cud Jonasza. Alleluja”! Jeżeli to o czymś nie świadczy, to niech ja się, do nieba, przez ucho igielne przeciskam!

Szopka Przedkatolicka

Rzecz dzieje się w świetlicy domostwa księcia Polan Mieszka I. Jest rok jeszcze nie pański 995 (niektóre, mniej wiarygodne źródła twierdzą, że 965). Damy i dworzanie oddają się grze towarzyskiej. Ubrani są trochę już niekompletnie. Błazen Żałoba szykuje się do zakręcenia butelką

BŁAZEN ŻAŁOBA (puszcza w ruch butelkę i recytuje): Czyś jest biedna, czy bogata, ściągaj majty, srata-tata!

Nagle drzwi do świetlicy otwierają się gwałtownie i w progu staje książę Mieszko I, a za nim grupa sponiewieranych rycerzy

MIESZKO I (wściekle): Bitwa przegrana! Wieleci  znowu nam tyłki skopali!

Przerażone damy łapią się za biusty, a dworzanie krztuszą napitkami

NAŁOŻNICA I (przeraźliwie): Jezusmaria!!!… (zamiera na chwilę)… znaczy się…Trygławswaróg!!! Ach, słabo mi… aaaaaaaaach… (mdleje na wszelki wypadek)

MARSZAŁEK KOPRYWA: Masakra jakaś z tymi Wieletami. Przecież to małe plemię jest. A co będzie jak Niemcy przyjdą? Niemców jest jak piasku w moich drogach moczowych!

MIESZKO I (z nadzieją w głosie): Może nie przyjdą?

MARSZAŁEK KOPRYWA: Przyjdą na pewno, bo ciasno im u siebie!

NAŁOŻNICA II (przeraźliwie): Jezusmaria!!!… (zamiera na chwilę)… znaczy się… Trygławswaróg!!! Niemcy przyjdą?! Przecież to geje są! Mężów naszych pogwałcą! Ach, słabo mi… aaaaaaaaach… (mdleje na wszelki wypadek)

MARSZAŁEK KOPRYWA: Na wschodzie, na razie, spokój, bo Ruskich jeszcze nie ma…

NAŁOŻNICA III (opryskliwie): Nie ma jeszcze Ruskich?! Cholera, co za parszywe tysiąclecie… Idę przypudrować nosek! (wychodzi)

MARSZAŁEK KOPRYWA: Za to, od południa Czesi napierają. Ten ich władca, Bolesław Srogi, to wcale nie jest zabawny…

MIESZKO I (łapie się za głowę): Księstwo moje w ruinie… Wieleci, Czesi i Niemcy napierają… Niech nas Trygław i Swaróg mają w opiece!

KAPŁAN KŁOBUCZEK: Nie masz co liczyć na opiekę, książę. Trygławowi zbrzydły nasze ryby słone i cuchnące. Wspiera teraz Pomorzan. Swaróg też odszedł. Został po nim tylko list na korze brzozowej. (wyciąga list i czyta) „Wasze ofiary są żałosne. Miód słabowity, denary koślawe, a w Kijowie mają okowitę o niebo lepszą! Odchodzę na wschód i nie wiem czy wrócę”…

MIESZKO I (z nadzieją w głosie): A Perkun?

KAPŁAN KŁOBUCZEK (macha ręką): Perkun jest do niczego. Potrafi tylko wiatry zsyłać. (natęża się i demonstruje wiatr zesłany przez Perkuna) Prrrrrrrrrrr!…

MIESZKO I (z rozpaczą w głosie): To już nawet religii nie mamy?!

NAŁOŻNICE IV, V, VI, VII (chórem): My jeszcze mamy religię! Ciągle wierzymy w Kupałę! Idziemy, bo mamy coś ważnego do załatwienia. (wychodzą)

MIESZKO I (desperacko): Co czynić?

WRÓŻ KOGUT Z KÓRNIKA ( z patosem): Co czynić? Polskę Ci czynić wypada! Będziemy przedmurzem chrześcijaństwa!

MIESZKO I: A nie lepiej uciec do Ameryki?

UCZONY MĄŻ BOJAN: To się nie uda! Cholera wie, gdzie ta Ameryka. W oceanie się potopimy…

WRÓŻ KOGUT Z KÓRNIKA: Nie ma innego wyjścia. Polska ma powstać tu i teraz!

MIESZKO I (z rezygnacją w głosie): No dobra. Robimy Polskę! Ale jak? A Wieleci i Czesi? Oni nas zgniotą!

WRÓŻ KOGUT Z KÓRNIKA: Z Czechami zawrzemy sojusz. Musisz tylko pojąć za żonę księżniczkę Dobrawę. Może nie jest to Helenka Vondrackova, ale nie wybrzydzaj… W przyszłości ożenisz się z Niemką, to będzie dopiero hardcore… Dobrawa jest moherową katoliczką. Oczekuje, że ty też ochrzcisz się na katolika. Akurat w religii mamy wakat, więc…

MIESZKO I: A co robi katolik?

WRÓŻ KOGUT Z KURNIKA: Wyrzeka się aborcji, antykoncepcji, in vitro, ideologii gender i, zdaje się, że szatana też. Poza tym, odprawia nałożnice i słucha jak msze odprawiają…

MIESZKO I: Odprawia nałożnice? Eeeeee… Może lepiej na islam przejdziemy? Wyprzedzimy Europę Zachodnią o jakieś 1050 lat!

BŁAZEN ŻAŁOBA: Broń Boże!!!… znaczy się… Broń Trygław!!!… chociaż właściwie, teraz już można Broń Boże!!! Islam alkoholu zabrania!

MIESZKO I: Alkoholu zabrania? To już wolę nałożnice odprawić! Chodźmy się chrzcić… Ale co na to moi poddani powiedzą?

WRÓŻ KOGUT Z KÓRNIKA: A co cię poddani obchodzą? Wiesz co zrobią potomkowie twoich poddanych? Na banknocie 10-ciozłotowym cię umieszczą!

MIESZKO I (zbulwersowany): Cooooo?! Na dyszce? Przecież za dyszkę nawet najtańszego 0,2 nie da się kupić! O chłystki niewdzięczne! Wołajcie skrybę!

Po chwili do świetlicy wchodzi skryba. Rozkłada pergamin, patrzy pod światło na gęsie pióro, zagląda do słoiczka z inkaustem.

SKRYBA: Nie mogę pisać. Inkaust się zesechł… Może okowity doleję?

UCZONY MĄŻ BOJAN: Zwariowałeś, gamoniu? Do inkaustu moczu się dolewa. Do szkoły nie chodziłeś? Chce się komu sikać?

Błazen Żałoba dosikuje do inkaustu.

MIESZKO I: Pisz, skrybo! Tytuł: „Dagome iudex” A dalej co następuje: „Wielce Szanowny Papieżu Świętobliwy! Ja, Mieszko Pierwszy, daję Ci mój kraj wraz z przyległościami, w posiadanie wieczyste. Nie teraz wszakże, lecz dopiero jak ducha wyzionę. Świętopietrze też Ci będziemy płacić, bo chociaż nasze denary koślawe, to chyba nie pogardzisz nimi? Przysyłaj, a żywo, hierarchów i konkordat, bo z utęsknieniem czekamy”!

CHÓR (zwodzi jęcząco): O, biedne prosiątko – Znamy twoją dolę – Skończysz z jabłkiem w ryjku – Na biskupim stole! (10x)

 

P.S. To nie jest szopka polityczna!

 

Walentynka dla Krystynki

Kolega Podśmiechujek nie lubi, kiedy ktoś jest szczęśliwy. Dlatego postanowił zakochać się w bogdance prof. Gendera i, aby uzyskać wzajemność, wysłał jej śpiewającą walentynkę. Walentynka śpiewa na melodię piosenki „Kocham cię kochanie moje” zespołu Maanam.

 

Pragnę Cię Krystyno wiotka,

Pragnę Cię jak Prezes kotka,

Jak kibelka, gdy potrzeba jest wielka!

 

Chcę Cię karmić parówkami,

A gdy będziem całkiem sami,

Moja boska, zliżę keczup Ci z noska!

 

Śnię o Tobie każdej nocy,

Chcę Cię wreszcie mieć w swej mocy!

I nagłe dreszcze miewam, dusza mi wyje. Tak

Mi Ciebie brak!

 

Tylko ty to możesz zmienić,

Chciałbym z Tobą się ożenić!

Tego lata, Prezes niech nas wyswata!

 

Gdy rozlega się z mównicy

Twój anielski głos diablicy,

Płonę cały i już wielkim jest mały!

 

Czas już na spełnienie marzeń,

Czas na życie pełne wrażeń.

Lecz jeśli mnie olejesz, to Twój błąd!

Ja u Grodzkiej znajdę kąt, ciepły kąt… love, love, love…

 

P.S. Na obczyźnie nie ma się w kim zakochać!

 

Genialne urządzenie stacjonarne

Gdyby wszyscy geniusze byli pokroju Alberta Einsteina, to życie byłoby nie do wytrzymania. Podobno Einstein był nawet niegłupim geniuszem, ale rzeczy, które powymyślał, nie są przydatne dla ludzi mających aspiracje w sferze duchowej. My, jako ludzie uduchowieni, stalibyśmy na straconej pozycji, ale nie stoimy, bo geniusz niejedno ma imię, jedno nazwisko i jeden tytuł:

PROFESOR JOHN MARY GENDER!!

On to skonstruował genialne urządzenie stacjonarne. Urządzenie wygląda jak pozbawiona demokracji Polska w ruinie.

Rozpoczyna się paszczowatym otworem zapodawczym, a kończy cieniutką (niestety) rureczką z której ciurka niemal bez przerwy.

Pomiędzy znajduje się kłębowisko rur, rurek, baniaków, kociołków, mieszadeł, zegarów, głośników, liczników, monitorów, pokręteł, czujników, , kabli, przewodów, zaworów i innych rzeczy. Jest tam także niematerialna inteligencja.

Urządzenie nie jest jakąś bezmyślną maszyną. Potrafi myśleć perspektywicznie i dbać o swoje i nieswoje interesy. To, co czynić należy, nakazuje pięknym głosem Krystyny Czubówny:

- „Dodaj drożdży”! „Gdzie się gapisz”? „Dolej wody”! „Wyślij totolotka”! „Nasyp cukru”! „Łapy przy sobie”! „Kartofli mało”! „Szybciej, gamoniu”!

W podpleczu urządzenie ma niewielki otworek z którego wylatują granulki, do złudzenia przypominające kawior. Granulki zapach mają aromatyczny, smaku jeszcze nikt nie badał, ale pewne jest, że granulki na coś skutkują. Chce ktoś spróbować?

Niestety, jest też łyżka dziegciu. Urządzenie nie pracuje w poniedziałki. Znaczy się, łyka produkty, wydziela granulki, ale nie ciurka mu z rureczki końcowej. Słychać tylko jak śpiewa walentynkową piosenkę: „Żono moja, życie moje! Tyś jest suka, a ja gnojek”…

Urządzenie nie jest na sprzedaż!

 

P.S. Mało brakło, a byłbym zapomniał. Póki jeszcze niedziela: Zdrowie Jerzego Owsiaka! I całej Orkiestry też!

Piosenka w sam raz na Sylwestra

Sylwester to dobry dzień na podsumowanie roku. Jedni sumują tak, inni inaczej, a jeszcze inni – na melodię piosenki „Kolorowe jarmarki” Janusza Laskowskiego:

 

1. Gdy wspominam rok miniony,

Który przemknął jak meteor,

Wiem jak byłem przerażony,

Gdy w kieszeni nagłe zero!

Chociaż stówka w niej być winna

(Ta z Jagiełłą, a nie inna).

A przy kasie wtedy stałem

I jak dzisiaj, pomyślałem,

Że najbardziej mi żal…

 

Ref. Przecudnego banknotu,

Zgubionego gdzieś w mroku.

Miałem kupić za niego:

Kilo sera białego,

Pół arbuza, lub cały

(W razie gdyby był mały),

Wiadro śledzi solonych

I podpaski dla żony…

 

2. W łeb się walę, że aż dudni

I myśl taka mnie przygniata:

„Idź i szybko top się w studni,

Po co masz po świecie latać”?

Prawdę mówię, a nie kłamię:

Cała reszta z tamtej stówki

Miała zostać tylko dla mnie!

Lecz zostały mi wymówki,

Bo najbardziej jej żal…

 

Ref. Żem idiota skończony,

Utrapienie dla żony!

Mama ją ostrzegała:

„Nie bierz se tego wała”!

Każdy inny był lepszy,

Po com ja się jej wpieprzył?

Inna dawno by wzięła

I mnie w dupę kopnęła…

Rampa pampa pam!

 

Szczęśliwego Nowego Roku!

Eksperymentalna Noc Wigilijna

A wczoraj z wieczora prof. Gender wezwał nas wszystkich do swojej pracowni.

- Drodzy przyjaciele i Ty, Kolego Podśmiechujku! – zagaił, kiedy się zebraliśmy – W zasięgu dzisiejszej nocy znajduje się wielkie odkrycie. Noc Wigilijna ma w sobie moc! I wiem, czuję to, że mocą tej Nocy i wspólnego wysiłku dokonamy niemożliwego! Krótko mówiąc: Potrzebuję psa!

- Jakiego psa? – Śmietnikowy Dziad pierwszy ochłonął – Chodzi Ci o milicjanta?

- Ależ skąd! Bynajmniej! Potrzebna mi Psica Dobrej Kobiety. Muszę ją mieć dzisiejszej nocy! Dla jasności: w celach naukowych, oczywiście!

- O w mordę! – Kolega Podśmiechujek zrobił gest, jakby chciał się przeżegnać.

- Profesorze, czy ty zdajesz sobie sprawę?! – Boja z trudem łapał oddech – Psica jest cholerą należącą do innej cholery i obie nas nienawidzą! Przecież ja je znam! Raz się do nich zbliżyłem! Psica mnie ugryzła (w łydkę, bo mała jest, na szczęście), a Dobra Kobieta pokłuła parasolką! Przy okazji się dowiedziałem! O sobie i o swoich przodkach!

- Boja ma rację – Normalny zgodził się z przedmówcą – Odpuść sobie, Profesorze. Dobra Kobieta nie pożyczy nam Psicy. Zresztą, po co ci akurat ona? Tylko gryzie i szczeka na wszystkich!

Prof. Gender nie dał się zbić z pantałyku

- Psica jest niezbędna. I mylicie się co do jej szczekania. Może i szczeka na wszystkich, ale nie na mnie. Ona szczeka DO MNIE! Mam wrażenie… Wróć! Dla ulotnego wrażenia nie narażałbym was i siebie. Jestem pewny, że Psica chce mi coś powiedzieć. Ona zna przynajmniej cztery tajemnice wszechświata. Mnie chce je przekazać, bo wie, że zrobię dobry użytek. Dzisiaj jest jedyna noc w roku. Dzisiaj w nocy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Muszę się dowiedzieć! Przyprowadźcie Psicę! Wiem – trudne zadanie i ryzykowne, ale przecież nie raz już Świat ratowaliście! Więc jak, przyjaciele? Więc jak, Kolego Podśmiechujku? Pomożecie?

Kolega Podśmiechujek prychnął.

- Dobrze wiesz, że nie cierpię pomagać komukolwiek w czymkolwiek. Jednak w tym wypadku…

- Masz już niecny plan?

- Coś na kształt. Dobra Kobieta jest poza naszym zasięgiem, Ale wieczorami Psica jest wyprowadzana na spacer przez tego jej męża, tego pantoflarza… Możemy dać w łeb pantoflarzowi, a kundla wsadzić do wora i przywlec tutaj na przesłuchanie!

- Zwariowałeś?! – Boja złapał się za głowę – Ten pantoflarz ma czarny pas w karate! Z łatwością sponiewiera nas wszystkich razem i każdego z osobna. I jeszcze nasze świąteczne ubrania utytła w błocie, bo śniegu, niestety, nie ma…

- To prawda – Potwierdził Mikołaj Mika – Z Mężem Dobrej Kobiety można tylko po dobroci. A tak swoją drogą… Jak on właściwie ma na imię? Edek? Mieczysław?

- Później sobie przypomnisz. Mów, bo już widać błysk w twoim oku…

- Zrobimy tak: Kiedy tylko Mąż Dobrej Kobiety wyprowadzi Psicę, Kolega Podśmiechujek podszyje się pod głos Dobrej Kobiety i tonem nie znoszącym sprzeciwu, wezwie go do powrotu (Honotu!). Mąż zechce wracać, a piesek wręcz przeciwnie. Wystąpi konflikt interesów między nimi. Wtedy, niby przypadkiem, napatoczy się Normalny, wzbudzi zaufanie i zostanie poproszony o potrzymanie smyczy. Pantoflarz zniknie, a pojawi się Dziad Śmietnikowy. Zapakujecie Psicę do worka i pośpieszycie do pracowni prof. Gendera…

- Zaraz, zaraz… – Normalny miał zastrzeżenia – Kiedy Dobra Kobieta zorientuje się, że piesek porwany, to kogo będzie podejrzewać? Też pośpieszy do pracowni prof. Gendera i wtedy kamień na kamieniu nie zostanie…

Mikołaj Mika był jak natchniony.

- Nigdzie nie pośpieszy! Jeszcze w drzwiach zatrzyma ją (przebrany za małego chłopca) Boja. Powie: „Pszepani, jakiś pan kazał to pani dać” i wręczy jej list od porywaczy.

- A nie staranuje mnie, zanim zdążę usta otworzyć?

- Nie! Dobra Kobieta nie krzywdzi dzieci.

- Co napiszemy w liście?

- Coś, co odwróci uwagę od nas. Np.: „Jeżeli chcesz zobaczyć sukę całą i zdrową, to natychmiast wracaj do chałupy i szykuj okup!” Podśmiechujek, jakiego okupu byś zażądał?

- Dwie skrzynki wódki i balon wina z dzikiej róży.

- No właśnie. Od razu wiedziałaby, że to nasza sprawka. Musimy zrobić inaczej. Zażądamy Biblii w twardej oprawie i tuzina Różańców poświęconych przez Ojca – Dyrektora. Baba zdurnieje od tego i będzie siedzieć cicho. Tym bardziej, że każemy jej czekać na dalsze instrukcje…

Mikołaj Mika powiódł dumnym spojrzeniem, a wszyscy pomyśleli:

- Ten to ma łeb!

- Kiedy Psica wszystko wyśpiewa, to grzecznie wypuścimy ją pod blokiem Dobrej Kobiety. W ten oto sposób dokonamy Wielkiego Dzieła i nikomu włos z głowy nie spadnie. Chodźmy czynić!

- Dziękuję, chłopaki! - Prof. Gender był wzruszony – Idźcie czynić, ale wpierw napijcie się. Napój ma 70% i zwiększa animusz o 140%.

 

Później wiele się działo, ale szczegóły pamięta tylko Psica Dobrej Kobiety. Cóż, Wielkie Odkrycia wymagają wielkiej cierpliwości. Powtórzymy eksperyment za rok…

 

Wesołych Świąt!

 

 

 

Cicha noc, zwykła noc…

Cicha noc, zwykła noc…

Tu niewiasta, a tam mąż.

Choć Polaków jest bez liku,

Tylko tych, co na świeczniku,

Obserwujmy wciąż!

Obserwujmy wciąż…

 

Cicha noc, zwykła noc…

W skromnym domku Jarek cny,

Pod poduszkę notes schował,

Wie, że wszystkich posortował,

Będą piękne sny!

Będą piękne sny…

 

Cicha noc, zwykła noc…

Pewien Andrzej cicho łka.

Chciałby głaskać pierś i łono,

Lecz mu tego zabroniono,

Szlaban na to ma!

Szlaban na to ma…

 

Cicha noc, zwykła noc…

Właśnie z panny Tadek zlazł.

Rzekł jej: „Koniec już spowiedzi,

Nie mam siły już się biedzić,

Bo mój konar zgasł!

Bo mój konar zgasł”…

 

Cicha noc, zwykła noc…

Już Beata dawno śpi.

Lecz koszmary jej się śniły,

Że się marsze jej zmyliły

I Prezes był zły!

I Prezes był zły…

 

Cicha noc, zwykła noc…

Gdy jest spokój, nie jest źle.

Choć już dawno zaszło słonko,

Siedzi Krysia nad golonką

I ją z gracją je!

I ją z gracją je…

 

Cicha noc, zwykła noc…

Antek umysł puścił w cwał.

Wymyślenia jest już bliski,

Jak poskromić podłe spiski,

Choć doradca zwiał!

Choć doradca zwiał…

 

Cicha noc, zwykła noc…

W jednym miejscu widać zysk.

W internecie Rysiek siedzi,

Statystyki różne śledzi,

Cieszy mu się pysk!

Cieszy mu się pysk…

 

Cicha noc, zwykła noc…

Paweł czuje wielki gniew.

Bałkaniki nie chce strawić,

Nie chce Piersi błogosławić,

Groźnie marszczy brew!

Groźnie marszczy brew…

 

Nieco później:

 

Cicha noc, święta noc…

Boja modły niesie Mu:

(Póki naród nie rozbity)

Niech działalność tej „elity”

Nie zakłóca snu!

Nie zakłóca snu…

 

 

Pani Teścia Córka

Biega, krzyczy Teścia Córka:

„Gdzież do (…) nędzy jest komórka”?

Wszędzie grzebie, wszędzie szpera,

Rewizyjnie się rozbiera,

Obmacuje części ciała,

„Gdzieś komórko się podziała”?

Poszukuje z szałem w oku.

Nie ma w środku, nie ma z boku,

Nie ma z przodu, nie ma z zadu,

Nie ma nawet po niej śladu!

A tu tyle zrobić musi:

Trza zadzwonić do mamusi,

Mężusiowi wzmóc ciśnienie,

Córce wysłać pouczenie…

Szuka w łóżku i w łazience,

Już do kibla chce pchać ręce…

Nagle… co to? Piasek śpiewa!

Coraz głośniej śpiew rozbrzmiewa!

Pani się pod boki bierze:

„Takie rzeczy tylko w Erze”!